Ukraina i Turcja zacieśniają stosunki. Po ostatniej wizycie prezydenta Ukrainy Piotra Poroszenki w Turcji obie strony podniosły ich poziom do strategicznego partnerstwa. Łączą ich wspólne interesy. Zbliża ich przede wszystkim Rosja.
Dla Ukrainy każdy sojusznik w konflikcie z Rosją jest dobry. Podobnie jak dla Turcji. Ankara, chcąc maksymalnie upokorzyć Moskwę, zacieśnia więzy z jej głównym wrogiem. Wcześniej Turcja mocno kolaborowała z Rosją i w stosunkach z Ukrainą zachowywała wstrzemięźliwość. Gdy jednak zestrzeliła nad Syrią rosyjski samolot, Kreml nałożył na nią sankcję, co jej prezydenta Radżepa Erdogana ubodło do żywego. Poczuł się poniżony. Tym bardziej, że Rosja dodatkowo znacznie ograniczyła jego mocarstwowe działania w Syrii i publicznie oskarżyła go o wspieranie Państwa Islamskiego. Akuszerami zbliżenia Ukrainy z Turcją są liderzy krymskich Tatarów, przebywający obecnie na emigracji na Ukrainie Mustafa Dżemilew, pełniący funkcję pełnomocnika prezydenta Ukrainy do spraw Tatarów krymskich i Refat Czubarow głowa Medżlisu Krymsko-tatarskiego Narodu, organizacji zakazanej na Krymie przez Rosję. Poroszenko w zamian za pośrednictwo w stosunkach z Turcją obiecał im utworzenie na Krymie, oczywiście po odzyskaniu go od Rosji, tatarskiej narodowej autonomii. O takie rozwiązanie ich sprawy Tatarzy dobijali się od początku lat dziewięćdziesiątych, ale władze ukraińskie obawiając się, że doprowadzi to do konfliktów międzyetnicznych problemem się nie zajęły. W 2014 r. krymscy Tatarzy usiłowali odgrzać swoją koncepcję i uzyskać dla niej poparcie Turcji, którą zawsze traktowali jako swojego naturalnego sojusznika. Ta jednak, przyjaźniąc się wówczas z Rosją, nie była zainteresowana tematem. Obecnie sytuacja zmieniła się radykalnie i Ankara przypomniała sobie o potomkach swoich dawnych poddanych
Odzyskać Krym
Podczas spotkania prezydentów Turcji i Ukrainy obaj przywódcy omówili wspólne działania na rzecz zakończenia okupacji Krymu przez Rosję. Mają to czynić w ramach międzynarodowych organizacji już istniejących i utworzonych nowych płaszczyzn dyplomatycznych. Zdaniem obserwatorów, żadnych realnych kroków obie strony w sprawie Krymu nie podejmą, bo nie są w stanie tego uczynić. Kijów oczekuje od Ankary moralnego poparcia i chce pozyskać sojusznika, który stale przypominałby opinii międzynarodowej o istnieniu problemu.
Jednak to nie tylko konflikt z Rosją spowodował zbliżenie Turcji i Ukrainy. Kijów szuka partnerów dla swojego przemysłu zbrojeniowego, który mocno podupadł, gdy zerwał on więzi z Rosją. Kijów z Turcją chciałby też utworzyć strefę wolnego handlu. Rozmowy w tej sprawie prowadził jeszcze poprzedni prezydent Wiktor Janukowycz. Po jego obaleniu w 2013 r. zostały przerwane. Obie strony liczą, że ożywiona współpraca gospodarcza zrekompensuje im utratę rosyjskiego rynku. Ankara i Kijów chciałyby, by ich wzajemny obrót handlowy w ciągu dwóch lat wzrósł do 10 mld USD. Oznacza to, że liczą, iż wzrośnie on ponad dwa razy. W minionym roku wyniósł on tylko 4,3 mld USD.
Jak zarobić na tranzycie
Oba państwa chciałyby też osiągnąć wymierne korzyści z usług tranzytowych i odgrywać rolę pomostu między Wschodem a Zachodem. Zdają sobie bowiem sprawę, że na ich terytoriach zbiegają się interesy wielkich mocarstw. Turcja w tej mierze jest uprzywilejowana, bo od dawna czerpie zyski ze swego geopolitycznego położenia. Ukraina w wyniku konfliktu z Rosją stałą się mniej atrakcyjna. Jej terytorium w ograniczonym stopniu może służyć jako przestrzeń tranzytowa między Wschodem a Zachodem. Na razie Rosja pompuje przez jej terytorium gaz, ale nie ukrywa, że chce w 2019 r. zrezygnować z usług tranzytowych Ukrainy. Obecnie Ukraina chce zarabiać na uruchomieniu połączeń tranzytowych północ-południe. Turcja tym kierunkiem jest mniej zainteresowana. Chciałaby raczej, żeby to Ukraina korzystała z jej usług. Ankarę zaniepokoił pomysł Kijowa uruchomienia połączenia morsko-kolejowego z Chinami, wiodącego z Odessy przez Morze Czarne-Gruzję-Azerbejdżan-Morze Kaspijskie-Kazachstan do Chin. Uruchomienie takiej trasy oznaczałoby duże straty dla Turcji, która chce, by nowy Jedwabny Szlak wiódł z Chin przez jej terytorium do Europy. Interesy obu państw są w tym zakresie sprzeczne. Ukraina co najwyżej może korzystać z usług Turcji. Ta może także pomóc Ukrainie w szkoleniu kadry dla floty morskiej bazującej Odessie.
Manewry na morzu
Po utracie Krymu Ukraina nie ma gdzie ich kształcić, bo uczelnia morska działająca w Sewastopolu ponownie stała się rosyjską. Przy okazji wizyty Poroszenki w Turcji obie strony przeprowadziły manewry morskie. Oczywiście w mikroskali. Nie miały one miejsca na Morzu Czarnym, ale na Morzu Marmara, leżącym między cieśninami Bosfor i Dardanele. Ze strony ukraińskiej w ćwiczeniach wzięły udział dwa okręty „Hetman Sahajdaczny” i „Bałta”. Obie strony ćwiczyły taktyczne manewrowanie i obronę powietrzną. Takie ćwiczenia mają być w przyszłości kontynuowane. Jak na ironię, gdy ukraińska flota prezentowała swoje muskuły, wybuchł w niej skandal, który ujawnili zapewne wrogowie Poroszenki. Okazało się, że w 2015 r. z floty ukraińskiej zdezerterowało 559 marynarzy, których odnaleziono tylko 122. W bieżącym roku zdezerterowało z floty jeszcze 87. Złapano 13! Po 286 marynarzach , którzy porzucili szeregi floty nie ma nawet śladu w dokumentach. W latach 2014-2015 155 oficerów ukraińskiej floty jeździło regularnie na Krym, czyli na terytorium zajęte przez wroga, co jest absolutnie niezgodne z regulaminem. Tureckie szkolenie ukraińskim marynarzom z pewnością się więc przyda.
Obserwatorzy na ogół wstrzemięźliwie oceniają możliwości współpracy Ukrainy z Turcją. Podkreślają, że będzie miała ona raczej charakter polityczny. Ukraina pogrążona w głębokim kryzysie ma niewiele do zaoferowania. Może stać się tylko rynkiem zbytu dla tureckich towarów.
Marek A. Koprowski
