Kisielewski utrzymuje, że w ciągu pierwszych dwóch tygodni wojny enkawudziści na zachód od Smoleńska rozstrzelali tysiące polskich wojskowych. Do dziś dnia leżą oni w nieoznaczonych grobach, na których przez siedemdziesiąt lat nie zapłonęła żadna świeczka…
Nakładem Domu Wydawniczego Rebis ukazała się kolejna „katyńska” książka Tadeusza A. Kisielewskiego zatytułowana „Zatajony Katyń 1941. Nieznana tragedia polskich wojskowych”. Autor stwierdza w niej, że zbrodnia katyńska dokonana w 1940 r., w wyniku której zginęło 22 tysiące oficerów Wojska Polskiego, policjantów, urzędników, ziemian dokonana w 1940 r. miała w następnym roku, czyli w 1941, ciąg dalszy. Kisielewski utrzymuje, że w ciągu pierwszych dwóch tygodni wojny enkawudziści na zachód od Smoleńska rozstrzelali tysiące polskich wojskowych. Do dziś dnia leżą oni w nieoznaczonych grobach, na których przez siedemdziesiąt lat nie zapłonęła żadna świeczka…Tezę tę opiera na dokumentach znanych od dziesięcioleci, ale także na niedawno odkrytych, lecz fałszywie interpretowanych. Teza ta jest mocno kontrowersyjna i na jej temat powinni wypowiedzieć się poważni historycy i badacze, a nie „niezależny analityk stosunków międzynarodowych, zajmujący się geopolityką i geostrategią”, który we wszystkich swoich książkach stawia bardzo kontrowersyjne tezy świadczące, że autor w omawianej problematyce ma wiedzę dość ogólną i powierzchowną.
Świadczyć to może, że dr Tadeusz A. Kisielewski pisze przynajmniej trochę „pod publiczkę”, odpowiadając na aktualne zapotrzebowanie rynku. Być może liczy, że panująca w naszym kraju rusofobia i brak merytorycznej dyskusji i krytyki uprawianej chociażby swego czasu przez prof. Łojka, pozwoli sprzedać społeczeństwu każdą bzdurę. „Zatajony Katyń 1941” zawiera ewidentne błędy i nadinterpretacje, które bez trudu wyłapie każdy historyk obeznany z problematyką sowiecką i śledzący najnowsze publikacje, ukazujące się także na rosyjskim rynku.
Kisielewski myli np. „Linię Stalina” z „Linią Mołotowa” odległą od niej o 250 km. Źle też ocenia „Linię Mołotowa”, do budowy której Rosjanie przystąpili w 1939 r. Nie składała się ona z licznych umocnień polowych, ale z umocnień żelbetonowych przewyższających klasą te z „linii Stalina”. Składały się one z 13 regionów umocnionych. Umocnienia ze starej „Linii Stalina” w porównaniu z nimi były zupełnie przestarzałe. Zaledwie 406 schronów wchodzących w jej skład było uzbrojonych w artylerię. Pozostałe były wyposażone wyłącznie w karabiny maszynowe i nie przedstawiały większej wartości bojowej.
Kisielewski twierdzi też, że Moskwę ocaliły dywizje syberyjskie, złożone z łagierników, rozpaczliwie ściągane w listopadzie na Zachód. Autor pisząc te rewelacje udowadnia, że nie zna literatury przedmiotu, zwłaszcza tej najnowszej. Gdyby zapoznał się on chociażby z pracą Roberta Forczyka i Howarda Gerrada, to takich bzdur by nie wypisywał. Rzeczy te teoretycznie dotyczą rzeczy z tła całej sprawy, ale jeżeli autor myli się w takich „drobiazgach”, to i w zasadniczych również może się mylić. Do jego ocen i sugestii, a raczej prób nowej interpretacji trzeba podchodzić więc z ostrożnością.
Marek A. Koprowski
Tadeusz A. Kisielewski, Zatajony Katyń 1941. Nieznana tragedia Polskich Wojskowych, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2011, s. 203, c. 35,90 zł.
