Rosyjska waluta dołuje, wczoraj zanotowała historyczny spadek. Za jednego dolara trzeba było w Moskwie zapłacić ponad 40 rubli, za euro ponad 50.
Według rosyjskich analityków osłabienie rubla jest wynikiem spadku cen ropy naftowej, sankcji gospodarczych nałożonych na Rosję przez kraje zachodnie, a także pomyślnych danych dotyczących gospodarki USA.
Jerzy Bielewicz, prezes stowarzyszenia Przejrzysty Rynek, mówi, że Rosja ma problem z płynnością finansową, co może się zmienić dopiero w dłuższej perspektywie.
– To, co robi Rosja, to jest utrata wiarygodności międzynarodowej, dlatego, że agresja w Europie to nie są metody XXI w., tylko wieku XIX, najdalej XX w. Rosja tak właśnie jest postrzegana – jako ta Rosja imperialna, która stara się siłą rozszerzyć swoje wpływy. To źle wpływa na wiarygodność. A wiarygodność tracą nie tylko te przedsiębiorstwa, przeciwko którym ogłoszono sankcje, ale wszystkie przedsiębiorstwa w Rosji, nawet te zagraniczne. One wszystkie są po prostu odcięte od finansowania– mówi Jerzy Bielewicz.
W IV kwartale rosyjskie banki i koncerny muszą spłacić wierzycielom zagranicznym 55 mld dolarów z tytułu rat kapitałowych i odsetek od zaciągniętych kredytów.
Obecnie praktycznie jedynym źródłem walut na rosyjskim rynku jest Bank Rosji. Eksporterzy ograniczyli sprzedaż walut do niezbędnego minimum, gdyż sami potrzebują dolarów i euro do regulowania własnych zobowiązań.



























