Polscy politycy jak do tej pory okazywali się niezdolni do wypełnienia roli liderów, gdyż zapał do antyrosyjskiej krucjaty ostatecznie zawsze stawia ich w roli petentów wobec zachodnich mocarstw, piszących zresztą scenariusz tej krucjaty, łącznie z możliwym jej odwołaniem i postawieniem Polski w bardzo nieciekawej pozycji harcownika, za którym nie ma już armii. Polska polityka wschodnia skutecznie poróżniła nas z Czechami i Słowakami. Węgrzy nie są niczyim petentem ani harcownikiem i całkowicie zasłużenie stali się liderem Europy Środkowej. Czas, by Polacy nie tylko lubili Węgrów i głośno wyrażali wobec nich swoją przyjaźń, ale żeby się od nich także czegoś w końcu nauczyli.
Dzisiaj Dzień Przyjaźni Polsko-Węgierskiej. Uchwalony w 2007 r. były jednym z tych szczęśliwie stworzonych elementów urzędowej celebry, które w istocie odzwierciedlają żywe społeczne emocje. Wielu z nas Węgrów lubi. Wielu zna historyczne fakty-symbole: generała Bema, deklarację premiera Telekiego wobec Hitlera, że przeciw Polsce nie wystąpi, krwawy rok 1956… Niektórzy mają węgierskich znajomych i przyjaciół. Wszyscy zaś znamy dewizę “Polak Węgier dwa bratanki…”
Przez poprzednie lata przy okazji dzisiejszego święta rozważałem źródła owego wyraźnego sentymentu. Pisałem o ukształtowanej przez historię wspólnocie losu, która upodobniła do siebie Polaków i Węgrów. Pisałem też jednak i o tym, że nie jesteśmy tacy sami, i że to Węgrzy wyciągnęli ze swojej historii lepszą lekcję, ukształtowali zdrową kulturę polityczną niepodatną na masochizm walczenia za nie swoje interesy. Bratankowie potrafią prowadzić rzeczywiście podmiotową, wielowektorową politykę zagraniczną, nieopanowaną przez paniczny lęk przed wschodnim mocarstwem, lęk powodujący bezalternatywne stawianie na zachodniego protektora. Węgrzy i z Zachodem, i ze Wschodem próbują z dużym powodzeniem grać na własnych warunkach, a to dlatego, że ich polityka zagraniczna nie jest obciążona żadnymi demoliberalnymi uprzedzeniami.
Jedynym dogmatem tej polityki pozostaje sprawa narodowa, której integralnym elementem pozostają historyczne Kresy węgierskiego państwa i liczni kresowi rodacy. Polityka państwa węgierskiego i stosunek węgierskiego społeczeństwa do historycznych ziem za kordonem, a nade wszystko do kresowych Madziarów ma charakter priorytetowy i powszechnie uświadomiony. Węgrzy, szczęśliwie dla nich, nigdy nie dorobili się swojego Giedroycia i giedroyciowców, którzy z poświęcania historycznego dziedzictwa i interesów własnych rodaków uczynili fundament polityki zagranicznej. W polskich warunkach polityka kresowa Budapesztu pozostaje niedoścignionym na razie wzorcem.
Dzisiaj przyjaźń polsko-węgierska zyskuje realną treść polityczną. Węgrzy nie tylko pokazują, że można nie dać się wykorzystywać jako mięso armatnie przeciw Moskwie, ale że można nawet odcinać kupony od relacji z nią. Elita polityczna Węgier jako pierwsza dokonała mentalnej emancypacji, dekolonizacji swojej świadomość wobec zachodu. Najpierw gdy w 2010 r. odrzuciła ekonomiczny protektorat Komisji Europejskiej i Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Potem gdy generalnie zakwestionowała ideologię dalszego ograniczania państw narodowych na rzecz procesu federalizacji Europy. I wreszcie gdy wyciągnęła z tego praktyczne wnioski dokonując politycznej rebelii przeciw ideologicznie motywowanej bierności wobec inwazji nielegalnych imigrantów, wydając dyskursywną wojnę zachodniej, liberalnej poprawności politycznej.
Wśród niektórych polskich publicystów pojawiły się ostatnio, w kontekście spotkania Kaczyńskiego z Orbanem oraz niedawnej wizyty prezydenta Dudy w Budapeszcie, głosy twierdzące, że Polska daje się wymanewrować Orbanowi, że traci pozycję lidera. Prawdą jest, że w istocie to Węgry są dziś liderem Europy Środkowej. Są nim jednak nie dzięki pijarowskim tanim gierkom Viktora Orbana, tylko dlatego, że węgierskie elity wskazują Europie Środkowej rzeczywiście istotne uwarunkowania jej funkcjonowania i sposoby pozytywnej odpowiedzi na nie. Wskazują, że Europa Środkowa musi się emancypować wobec zachodnich struktur zależności i eksploatacji a nie wikłać się w rolę przedmurza w nowej „zimnej wojnie” ze wschodem. Wskazują, że trzeba wypracować wręcz polityczny mechanizm izolowania się do zachodniego wpływu politycznego i panujących na zachodzie tendencji ideowych i kulturowych, każących zachodnim europejczykom biernie przyglądać się gwałtom i zbrodniom dokonywanym w ich państwach przez imigrantów, oraz odpowiadać na te gwałty malowaniem kolorowymi kredkami pacyfek na ulicach Brukseli.
Polscy politycy jak do tej pory okazywali się niezdolni do wypełnienia roli liderów, gdyż zapał do antyrosyjskiej krucjaty, ostatecznie zawsze stawia ich w roli petentów wobec zachodnich mocarstw, piszących zresztą scenariusz tej krucjaty, łącznie z możliwym jej odwołaniem i postawieniem Polski w bardzo nieciekawej pozycji harcownika, za którym nie ma już armii. Polska polityka wschodnia skutecznie poróżniła nas z Czechami i Słowakami. Węgrzy nie są niczyim petentem ani harcownikiem i całkowicie zasłużenie stali się liderem Europy Środkowej.
Karol Kaźmierczak
