Nowe spojrzenie na wspólną historię?

Najwyższy czas aby zacząć poważnie rozmawiać z naszymi sąsiadami Ukraińcami, trzeba skończyć z zamiataniem trudnych spraw pod dywan. Obecna sytuacja na Ukrainie jest o tyle korzystna, że pozwala Ukraińcom spojrzeć na pewne kwestie z nieco innej perspektywy. Pozostaje mieć nadzieje, że skorzystają z tej okazji, a to dla wspólnego dobra i lepszej przyszłości.

Szanowni Użytkownicy oraz Użytkowniczki portalu Kresy, obecnie napięta sytuacja u naszego wschodniego sąsiada powoduje, że coraz częściej myśli nasze biegną właśnie ku Ukrainie, oraz sprawom związanym z tragiczną historią. Budowana w pocie czoła wspólna przyszłość naszych narodów (musimy bowiem posiadać jakieś stosunki z sąsiednim państwem) nie znajdzie przecież oparcia w próżni, a dawne wydarzenia i obecne kłamstwa cały czas dzielą. Na Zachodniej Ukrainie byłem kilka razy, można powiedzieć były to zazwyczaj typowe „szlaki nostalgii” zaczynając od „odwiecznie Ukraińskiego” miasta Lviv, na Kamieńcu Podolskim i Okopach Świętej Trójcy kończąc. Zwiedzając te resztki pamiątek o dawnej Polskości tych ziem gdzieś na dnie serca czaił się nieukojony smutek, który nie mógł zostać zagłuszony nawet podziwianiem urokliwych krajobrazów (obraz bezkresnych pól wciąż pozostaje w mej pamięci) oraz pięknych Ukraińskich niewiast (jak to Słowianki).

Ukraina w 1991 roku uzyskała niepodległość, niestety przez tyle lat ważne kwestie nie zostały omówione, nie ma wspólnego stanowiska. Wciąż brakuje czasu, teraz znowu słyszy się, że najpierw Ukraińcy muszą poradzić sobie z „terrorystami i bandytami” działającymi na części ich terytorium, a potem to pewnie za jakiś czas zrobimy to co wreszcie zrobić trzeba. Czy można te słowa wziąć za dobra monetę, skoro przez tyle lat strona Ukraińska nie wykazywała chęci gruntownego omówienia tragicznej przeszłości i wypracowania wspólnego stanowiska? Jak do tej pory wszystkie trudne kwestie zamiatane są pod dywan, urastając do sporych zwałów o które czasami potknie się jeden z nieświadomych lub bardziej niezdarnych gości, budząc zażenowanie szacownego grona zgromadzonego przy wspólnym stole Polsko-Ukraińskiej przyjaźni. Ludzie ci doskonale nauczyli się jak omijać pewne tematy, kiedy przymknąć oko, aby nie psuć radosnej atmosfery panującej na tej imprezie.

Sytuacja zaczyna jednak urastać do dość niebezpiecznego zjawiska. Brak wymagającego dialogu i pozwalanie na panoszenie się kłamstwa doprowadziły do rozrostu kultu Stepana Bandery, który zapuścił korzenie i wrósł w serca wielu Zachodnich Ukraińców. Pamiętać trzeba, że wszelkim zbrodniczym ideologiom należy dać odpór i zwalczać je odpowiednio wcześniej, zanim kiełkując w ludzkim sercu spaczą je i doprowadzą do sytuacji gdy życie innego człowieka nie będzie warte nawet tej przysłowiowej kuli którą się go zabije. Myśl o wymordowaniu ludności Polskiej nie powstała ad hoc, nie była odpowiedzią na możliwą zagładę żywiołu ukraińskiego, gdyż Polacy nie mieli planów eksterminacji swoich sąsiadów. Ten zbrodniczy koncept był pielęgnowany i utrwalany wśród ludności ukraińskiej przez OUN, organizacja ta bowiem uczyła nienawiści do ludzi innego wyznania i narodowości. Wielu bowiem do ostatniej chwili nie wierzyło, że Ukraińcy mogą przyjść „rezat Lachiw”. Musimy o tym pamiętać, gdyż nie tylko na Ukrainie, ale również i w Polsce są środowiska wprost propagujące lub usiłujące wybielać tą zbrodniczą ideologię. Bowiem w porę niepowstrzymana znów może wydać swoje krwawe owoce, tak jak na Wołyniu czy w Małopolsce Wschodniej.

Czas przeprowadzić w mieszanych Polsko-Ukraińskich grupach, a następnie dobrze udokumentować ekshumacje, sprawdzić wszelkie doniesienia o ofiarach, szukać śladów dawnych wsi i osad. Trzeba skończyć z przerzucaniem się liczbami jakby chodziło o wynik obliczenia matematycznego a nie o ludzkie życia. Niestety do tej pory ciężko było znaleźć płaszczyznę do prawdziwego porozumienia z Ukraińcami. Nie mogli zrozumieć, że ich dzielni mołojcy z UPA (wykonawcy politycznego projektu OUN), walczący o wolną i niepodległą Ukrainę mogą być przez kogoś uważani za bandytów oraz zbrodniarzy. Było to kamieniem obrazy, w takiej sytuacji wszelki dialog nie był możliwy, gdyż jak mówi przysłowie głodny sytego nie zrozumie. Ukraińcy pragnęli mieć własne państwo w którym będą się mogli rządzić, bez patrzenia na „Polskich Panów”. Wedle ich opinii cel uświęcił środki które podjęli dla spełnienia tego upragnionego marzenia.

Trudna sytuacja na Ukrainie to najlepszy czas na podjecie tego dzieła (lepszej okazji nie będzie), stawiam bowiem tezę, że teraz nasi bracia Ukraińcy mogą nas zrozumieć, oczywiście jeśli wykażą choć odrobinę dobrej woli. Sytuację na wschodzie kraju można bowiem analogicznie porównać do tego co działo się i w naszej historii. Oto okazało się, że są ludzie którzy nie chcą być częścią unitarnego państwa, wolą rządzić się sami nie patrząc na „faszystów z zachodu” Ukrainy. Postanowili powołać własne rządy, siłę zbrojną i wydzielili sobie kawałek z ukraińskiego tortu. Jak możemy zaobserwować działania te nie spotkały się ze zrozumieniem rządzących krajem (co raczej nie dziwi), a szczególny opór i oburzenie wywołały wśród mieszkańców Zachodniej Ukrainy, tak ochoczo szafujących portretami Bandery i wrzeszczących raźno „smert woroham”. Co już pewne zdziwienie może wywołać, gdyż są to ludzie fetujący UPA, a więc formację walczącą o Niepodległą i Wolną Ukrainę (!), wnioskuję więc, że pojęcie wolności jest tym ludziom (banderowcom?) niezwykle cenne, a sama wolność to dobro najwyższe… czemu więc odmawiać jej innym? Wśród wspierających niepodzielność terytorialną Ukrainy, w głównych stacjach telewizyjnych, portalach i komentarzach owych „separatystów” nazywa się najczęściej „terrorystami” lub „bandytami”, dodając róże przymiotniki świadczące o ich prorosyjskich poglądach. Nie spotkałem się z określeniem, że walczący to „terytorialni patrioci”, „bohaterowie” czy też „dzieli młodzi ludzie”. Gdzie zatem kończy się to słynne Ukraińskie umiłowanie wolności?

Właśnie teraz powinniśmy wskazać braciom Ukraińcom, że ich wspaniała OUN walcząca o wolność i niepodległość Ukraińców, chciała doprowadzić do destabilizacji i oderwania części terytorium II Rzeczypospolitej. Można ich uświadomić w kontekście tego co się dzieje w obwodzie Donieckim i Ługańskim, że dla Polaków takie działania były tak samo ciężkie do przyjęcia jak te obecne dla większości Ukraińców. Tak jak teraz wysyłają przeciw „terrorystom” wojsko wraz z gwardią narodową, ostrzeliwując przy tym miasta z moździerzy oraz artylerii (co też akceptuje Ukraińskie społeczeństwo). Tak Rząd II RP z pomocą policji karał ukraińskich nacjonalistów (więzieniem lub śmiercią) za akcje sabotażowe i zabójstwa – to co można nazwać klasycznym terroryzmem, w przeciwieństwie do otwartej walki z bronią w ręku. Nie można więc nazywać takich akcji prześladowaniem ludności ukraińskiej – gdyż jest to niegodziwym nadużyciem. Dzielni mołojcy z UPA tak się rozpasali w rezaniu Polaków, że nie mogli się pogodzić z zakończeniem wojny i jeszcze do 1947 roku próbowali oderwać od Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej pewne terytoria stosując przy tym terror i mordy. Oczywiście genocyd na Polskiej ludności Wołynia i części Małopolski Wschodniej też trzeba wspomnieć. Wskazując przy tym, że „separatyści” na Wschodzie Ukrainy, nie mordują kobiet, dzieci oraz starców (wątek ludobójstwa tu nie występuje), bo sami najczęściej są Ukraińcami.

Nie szczędzi się więc owym „bandytom” najgorszych obelg i posądzeń o straszliwe zbrodnie. Szczególnie na Zachodzie Ukrainy spotykamy największe nasilenie postaw potępiających działania mające na celu oderwanie części terytorium oraz samą walkę zbrojną jako środek do osiągnięcia niezależności. Oficjalnie przecież najwięcej mówiło się o dialogu, możliwości wprowadzenia większej autonomii, tak przynajmniej było do zakończenia wyborów prezydenckich. Możliwe, że dzięki tym wydarzeniom Ukraińcy, a w szczególności zwolennicy ideologi spod znaku OUN-UPA zechcą (podstawowe pytanie to czy są do tego zdolni) również zweryfikować swoje dotychczasowe spojrzenie na naszą wspólną historię. Przecież nie wymagamy wiele, Polska tak jak Ukraina powinna żądać poszanowania swych granic terytorialnych, więc czas skończyć z gadaniem o „zakierzońskim kraju” czy „odwiecznej ukraińskości” Przemyśla. Równie niestosownym wydaje się żądanie upamiętniania poległych członków UPA, ktoś stawiania im nielegalne pomniki wypisując na nich bzdury. Gdy zaś Polacy się burzą na takie działania, żądając usunięcia tych aberracji, to straszą nas bracia Ukraińcy, ze rozwalą „cmentarz piskląt” oraz inne pozostałości polskości (powstrzymam się jednak od wywodów na ten temat). Pochówek i mogiła należy się wszystkim, upamiętnienie/pomnik już nie! Czy możliwym będzie postawienie pomnika ku czci Ługańskich lub Donieckich separatystów jeśli uda się ocalić integralność terytorialną kraju? Czemu Ukraińcy wymagają od nas abyśmy pozostawili w spokoju nielegalnie postawione pomniki ku czci UPA? Dla Polaków banderowscy heroje są bowiem tym samym czym dla nich owi „terroryści” ze wschodu… a może nawet czymś jeszcze gorszym, na wschodzie nie dochodzi bowiem do planowanej masowej eksterminacji ludności ze względu na jej pochodzenie etniczne.

Pozostaje mieć nadzieje, że uczciwa rozmowa i naświetlenie tych kwestii w odpowiednim świetle, doprowadzą do oczyszczenia atmosfery i wzajemnego zbliżenia obu narodów. Obecne doświadczenia mogą bowiem sprowadzić Ukraińców do naszego poziomu (choć nie całkiem) co przy odrobinie dobrej woli może spowodować, że spojrzą z tego punktu widzenia, w którym postawili Polaków. Oczywistym wydaje się, ze Ukraińcy będą musieli podjąć w tym wypadku większy wysiłek, otwartym pytaniem jest to czy znajdą na to siły i ochotę. Pewnym jest, że znajdą się środowiska będą usilnie torpedować możliwość takiego dialogu. Może jednak doczekamy się czasów w którym zostaną zapomniane obecnie pięknie przystrojone kopce UPA , obrazy Bandery i innych piewców nienawiści nie będą tak ochoczo noszone, czy wieszane wszędzie tam gdzie jest odrobina wolnego miejsca. Zaś straszny okrzyk „smert woroham”, nie będzie się niósł ulicami miast, bo myśl o mordowaniu innych, nie będzie już Ukraińcom miła.

Możliwa jest też inna przyszłość… pełna krwi, cierpienia i niezliczonych krzywd. Takiej przyszłości bowiem chcą wszyscy co hołdują zbrodniczym ideologiom, nawołującym do nienawiści, usprawiedliwiający mordy i bestialstwa. Jeśli Ukraińcy wybiorą tą drogę to przynajmniej powinniśmy być na to przygotowani.




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

16 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

    • Avatar
      uri :

      Panie Wepwawet. Terroryści nie są „najczęściej Ukraińcami”. To zbieranina rosyjskich dywersantów, kaukaskich najemników i po części Rosjan ze wschodniej Ukrainy. Są pewnie też w niewielkiej ilości Ukraińcy – renegaci, np. ojciec Ponomariowa jest (był?) Ukraińcem (miałem już napisać, że po ojcu jest Ukraińcem, ale to by była obraza narodu ukraińskiego). Widać za bardzo go tłukł po głowie w dzieciństwie. Terroryści odżegnują się od jakichkolwiek związków z Ukrainą i ukraińskością, czego dowodem mogą być dzisiejsze błagania tego no, jak mu tam – Puszylina (jeszcze żywego) – „Mieszkańcy Donieckiej Republiki Ludowej żyją na granicy klęski humanitarnej. Jesteśmy Rosjanami i to jest dokładnie powód, dla którego jesteśmy zabijani. Chcemy stać się częścią Rosji – powiedział lider separatystów w Doniecku Denis Puszylin”.

      • Avatar
        wepwawet :

        Poproszę o dowody na potwierdzenie tezy, że „separatyści” nie mają choćby poparcia 40-50% mieszkańców tych terenów, a co za tym idzie nie są w większej części Ukraińcami. Jeśli uzbrojeni ludzie mogą działać na tych terenach to wnioskuję, że miejscowa ludność musi odnosić się do nich przychylnie (zachowanie obojętne w takich przypadkach jest rzadko spotykane). Ludność wrogo nastawiona szybko podjęłaby współpracę z siłami prorządowymi celem uspokojenia sytuacji (informacje o pozycjach „separatystów”, mały opór, sabotaż)., co umożliwiłoby łatwiejsze i szybsze pokonanie sił okupacyjnych.

        • Avatar
          uri :

          http://wyborcza.pl/1,75477,16046531,Rosyjskie_plany_nie_wypalily___Ukraincy_nie_poparli.html
          Ważniejsze od wsparcia ludności jest wsparcie putlera. Nawet 5% populacji może sterroryzować pozostałe 95%, które jeszcze pamięta, jakie było „wsparcie” ukraińskich sił zbrojnych, ludności ukraińskiej i tatarskiej na Krymie ze strony Kijowa. Wraz ze wzrostem przewagi sił rządowych wzrośnie też i udział miejscowych Ukraińców w zwalczaniu terrorystów, a później w wyłapywaniu ukrywających się.

          • Avatar
            wepwawet :

            Wyborcza nie jest medium któremu wierzę, artykuły tam zamieszczane w większości są robione pod pewną tezę i rozmijają się z rzeczywistością. Jednak słowom Szanownego Użytkownika, jako znawcy tematu ukraińskiego zawierzyć mogę. Tak więc może być jak Użytkownik twierdzi i „separatyści” mają jedynie góra 5% poparcia ludności. Swoją drogą to pokazuje, że istnieje dla Polski zagrożenie ze strony ukraińskich nacjonalistów. Mogą oni próbować przejąć kontrole nad częścią terytorium Rzeczpospolitej, wykorzystując występowanie ludności ukraińskiej na terenach przygranicznych. Idąc tym tokiem rozumowanie wystarczy bowiem desant 100-200 banderowców w Przemyślu i mamy Przemyską Republikę czy też inny twór proszący Ukrainę o wsparcie oraz opiekę.

    • Avatar
      uri :

      Aha, to, że Pan pisze niepoprawnie „rezat Lachiw” (nie wiadomo, po jakiemu, bo ani to po rosyjskiemu, ani po ukraińskiemu, po ukraińsku jest „rizaty lachiw”, a bardziej jeszcze prawidłowo – „lachiw rizaty”) to nie grzech. Języków tych Pan nie zna i znać nie musi, choć jak się bierze za napisanie „artykułu”, to wypadałoby się conieco orientować. Ale na Boga, popracuj Pan nad polską ortografią!