Kirgistan będzie pierwszym krajem Centralnej Azji, w którym nie będzie prezydenckiego systemu rządzenia. Stanie się on republiką parlamentarną. W referendum w tej sprawie, które odbyło się 11-go grudnia, wzięło udział 42 proc. uprawnionych, czyli 2,8 mln ludzi, z których 79,6 proc. poparło proponowane zmiany w konstytucji. Referendum było połączone z wyborami do samorządów. Odbyły się one m.in. w 22 miastach i 389 gromadach wiejskich.

Na mocy konstytucyjnej reformy w Kirgistanie kompetencje prezydenta republiki przejdą w znacznej mierze na premiera wybieranego przez większość parlamentarną. Krytycy reformy podkreślają , że umożliwi ona okopanie się u władzy obecnej elicie związanej z obecnym prezydentem Ałmazbekiem Atambajewem.

Zwolennicy poprawek twierdzą natomiast, że zmiany w konstytucji wzmocnią stabilność państwa i zwiększą poparcie dla niego wśród wiejskiej społeczności, a także tradycyjnych wspólnot. Tu trzeba zaznaczyć, ze wśród krytyków reformy było wiele organizacji pozarządowych finansowanych z zagranicy. Organizacje te występowały z krytyką referendum nie tylko ze względu na to, że miały one zatwierdzić zmiany w konstytucji, ale także, że jego uczestnicy mieli się opowiedzieć, czy są za tradycyjnym modelem rodziny. Mieli odpowiedzieć na pytanie, czy uważają , że małżeństwo to związek miedzy mężczyzną a kobietą. „Określonemu lobby” , wpierającemu organizacje pozarządowe, popierające gejów na całym świecie, to się mocno nie spodobało. Po wprowadzeniu bowiem tego zapisu w konstytucji trudniej im będzie niszczyć tradycyjną moralność, opartą na islamie i przestrzeganą zwłaszcza w wiejskich tradycyjnych wspólnotach Kirgistanu.

ZOBACZ TAKŻE: Kirgistan nie chce już pomocy USA

Dlatego też głosów krytycznych pod adresem referendum było sporo. Krytycy oskarżali władze, że te, by doprowadzić do zwiększenia poparcia, wykorzystały tzw. „administracyjny resurs”. Około jednej trzeciej osób uczestniczących w referendum stanowiły osoby młode. Dało to przeciwnikom referendum asumpt do twierdzeń, że władze zmusiły do udziału w referendum studentów.

Przewodniczący Centralnej Komisji Wyborczej Nurżan Szajłabekow kategorycznie zaprzeczył, by władze ingerowały w referendum i przebieg wyborów, które dla niego były triumfem przejrzystości i demokracji. Stwierdził on, że: „Zrobiliśmy wszystko co możliwe, żeby wybory były uczciwe, a głosujący mogli swobodnie wyrazić swoją opinię. Do zera sprowadziliśmy możliwość falsyfikacji wyników głosowania”.

ZOBACZ TAKŻE: Kirgistan członkiem EaZG

Mało który obserwator, krytykujący referendum ustosunkował się do samych zmian w kirgiskiej konstytucji. Po referendum zostanie do niej wniesionych 36 poprawek. Na ich mocy premier będzie mógł m.in. zwolnić ministra bez konieczności akceptacji dla tego kroku przez prezydenta republiki. Będzie on miał też większą społeczną legitymację do sprawowania władzy.

ZOBACZ TAKŻE: Chiny zacieśniają współpracę z Kirgistanem

Inicjatorem zmian w konstytucji był obecny prezydent Ałmazbek Atambajew, który szuka dla siebie miejsca na scenie politycznej Kirgistanu. Za rok kończy swoją kadencję prezydencką i na drugą wybrany być nie może. Zgodnie z obowiązującą konstytucją prezydentem w Kirgistanie można być tylko przez jedną kadencję. Nad nowymi zmianami jego ekipa pracowała 6 miesięcy. Kto zajmie miejsce Atambajewa na stanowisku głowy państwa, na razie nie wiadomo. Po zmianach w konstytucji jest to funkcja czysto honorowa. Realną władzę będzie sprawował premier. Niektórzy obserwatorzy sugerują, że apetyty na to stanowisko ma Atambajew, który zainicjował reformę konstytucyjną tylko po to, żeby utrzymać się u władzy. Z jednej strony Atambajew ich zdaniem chce w republice pogłębić demokrację, a z drugiej wykorzystać ją na swoją korzyść. Komentatorzy podkreślają jednak, że Atambajew, sięgając po to rozwiązanie, może się przeliczyć jak ongiś w Gruzji Michał Saakaszwili, którego ugrupowanie przegrało wybory.

ZOBACZ TAKŻE: Prezydent Kirgistanu pomstuje na faszyzm Rosji

Partia Atambajew, czyli Socjaldemokratyczna Partia Kirgistanu traci poparcie na rzecz głównego konkurenta, czyli partii „Respublika”. Pokazały to wybory do miejscowych samorządów przeprowadzonych razem z referendum. W największym mieście, czyli w stołecznym Biszkeku partia urzędującego jeszcze prezydenta zdobyła 13 mandatów podczas, gdy ugrupowanie „Respublika” – 12. W innych samorządach różnice miedzy obydwoma partiami zawierają się w ułamkach procentów. Obserwatorzy są zdania , że jeżeli ta tendencja się utrzyma, to w najbliższych wyborach zwycięży „Respublika” i to ona będzie w nowym parlamencie formować koalicję.

ZOBACZ TAKŻE: Rosjanie pozostaną w Kirgistanie do 2032 r.

Wielu komentatorów podkreśla również, że ze sceny politycznej Kirgistanu zaczną powoli znikać stare dinozaury, a ich miejsce będą zajmować ludzie młodzi. Świadczyć o tym ma m.in. pogrom w ostatnich wyborach samorządowych dwóch partii „Ata-Meken” i „Butun Kyrgystan”. Atambajew będzie musiał się sporo napracować, jeżeli chce pozostać u władzy.

Marek A. Koprowski

Reklama



1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz