Jak Białorusini witali napoleońskie wojska?

200 lat temu mieszkańcy naszych ziem przyjmowali francuskich żołnierzy jak wyzwolicieli. Ale dziś na Białorusi dominuje rosyjski pogląd na tę wojnę – pisze autor białoruskiego pisma “Salidarnasc”.

W gazecie „Wiecziernyj Minsk” przypadkowo natknąłem się na małą notkę, wyliczającą najbardziej znaczące daty w historii miasta Mińska: „8 lipca 1812 roku rozpoczęła się okupacja napoleońskich wojsk… Po wyjściu Francuzów, z poprzednich 11 tys. w mieście pozostało tylko 3,5 tys. mieszkańców…”.

Notka jakby sugeruje, że Francuzi zabili do ośmiu tysięcy mieszkańców Mińska. A okupacją – jak można przypuszczać – autor notki nazywa wyzwolenie naszych ziem spod feudalnego ucisku Imperium Rosyjskiego, które niedługo wcześniej samo dokonało klasycznej „okupacji” – zajmując całe terytorium Wielkiego Księstwa Litewskiego z pomocą armii Suworowa.

Cała rzecz w tym, że te 8 tysięcy mińszczan opuściło miasto nie kiedy indziej, a właśnie przed wejściem armii Kutuzowa.

Ale powróćmy do 8 lipca. W ten dzień z Mińska uciekł rosyjski gubernator ze swoją czeladzią. Do miasta wkroczyła awangarda korpusu Davouta. Jego przybycie było dla mińszczan świętem. Miejscowa szlachta wyszła witać Francuzów chlebem i solą. Rosyjscy historycy piszą, że wojska napoleońskie z otwartymi ramionami przyjmowali tylko Polacy z Mińska. Ale Polaków w Mińsku nigdy nie było zbyt wielu! Zrzucając wszystko na Polaków, rosyjscy historycy państwowi i władza starały się przedstawić Białorusinów jako oddanych przyjaciół Imperium Rosyjskiego, odwiecznych sojuszników Rosjan, a Polaków – jako wrogów…

Podczas uroczystej przemowy w Mińsku generał Davout powiedział, że armia Napoleona przyszła nie po to, by uciskać miejscową ludność, ale po to, by zwrócić jej Ojczyznę. I właśnie tych słów wszyscy w Mińsku oczekiwali. Ludzie klaskali i płakali z radości.

W mińskiej drukarni wydrukowano, a potem rozpowszechniono w całym kraju przemówienie przewodniczącego komitetu policji Komisji Rządu Tymczasowego Wielkiego Księstwa Litewskiego Karola Prozora, wygłoszone przed Napoleonem w Smoleńsku w imieniu całej białoruskiej szlachty: „Pozwólcie, Cesarzu, otworzyć kronikę naszej Ojczyzny a na każdej stronie… ujrzycie krwawym pismem utrwaloną nienawiść wobec naszych grabieżców… Zechciej, Cesarzu, miłościwie przyjąć ofiarę naszego oddania…”.

Takie były odczucia naszych przodków. Francuzi byli odbierani jako wyzwoliciele od cara. O euforii, która ogarnęła w te dni białoruską szlachtę, pisał w swojej pracy historyk Władymir Krasnjanskij: „Jeśli chodzi o miasta powiatowe guberni mińskiej, to działo się w nich to samo, co w samym Mińsku: te same uroczyste powitania Francuzów przez duchowieństwo katolickie i przedstawicieli miast; głośne owacje tłumu, wieczorne iluminacje, nadzwyczajne ożywienie wywołane przez ziemian, którzy zjeżdżali się z okolicznych wsi by poświętować, pojeść i porozmawiać o odrodzonej Polsce”. Kierownik miejskiego oddziału inwalidzkiego porucznik Bombiesz pisał w raporcie do dowództwa, że mieszkańcy miasta, oczekując napoleońskich wojsk, czuwali całą noc i w prawie wszystkich domach była przygotowana świąteczna kolacja dla francuskich gości.

W „Mińskiej Gazecie” z 31 lipca 1812 roku wydrukowano niewielką notkę: „Obywatel powiatu mozyrskiego Bogusz, przymuszony do przekazania rosyjskiej armii 72 wołów i 30 wiader wódki, przy pomocy Hieronima Mitranowskiego ukrył ten transport w lesie nieopodal Starobina w powiecie Słuckim… Po wkroczeniu zwycięskich wojsk Bogusz i Mitranowski przekazali transport Francuzom…”.

Formowały się pułki ochotników, przy czym ludzie sami płacili za szycie mundurów i broń. Z białoruskich Tatarów sformowano szwadron huzarski, który później stracił połowę swojego składu…

Napoleon obiecał wrócić niepodległość Wielkiemu Księstwu Litewskiemu i dotrzymał słowa. Władza utworzonego na nowo Wielkiego Księstwa obejmowała gubernie: wileńską, grodzieńską, mińską oraz obwód białostocki (w 1945 roku oddany Polsce). Zostały one przekształcone w departamenty z podwójną – miejscową i francuską – administracją. W podobny sposób zorganizowano gubernie: witebską, mohylewską, smoleńską i kurlandzką, ale Rządowi Tymczasowemu już one nie podlegały, ponieważ nie weszły w skład francuskiej wersji WKL. Było to oczywiście krzywdzące, niemniej jednak znów Wielkie Księstwo Litewskie odrodziło się na krótki czas.

Zdobycie przez koalicję Paryża było odbierane przez naszych przodków jak własna klęska. Fiodor Glinka, adiutant rosyjskiego generała Michaiła Miloradowicza, przebywający wówczas w Wilnie, tak opisał to wydarzenie: „Paryż wzięty! Wiadomość ta rozchodzi się po mieście. Rosjanie rozentuzjazmowani, Polacy (Glinka tak nazywa Białorusinów – przyp. autora) — wyglądają ponuro!.. Ta wiadomość ukąsiła ich w serce. Plac, gdzie spacerują, nagle opustoszał; wszyscy zaszyli się w swoich domach.”

Tak oto, z wyżej przywołanych źródeł wynika jasno, po której stronie były sympatie naszych ziem w wojnie 1812 roku…

Michaił Gołdenkow

Źródło: „Salidarnasc” / gazeta.by

Tłum. KRESY.PL

forma płatności