Jak pan Kmicic pod Połonką z Moskwą wojował

28 czerwca 1660 roku, pod Połonką w Wielkim Księstwie Litewskim, została rozbita i zmasakrowana armia rosyjska dowodzona przez Iwana Chowańskiego. W bitwie kolejny raz wsławiła się husaria i to tak polska, jak i litewska. To właśnie w niej husarze koronni roznieśli pałaszami moskiewskich pikinierów! To właśnie w niej nieznany z imienia husarz litewski przebił sześciu piechurów jednym ciosem swej kopii, tworząc makabryczny „szaszłyk”! Zanim jednak do tego doszło, poprzedniego dnia, czyli 27 czerwca, Samuel Kmicic rozbił w pobliżu Połonki silny podjazd kawalerii rosyjskiej.

Przeciwnicy



Pierwowzór sienkiewiczowskiego Andrzeja Kmicica może i nie był tak dramatyczną postacią, jak to w „Potopie” odmalował powieściopisarz, ale nie można mu odmówić talentów wojskowych. Jednym z ciekawszych wyczynów chorążego orszańskiego Samuela Kmicica było pokonanie wspomnianego podjazdu pod dowództwem księcia Ordin–Naszczokina. Tego ostatniego wysłano spod Lachowicz w kierunku Słonimia, który 24 czerwca zajęły wojska polskie. W odwrotnym kierunku, a dokładnie rzecz ujmując spod Żurowicz znajdujących się kilka kilometrów na południe od Słonimia, na Lachowicze, wysłano Kmicica. Oba podjazdy spotkały się w pobliżu Połonki.

Podjazd Naszczokina składał się z sotni samego dowódcy oraz z przydzielonych mu rajtarów. Ci ostatni to Moskwicini świeżo (w 1659 roku) przyuczeni do walki na sposób niderlandzki. Polegał on na ostrzeliwaniu nieprzyjaciela salwami broni palnej. Sądzono, że taki sposób wojowania, w połączeniu z odpowiednią dyscypliną, góruje nad tradycyjną taktyką jazdy pomiestnej.

Ogólna liczebność wojsk Naszczokina jest sprawą dyskusyjną. Moim zdaniem najbardziej wiarygodną w tym względzie jest relacja, którą uczestnik bitwy pod Połonką spisał ledwie trzy godziny po niej, a którą drukiem wydano nieco później. Podano w niej:

„27 eiusdem [tego samego miesiąca, czyli czerwca], podjazd litewski we trzynastu chorągwi, których komendę miał P. [Pan] Kmicic z kilkąnastą też chorągwi [rosyjskich] starł się: którzy pierzchając przed naszymi, z wielką swą szkodą, aż pod Myszą się oparli [zatrzymali].”[1]

Czyli siły obu stron były mniej więcej wyrównane – liczyły po kilkanaście rot żołnierzy.

Na temat liczebności armii moskiewskiej wypowiadają się także inne źródła. Jerzy Sebastian Lubomirski, marszałek wielki koronny, którego list wydano w Gdańsku w języku niemieckim, pisał:

„Litewski hetman skierował pana Kmicica z silną partią za las, który napotkał 2000 Moskali, których szczęśliwie napadł i sprzątnął, za którym [Kmicicem] podążyły zaraz wojska litewskie i obwieścili panu wojewodzie Czarnieckiemu o wrogu. Ten natychmiast kazał trąbić „na koń”, a po tym jak [żołnierze koronni] ruszyli po południu, po krótkim czasie przebyli las i przyłączyli się do wojsk litewskich”[2]

Lubomirskiego nie było jednak pod Połonką, co nieco obniża wiarygodność jego danych. Podnosi ją za to fakt, że list ten napisał w 1660 roku (zapewne w lipcu), a także to, że Lubomirski był jedną z najlepiej poinformowanych osób w Polsce.

Znam jeszcze dwie relacje, które informują o liczebności podjazdu rosyjskiego. Spisali je polscy uczestnicy bitwy pod Połonką. Niestety spisali je dopiero po kilku dekadach.

Jakub Łoś, towarzysz chorągwi pancernej krajczego koronnego Wacława Leszczyńskiego, mniej więcej dwie dekady po tych wydarzeniach pisał:

„Stamtąd [Litwini] posłali podjazd ku Lachowicom, kędy stał [Iwan] Chowański, który był wszystkiej Litwy debellator [pogromca], który podjazd potkał [starł] się z podjazdem moskiewskim, w którym było dwadzieścia cztery chorągwi. Litwa obaczywszy liczbę chorągwi, mniemając by już wszystka potęga moskiewska następowała, strwożyli się wprawdzie zrazu, ale zaś potem obaczywszy po sile, rezolwowali się i szczęśliwie przy łasce bożej rozgromili Moskwę. Z tej trwogi jm. Pan hetman litewski [Paweł Jan] Sapieha wojewoda wileński jednego za drugim trzech posłów posyłał do jm. pana wojewody ruskiego [Stefana Czarnieckiego] o posiłek [prosząc]. A gdy nasi [Koroniarze] już prawie przed wieczorem samym w dzień niedzielny przed św. św. Piotrem i Pawłem [27 czerwca] spod Słonima ruszyli się, w Słonimie (na com sam patrzył) córy szlacheckie, wdowy, mężatki i wszytek prawie gmin łzami płacząc do Pana Boga, błogosławili nam; kędy trzy mile puszczy przeszedłszy już nocą ciemną doszliśmy litewskiego wojska, przez którego pośrodek przeszedłszy, na czele nieprzyjacielowi stanęliśmy.”[3]

Drugim ze wspomnianych uczestników bitwy był Jan Chryzostom Pasek, towarzysz chorągwi kozackiej Stanisława Widlicy Domaszewskiego. Jego zdaniem:

„Posłał tedy [Chowański] Naszczokina, drugiego hetmana, kilka mil przed sobą z pięciu tysięcy ludzi wybornych, żeby się z nami powitał.”[4]

Tyle, że Pasek pisał to nawet później niż Łoś.

Historycy zgodnie przyjmują, że Pasek i Łoś operowali zbyt wielkimi liczbami. Wytłumaczenie to jest bardzo wygodne, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę czas powstania ich relacji. Ale jest z nim zasadniczy problem…

Analizując liczebność armii rosyjskiej w bitwie pod Połonką (28 czerwca 1660 roku), doszedłem do wniosku, że nie da się pogodzić tego, iż wszyscy jej uczestnicy (także Rosjanie) podawali znacznie wyższe dane niż podają dziś historycy. Nie da się również pogodzić liczby widzianych i zdobytych sztandarów rosyjskich, z tak niską liczebnością armii, którą przyjmują historycy. Wniosek z moich rozważań był następujący:

„Naszym zdaniem, liczba żołnierzy rosyjskich wyliczana przez współczesnych historyków jest prawidłowa. Ale fakt ten nie oznacza, że na polu bitwy w armii moskiewskiej było mniej niż 10 000 ludzi. Tak bowiem armia rosyjska tej doby, jak i armia litewsko-polska, oprócz żołnierzy miała w swych szeregach również tzw. luźną czeladź. Przypomnijmy, że sami uczestnicy bitwy piszą o wojskach „wybranych”, co sugeruje istnienie również wojsk pośledniej jakości, tj. właśnie czeladzi. Ciurów nie liczono w poczet żołnierzy, ale to nie znaczy, że nie mogli oni brać udziału w walce. Bitwa nad rzeką Basią, którą zajmiemy się w tej rozprawie później, jest znakomitym przykładem pokazującym, że luźna czeladź mogła uczestniczyć w walkach nawet w pierwszej linii, tj. tak samo jak robili to zwykli żołnierze.

Biorącą udział w bitwach luźną czeladź wyposażano we własne sztandary, co tłumaczy tak wielką liczbę naliczonych przed bitwą pod Połonką jak i zdobytych w samej bitwie chorągwi rosyjskich.

Uważamy również, że skierowanie przez Iwana Chowańskiego (tj. naczelnego wodza Rosjan) luźnej czeladzi do boju, było konsekwencją tego, że armia moskiewska była mniej liczna od litewsko-polskiej. Chowański zrobił to samo, co Polacy i Litwini, którzy znaleźli się w podobnej sytuacji kilka miesięcy później (tj. w bitwie nad rzeką Basią). Mając do czynienia z liczniejszym nieprzyjacielem, użyli luźnej czeladzi aby oszukać przeciwnika i dodać otuchy własnym wojskom. Był to po prostu jeden z forteli, który stosowały obie strony w tej wojnie.”[5]

Czy podobnie działo się przed tą bitwą? Czy na podjazd wysłano nie tylko żołnierzy, ale także ludzi, których do tego grona nie zaliczano? W polskiej armii zdarzało się to wielokrotnie. Zwłaszcza wtedy, gdy podjazd miał za zadanie nie tylko rozpoznać okolicę, ale również zdobyć prowiant dla sił głównych. Czy tak było z podjazdem Naszczokina? Nie wiem. Ale całkowicie wykluczyć tego nie mogę. Dlatego, o ile uważam, że 13 rot kawalerii Samuela Kmicica starło się z kilkunastoma rotami żołnierzy rosyjskich, o tyle nie wykluczam, że sformowanych z żołnierzy i czeladzi rot Naszczokina mogło być łącznie aż 24.

Kto wygrał starcie?

Pytanie wydaje się paradoksalne. Cytowane powyżej relacje zgodnie twierdzą, że 27 czerwca w pobliżu Połonki wygrali żołnierze Samuela Kmicica. Do powyższych można jeszcze dołożyć kolejne.

Aleksander D. Skorobohaty, który 28 czerwca walczył pod Połonką jako towarzysz chorągwi kozackiej podkomorzego orszańskiego Krzysztofa Stetkiewicza, pisał:

„27 junii

Jm. pan wojewoda wileński [Paweł Jan Sapieha] wyprawił pierwszą straż przez puszczę, kilkanaście chorągwi, pod Połonką z Moskwą potkali [starli] się, wybito Moskwy, jednak wzięto naszym towarzysza pana Sielickiego. Eadem die [tego dnia] wojsko litewskie stanęło na noc pod Połonką. Eadem die [tego dnia] jm. pan Czarn[i]ecki wojewoda ruski z wojskiem koronnym stanął pod Połonką.”[6]

Bogusław Kazimierz Maskiewicz, szlachcic litewski, który w czasie bitwy pod Połonką znajdował się z zajętym przez Rosjan Nowogródku:

„[…] poszedł sam [Iwan Chowański] ze wszystkim wojskiem ku Myszy, zostawiwszy piechoty kilkaset w szańcach pod Lachowicami (a było to w niedzielę dnia 27 junii), nie bawiąc się w Myszy, szedł nocą do Połonki p. Brzuchańskiego, gdzie przed jego przyjściem pułkownik nasz [Wielkiego Księstwa Litewskiego] Kmicic w przedniej straży wyprawiony starł się z Moskwą i urwał ich część. Tymczasem i nasze wojsko pośpieszyło z Słonima.”[7]

Skoro tak, to skąd te wątpliwości? Otóż Jan Chryzostom Pasek, który służył w wojsku koronnym pod Czarnieckim, notował:

„Chowański też, hetman moskiewski, poszedł ku nam ze wszystką potęgą, której miał 40 tysięcy, zostawiwszy pod Lachowicami ludzi coś niewiele, żeby obozu pilnowali i fortece przecie, której już tak długo dobywali, żeby nie przestawali atakować, żeby jej nie dali respirium [odetchnąć]. Bo obiecował sobie ją zaraz wziąć za powrotem z imprezy, nas wprzód rozgromiwszy. I szedł właśnie tak, jako wilk na stado owiec, bo już się tak był zaprawił na Litwie, że już zawsze do nich szedł, jak po pewną wiktoryją. Posłał tedy Naszczokina, drugiego hetmana, kilką mil przed sobą, z pięciu tysięcy ludzi wybornych, żeby się z nami powitał. W wigilią tedy śś. Piotra i Pawła zetknęni się z naszą przednią strażą, która że nie była tak mocna jak ono podjazd moskiewski, posłali do wojska, dając znać o nieprzyjacielu, że go już widzą na oko. A wtem Moskwa impetem na nich skoczyli. Niżeli tedy chorągwie i ochotnik przyszły, [w] srogim opale była przednia straż; ale przecie potężnie ich wspierali [odpierali Rosjan]. Już było trupa i z tej strony, i z tej po trosze, aż dopiero, skoro my przyszli[8], obróci się na nas połowa Moskwy, a drudzy już tam z przednią strażą konkludują [kończą]. Potężnie się tedy uderzą, chcąc nas pierwszym swoim skonfundować [zmieszać] impetem; aleśmy wytrzymali, lubo kilkanaście z koni spadło. Kiedy widzą, że to i tu opierają się mocno, już drugie starcie nie tak rzeźwo pokazali. A wtem wychodzi z chojniaków [młodego lasu iglastego] chorągiew Tuczyńskiego[9]i Antonowiczowa tatarska[10]200 koni i zaraz, wyszedszy, ryścią[11]idą. Moskwa zaraz poczęli się mieszać. My też natrzemy. Nuż w nich; złamaliśmy ich zaraz. Dopiero, wziąwszy na szable, już rzadko kto i strzelił, jeno tak cięto. Ostatek ich skoczyło w ucieczkę. Dopieroż w pogoń; dojeżdżano a bito. Wtem zaszło słońce; wojsko też nadeszło i tu zaraz na owym stanęło pobojowisku.”[12]

Jak z tego wynika, Litwinom na pomoc miały przyjść co najmniej 3 roty koronne, w sile co najmniej 300 koni i to właśnie one przesądziły o wyniku bitwy[13]. Ale czy aby na pewno można zaufać tej relacji? Nie licząc Paska, wszystkie, dość liczne przecież źródła, w wojskach Kmicica widzą pogromcę Moskwicinów. O udziale Polaków w walce nie wspominają nawet słówkiem. Wszystkie zgodnie twierdzą, że armia Czarnieckiego przybyła pod koniec dnia, a nawet już w nocy. Nawet Pasek to potwierdza pisząc „Wtem zaszło słońce; wojsko też nadeszło i tu zaraz na owym stanęło pobojowisku.”. Skąd więc te roty koronne, które miały się znaleźć w odpowiednim miejscu i czasie, by przechylić szalę zwycięstwa na stronę litewsko–polską? Co prawda Kmicic informował Sapiehę o nieprzyjacielu, a ten trzykrotnie prosił Czarnieckiego o wsparcie, ale jedynie Pasek twierdzi, że takie wsparcie nadeszło jeszcze w trakcie walk.

Może i Pasek nie kłamał, gdy opisał udział wojsk koronnych i jakiś ochotników w tym starciu, ale mam nieodparte wrażenie, że mocno podkoloryzował wkład czarniecczyków w to zwycięstwo. Podkoloryzował zwłaszcza wtedy, gdy pisał „skoro my przyszli, obróci się na nas połowa Moskwy”. Miałaby połowa armii rosyjskiej (czyli zdaniem Paska około 2500 „ludzi wybornych”) uderzyć na jedną tylko rotę polską[14], podczas gdy druga połowa walczyła z aż 13 rotami litewskimi? Czy też rot polskich było wówczas znacznie więcej? Jeśli było więcej, to tym bardziej nasuwa się pytanie, dlaczego pozostałe źródła milczą na temat udziału wojsk koronnych w tej bitwie?

Nie rozstrzygnę tutaj kwestii udziału żołnierzy Czarnieckiego w walkach pod Połonką 27 czerwca 1660 roku. Mam jednak nadzieję, że moje wątpliwości zainspirują kogoś do dalszych poszukiwań i że powszechnie dziś przyjmowany pogląd o udziale wojsk koronnych w tej bitwie, zostanie oparty na solidniejszych podstawach niż tylko relacja Jana Chryzostoma Paska.

dr Radosław Sikora

Przypisy:


[1] Zwycięstwo z Moskwy od Polakow y Lithwy, Roku 1660. otrzymane. Brak miejsca druku. Biblioteka Ossolińskich, rps 189, s. 1174–1177.

[2] Ausführliche RELATION, Von der Herrlichen VICTORIA Jhrer Königlichen Maytt. zu Pohlen / etc.Vnd Blutigen Niederlage des Moßkowiters / Welche Geschehen den 28. Junii st. n. 1660. zwischen Sclonim und Lachowitz. (Biblioteka Narodowa w Warszawie, mf 37745). Fragment listu przetłumaczył Krzysztof Trybulec.

[3] Jakub Łoś, Pamiętnik towarzysza chorągwi pancernej.Opr. Romuald Śreniawa-Szypiowski. Warszawa 2000. s. 93.

[4] Jan Chryzostom Pasek, Pamiętniki.Opr. Roman Pollak. Warszawa 1987. s. 58

[5] Radosław Sikora, Taktyka walki, uzbrojenie i wyposażenie husarii w latach 1576–1710. s. 66–67.

[6] Aleksander D. Skorobohaty, Diariusz.Opr. Tadeusz Wasilewski. Warszawa 2000. s. 79–81.

[7] Bogusław Kazimierz Maskiewicz, Maskiewicza dyjaryjusz moskiewskiej wojny w Wielkim Księstwie Litewskim będącej.W: Pamiętniki Maskiewiczów. Opr. Alojzy Sajkowski. Wrocław 1961. s. 302.

[8] Trudno powiedzieć, kogo dokładnie miał na myśli Pasek pisząc „my”. Jeśli chodzi o chorągiew w której służył, to rota Stanisława Widlicy Domaszewskiego w drugim kwartale 1660 roku liczyła 116 koni etatu (Jan Wimmer, Materiały do zagadnienia liczebności i organizacji armii koronnej w latach 1655 – 1660. „Studia i Materiały do Historii Wojskowości” t. 4. Warszawa 1958. s. 510–511).

[9] Chorągiew kozacka Jana Tuczyńskiego, w drugim kwartale 1660 roku liczyła 116 koni etatu (Wimmer, Materiały, s. 506–507).

[10]Chorągiew tatarska Michała Antonowicza, w drugim kwartale 1660 roku liczyła 84 konie etatu (Wimmer, Materiały, s. 518–519).

[11]Ryść, to zdaniem Paska, wielki pęd konia (Pasek, Pamiętniki, s. 72). Krzysztof Pieniążek twierdził: „Koń za godzinę uść może stępią pół mile, za godzinę kłusem podróżnym milę, za godzinę rychcią mil dwie, za godzinę w skoku wielkim cztery [mile], w zadzierżywaniu jednak dla wysilenia.” (Hippika abo sposób poznania chowania i stanowienia koni przez Chrzystofa Pieniążka pisana. W: O myślistwie, koniach I psach łowczych książek pięcioro z lat 1584 – 1690. Opr. Józef Rostafiński. Kraków 1914. s. 27). Ryść (rychć) to więc szybki chód konia, którym w ciągu godziny można było przejechać kilkanaście (1 mila polska = 7146 metrów) kilometrów. Ryść zwano także wielkim kłusem (Tamże, s. 14).

[12]Pasek, Pamiętniki, s. 58.

[13]Marcin Gawęda, powołując się na „Polski Słownik Biograficzny” i książkę Marka Wagnera „Kadra oficerska armii koronnej w drugiej połowie XVII wieku” podaje, że jako wsparcie Kmicicowi przybyło 6–7 chorągwi koronnych pod dowództwem Piotra Mężyńskiego (Marcin Gawęda, Połonka – Basia 1660. Warszawa 2005. s. 203). Wyjaśnię jednak, że Wagner również odwołuje się do biogramu P. Mężyńskiego w PSB, a autor tego ostatniego niestety nie zaznaczył skąd pochodzi ta konkretnie informacja. Wydaje mi się, że nastąpił tu prosty błąd. O walkach przedniej straży Mężyńskiego pod Połonką pisał Jakub Łoś. Walki te zainicjowały bitwę pod Połonką 28 czerwca 1660 roku (Łoś, Pamiętnik, s. 94). Doszło więc do nich dzień później. Błędnie więc przypisano je wydarzeniom 27 czerwca.

[14]Czyli tę, w której służył Pasek. Roty Tuczyńskiego i Antonowicza miały nadejść później.

Reklama

Dlaczego zdecydowaliśmy się na ograniczenie dostępu do naszych treści?

Ponieważ nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Zawsze ktoś za nie płaci. Jeśli Czytelnicy nie wezmą na swoje barki finansowej odpowiedzialności za istnienie niezależnych, oddolnych inicjatyw dziennikarskich, takich jak Kresy.pl, wówczas na rynku pozostaną wyłącznie niskiej jakości tabloidy oraz media finasowane przez wielkie korporacje, partie polityczne i różnego rodzaju lobbies.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl to 20000 zł. 7-osobowa redakcja pracuje w pełnym wymiarze i praca ta jest naszym podstawowym, najczęściej jedynym, źródłem dochodu. Kresy.pl nie powstają po godzinach, tworzone przez amatorów. Portal jest tworzony przez wykwalifikowanych dziennikarzy oraz specjalistów z zakresu polityki międzynarodowej, którzy codziennie starają się dotrzeć do informacji istotnych z punktu widzenia interesu naszej politycznej wspólnoty.

Jeśli cenisz naszą pracę, jeśli z niej korzystasz i uważasz, że zamknięcie portalu Kresy.pl byłoby stratą, prosimy dołącz do grona osób, które współtworzą finansowe podstawy funkcjonowania naszego serwisu.




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. lipinski :

    Szanowny Panie Jerosalus, jeśli chce Pan o czymś poinformować, to bardzo proszę, ale jeśli będzie Pan przy tym używał określeń typu „żydowski ścierwojad”, „żydowski śmieć”, „żydowska kanalia” pańskie wpisy będą kasowane.

    Nie potrafi Pan kulturalnie napisać, że „X zrobił to i to, a warto nadmienić, że X był Żydem”?