Dziś w Gruzji rozpoczynają się manewry wojskowe z udziałem amerykańskiego niszczyciela rakietowego USS „Stout”. Jednostka wczoraj zakotwiczyła na redzie portu w Batumi. Według niezależnych ekspertów, manewry gruzińsko-amerykańskie są traktowane jak demonstracja poparcia Waszyngtonu dla Tbilisi.
Stany Zjednoczone wraz z Unią Europejską i międzynarodowymi organizacjami uznają terytorialną integralność Gruzji, włączając separatystyczne regiony: Abchazji i Osetii Południowej.
Gruzińscy eksperci zwracają uwagę na symboliczne gesty polityków dwóch mocarstw militarnych: Stanów Zjednoczonych i Rosji. Zaliczają do nich spotkanie prezydentów obu krajów w Moskwie na początku lipca. Ważnym tematem rozmów była przyszłość Gruzji. Rosja chce uznania niepodległości Abchazji i Osetii Południowej, co wiąże się z usankcjonowaniem oderwania się tych terytoriów od Tbilisi. Waszyngton z kolei zapowiada zdecydowaną obronę interesów Gruzji.
Kilka dni później prezydent Miedwiediew poleciał do Cchinwali. Gruzini nazywają tę wizytę prowokacją, a rosyjska prasa krytykuje swojego prezydenta za złamanie zasady obowiązującej od lat dziewięćdziesiątych, że najważniejsi politycy nie odwiedzają spornych terenów na Kaukazie.
Trzy dni po wizycie Miedwiediewa w Osetii Południowej, Amerykanie rozpoczynają manewry z udziałem marynarki wojennej twierdząc, że chodzi o podkreślenie przyjaźni i podtrzymanie bezpieczeństwa morskiego.
Zdaniem niezależnych ekspertów, Rosja pokazuje swoimi gestami, gdzie stanowczo będzie bronić swoich wpływów, a Stany Zjednoczone przestrzegają, że nie pozostawią Gruzji bez pomocy.
IAR/Kresy.pl






























