Zborów: tropami “Ogniem i mieczem”

Zborów to dziś niewielka osada licząca około sześciu tysięcy mieszkańców, leżąca przy trasie ze Lwowa do Tarnopola, na Wyżynie Podolskiej nad rzeką Strypą. Mało kto do niej zagląda, bo trasa na Tarnopol zostawia miasto z boku. Uwagę nielicznych przyciąga też mijany na wzgórzu nad miasteczkiem kurhan z kozackim krzyżem na szczycie.

Turyści z Polski biorą go zazwyczaj za pomnik miejscowych banderowców, jaki można zobaczyć w każdej tutejszej mieścinie. To jednak mogiła. I to bynajmniej nie symboliczna. Została usypana na miejscu, w którym po bitwie z wojskami królewskimi w 1649 r. miano grzebać według tradycji poległych zarówno Kozaków, Tatarów, jak i Polaków.

To tu połączone siły tatarsko- kozackie zastąpiły drogę wojskom królewskim Jana Kazimierza, idącym spod Toporowa na odsiecz Jeremiemu Wiśniowieckiemu, oblężonemu przez nie pod Zbarażem, odległemu stąd o jakieś 50 km.

Jan Kazimierz, co znakomicie oddał Henryka Sienkiewicz w “Ogniem i mieczem”, po otrzymaniu informacji od Skrzetuskiego o dramatycznej sytuacji obrońców Zbaraża, postanowił ruszyć im na pomoc, wierząc bardziej w powagę swego urzędu niż realną siłę wojsk koronnych. Jako monarcha nie mógł jednak postąpić inaczej i zaryzykował, dając popis szaleńczej odwagi. W czasie bitwy pod Zborowem, jak pisze jej uczestnik Wojciech Miaskowski: “Od kilkuset lat nie byłą Polska i król żaden w takich terminach… Mało się nie wróciła ona klęska pod Warną, albo Legnicą, albo kiedy Baty, chan tatarski 12 niedziel mieszkał w Krakowie”.

Z perspektywy szczytu kozackiego kurhanu widać doskonale pole zborowskiej bitwy zroszone na przestrzeni mili obficie polską krwią. Jak pisze przytoczony powyżej kronikarz, całe było okryte trupami “braciej naszej”. Na temat stoczonej tu bitwy historycy wygłaszali różne opinie. Najczęściej krytykowali dowodzącego wojskami polskimi króla Jana Kazimierza i zawartą przez niego pod Zborowem ugodę z Kozakami. Współcześni historycy ukraińscy uważają, że bitwa była wielkim triumfem kozackiego oręża, a tylko zdrada Tatarów, którzy ułożyli się z polskim królem spowodowała, że ten nie dostał się do niewoli Chmielnickiego i cała Rzeczpospolita nie legła u stóp kozackiego hetmana. Tymczasem nic z tych rzeczy. Choć można istotnie spierać się o detale bitwy pod Zborowem i sensu zawartej po niej ugody, to jedno wydaje się całkiem pewne. Nie była triumfem Chmielnickiego, on sam ukorzył się nawet przed królem. Długo nie chciał też zaakceptować kapitulanckiej rzekomo ugody. Ta umożliwiała bowiem oswobodzenie Zbaraża i przygotowanie się Polski do ostatecznej bitwy. Zborów był wstępem do Beresteczka. Jak znakomicie udowodnił to Władysław A. Serczyk na stronach “Historii Ukrainy”, scholastyczne rozważania na temat skali zborowskiego kompromisu nie mają sensu i zwrócił uwagę, że ugoda była kompromisem, z którego nietrwałości zdawały sobie sprawę wszystkie strony. Podpisały ją, bo była koniecznością – Tertium non datur – trzeciego wyjścia nie było…

Pole bitwy pod Zborowem, co doskonale widać z kurhanu, zmieniło swój wygląd. Od wschodu nie otacza jej już potężna dąbrowa, w której przez cały pierwszy dzień bitwy stały wojska Chmielnickiego, ustępując pola Tatarom. To także tatarski chan dowodził bitwą z polskim królem. Kozackiemu hetmanowi przypadła rola statysty.

Król idąc pod Zbaraż musiał zatrzymać się pod Zborowem, bo drogę zagrodziła jego wojskom szeroko rozlana po ulewnych deszczach Strypa, która uszkodziła groblę. 13 sierpnia 1649 r. król zaległ przed Zborowem obozem. Następnego dnia generał artylerii Krzysztof Arciszewski miał naprawić groblę i zbudować dwa mosty, przez które wojsko miało pokonać Strypę i ruszyć dalej. Król nie przewidywał jednak, że Chmielnicki i chan są tuż, tuż i planują wciągnąć polskie wojska w zasadzkę. 14 sierpnia Arciszewski zbudował przeprawy i 15 sierpnia w niedzielę w święto Wniebowzięcia NMP armia polska ruszyła na drugi brzeg Strypy. Król polecił założyć tu obóz, a sam udał się na nabożeństwo do kościoła w Zborowie. Było to miasteczko założone w XVI w. przez Zborowskich, które na początku XVII w. znalazło się w rękach Sobieskich. Nie była to wówczas twierdza na miarę chociażby niedalekiej Trembowli, a jedynie magnacka rezydencja obwiedziona parkanem.

Gdy król modlił się w zborowskim kościele, przed obrazem Matki Bożej Zborowskiej uznanym po bitwie za Cudowny, Tatarzy uderzyli na przeprawiające się wojsko polskie z dwóch stron. Liczyli, że w obozie w związku z maryjnym świętem będzie panować religijne uniesienie i rozprzężenie, a podzielone na dwie części i rozdzielone rzeką wojsko polskie nie będzie w stanie efektywnie się bronić. Wojsko królewskie nie dało się jednak zaskoczyć. Przeprawa była osłaniana przez pułk wojewody krakowskiego, który stawił ordzie zażarty opór. Na pomoc przybyło mu pospolite ruszenie przemyskie, które nie tylko nie rzuciło się do ucieczki, ale odparło tatarską szarżę. Gdyby nie fakt, że Tatarzy przeprawili się na drugi brzeg Strypy aż w trzech miejscach, ich pierwszy zagon zostałby rozbity. Ostatecznie Polakom udało się po ciężkich stratach przebić na drugą stronę rzeki. Tu wraz z głównym komputem odpierali przez resztę dnia tatarskie ataki. Następnego dnia z dąbrowy wyszli Kozacy, którzy zaatakowali królewski obóz i miasteczko Zborów. Ich ataki zostały jednak odparte. Do utrzymania ducha w wojskach koronnych przyczynił się sam król, który objeżdżał wszystkie oddziały. Następnego dnia Chmielnicki chciał znów atakować, ale został zatrzymany przez chana. Kanclerz Jerzy Ossoliński zaproponował mu bowiem zawarcie ugody, którą po kilku dniach podpisano. Na jej mocy Tatarzy zostali de facto protektorem Kozaków. Chmielnicki otrzymał m.in. tytuł hetmana. Liczebność Kozaków rejestrowych podniesiono do 40 tys., Chmielnicki otrzymał też szereg innych przywilejów. Metropolita dyzunicki otrzymał miejsce w senacie. W trzech województwach: kijowskim, bracławskim i czernihowskim tylko szlachta dyzunicka mogła pełnić godności i urzędy. Chmielnicki nie osiągnął jednak najważniejszego, nie wywalczył niezależnego państwa. Gwarantem jego swobód był chan, od którego zależał całkowicie. Twierdzenie kanclerza Ossolińskiego sugerujące, że dzięki ugodzie zborowskiej chan tatarski wzięty został na żołd Rzeczypospolitej nie były całkiem bezpodstawne.

Szkoda, że Rzeczpospolita nie zadbała o upamiętnienie tego miejsca, stawiając chociażby krzyż na miejscu, gdzie spoczywają kości kresowych rycerzy. Polacy ze Zborowa nie mogą się tym zająć, bo ich po prostu w tym miasteczku nie ma. Po zakończeniu II wojny światowej praktycznie wszyscy wyjechali do Polski, a było ich ponad trzy tysiące. Zborowski kościół został przerobiony na bezstylową, jednopiętrową budowlę. Słynący łaskami obraz MB Zborowskiej z tego kościoła znajduje się obecnie w kaplicy arcybiskupiej w Lubaczowie.

Można też zaapelować do turystów z Polski przemierzających ukraińskie szlaki, by zatrzymali się w Zborowie i chociaż chwilę, stojąc na kurhanie, uzmysłowili sobie, że tu na polach pokrytych rzepakiem, krew kresowych rycerzy i talent królewskich dyplomatów zatrzymał pochód pohańców idących na podbój Rzeczpospolitej. Z dzisiejszej perspektywy ta z pewnością zmagań pod Zborowem nie musi się wstydzić. Należały do najważniejszych w jej dziejach.

Marek A. Koprowski

forma płatności