Sidarewicz atakuje Polaków

Na stronie internetowej „Naszej Niwy” ukazał się artykuł, który udowadnia, że atakować Polaków i ich pamięć historyczną potrafią nie tylko niektórzy państwowi urzędnicy i prokuratorzy. Atakują nas także niektórzy przedstawiciele środowisk opozycyjnych.

Sprawa oskarżenia przed sądem kapitan Weroniki Sebastianowicz za postawienie krzyża ku czci Anatola Radziwonika o której piszemy wraz z rozwojem sytuacji, stała się także przedmiotem zainteresowania białoruskich mediów niezależnych i blogerów. Wczoraj na stronie „Naszej Niwy” opublikowano artykuł opozycyjnego historyka Anatola Sidarewicza pod tytułem “Weronikę Sebastionowicz wykorzystali do prowokacji lub nawoływanie do rozliczenia”.

Sidarewicz jest białoruskim opozycjonistą od lat 60. Jednym z założycieli partii socjaldemokratycznej Грамада, często publikującym w opozycyjnych żurnalach. To ważna postać dla tej sfery.

Fałszowanie historii

W swoim artykule Sidarewicz dokonał brutalnego ataku na Armię Krajową i pamięć o niej. Atakuje jej „złoczyństwa” i w ogóle „złoczyństwa Warszawy”. Użył on całego zestawu mitów obecnych w języku białoruskich nacjonalistów. Dziwi się on, że Armia Krajowa walczyła o granice Polski z 1921 roku. A cóż w tym dziwnego? Granica ta została zniesiona poprzez zbrojną agresję Niemiec i Związku Sowieckiego na Rzeczpospolitą w wrześniu 1939 r. Polacy walczyli tutaj właśnie z agresją sowiecką w imię swojej wolności. Wokół Grodna, w okolicy Lidy czy Szczuczyna Polacy stanowili w czasie II światowej wojny większość ludności i jako swoje prawo do wolności rozumieli prawo należenia do państwa polskiego.Ocena tego jako walki z Białorusią czy Białorusinami jest bezsensowna, bo państwa białoruskiego przed 1991 nie udało się skutecznie zorganizować. Jedyną białoruską z nazwy republiką była w latach 1921-1991 БССР. Czy Sidarewicz uważa stalinowską sowiecką republikę za narodowe państwo białoruskie? Bo to właśnie z nią i całym systemem sowieckim walczyła w latach 1945-1953 Armia Krajowa.

Do lat 40 XX wieku ziemia obecnej grodzieńskiej oblasti była zamieszkana w większości przez Polaków a granica z 1921 r. była uznana przez wszystkie państwa świata w tym także przez CCCP i БССР (aż do zdrady z 17 września 1939 r.).Śmieszne jest oburzanie się że Polacy Grodzieńszczyzny w latach 40 pozostawali lojalni wobec Rzeczpospolitej a nie wobec marzeń białoruskich nacjonalistów.Bo te marzenia stały się rzeczywistością dopiero w 1991 roku. Takie oburzenie się, takie oskarżanie to jest prezentyzm – przenoszenie w przeszłość, w historię, realiów dzisiejszych. W latach 40 XX wieku realia była całkiem inne i bez sensu jest oceniać je ze współczesnego, politycznego punktu widzenia. Takie oceny można nazwać uprawianiem propagandy a nie historii, a przecież Sidarewicz jest po profesji historykiem.

Walka AK była także walką o osobistą swobodę mieszkańców Grodzieńszczyzny. O wolność od totalitaryzmu. Czy się do Sidarewiczowi podoba czy się nie podoba to właśnie Armia Krajowa była na Grodzieńszczyźnie jedyną zorganizowaną siłą militarną, która walczyła z obydwoma zbrodniczymi totalitaryzmami – tym niemieckim i tym sowieckim. To dlatego do AK przystępowali także prawosławni Białorusini. AK walczyła o taką wolność, której nie mogli zapewnić białoruscy nacjonaliści kolaborujący z Hitlerem, zbrodniarzem takim samym jak Stalin. Sidarewicz oburza się, że AK zwalczała w czasie wojny „białoruskich aktywistów”. A o których aktywistów mu chodzi? Tych współpracujących ze Stalinem, czy tych współpracujących z Hitlerem? O tym kogo ma na myśli dowiadujemy się z jego kolejnego tekstu z livejournal gdzie jako przykład “polskiego terroru” ukazuje likwidację w Lidzie w 1943 r. Juliana Sakiewicza – niemieckiego kolaboranta, wcześniej naczelnika policji okupacyjnej w Mińsku. Panie Sidarewicz – chyba już czas na refleksję i „rozliczenie” “białoruskiego aktywizmu” polegającego na współpracy z Niemcami, bo to Niemcy (jak i Sowieci) dopuszczali się tutaj prawdziwych „zbrodni przeciwko ludzkości” a nie Armia Krajowa. Dodajmy że w tym drugim artykule Sidarewicz zrównał Armię Krajową z niemieckim SS!

Obozy koncentracyjne?

W dalszej części artykułu Sidarewicz atakuje Rzeczpospolitą za „obozy koncentracyjne 1919-1921 w jakich [według niego] głodem i tyfusem niszczono Białorusinów”. To sformułowania podobne do tych jakich używają rosyjscy imperialiści i historycy „sowieckiej sławy”. Faktycznie w polskich obozach jenieckich zmarło wielu jeńców z Czerwonej Armii. Ale nie było to wynikiem celowej polskiej polityki. W czasie wojny 1919-1921 umierali z głodu i chorób nie tylko sowieccy jeńcy, inni internowani ale też wielu obywateli Rzeczpospolitej czy polskich żołnierzy. To była straszna wojna która w dodatku nastąpiła zaraz po zniszczeniach I światowej wojny. Powszechny głód i choroby były efektem zniszczeń wojennych i rozpadu gospodarki a nie celowym działaniem polskich władz.

Sidarewicz pisze też o więzieniu w Berezie Kartuskiej. Zapomina chyba, że „białoruskimi działaczami” jakich tam więziono byli głównie członkowie Komunistycznej Partii Zachodniej Białorusi. Czy uważa on tych komunistów za reprezentantów białoruskich dążeń narodowych?

W końcu Sidarewicz oskarża AK o „zbrodnie przeciwko ludzkości” na Podlasiu. Chodzi mu chyba o zabicie około 80 prawosławnych chłopów przez oddział polskiego Narodowego Zjednoczenia Wojskowego w 1946 r. Tylko trudno zrozumieć jak ten przypadek działań innej organizacji na innym terytorium ma wpływać na ocenę działalności Armii Krajowej na Grodzieńszczyźnie a osobno podporucznika Radziwonika.

Z pozycji białoruskich

Kończąc część historyczną Sidarewicz podkreśla, że działania represyjne wobec pani Sebastianowicz to „działania obiektywnie z pozycji białoruskich”.Dalej rozwija już teorię spisku.Według niego okazuje się, że ustawienie krzyża to nie inicjatywa Mieczysława Jaśkiewicza i kapitan Sebastianowicz tylko „dobrze obliczona prowokacja” tych co „mają pieniądze” i „nie mogą działać jawnie”. To już jest język typowy dla stalinowskiej propagandy, która też tłumaczyła procesy sądowe -pokazuhy współpracą oskarżanych z „tajnymi agentami innych krajów”. Trudno dyskutować z tego typu wypowiedziami. Na zakończenie Sidarewicz wezwał do ukarania pani Sebastianowicz tak, żeby była „przestroga dla innych”. Wiadomo – nacjonaliści białoruscy mogą być przeciw władzy, chyba że ta władza bije w Polaków, wtedy zawsze znajdą dla niej dobre słowo.

Sidarewicz to stary szowinista. Pamiętam jego liczne artykuły z 1990 roku w gazecie “Література і мастацтва” liderującej wtedy białoruskiemu odrodzeniu narodowemu. W artykułach tych atakował on utworzony wtedy Związek Polaków, oczywiście twierdząc że na Białorusi żadnych Polaków nie ma. Sprzeciwiał się więc otwieraniu szkół z polskim językiem. Fałszował historię tak jak teraz. Dziś wzywa do karania starszej weteranki AK za postawienie krzyża ku czci dawnego dowódcy. Pół roku temu pisano tu na blogu o podejrzeniach, że działacze „Konserwatywno-Chrześcijańskiej Partii-Białoruskiego Frontu Narodowego” Z. Paźniaka zniszczyli krzyż postawiony w Kuropatach ku czci polskich oficerów. Niestety wśród tak nazywanych białoruskich środowisk niezależnych, narodowych czy opozycyjnych nie brakuje wrogich Polakom szowinistów.Pewnie jest to mniejszość, niestety my Polacy nie czujemy mocnej solidarności tych białoruskich działaczy, którzy nie są szowinistami.

W dyskusję z Sidarewiczem wszedł inny historyk Aleś Paszkiewicz. Nie zgadza się on z sądzeniem pani kapitan Sebastianowicz i krytykuje Sidarewicza za jego artykuł. Jednak Paszkiewicz w sumie zgadza się z poglądami o historii które wyraził Sidarewicz ale twierdzi, że dziś atakowanie Polaków nie ma sensu. Bo dziś to Polska daje pieniądze na stypendium Kalinowskiego i na Belsat. Czas żeby działacze białoruscy zrozumieli, że tutejsi Polacy mogą mieć swoją tożsamość i swoje poglądy o historii.


MP/polacygrodzienszczyzny.blogspot.com

forma płatności