Obwód kaliningradzki, najbardziej wysunięty na zachód region Federacji Rosyjskiej, odgrywa coraz istotniejszą rolę w niemiecko-rosyjskiej strategii umacniania wzajemnych relacji i wywierania nacisku na inne, mniejsze państwa w tym regionie. Niepokój budzi brak wspólnego stanowiska sąsiadujących z obwodem Polski i Litwy, którym powinno zależeć na tym, aby w procesie nowego rozkładu sił w Europie Środkowo-Wschodniej odgrywać rolę silnych partnerów potrafiących zadbać o własne interesy. Niemiecka gospodarka w ofensywie
Ważnym i bardzo wymiernym wyznacznikiem relacji politycznych pomiędzy dwoma krajami są wskaźniki dotyczące współpracy gospodarczej. W przypadku okręgu kaliningradzkiego dobrze widać, że relacje na linii Berlin – Moskwa z roku na rok układają się coraz lepiej.
Jak wynika z danych Niemieckiej Izby Handlowej w Hamburgu, Niemcy zajmują czołową pozycję, jeśli chodzi o obroty handlowe z okręgiem kaliningradzkim. W 2010 r. zajęły pierwsze miejsce zarówno wśród partnerów eksportowych, jak i importowych dla obwodu kaliningradzkiego. Wówczas obrót w handlu zagranicznym okręgu kaliningradzkiego z Republiką Federalną Niemiec wyniósł 1502,2 mln USD, z czego na eksport przypadło 92 mln USD, a na import 1410,2 mln USD. Podstawą kaliningradzkiego eksportu do Niemiec są dostawy środków spożywczych, towarów ze skóry i tekstyliów. Natomiast towary najczęściej sprowadzane z Niemiec to samochody ciężarowe i osobowe, części zamienne oraz żywność. Oficjalnie w obwodzie kaliningradzkim zarejestrowane są 3664 zagraniczne przedsiębiorstwa inwestujące w tym regionie. Liczba przedsiębiorstw z kapitałem niemieckim wynosi 450. Tym samym Niemcy znajdują się na trzecim miejscu – tuż za polskimi przedsiębiorstwami (459) i Litwą – 1078 przedsiębiorstw.
Od kiedy w 2006 r. w obwodzie kaliningradzkim ustanowiono specjalną strefą ekonomiczną, znacznie wzrosła liczba zagranicznych inwestycji. Pod koniec 2010 r. skala zagranicznych łącznych inwestycji bezpośrednich w obwodzie kaliningradzkim wyniosła w sumie 775,8 mln USD. Największa część tych inwestycji przypadła na Cypr (32 proc. wszystkich inwestycji bezpośrednich), Danię – 15 proc., Litwę – 10,5 proc., i Polskę – 8 procent. Republika Federalna Niemiec ze swoimi 38,2 mln USD (4,9 proc.) zajęła szóste miejsce, a to oznacza, że była o dwa miejsca wyżej niż w 2009 r., kiedy to kwota niemieckich inwestycji wynosiła 24,39 mln USD (3,51 proc.).
Na pierwszy rzut oka dziwić może pierwsze miejsce inwestorów cypryjskich. Cypr jest największym inwestorem nie tylko w obwodzie kaliningradzkim, ale i w całej Federacji Rosyjskiej. Tak naprawdę chodzi jednak o firmy rosyjskie zarejestrowane w państwie śródziemnomorskim. – Rosyjscy przedsiębiorcy chcą przez to uniknąć nadmiernego opodatkowania lub też uchronić się przed różnymi formami gospodarczego “piractwa”, tj. odbierania majątku jednemu przedsiębiorstwu przez inne, silniejsze firmy bądź też przez państwo, co w Rosji jest nader częstą praktyką. To kapitał, który wraca i jest inwestowany w Rosji – tłumaczy prof. Włodzimierz Marciniak z Instytutu Studiów Politycznych PAN.
Dlaczego nie z Litwą?
Oczywiście nie można mieć pretensji do Niemców i Rosjan, że rozwijają wzajemne stosunki gospodarcze. Polski problem polega na tym, że obecny rząd nie prowadzi efektywnej polityki zewnętrznej, która przeciwdziałałaby niekorzystnym zmianom strategicznym dokonującym się w bezpośrednim sąsiedztwie naszego kraju. Historyk, rosjoznawca i sowietolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego prof. Andrzej Nowak wskazuje, że główne zagrożenie w kontekście obwodu kaliningradzkiego wiąże się z tym, iż Polska całkowicie podporządkowuje się logice osi Berlin – Moskwa, osi coraz bardziej dominującej w polityce europejskiej i rozbijającej naturalny układ bezpieczeństwa wokół Polski, którego jednym z filarów jest Litwa. Skutkiem tego może być traktowanie obwodu przez Rosję i Niemcy jako swego rodzaju bazy strategicznej, wykorzystywanej do podporządkowywania sobie mniejszych krajów w tym regionie. – Dlatego zwłaszcza w sprawie Kaliningradu najważniejszym zadaniem polskiej polityki jest występowanie nie w izolacji, ale we wspólnocie interesów z Litwą, która ma najwięcej powodów do niepokoju. Można bowiem zaobserwować rosnący nacisk na ten kraj, by przez jego terytorium poprowadzić korytarz łączący, a przynajmniej skracający drogę między Rosją a obwodem kaliningradzkim – tłumaczy prof. Nowak. Jego zdaniem, to, że Niemcy za zgodą Rosji są coraz silniej obecni w obwodzie kaliningradzkim, powoduje, iż strona niemiecka wspiera stronę rosyjską w dążeniach do podporządkowania innych, mniejszych krajów logice współpracy rosyjsko-niemieckiej, logice, która pcha do uznawania korytarzy eksterytorialnych na terenach mniejszych państw – w tym przypadku Litwy, czemu Polska i Litwa powinny wspólnie się przeciwstawić. Tymczasem w kwestii bezwizowego ruchu granicznego z obwodem kaliningradzkim Polska zgodziła się na wspólne negocjacje z Niemcami i z Rosją, a bez Litwy, co prof. Andrzej Nowak uważa za niewybaczalny błąd. – Po pierwsze, dlaczego negocjujemy w tej sprawie z Niemcami, którzy w żaden sposób nie sąsiadują z Kaliningradem? Takie zachowanie oznacza przyjęcie właśnie owej logiki w przypadku obwodu, według której mamy do czynienia ze wspólnymi rosyjskimi i niemieckimi interesami, a rząd Donalda Tuska akceptuje tę wspólnotę interesów jako naturalną. Negocjacje dotyczące otwarcia obwodu kaliningradzkiego powinny odbyć się pomiędzy Litwą, Rosją i Polską, a to, że stało się inaczej, uważam za gigantyczne zaniedbanie polskiej polityki zagranicznej – podkreśla.
Ryzykowny eksperyment
Po tak prowadzonych negocjacjach podpisaną polsko-rosyjską umowę o małym ruchu granicznym polski rząd ogłosił jako swój wielki sukces. Polska, nie dbając o dobre stosunki z Litwą (choć oczywiście nie jest to wina tylko strony polskiej), nie potrafiła bądź nie chciała wypracować w tej sprawie wspólnego polsko-litewskiego stanowiska. Okoliczności podpisania w grudniu 2011 r. umowy dziwić mogą także z innego powodu. Otóż stało się to w kontekście niedawnego uruchomienia w obwodzie kaliningradzkim stacji radiolokacyjnych oraz nieustających zapowiedzi premiera Władimira Putina dotyczących umieszczenia tam rakiet typu Iskander. – Zasadniczo mały ruch graniczny jest bardzo dobrym posunięciem, do którego należy dążyć, ale nie powinniśmy abstrahować od aktualnej sytuacji politycznej – twierdzi prof. Włodzimierz Marciniak. – Dziwi podpisywanie tego rodzaju porozumienia z krajem, który ciągle uważa, że Polska stanowi jakieś potencjalne zagrożenie dla jego bezpieczeństwa – podkreśla politolog, zauważając, że najpierw powinno się dążyć do wyjaśnienia spraw drażliwych, a dopiero potem znosić bariery wizowe pomiędzy krajami. Doktor Witold Waszczykowski, wiceszef Biura Bezpieczeństwa Narodowego w latach 2008-2010, umowę o małym ruchu granicznym określa jako wielki eksperyment. Zwraca uwagę, że warunki w niej zawarte dotyczą praktycznie jednej czwartej Polski i sięgają aż poza Gdańsk. Jego zdaniem, trudno przewidzieć rezultaty tego porozumienia. – Niektórzy obawiają się, że Rosjanie będą wykorzystywali ludność zamieszkałą w obwodzie kaliningradzkim do penetrowania naszego kraju. Może też dochodzić do incydentów, kiedy Rosjanie będą wydawać karty identyfikacyjne osobom mieszkającym poza obwodem lub gdy część przekraczających bez wizy polską granicę Rosjan będzie przemieszczać się poza terytorium określone w umowie i przenikać np. do Niemiec, co z kolei może spowodować przywrócenie kontroli granicznej na naszej zachodniej granicy. A to może zagrozić naszym interesom w Europie – przestrzega Waszczykowski. Ale w podpisaniu umowy dostrzega również szansę dla polskich przedsiębiorców, którym umowa o ruchu bezwizowym może ułatwić inwestowanie w obwodzie kaliningradzkim, a przez to lepszy dostęp na rynki całej Federacji Rosyjskiej.
Rosyjski straszak
Obwód kaliningradzki funkcjonuje dziś głównie jako rosyjska baza wojskowa. Od dawna głośno o planach umieszczenia tam rakiet ofensywnych typu Iskander, a nawet broni atomowej. Jeśli ta baza służyłaby Rosji do realizacji polityki siły – a słuchając zapowiedzi Kremla, trudno oprzeć się wrażeniu, że tak właśnie jest – to enklawa może wpływać bardzo destabilizująco na sytuację polityczną i wojskową w tym regionie Europy. – Od lat mamy świadomość tego, że Rosjanie próbują w dalszym ciągu “rozgrywać” państwa położone między Niemcami a Rosją i nie do końca pogodzili się z faktem, że Polska oraz kilka innych krajów z tego obszaru weszło do NATO i Unii Europejskiej na takich samych warunkach, jak pozostali członkowie tych organizacji. Dlatego ciągle odnoszą się do politycznych deklaracji sprzed lat, według których nasz status bezpieczeństwa miałby być gorszy niż krajów zachodnich – tłumaczy dr Witold Waszczykowski. Celem takiego działania strony rosyjskiej jest chęć politycznej dominacji, a co za tym idzie – możliwość dyktowania innym krajom warunków współpracy gospodarczej, np. cen gazu, tak jak to już miało miejsce w przeszłości. Sytuację pogarsza wycofanie się Amerykanów z planów instalacji amerykańskiej tarczy antyrakietowej w Polsce. – Nasz rząd postawił całą kartę na Niemcy. Uznał, że oddanie się pod ich opiekę i ścisła współpraca uchronią nas przed ewentualnymi naciskami ze strony Rosji. Niemcy załatwiają z Rosją własne interesy, chcą wejść na jej rynki, również gazowe, ale za tym rosyjsko-niemieckim zbliżeniem nie idzie wzrost bezpieczeństwa Polski. Jeśli ta sytuacja się nie zmieni i nie będziemy próbować odzyskać pozycji rzecznika państw naszego regionu, to staniemy się satelitami Niemiec i Rosji. Będziemy traktowani jako region przejściowy – mówi Waszczykowski.
Również zdaniem prof. Andrzeja Nowaka, Rosja może wykorzystywać swoją najdalej wysuniętą za zachód enklawę jako narzędzie strategicznego szantażu militarnego wobec Europy Środkowej. – Pożytek z Kaliningradu dla Moskwy z punktu widzenia zastraszania mniejszych sąsiadów widzimy niemal co miesiąc. Wymuszanie ustępstw ze strony Polski, Litwy i innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej jest stałą strategią, której należałoby przeciwstawić konsekwentną politykę bezpośrednich sąsiadów. A na razie Rosja doskonale wykorzystuje brak wspólnego stanowiska Polski i Litwy – analizuje prof. Nowak.
Powrót Berlinki
Obwód kaliningradzki pełni funkcję rosyjsko-niemieckiego pomostu, na który Rosja od lat zaprasza Niemcy. Pomost ten tworzą nie tylko wzajemne kontakty gospodarcze, chęć zdominowania mniejszych krajów regionu, ale również rozmaite inicjatywy komunikacyjne. Chodzi m.in. o plany odnowienia niegdysiejszej Berlinki, czyli autostrady prowadzącej z Berlina do Koenigsbergu, a obecnie Kaliningradu, której budowę rozpoczęto przed drugą wojną światową. – Miałaby to być swego rodzaju alternatywa dla drogi międzynarodowej Via Baltica, która strategicznie łączyłaby Polskę z trzema krajami bałtyckimi: Litwą, Łotwą i Estonią. Via Baltica zostałaby zastąpiona tranzytem idącym z Niemiec przez Polskę ku Kaliningradowi, a następnie przez Litwę ku Rosji. To zupełnie dwie różne logiki z punktu widzenia interesu polskiego – tłumaczy prof. Nowak.
W infrastrukturalne zamierzenia naszych dwóch wielkich sąsiadów wpisuje się nieudolna polityka polskich władz. – Nie ma żadnych prób tworzenia korytarzy, ciągów komunikacyjnych północ – południe, z krajów skandynawskich aż po Turcję – zauważa Witold Waszczykowski. – Stajemy się peryferiami zachodu Europy. Cała Europa się rozwija, centrum polityczno-gospodarcze znajduje się gdzieś w trójkącie między Brukselą, Paryżem a Berlinem, a my brniemy dalej w peryferyjność, co odbywa się z korzyścią dla Niemiec – podsumowuje.
Potrzeba wspólnego głosu
Zmarły przed kilkoma laty historyk prof. Paweł Wieczorkiewicz prognozował, że siłą napędową działań na linii Moskwa – Berlin w kontekście obwodu kaliningradzkiego są plany powrotu tego regionu do niemieckiej macierzy, którą były Prusy Wschodnie. Jednak niewielu uważa taki scenariusz za możliwy do zrealizowania. Zmiany państwowej przynależności tego terytorium nie wyobraża sobie również prof. Włodzimierz Marciniak. – Po pierwsze, w ciągu dziejów zasadniczej zmianie uległa ludność tego obszaru – z niemieckiej na rosyjską. A po drugie, jest to ważny okręg wojskowy, odgrywający zbyt istotną rolę w systemie obrony Rosji – podkreśla prof. Marciniak. Obwód kaliningradzki działa więc jako region, który pozostaje pod władzą Rosji, ale poprzez ścisłą współpracę gospodarczą z Niemcami umacnia ich polityczne znaczenie w tej części Europy Środkowo-Wschodniej. I wobec takiej rosyjsko-niemieckiej dominacji Polska i Litwa powinny mówić jednym głosem.
Bogusław Rąpała
