W niedzielę w Parlamencie Gruzji odbyło się posiedzenie, na którym przysięgę prezydencką złożył Micheil Kawelaszwili. Opozycja nie uznaje jego wyboru na najwyższy urząd w państwie.
Na mocy znowelizowanych jeszcze w 2017 r. przepisów, Kawelaszwili nie był wybierany nie w głosowaniu powszechnym, lecz przez specjalne kolegium elektorskie gromadzące zarówno parlamentarzystów jak i przedstawicieli samorządów w liczbie 300 członków. 224 z nich zagłosowało 14 grudnia za kandydaturą Kawelaszwilego – jedyną zgłoszoną.
Wybór byłego piłkarza na prezydent kaukaskiego państwa następuje w momencie, gdy jest on destabilizowany ostrym konfliktem politycznym.
Wynik październikowych wyborów w Gruzji, w których rządzące dotychczas Gruzińskie Marzenie uzyskało 54 proc. głosów był przegraną czterech partii i koalicji o radykalnie prozachodniej orientacji. Tym samym partia rządząca przejęła 88 mandatów w jednoizbowym parlamencie liczącym 150 miejsc.
Prezydent Gruzji Salome Zurabiszwili oświadczyła dzień po elekcji, że nie uznaje wyników wyborów parlamentanych. Wezwała też obywateli do wyjścia na ulice w ramach protestu. Partie opozycji już wcześniej ogłosiły, że nie uznają wyników wyborów.
Od tego czasu na ulicach Tbilisi, w okolicach parlamentu trwają burzliwe protesty opozycjonistów przeradzające się nierzadko w starcia z siłami porządkowymi. Dodatkowo zmobilizowała je decyzja rządu Gruzińskiego Marzenia o zawieszeniu rozmów akcesyjnych z Unią Europejską.
Zurabiszwili oświadczyła, że nie zamierza oddawać władzy i nie uzna wyboru następcy przez obecny parlament.
W dniu zaprzysiężenia Kawelaszwilego Zurabiszwili przemówiła do swoich zwolenników. Oświadczyła, że opuści pałac prezydencki, ale nadal będzie uważać się za jedynego legalnego prezydenta Gruzji, jak zrelacjonował “Kommiersant”.
kommersant.ru/kresy.pl






























