Mieszkańcy półmilionowego Mariupola we wschodniej Ukrainie walczą o swoje prawo do oddychania czystym powietrzem.
Ponad 10 tys. ludzi wyszło niedawno na ulice domagając się od zakładów Azovstal i MMK Illich Steelworks zaprzestania emisji trującego smogu, który praktycznie codziennie unosi się nad miastem; oba zakłady należą do Metinvest Holding miliardera Rinata Achmetowa. Pomimo przygotowanych zarówno przez zakłady jak i władze raportów, według których emisja zmniejszyła się, mieszkańcy twierdzą, że przemysłowe molochy nadal zatruwają powietrze, stopniowo zabijając Mariupol, a także unikalną florę i faunę Morza Azowskiego. Tymczasem kontrolerzy wydają się nie zauważać zatruwania środowiska i jego katastrofalnych skutków.
Tysiące ludzi podpisało petycję, w której sprzeciwili się smogowi i przedstawiło ją prezydentowi, rządowi, rzecznikowi praw obywatelskich, a nawet frakcji Zielonych w Parlamencie Europejskim. Protestujący gotowi byli zablokować prace zarówno władz miasta jak i zanieczyszczających zakładów dopóki nie zostaną wprowadzone w życie nowoczesne metody utrzymywania czystego powietrza oraz dopóki władze nie zaczną przedstawiać dokładnych raportów dotyczących składu powietrza, którym oddychają mieszkańcy. Niespotykana wcześniej skala protestów zmusiła właścicieli zakładów do pójścia na ustępstwa.
Nadmorska komora gazowa
Mariupol, leżący nad brzegiem morza, ma najbardziej zanieczyszczone powietrze na całej Ukrainie. Znajdują się w nim największe w kraju zakłady zajmujące się produkcją stali i koksu. Emitują one 25% wszystkich zanieczyszczeń powietrza w obwodzie donieckim. “W Mariupolu można zobaczyć i dotknąć powietrza, którym się oddycha” – żartują mieszkańcy.
Rocznie na jednego mieszkańca przypada 800 kg przemysłowych zanieczyszczeń. To ponad osiem razy więcej niż średnia ilość zanieczyszczeń na mieszkańca Ukrainy. Co piąty mieszkaniec Mariupola umiera na raka płuc, a lokalny cmentarz jest ponoć największym w Europie. Socjologowie donoszą o znacznym spadku cen nieruchomości i mieszkańcach masowo opuszczających miasto. Tymczasem ani burmistrz, ani kontrolerzy nie uważają sytuacji w Mariupolu za tragiczną.
Azovstal i MMK Illich Steelworks stoją za 98% emisji. Są także filarami miasta, jako że należą do nich sklepy, producenci żywności i drogerie, a w zakładach pracuje 40 tys. mieszkańców. Ludzie cierpliwie znosili pył i smog powodujące pieczenie oczu i zawroty głowy, aż do ostatniej jesieni kiedy to sprawy znacznie się pogorszyły. Żrący “zapach pieniędzy” – jak smog określają miejscowi – rozprzestrzenił się do dzielnic odległych od zakładów, a dusząca chmura wisi teraz nad miastem każdego dnia.
Mariupol jest jedynym miastem na Ukrainie, którego mieszkańcy nie otrzymują oficjalnych ostrzeżeń przed złą pogodą czyniącą przebywanie na zewnątrz, a nawet otwieranie okien niebezpiecznymi. W bezwietrzne i mgliste dni wyziewy nie rozprzestrzeniają się wystarczająco szybko i zamiast tego koncentrują się na terenach mieszkalnych w pobliżu zakładów. Kiedy tak się dzieje ulice zamieniają się w komory gazowe. Najbardziej cierpią dzieci.
“Nasza dzielnica była kiedyś uważana za czystą, bo znajduje się daleko od fabryki” – mówi Inna Dmitriszina, matka dwuletniej Mariany i czteroletniej Dariny. “Teraz nawet zamknięte okna nie chronią przed pyłem i dymem. Moja córka ma przewlekłe zapalenie oskrzeli i nie może oddychać bez inhalatora. Miejscowe oddziały pulmonologiczne są przepełnione. ‘Co tam się dzieje? Wygląda to jakby brakowało nam inhalatorów zanim jeszcze je dostarczymy”. – zastanawiał się dostawca z Doniecka kiedy kupiłam jeden dla mojej córki.”
W ciągu 10 miesięcy nad Mariupolem smog wisiał przez 187 dni – ponad pół roku. We wrześniu powietrze było trujące przez 23 z 30 dni. Tylko w październiku trzy razy ogłoszono średni do wysokiego poziom zanieczyszczenia. W tych okresach mieszkańcom oficjalnie zaleca się noszenie na zewnątrz specjalnych ochronnych masek i strojów.
“Kiedy jest ciepło smog jest w stanie pokryć tereny sportowe, na których dzieci mają lekcję WF, w ciągu kilku sekund. Dzieci zaczynają się dusić. Powszechne w takich sytuacjach jest teraz “ewakuowanie” ich z powrotem do szkoły” – mówi Eleonora Haiworońska, nauczycielka WF ze szkoły nr 53 i działaczka kampanii na rzecz ochrony środowiska. “Czasami musimy zapewnić pierwszą pomoc dzieciom, które źle się czują.” Dodaje, że dzieci chorują masowo, zwłaszcza w trakcie tych ataków smogu. Lekarze diagnozują u nich ostre zakażenia układu oddechowego zamiast zapalenia oskrzeli spowodowanego przez toksyczne wyziewy. W efekcie rodzice nie mogą udowodnić w sądzie, że miejscowy przemysł wpłynął negatywnie na zdrowie ich dzieci.
Służba sanitarna informowała nawet, że poziomy pyłu i toksycznych substancji, takich jak siarczek wodoru, tlenek węgla, fenol i formaldehyd, przekroczyły akceptowalny poziom 25% we wszystkich próbkach powietrza. Według niej tereny sanitarne, które miały chronić ludzi przed trującymi gazami nie spełniają już swojej roli i zanieczyszczenia dotarły do terenów mieszkalnych. Jednak kiedy ekolodzy żądają zbadania poziomu zanieczyszczenia by dowiedzieć się czym właściwie oddychają ludzie gdy miasto pokrywa smog, służba sanitarna znajduje powody by tego nie robić, takie jak przeprowadzana reforma albo brak paliwa do samochodu.
Licencja na zatruwanie?
Przebudowa spiekalni i ograniczenie emisji przez Azovstal do 2012-13 zostały przedstawione zakładom przez Ministerstwo Środowiska jako warunki przyznania licencji. We wrześniu 2012 lokalne władze razem z Metinvestem Achmetowa uchwaliły nowy Program Poprawy Zdrowia w Mariupolu, który odsunął modernizację o cztery lata. Po 4 listopada podjęto decyzję o zawieszeniu jej zupełnie. W efekcie kolejny atak smogu zebrał rekordową ilość 10 tys. protestujących na miejskim rynku. W maskach ochronnych szturmowali ratusz domagając się rezygnacji biernego burmistrza, Jurija Chotłubeja, i innych urzędników państwowych. Kilka dni później zarząd Azovstalu ogłosił zaprzestanie prac w celu przeprowadzenia remontu i wskazał na dym pochodzący z obróbki materiałów odzyskiwalnych zawierających torf jako na możliwe źródło duszącego smogu. Pracownicy zakładu mówią, że prawdziwy powód to cięcia wydatków. Mając przestarzałe urządzenia oczyszczające i ponad stuletnie metody produkcyjne huta nie ma jak zmieścić się w limitach emisji. Jeśli spróbują, stal i koks staną się zbyt drogie.
“Niestety, ukraińskie zakłady przemysłowe nie biorą pod uwagę zagrożenia dla środowiska podczas kalkulacji finansowych” – mówi Pawło Chazak, lider kampanii na rzecz trwałego rozwoju i źródeł energii w Ukraińskim Stowarzyszeniu Ekologicznym Zielony Świat. “Paradoksalnie, ukraińskie prawo dotyczące ochrony środowiska uważane jest za jedno z najnowocześniejszych w Europie, ale po prostu nie działa. Kontrolerzy w gruncie rzeczy zezwolili dużym zakładom przemysłowym na zatruwanie wody i powietrza ilością trujących chemikaliów niebezpieczną dla zdrowia. Urzędnicy zajmujący się środowiskiem i lokalne władze ostrzegają mieszkańców Mariupola, że huta nie może ograniczyć emisji z powodu obecnie stosowanych procesów technologicznych.”
Według Mykoli Afanasiewa, byłego dyrektora rozwiązanej obecnie Państwowej Inspekcji na Rzecz Ochrony Morza Azowskiego, zakłady co roku odsuwają wprowadzenie ważnych rozwiązań chroniących środowisko. W efekcie poziomy najmniej szkodliwych i widocznych chemikaliów w mariupolskim powietrzu zmniejszyły się, podczas gdy ledwie zauważalnych i ekstremalnie toksycznych pozostały bez zmian.
Eksperci sugerują różne rozwiązania, w tym znaczne zwiększenie kar finansowych i większą surowość w pociąganiu do odpowiedzialności – w tym karnej – za łamanie praw o ochronie środowiska. Łamanie przepisów nie byłoby już dla zakładów opłacalne, a władze nie mogłyby udawać, że problem nie istnieje.
Ostrzeżenie dla systemu
Ponad 13 tys. ludzi podpisało petycję przed protestem Stop Smogowi. 4 listopada protestujący nalegali, by reprezentujący miasto członkowie parlamentu rozpoczęli prace nad koniecznymi zmianami w prawie, biorąc pod uwagę sytuację w nowym parlamencie. Jasno dali do zrozumienia, że nie żądają zamknięcia zakładów, ale przejrzystości i odpowiedzialności, przestrzegania przepisów o ochronie środowiska i poszanowania prawa do bezpiecznego i zdrowego życia.
“Nasz protest to ostrzeżenie dla systemu, że nasza cierpliwość się wyczerpuje.” – czytamy w petycji przeciwko smogowi. “Doprowadzeni do ostateczności, ludzie żądają od władz natychmiastowego rozwiązania problemu. Nie wierzymy już w pozory podjęcia kroków przez władze i zarząd zakładu!”
Protestujący naciskają na Radę Najwyższą Ukrainy, by wprowadziła poprawki do Ustawy o “Środowiskowych Strefach Bezpieczeństwa” nadając odpowiedni status miastom, które są niebezpieczne z powodu zarówno katastrof jak i długoterminowego wystawienia mieszkańców na czynniki negatywnie wpływające na zdrowie.
Z kolei Metinvest obiecuje zainwestować ponad 620 mln dolarów w poprawę sytuacji w Mariupolu do 2020 r. jednocześnie przypominając, że miejscowa huta przynosi duże straty. “Pomimo strat, nie przestajemy finansować przebudowy na skalę niespotykaną przez ostatnie 50 lat” – mówi rzecznik holdingu.
Program Poprawy Zdrowia 2012-2020, którego projekt został opracowany we współpracy z ekspertami Metinvestu i zaakceptowany przez radę miasta przewiduję zmniejszenie emisji o 40% “jeśli sytuacja na rynku będzie wystarczająco korzystna.” Jednak przyszłość huty nie wygląda różowo w obliczu znowu odczuwalnego kryzysu, więc mieszkańcy Mariupola podchodzą do oficjalnych zobowiązań z dystansem.
Obecnie mieszkańcy Mariupola przyzwyczajają się do otwartych okien, spacerów po parkach i oddychania powietrzem bez sadzy dopóki prace toksycznej spiekalni Azovstalu są zawieszone. Działacze mówią, że nie będą brać udziału w protestach dopóki powietrze nie jest zanieczyszczone. Protest przeciwko smogowi w Mariupolu sygnalizuje wzrost aktywności obywatelskiej niewidziany wcześniej w rejonie Donbas. Eksperci uważają, że może on służyć jako wzór dla innych miast zagrożonych zanieczyszczeniami.
Natalia Kommodova
„The Ukrainian Week”
Tłumaczenie: Mateusz Truszkiewicz
