Rosja powraca do pierwszej ligi mocarstw, drażniąc ponownie etatowego rywala – Sojusz Północnoatlantycki (NATO). W pierwszych latach XXI wieku tylko broniła swojej strefy wpływów, obecnie zaś używa ćwiczeń wojskowych w politycznym kontrnatarciu. Ten instrument Moskwa wykorzystywała już kiedyś, jako Związek Sowiecki, w najgorętszych okresach Zimnej Wojny.
Poruszenie we wschodniej Europie wywołały rosyjskie manewry wojskowe. Panika wynika z nałożenia się na siebie polityki i braku planów obronnych. Duże ćwiczenia wojskowe, które odbyły się w zachodniej Rosji i Białorusi, zakończyły się miesiąc temu, a ich podstawą był nieprawdopodobny scenariusz. Etniczni Polacy w zachodniej Białorusi wzniecili powstanie, a litewscy “terroryści” zaatakowali enklawę kaliningradzką. Ponad 10 tysięcy żołnierzy z Rosji i Białorusi przeciwstawiło się temu. Wzmocnili oni desantem z morza obronę Kaliningradu, a także wysłali siły specjalne za linie wroga. Trzy brygady odgrywające rolę sił NATO: jedna wizytująca (w domyśle składająca się z państw Europy Zachodniej i Ameryki), jedna estońska i jedna łotewska, dokonały następnie inwazji na zachodnią Rosję. Zostały stamtąd z sukcesem odepchnięte przez elitarną 76-tą pskowską dywizję desantową, wzmocnioną zmotoryzowaną brygadą piechoty.
Wojskowe ćwiczenia potrzebowały hipotetycznego przeciwnika. NATO zaś z rosyjskiego punktu widzenia, to oczywisty wybór. Sojusz rozszerza się w kierunku rosyjskich granic, przyjmując dwanaście postkomunistyczych państw mimo wyraźnych protestów Kremla. Takie ćwiczenia stanowią dobrą okazję, by wysłać silny sprzeciw i okazać zdenerwowanie. Co więcej, państwa Zachodu zalecają (i pomagają) rosyjskim siłom wojskowym, aby stały się bardziej profesjonalnymi. To wymaga praktycznego przetrenowania.
Główny cel rosyjskich ćwiczeń można rzeczywiście zmierzyć postępem wojskowych reform, szczególnie poprzez tworzenie bardziej autonomicznych brygad w zachodnim stylu. Najwidoczniej jednak, Rosja nie ma woli ani nie potrafi walczyć w prawdziwej wojnie z NATO. Tylko gry wojenne wyglądają wystarczająco niebezpiecznie, by poruszyć sąsiadów. Państwa postkomunistyczne napominają bowiem, że wojna w Gruzji w sierpniu 2008 roku była następstwem wielu lat podobnych jak te manewrów, a także zwracają uwagę, że NATO nie posiada formalnie planów awaryjnych, aby bronić swoich wrażliwych na atak bałtyckich członków. Sojusz nie przeprowadzał też ćwiczeń na terytorium swoich nowych sojuszników. Rzeczywiście, dopiero dwa lata temu zauważono, iż NATO zagrożone jest konfliktem z Rosją.
Moskwa stoi przed wieloma problemami związanymi z bezpieczeństwem wzdłuż swoich granic, a jej siły zbrojne są wciąż zaniedbane. Łatwo dostrzec więc czemu przygotowania do odparcia niewiarygodnego ataku zbrojnego z zachodu powinny być priorytetem. Obecnie Ameryka ze swoimi sojusznikami ma niewiele czasu, by przeprowadzić manewry podobne do rosyjskich, imitujące wielki konflikt, ponieważ żołnierze Sojuszu są zbyt zajęci walkami lub przygotowaniami do nich, jak również powstaniami w Iraku i Afganistanie. Podobnie, idea baz “terrorystów” na terytorium Litwy, skąd miała miejsce, ćwiczona hipotetyczna agresja na Rosję, jest śmieszna.
Zachodni analitycy wojskowi zauważyli, że użyto rosyjskich niszczycieli i statków desantowych wchodzących w skład Floty Czarnomorskiej i Północnej, aby wesprzeć wątłe siły morskie z bałtyckich baz. Eksperci również zwrócili uwagę na dyslokację najbardziej zaawansowanych technologicznie rosyjskich systemów obrony powietrznej S-400 umieszczonych na Białorusi, jak i na ogólną dyscyplinę i przyjęte zasady przyjęte przez Strategiczne Siły Rakietowe (strażników kremlowskiego nuklearnego arsenału). “Zasięg ćwiczeń, użyte uzbrojenie, wojska zaangażowane i wypróbowane scenariusze – to wszystko wskazuje niedwuznacznie, że Rosja jest aktualnie gotowa przeprowadzić strategiczne wojskowe operacje na pełną skalę przeciwko konwencjonalnym siłom przeciwnika,” – możemy przeczytać w raporcie Kaarela Kaas’a, analityka estońskiego think-tanku (International Centre for Defence Studies), zajmującego się sprawami bezpieczeństwa.
Ćwiczenia podzielono na dwie części – na północną grę wojenną (kryptonim “Ładoga”) i południową (kryptonim “Zapad-09”) – każda do trzynastu tysięcy żołnierzy. Stało się tak, gdyż taki jest próg, powyżej którego Rosja jest zobligowana zaprosić obserwatorów z zewnątrz. Kilka państw sąsiednich nie było w stanie monitorować gier wojennych. Jedynie Litwa, z niewielką ilością obserwatorów na Białorusi, stanowiła wyjątek. Taka sytuacja nie sprzyja wzajemnemu zaufaniu.
Z tego, co niezależni obserwatorzy potrafili zauważyć, ćwiczeniom rosyjskiej armii zabrakło pełnego zgrania. Połączone białorusko-rosyjskie dowództwo nie pracowało dobrze. Zdalnie sterowane samoloty bezzałogowe – wielki atut zachodnich armii, wydaje się, że zostały użyte głównie dla samego pokazania.
Polscy, nadbałtyccy oraz inni urzędnicy planują krótkie spotkanie w Warszawie, by przedyskutować te ćwiczenia. NATO będzie oceniać je w kolejnym miesiącu, Ameryka już je zauważyła: okręt USS Cole, niszczyciel sterowanych pocisków, odwiedził Estonię. Samoloty bojowe NATO przeprowadzą skromne ćwiczenia powietrzne. Manewry nad państwami bałtyckimi odbędą się w następnym. Możliwym jest, iż będzie to dotyczyć również jakiejś części nowopowstałych mobilnych NATO-wskich sił szybkiego reagowania (NRF).
Rosyjskie siły wojskowe mogą być zrujnowane, lecz armie wielu europejskich członków NATO również są w kiepskim stanie. Zdolności Sojuszu, aby obronić państwa nadbałtyckie zależą prawie w całości od zaangażowania Amerykanów. Jastrzębie w NATO żałują, że tacy członkowie jak Niemcy czy Włosi blokują próby stworzenia formalnego planu awaryjnego dla wszystkich państw członkowskich. Domaga się tego prezydent Obama. Gołębie odpowiadają, że artykuł V Traktatu Waszyngtońskiego mówi, iż atak na jednego członka jest atakiem na cały Sojusz, a to wystarczająco odstrasza. Nowi członkowie mają jednak zastrzeżenia, co do wartości tego zapisu, jeśli chodzi o własne bezpieczeństwo.
Tylko mieszkańcy wschodniej części Sojuszu mówią głośno o “nowej strategii” dla NATO. Odpowiedni dokument będzie dokładnie określał cele, ale jego zaadoptowanie nastąpi dopiero w przyszłym roku. Sens NATO obecnie wyraża się bardziej w walkach na terytorium Afganistanu. Wschodni Europejczycy chcą zaś jasno podkreślić, że staromodne bezpieczeństwo zbiorowe to ciągle priorytet na terytorium NATO. Jedynie to jest ich w stanie przekonać, jak twierdzą, by wysłać wojska do Afganistanu, mimo Rosji prężącej muskuły blisko granic NATO.
Źródło: The Economist / Blog Edwarda Lucasa
www.economist.com/world/europe/displayStory.cfm?story_id=14776852&source=most_commented
Opracowanie i tłum.: Wojciech Łysek
