Tadżykistan zbuduje najwyższą zaporę świata?

Energia wodna rzeki Wachsz przepływającej przez malowniczy region górski ma rozwiązać poważne problemy Tadżykistanu z energią. Jednak zupełnie niejasna pozostaje kwestia, w jaki sposób ten biedny kraj chce udźwignąć koszt około 3 mld dolarów na tak wielki projekt.

Wachsz szumi dziko, płynąc przez dolinę otoczoną górami o wysokości 2000 m n.p.m. Charakterystyczna dla regionu gliniasta gleba o czerwonawym odcieniu nadaje dopływowi Amu-darii “brudny” wygląd.

Liczne ciężarówki podskakują na nieutwardzonych drogach, maszyny budowlane rozkopują ziemię, robotnicy w niebieskich kombinezonach obsługują koparki. “Od kwietnia poziom wody wzrośnie” – opowiada inżynier Rustam Hussainow. “Później w górach stopnieje lód”.

Budowla, która ma powstać około 110 km na wschód od stolicy kraju – Duszanbe – ma mieć wysokość 335 metrów. W związku z tym rząd liczy na wystarczającą ilość prądu, żeby zaopatrzyć w niego nie tylko kraj, lecz także dostarczać go do sąsiednich państw. Dotychczas wielu mieszkańców otrzymywało prąd tylko do 10 godzin dziennie.

W Tadzykistanie woda jest czymś więcej niż tylko eliksirem życia. Kraj ten nie posiada bogactw naturalnych; w kryzysowym roku 2009 wyraźnie zmniejszył się popyt na aluminium i bawełnę – najważniejsze towary eksportowe. Dlatego już dziesiątki lat temu – jeszcze w czasach ZSRS – powstał plan budowy zapory w celu wykorzystania potężnej energii wodnej. Jednak od czasu rozpoczęcia budowy zapory w 1976 r. tak naprawdę nic nie ruszyło naprzód.

Do tej pory powstało tylko około 20 metrów betonowego kloca, który ma tworzyć pierwszy etap zapory. W miejscu, gdzie ma się wznosić zapora, trzeba jeszcze wyburzyć stary koferdam zniszczony w 1993 r. przez powódź.

“Upłynie jeszcze od 12 do 15 lat, zanim zbiornik będzie wypełniony wodą” – stwierdził Hussainow. Jednak w regionie ambitny projekt uchodzi za kontrowersyjny. Dlatego np. sąsiadujący z Tadżykistanem Uzbekistan obawia się, że za sprawą zapory Duszanbe będzie wstrzymywać dostawy wody według własnego uznania, co mogłoby doprowadzić do wysuszenia uzbeckich pól bawełny. Zachodni dyplomaci uważają to za nad wyraz wątpliwe, ponieważ również tadżyckie lektrownie wodne powinny skorzystać na budowie zapory Rogun.

Jednak w Tadżykistanie panuje powszechna obawa przed konfliktem. Dziennikarz Sajmuddin Dustow przepowiada nawet uzbecki nalot – “najpóźniej wtedy, gdy zapora osiągnie 90 metrów wysokości, a więc w 2011 r.”.

W dodatku finansowanie zapory jest bardzo niepewne. Do tej pory zagwarantowano jedynie znikomą część oszacowanych kosztów budowy. Poprzez emisję akcji rząd chce zadbać o wystarczające środki obrotowe. W celu rozpoczęcia sprzedaży państwowa telewizja pokazała dużą liczbę rzekomo zachwyconych klientów stojących przed bankami. Jednak niewielu mieszkańców Tadżykistanu posiada wystarczającą ilość pieniędzy, aby nabyć papiery wartościowe za co najmniej 22 dolary. Na ulicach policjanci proszą o “datek” turystów, w których rozpoznać można obcokrajowców. Podobno stróżom prawa polecono ściąganie pieniędzy na “opłacenie budowy Rogunu”.

W każdym razie wygląda na to, że państwowa propaganda przynosi efekty wśród mieszkańców Tadżykistanu: W celu uczczenia budowy zapory pewien mężczyzna nazwał swojego syna “Rogunszoch” (“Car Rogun”).

Justyna Bonarek/greenpeace-magazin.de/Kresy.pl

forma płatności