Przez Sybir do Polski

10 lutego 1940 r. sąsiad Ukrainiec zapukał do okna: “Buczma, otwórzcie!” Gdy ojciec otworzył drzwi, stało przed nim trzech żołnierzy rosyjskich z karabinami i Ukrainiec, nasz dobry sąsiad, który już nie miał nic do powiedzenia. Jego rola się skończyła.

Choć wspomnienia O. Józefa Buczmy SJ liczą tylko 137 stron i zostały napisane wiele lat po wojnie, to warto po nie sięgnąć, gdyż dużą wartość dydaktyczną. Sam o. Buczma pisze o tym: „Czego uczą wspomnienia zawarte w tej książce? Na pewno tego, że nigdy więcej wojny, że nigdy więcej nienawiści między narodami. Ale uczą także przywiązania do polskiej ziemi, do polskiej mowy, do wiary ojców, do miłości Boga i człowieka. Słyszałem kiedyś na lekcji historii, że Polacy mieszkający na kresach i stykający się z obcymi narodowościami mają głębsze niż w centrum kraju odczucie tych wartości. Przekonałem się o tym na własnej historii. Pragnąłbym jednak, aby obecne pokolenie Polaków, i nie tylko Polaków, dowiadywało się o tym nie z przykrego własnego doświadczenia, ale z doświadczeń innych, które się już dokonały i stały się mocą faktu nauczycielką życia.”

Gehenna o. Buczmy zaczęła się zimą 1940 r., kiedy to jego rodzina została wywieziona na Sybir. Wcześniej mieszkała ona w Chorostkowie Polskim, w województwie stanisławowskim, ale bliżej Lwowa niż Stanisławowa. Jego ojciec i matka przed ślubem nosili to samo nazwisko – Buczma. W Chorostkowie Polskim Buczmów było około czterdzieści rodzin. Mało kto wiedział, kto z kim jest spokrewniony. Znało się tylko, kto był wujkiem, kto stryjkiem, a kto babcią…

Ta idylla została przerwana przez Sowietów 10 lutego 1940 r. Wtedy to sąsiad Ukrainiec zapukał do okna: „Buczma, otwórzcie!” Gdy ojciec otworzył drzwi, stało przed nim trzech żołnierzy rosyjskich z karabinami i Ukrainiec, nasz dobry sąsiad, który już nie miał nic do powiedzenia. Jego rola się skończyła. Zaczęła się akcja rosyjskich żołnierzy, którzy stali przed domem, obok sań i koni, i naglili do szybkiego zbierania się. Rewolucja nigdy nie miała czasu. Zaczęła się gonitwa, ubieranie dzieci, przenoszenie na sanie pościeli, poduszek i pierzyn, pakowanie do worków bielizny i odzieży. Pozwolili ojcu zabić kilka kur. Gdy chciał to samo zrobić ze świnią, podszedł oficer rosyjski, wyciągnął pistolet i powiedział: „Nie trogaj! Eto uże nie twoje”.

Na kolejnych stronicach wspomnień o. Buczmy poznajemy Kotłas nad Dźwiną i Syktywar nad Wyczegdą, czyli ośrodki, do których kierowano na zsyłkę Polaków. Przypomina on także kolejne kroki władz radzieckich, dążące do „zaopiekowania się” polskimi sierotami, pochodzącymi z rodzin zesłanych na Sybir. Wspomina, że brano je od rodziców do sierocińców, dzięki czemu większość z nich, w tym o. Buczma, w ogóle przeżyli. Pisze o tym: „W sierocińcu dzieciom było dobrze. W dużej sypialni na piętrze było ciepło. Każde dziecko miało swoje łóżeczko z wysokimi poręczami, czystą bieliznę i pościel. Na śniadanie była zawsze herbata na głębokim talerzu, obok drewniana łyżka, dwa cukierki i biały chleb. Na obiad kasza z mięsem i na kolację jakiś grysik. Nie chodziliśmy głodni. Ciągle przy nas była rukowodka, uczyła wierszyków i piosenek. Na pewno była wierząca, ale o Bogu nie mówiła nam nic. „Ojcze nasz”, którego nauczyła mnie matka w domu, odmawiałem w łóżeczku bardzo cicho, żeby nikt nie słyszał. Z czasem zapomniałem po polsku, ale „Ojcze nasz” odmawiałem zawsze. Nie wiem, czy rozumiałem później, co mówię, ale wiedziałem, że zwracam się do Pana Boga. Jednak proces wynaradawiania postępował. Zacząłem myśleć, że jestem Komem, że moi rodzice także gdzieś zginęli na wojnie, jak innym dzieciom komskim, które były rzeczywiście sierotami”.

Na następnych kartach swoich wspomnień o. Buczma kreśli kolejne swoje wspomnienia z pobytu w Rosji. By je poznać, czytelnik musi sięgnąć po książkę o. Józefa Buczmy. Na pewno się nie zwiedzie!

Marek A. Koprowski


Józef Buczma SJ, Przez Sybir do Polski, Wydawnictwo WAM, Kraków 2011, s. 137, c. 15 zł.

forma płatności