Bismarck

I tutaj jest ta trzecia najsmutniejsza cecha Polaka, że najszlachetniejsze indywiduum nie może się odplątać od popełniania różnych plugastw. Jakże plugawe jest często to, co Polacy czynią.

W jednym z wojskowych muzeów Berlina w szklanej szafie-gablocie wisi surdut wojskowy, granatowy, a nad nim pikielhauba. I oto człowiek, który nigdy w życiu Bismarcka nie widział, wydaje okrzyk: Bismarck! Istotnie jest to mundur Bismarcka, jeszcze dziś wyprężony przez potężną muskulaturę olbrzyma. Na tle tego znoszonego sukna wyobraźmy sobie, miękkie atłasowo-aksamitne stroje Jana III, zwycięzcy z pod Wiednia. Jakże zazdroszczę ludziom, mającym czas i mogącym dowolnie długo opracowywać swoje tematy. Bismarck i Jan Sobieski – co za wspaniała okazja do porównania dwóch narodów. Różnica dwustu lat i gdyby ktoś chciał naprawdę tę paralelę przeprowadzić, musiałby przede wszystkim uważać, aby cech epoki nie pomieszać z cechami narodu i człowieka. Listy Jana Sobieskiego z czasów, gdy jest marszałkiem i hetmanem, o sprawie ukraińskiej, a w nich jasność, spokój, szerokość horyzontu, naprawdę przypominająca potężną logikę rozumowań Bismarcka. Tylko Sobieski działa w chaosie rozkrzyczanych wieców, dla swoich planów pozyskiwać musi aż do ostatniego opoja sejmiku w Czersku włącznie, Bismarck ma za sobą organizację Prus. Jeżeli będziemy porównywali po pierwsze geniusz, po drugie charakter, po trzecie moralnośćBismarcka i Sobieskiego, to w punkcie pierwszym nie mamy dobrej płaszczyzny porównania. Sobieski to przede wszystkim wódz wojskowy. Kiedy 200-tysięczna orda tatarska wpakowała się do Polski na wysokość Przemyśla, to Sobieski kilkunastoma tysiącami jazdy li tylko manewrem kawaleryjskim, jednocześnie giętkim jak przegub dłoni przy fechtunku szpadą i prężnym i silnym jak strzała wypuszczona z łuku tę masę Tatarów rozbija, wypędza, oswabadza Polskę, wygrywa wojnę[1]. Tak efektownych błyskawic geniuszu nie posiada Bismarck w swej karierze życiowej. W olśniewaniu błyskawicami geniuszu bije go ten Kawallerieführer niezrównany! I to jest ta pierwsza różnica między dwoma narodami. Ta praca zawsze jednakowo wytężona i praca błyskami, zwycięstwami od czasu do czasu, skokami, szusami. Jeżeli chodzi o charakter, to pisze w swoich memuarach ks. Lichnowski: Bismarck był przede wszystkim człowiekiem walki. Jak już nie miał wrogów, to stwarzał sobie sztucznie przeciwników, aby móc ich zwalczać. Tak było z ces. Augustą, z ks. Gorczakowem. Bismarck całe życie walczył, kogoś pokonywał, łamał na kolana przed sobą. Bismarck to nieustępliwość, twardość, to ten buldog, który jak chwycił skrzydło wiatraka, to zawisł na nim i zdechł, a nie puścił… Zaciśnięte szczęki buldoga. Stoi nam w oczach Bismarck jako człowiek wielki, twardy i niesympatyczny, a towarzyski. Jakże inną jest metoda Sobieskiego. On by chciał wszystkich na swoją stronę pozyskać, ale nie walką, nie przez upokorzenie i stawianie na kolana, lecz przez wielkopańską zalotność, przez magnacką słodycz, „papką i czapką”, przez „panowie bracia”. Toż mu leżało na wątrobie, gdy ktoś był krzyw na niego. Kocha kobietę, gdy ta z kim innym dzieli małżeńskie łóżko, to tylko wzdycha frasobliwy, aby potem wziąć ją za żonę, za Panią, i kochać tak szczerze, tak całym sercem, zaślepienie, po kres życia swego. Ustępliwość i bojaźń nieżyczliwości ludzkiej, serce zawsze gotowe do przebłagania przeciwników, do kompromisu. I tutaj jest druga absolutnie prawdziwa różnica pomiędzy charakterami dwóch narodów, różnica tak bardzo na naszą niekorzyść. Wreszcie moralność! Sobieski potrafił latami wojska z własnego funduszu utrzymywać, choć nawet uznania za to nie otrzymywał, potrafił w swej polityce wznieść się na ideologię krucjaty, jeszcze wynieść i wyszlachetnić ideologię krucjat, przez to, że ją urzeczywistniał w ten swój płochy i miękki wiek zniewieściałości i zepsucia. To są wyżyny, do których niezdolny jest Bismarck, na które nie stać twardego knechta Hohenzollernów. Ale za to na pamięci Sobieskiego jakież ciążą grzechy: zdrada stanu, gdy w młodości służył Szwedom przeciw własnemu królowi. Branie jurgieltów, co tylko w części jest łagodzone przez obyczaje tamtych czasów. Wreszcie chciwość na pieniądze w wieku starczym. I tutaj jest ta trzecia najsmutniejsza cecha Polaka, że najszlachetniejsze indywiduum nie może się odplątać od popełniania różnych plugastw. Jakże plugawe jest często to, co Polacy czynią. Inteligencja polska w czasie wielkiej wojny – ileż heroizmu. A potem jakże plugawy jest ten stosunek naszej inteligencji do tzw. reformy rolnej. Dla naiwnych marzeń o karierze panowania nad ludem polskim poszło się na schlebianie ekonomicznie naiwnym a moralnie plugawym instynktom tego ludu, wyrażonym w tak zwanym programie reformy rolnej!

Bismarck, to jakby gotyk, ale gotyk nie katedry czy średniowiecznego tumu, tylko późny gotyk Kirche protestanckiej, gotyk bez natchnienia i mistycyzmu, z którego wyniesiono „złotą różę” Papiestwa, strzelistość i nadziemskość linii którego przerodziła się już tylko w twardość i kanciastość. Sobieski to barok, może miły i słodki jak nasze wileńskie campanile[2] kościoła Misjonarzy, czy pacowsko-antokolska skarbnica sztuki[3], lecz zawsze barok, a więc rozwiązły i rozpasany.

Nie wiem, czy wybaczy mi czytelnik tę polityczno-literacką dygresję na temat Prus i Polski. Zawiniła tu gablota szklana i to, że chciałem pisać o bismarckowskiej metodzie we współczesnej sprawie Anschlussu. Po przegranej przez Niemcy wojnie panowało tam hasło: „nazad do Bismarcka”, i oczywiście to hasło, tak, jak bolszewickie „k Leninu” każdy sobie z Niemców interpretował, jak sam chciał. W sprawie stosunku Polski do zagadnienia Anschlussu, wskazania jednak metody Bismarcka narzucają się w sposób tak jasny, że omal niepodlegający dyskusji. Bismarck, jak jakie państwo zwyciężał, z chwilą, gdy w stosunku do jakiegoś państwa swój program stuprocentowo przeprowadził, to starał się to państwo pozyskać sobie na sojusznika. Metoda niesłychanie prosta i logiczna. „Niczego więcej od ciebie nie żądam, więc i ty odżałuj to, co dla mnie straciłeś, a zwróć swoje aspiracje w inną stronę”. W ten sposób Bismarck postępował i z Austrią po 1866 r. i z Francją po 1870 r. W Austrii Bismarckowi udało się doskonale, Austria zaprzyjaźniła się z Prusami, a ambicje swe zwróciła w stronę Bałkan. We Francji Bismarck protegował republikę, w której upatrywał system państwowej słabości i popierał obóz liberalny, zwracając ambicje Francuzów na teren kolonialny. Trafił tu na grunt niepodatny. Francja okazała się za małą do podjęcia w wielkiej skali kolonialnego programu i za wielką, by zapomnieć upokorzenie zajęcia Paryża. W stosunku do Niemiec nasz program został stuprocentowo spełniony. Metoda Bismarcka, zastosowana przez politykę polską, nazywa się Anschluss.

Stanisław Cat-Mackiewicz


[1] Autorowi chodzi najprawdopodobniej o błyskotliwie rozegraną przez Sobieskiego kampanię 1667, zakończoną bitwą pod Podhajcami i ugodą. Liczbę Tatarów przesadził tu Mackiewicz zapewne 10-krotnie.

[2] Campanila, kampanila (wł. campanile) – wolno stojąca dzwonnica kościelna, charakterystyczna dla architektury włoskiej.

[3] Kościół św. Piotra i Pawła na Antokolu w Wilnie, ufundowany w II poł. XVII w. przez Michała Kazimierza Paca, hetmana wielkiego litewskiego.

——————————————————–

Fragment pochodzi z tomu Dziś i jutro. Kropki nad i, Universitas, Kraków 2012.

forma płatności