A jakże inaczej mogłaby wyglądać ta mapa (a może w ogóle by jej nie było) gdyby ukraiński chłop pomyślał trochę bardziej perspektywicznie i 10 lat wcześniej poszedł za Petlurą.
Słynące z wielu ciekawych i pożytecznych publikacji ukraińskie wydawnictwo „Kartografia” z Kijowa wydało w 2010 roku mapę „Ukraina. Hołodomor 1932-33”. Warto zaprezentować ją polskiemu czytelnikowi, zwłaszcza, że w roku bieżącym i następnym mija 80-ta rocznica genocydu zwanego Wielkim Głodem.
Zasadniczą część publikacji stanowi mapa Ukrainy w skali 1 : 1500 000, na którą naniesiono wszystkie pomniki Wielkiego Głodu ustawione do czasów współczesnych na terenie tego kraju. Każdy z pomników został na mapie oznaczony krzyżykiem, choć w rzeczywistości mają one różne kształty. Ów las krzyży, szczególnie gęsty w centralnej Ukrainie, w obwodach: kijowskim, czerkaskim, czernihowskim, robi przytłaczające wrażenie. Oczywiście pomniki Wielkiego Głodu stoją także we Lwowie, Łucku, zakarpackim Mukaczewie, czy nawet na Krymie, ale tam tylko „na pamiątkę”, zaś tereny Podola, Ukrainy centralnej i wschodniej, były tymi gdzie ludzie masowo marli z głodu.
Mapa ta nie jest jednak tylko mapą. Można ją nazwać wręcz mini-kompendium o Wielkim Głodzie. Prócz owej zasadniczej, wielkiej mapy, zawiera ona jeszcze dwie mniejsze. Jedna z nich obrazuje rozmieszczenie buntów chłopskich w Ukraińskiej SRR, które miały miejsce w 1930 roku. Zobrazowano je z podziałem na okręgi i w przeliczeniu na 100 tys. mieszkańców. Warto zauważyć, że najbardziej zbuntowanym był okrąg Szepetówka, który graniczył z II RP. Na jego terenie tych buntów było ponad 40. Inne buntownicze okręgi to: Pryłuki, Berdyczów i Tulczyn. Mapka ta zmusza do zadumy nad prostą chłopską mentalnością, która każe buntować się dopiero wtedy, kiedy wróg dobiera się do przysłowiowego tyłka. Chłop, jeśli nie odczuje tego na swojej skórze – siedzi cicho. Tylko, że kiedy bolszewik wlazł do chaty, było już niestety za późno. A jakże inaczej mogłaby wyglądać ta mapa (a może w ogóle by jej nie było) gdyby ukraiński chłop pomyślał trochę bardziej perspektywicznie i 10 lat wcześniej poszedł za Petlurą. Wówczas większe byłyby szanse na to, że będzie „w swojej chacie swoja prawda”, a nie sowiecka.
Nie mniej ważna jest druga mini-mapka ukazująca wzrost śmiertelności w latach Wielkiego Głodu w porównaniu do roku 1927. Na najbardziej zagłodzonych terenach (obecne obwody: żytomierski, kijowski, czerkaski, połtawski, charkowski) była ona nawet 14-krotnie większa niż we wspomnianym 1927 r. Nawet w najmniej zagłodzonych obwodach (doniecki, czernihowski) przekraczała wskaźnik z 1927 roku 5-6-krotnie. Na mapę tę naniesiono również kierunki przesiedleń mieszkańców Białoruskiej i Rosyjskiej SRR na wymarłe w wyniku głodu tereny. Podaje się, że w 1933 roku na te obszary skierowano 329 eszelonów, które przywiozły w sumie ponad 1 milion 117 tys. nowych osadników. Czemu zatem dziwić się, że dziś we wschodniej Ukrainie mało komu przeszkadzają pomniki Lenina, Stalina, Dzierżyńskiego i innych, którzy wprost i nie wprost (tworząc bandycki system) odpowiedzialni są za ten genocyd. Wszak znaczna cześć mieszkańców tego terenu nie odczuła na sobie zbrodniczych skutków Wielkiego Głodu. Oni przyjechali już po, im władza sowiecka dała pracę i domy, ich dzieci nikt nie zjadał z głodu. Deliberując dziś zawzięcie nad podziałem Ukrainy warto nie zapominać… o tamtych eszelonach.
Niejako tytułem uzupełnienia mapy (na jej odwrocie) opisano pokrótce historię Wielkiego Głodu, zaczynając od przyczyn, poprzez mechanizmy, jego antyukraiński charakter (szacuje się, że ponad 90% ofiar to byli Ukraińcy), aż po straty demograficzne i ocenę prawną tego zjawiska. Ilość ofiar Wielkiego Głodu szacuje się na nawet ponad 10 mln osób, w tym bezpośrednio zmarło w wyniku śmierci głodowej prawie 4 mln. Można zatem powiedzieć, że sowieccy komuniści zagłodzili ilość ludzi dorównującą jednemu, wcale nie najmniej licznemu, narodowi europejskiemu!
Opisane zostały także formy upamiętnienia ofiar Wielkiego Głodu. Pierwsze pomniki na terenach gdzie panował stanęły dopiero w 1989 r. w obwodzie charkowskim. Obecnie jest ich na Ukrainie ponad 7100. Fotografie kilkudziesięciu z nich zdobią mapę. Niektóre, prócz oczywistej wartości historycznej, mają także dużą wartość artystyczną. Inne zaś wstrząsają niemal, mimo prostoty formy – jak postać małej dziewczynki ze „słynnymi” trzema kłosami…
Wydawca nie zapomniał także o wzbogaceniu mapy materiałami archiwalnymi. Zdobi ją kilkadziesiąt starych zdjęć z czasu Wielkiego Głodu przedstawiających: rozkułaczanie, odbieranie zboża, pilnowanie magazynów z zarekwirowaną żywnością, a także fotografie ofiar głodu, porzucone, zwinięte w konwulsjach postacie ludzkie. Na sąsiadujących z tymi potwornymi zdjęciami reprodukcjach pokazano propagandowe plakaty sowieckie z tamtego okresu, które nawołują do ochrony pól przed „wrogami klasowymi”, oddawania państwu całego plonu, czy przepędzania kułaków (ci ostatni obowiązkowo ubrani są w wyszywanki).
Okrutne jest to wydawnictwo – jeśli tak można powiedzieć o mapie. Z drugiej jednak strony niezbędne jak lekarstwo. Patrząc na mapę widzimy, że strefa Wielkiego Głodu kończy się jak nożem uciął na Zbruczu i wschodniej granicy II RP – jakby koło Szepetówki były inne ziemie niż koło Ostroga? Wiemy dobrze, że nie w tym różnica. I warto by pamiętali o tym także ci z naszych wschodnich sąsiadów, którzy nieraz nader ochoczo wrzucają do jednego wora ucisk ze strony polskiej władzy z tym, co robili na Ukrainie sowieci. Warto też aby pamiętali o tym także ci, jak się okazuje wciąż aktywni „apologeci” Wielkiego Głodu. Wyszukują oni dziesiątki argumentów na to, że był on nieunikniony, że koniec końców był nieodzowny dla industrializacji Ukrainy itd. itp. Pomijając oczywistą absurdalność takich twierdzeń, trzeba zawsze przypominać, że były takie tereny, gdzie owego głodu nie było – zaraz za Zbruczem. Zaś głód na najurodzajniejszych ziemiach na świecie, jest sam sobie zjawiskiem absurdalnie niemożliwym, a urzeczywistnić go mogą, zwłaszcza w takiej skali, tylko tacy specjaliści od „wielkich idei”, jakimi byli komuniści.
Jacek Kaczmarski komentując kiedyś swoją pieśń „Sąd nad Goyą” powiedział, że podczas jej pisania uświadomił sobie właśnie, że możliwości unicestwiania bliźniego przez drugiego człowiek są nieograniczone, jeśli dać mu tylko w tej kwestii wolną rękę. Trudno o „doskonalszy” przykład słuszności tego twierdzenia niż właśnie „Wielki Głód”. Dlatego też i zjawisko to pośrednio dotyczy wszystkich ludzi. Bo przypomina o czujności, o tym by nie dawać owej „wolnej ręki” żadnej władzy, by piętnować i walczyć ze złem zawczasu. Bo pierwszym warunkiem zaistnienia zła, jest ludzka obojętność.
Krzysztof Wojciechowski
