Violetta Kraskowska, żona aresztowanego dziennikarza śledczego Leszka Kraskowskiego, opublikowała oświadczenie, w którym odrzuciła polityczne interpretacje sprawy i wskazała na wieloletnią przemoc rodzinną. Kraskowski usłyszał zarzuty dotyczące także posiadania broni bez zezwolenia oraz gróźb wobec komendanta policji w Piasecznie.

Po zatrzymaniu Leszka Kraskowskiego 6 czerwca i zastosowaniu trzy dni później przez sąd w Piasecznie 3-miesięcznego aresztu, jego żona Violetta Kraskowska opublikowała oświadczenie, w którym odrzuciła tezę o politycznym tle sprawy. Jak wynika z oświadczenia Violetty Kraskowskiej, komunikatów prokuratury i wypowiedzi polityków, sprawa dotyczy zarzutów posiadania broni bez zezwolenia, gróźb wobec komendanta policji w Piasecznie oraz wątku rodzinnego.

Kim jest Leszek Kraskowski

Leszek Kraskowski to były dziennikarz śledczy m.in. „Rzeczpospolitej”, „Wprost”, „Super Expressu” i „Dziennika”. Obecnie publikuje materiały na własnym portalu internetowym i kanale na platformie YouTube.

Oświadczenie Violetty Kraskowskiej

Violetta Kraskowska, która również jest dziennikarką, poinformowała w oświadczeniu, że nadal formalnie pozostaje żoną Kraskowskiego, choć sprawa rozwodowa jest w toku. „Nazywam się Violetta Kraskowska, jestem dziennikarką z wieloletnim stażem, zawodowo zajmuję się m.in. opisywaniem świata gwiazd polskiego show-biznesu. Jednocześnie jestem (jeszcze) żoną dziennikarza śledczego Leszka Kraskowskiego. Tego samego, który został zatrzymany przez policję 6 czerwca, a trzy dni później sąd w Piasecznie aresztował go na trzy miesiące” — napisała Violetta Kraskowska w oświadczeniu opublikowanym w mediach społecznościowych.

Odnosząc się do decyzji sądu, Kraskowska wskazała, że wobec jej męża zastosowano „środek zapobiegawczy, wykonywany w przypadku, gdy podejrzany może uciekać, niszczyć dowody lub stanowi bezpośrednie zagrożenie”. Dodała, że po zapoznaniu się z uzasadnieniem aresztu rozumie powody, dla których sąd uznał środki wolnościowe za niewystarczające.

„Czytając uzasadnienie aresztu, które jest dostępne na stronie internetowej Sądu Okręgowego w Warszawie, rozumiem powody, dla których uznano, że wolnościowe, nieizolacyjne środki zapobiegawcze w tym przypadku będą niewystarczającymi prawnymi instrumentami w postępowaniu karnym. Bo ów aresztowany dziennikarz ma bogatą kartotekę ‘kontaktów z policją i wymiarem sprawiedliwości’ – i między innymi tego zagadnienia dotyczy to oświadczenie” — napisała żona Kraskowskiego.

Kraskowska podkreśliła, że chce odnieść się do komentarzy, które pojawiły się po zatrzymaniu dziennikarza. „Chcę również przeciąć dziwne spekulacje medialne, źle zaadresowane tropy polityczne oraz słowa obrońcy Leszka Kraskowskiego, które wskazują niezbicie, że tak zwane wrzutki medialne są elementem przyjętej przez niego – i przez niektórych akolitów – strategii obrony jego klienta” — napisała dziennikarka.

Obawy o bezpieczeństwo

W oświadczeniu stwierdziła, że obawia się zachowania Kraskowskiego wobec siebie i bliskich. „Niech te słowa padną od razu: obawiam się, że Leszek Kraskowski może zrobić krzywdę – mnie, moim dzieciom, mojemu partnerowi lub innym osobom. Pisząc wprost: obawiam się o zdrowie i bezpieczeństwo” — przekazała Kraskowska.

Spór o polityczne tło sprawy

Żona dziennikarza odniosła się do przekazów, w których zatrzymanie Kraskowskiego przedstawiano jako sprawę polityczną. „Nazwisko, które noszę, jest w ostatnich dniach na paskach telewizji informacyjnych i w internecie. Niektóre media, blogerzy oraz dziennikarze reprezentujący jedno ze skrzydeł polskiej sceny politycznej – ale nie tylko: również ci z innych stron barykady, którzy pamiętają Leszka Kraskowskiego z jego starych, dobrych, dziennikarskich czasów i jednocześnie nie znają wszystkich faktów, opierając się na medialnych wrzutkach i przeciekach – zrobili z niego ofiarę ‘reżimu obecnego premiera Tuska’, a fakt aresztu ma być rzekomo spowodowany chęcią przejęcia materiałów dziennikarskich lub zemstą” — dodała.

Kraskowska napisała, że według niej sprawa nie ma charakteru politycznego. „Drodzy państwo, tutaj nie chodzi o jakiegokolwiek polityka, o jakiekolwiek prześladowanie, o uciszenie niewygodnego dziennikarza – tylko o zwykłą sprawę ‘prywatną’, o ile można to tak nazwać. O przemocowca, domowego ninja, agresora, który znęca się nad swoją rodziną od wielu lat. O sytuacje, które w połączeniu z niestabilnym zachowaniem Leszka Kraskowskiego oraz jego medialnym wzmożeniem i charakterem, dopuszczającym miotanie obelg, gróźb i innych agresywnych przejawów, rozwinęły się w taką formę” — stwierdziła.

Zarzuty dotyczące przemocy rodzinnej

Według Kraskowskiej przemoc miała trwać od lat. Sześć lat temu miała być zmuszona do ucieczki z domu, aby chronić siebie i dzieci. Od tamtej pory wynajmuje mieszkanie w Piasecznie, jednocześnie spłacając kredyt hipoteczny za nieruchomość, w której nadal mieszka jej mąż. Zadłużenie Kraskowskiego wobec niej z tego tytułu ma sięgać około 100 tys. zł.

W 2017 roku prokuratura w Piasecznie zastosowała wobec Kraskowskiego dozór policyjny. W uzasadnieniu wskazano, że „w okresie od marca 2015 r. do kwietnia 2017 r. znęcał się fizycznie i psychicznie nad swoją żoną Wiolettą Kraskowską, wszczynał awantury w trakcie których wyzywał ją słowami powszechnie uważanymi za obelżywe, groził jej pozbawieniem życia i zdrowia, szarpał ją oraz rzucał w nią różnymi przedmiotami”. Niebieska Karta była zakładana dwukrotnie, w 2017 roku i w lutym 2026 roku.

Kraskowska twierdzi również, że jej mąż nie płaci zasądzonych alimentów na małoletnie dzieci, a dług urósł do kilkunastu tys. zł. Według niej jest to „recydywa alimentacyjna”, ponieważ Kraskowski miał też nie płacić na córkę z poprzedniego małżeństwa.

Relacja o rzekomym ataku nożownika

W oświadczeniu Kraskowska odniosła się do informacji o rzekomym ataku nożownika. Według niej Kraskowski publikował w mediach społecznościowych, że w Piasecznie zaatakował go mężczyzna z nożem, który miał grozić mu śmiercią, jeśli nie wyjedzie do Albanii.

„W rzeczywistości nie było żadnego nożownika i gróźb, natomiast 22.05.2026 roku w moim mieszkaniu miała miejsce rozmowa Leszka Kraskowskiego z moim partnerem w mojej obecności” — napisała Kraskowska.

Według jej relacji podczas tej rozmowy poinformowała męża o długu hipotecznym, zaległych alimentach i planowanym wniosku o eksmisję. Kraskowski miał wezwać policję, twierdząc, że jej partner grozi mu nożem. Funkcjonariusze nie stwierdzili podstaw do zatrzymania partnera, natomiast zatrzymali Kraskowskiego w związku z inną prowadzoną sprawą.

Fałszywy SMS i konta w mediach społecznościowych

Kraskowska opisała także inne incydenty. Jej mąż miał podszyć się pod policję w Prażmowie i wysłać jej SMS o treści: „Prosimy o pilny kontakt w sprawie pani męża Leszka Kraskowskiego. Policja Prażmów. Jesteśmy na obiekcie w Łosiu. Przy ciele nie znaleziono żadnych dokumentów. Potrzebna jest Pani pomoc przy identyfikacji”. Sprawę zgłosiła na policję.

W oświadczeniu napisała również, że Kraskowski bez wiedzy córek miał założyć na Facebooku konta pod ich imionami i nazwiskami, publikując na nich materiały polityczne i szkalujące artykuły o politykach. Według Kraskowskiej podobny proceder miał dotyczyć jej samej. Biegły sądowy miał ustalić 15 czerwca, że na jej dane założono konto na platformie X, z którego jej mąż publikował własne treści.

Stanowisko żony wobec zarzutów

Kraskowska zaznaczyła, że nie przesądza o winie męża w zakresie zarzutów dotyczących gróźb wobec komendanta policji i nielegalnego posiadania broni. „Nie mam takiej wiedzy. W sobotę, 6 czerwca, gdy zatrzymano Leszka Kraskowskiego, przebywałam w Warszawie u koleżanki, a mój partner był w samolocie, podczas przelotu z Polski do Azji Południowo-Wschodniej. Natomiast odnośnie ostatniego zarzutu posiadam wiedzę aż nadto wystarczającą i chcę się nią podzielić” — napisała.

Dodała, że w przypadku udowodnienia winy Kraskowski powinien ponieść odpowiedzialność na zasadach takich jak każdy inny obywatel. „Jeżeli Leszek Kraskowski jest winny i zostanie mu to udowodnione podczas procesu sądowego, niech poniesie karę przewidzianą w kodeksie karnym za konkretne paragrafy i popełnione czyny, tak jak każdy człowiek i reprezentant każdego zawodu, bez taryfy ulgowej w postaci innego traktowania jako dziennikarz śledczy. Tak powinno działać prawo” — dodała żona Kraskowskiego.

Zarzuty wobec Kraskowskiego

Kraskowski jest podejrzany o posiadanie broni palnej i amunicji bez zezwolenia oraz o grożenie śmiercią komendantowi powiatowemu policji w Piasecznie. Śledztwo wszczęto po tym, jak do komendanta policji w Piasecznie wysłano mail, w którym według śledczych dziennikarz groził śmiercią komendantowi oraz innym osobom, które miałyby go powstrzymać. Na koniec miałby odebrać sobie życie. Podczas przeszukania samochodu Kraskowskiego znaleziono broń palną i amunicję.

Sprawę przejęła Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Decyzja ta była związana ze ścisłą współpracą piaseczyńskiej prokuratury z komendą policji w Piasecznie, której komendantowi Kraskowski miał grozić śmiercią. Sąd zgodził się z wnioskiem prokuratora o zastosowanie 3-miesięcznego aresztu, motywowanym obawą ucieczki i grożącą podejrzanemu surową karą.

Materiały z odwieszonej sprawy

Do zgromadzonych dowodów dołączono materiały z odwieszonej sprawy przeciwko Kraskowskiemu, w której postawiono mu zarzut znęcania się nad własną rodziną. Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie prokurator Piotr Antoni Skiba wyjaśnił, że postępowanie było zawieszone, ponieważ mężczyzna wielokrotnie nie stawiał się na badaniach sądowo-psychiatrycznych. „Na żadnym etapie wykonywanych z jego udziałem czynności nie powołał się na tajemnicę dziennikarską, przekazał użytkowany telefon na potrzeby toczącego się śledztwa oraz hasło dostępu” — dodał rzecznik.

Prokuratura Regionalna przeanalizuje akta

W poniedziałek rzecznik Prokuratury Regionalnej w Warszawie prokurator Mateusz Martyniuk poinformował, że jego jednostka „dokona analizy akt śledztwa prowadzonego przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie przeciwko dziennikarzowi pod kątem prawidłowości oraz zasadności podjętych czynności procesowych”.

Komentarze po zatrzymaniu dziennikarza

Zatrzymanie Kraskowskiego wywołało komentarze w mediach społecznościowych. Część polityków łączyła sprawę z innymi zdarzeniami dotyczącymi osób ze środowiska prawicowych mediów.

„Wygląda to coraz gorzej. Coraz bardziej prawdopodobna staje się teza, że zrobiono pokazówkę w celu uciszenia niewygodnego dla władzy dziennikarza” — napisał poseł PiS Sebastian Kaleta.

Do sprawy odniósł się także europoseł PiS Waldemar Buda. „Red. Sakiewicz, Rachoń, Klarenbach teraz Kraskowski, to jest frontalne i zmasowane uderzenie w środowisko dziennikarskie w celu zastraszenia, wszyscy podejmujący decyzję w tych sprawach będą w przyszłości publicznie przesłuchiwani” — napisał europoseł.

Dziennikarska działalność

Leszek K. jest dziennikarzem śledczym. Pracował między innymi w „Rzeczpospolitej”, „Wprost”, „Super Expressie” i „Dzienniku”. Jest laureatem nagród dziennikarskich, w tym Grand Press 2007 za materiały dotyczące afery corhydronu oraz Nagrody Watergate Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Od lat prowadzi niezależny portal Reporterzy.online oraz kanał w serwisie YouTube. Publikował tam materiały dotyczące nadużyć władzy i spraw gospodarczych, niezależnie od barw politycznych osób, których dotyczyły jego ustalenia.

W ostatnich latach dziennikarz zajmował się między innymi tzw. aferą Polnordu oraz powiązaniami biznesowo-prawnymi miliardera Ryszarda Krauzego z posłem KO Romanem Giertychem. Dziennikarz porównywał opisywany przez siebie mechanizm do „oscylatora” znanego z afery Art-B Bogusława Bagsika i Andrzeja Gąsiorowskiego.

Według ustaleń dziennikarza wartość gruntów, w tym pola kukurydzy pod Poznaniem, miała być sztucznie podnoszona. Nieruchomości kupowane za kilka milionów złotych miały być następnie odsprzedawane spółce Polnord za kilkukrotnie wyższą kwotę i wykorzystywane jako zabezpieczenie obligacji. W transakcjach miały uczestniczyć osoby z otoczenia Giertycha.

Wyjazd do Albanii i twierdzenia o zagrożeniu

Podejrzany przez pewien czas mieszkał w Albanii, między innymi w Sarandzie. Na swoim profilu w serwisie X podkreślał, że wyjechał ze względów bezpieczeństwa.

Jako powody wskazywał między innymi ostrzelanie jego samochodu oraz samochodu jego żony z broni myśliwskiej. Łączył też decyzję o wyjeździe z nasilającymi się procesami i naciskami związanymi z prowadzonymi przez siebie śledztwami.

Dziennikarz podkreślał, że jego publikacje opierają się na dokumentach ze śledztwa i aktach sprawy. Jego materiały wywoływały reakcje w mediach społecznościowych i były przedmiotem zainteresowania sejmowych zespołów parlamentarnych. Sprawa prowadzona przez prokuraturę pozostaje w toku.

Kresy.pl

Tagi: ,
forma płatności