Wydarzenia tygodnia

Maria Przełomiec, Jerzy Haszczyński i Andrzej Talaga komentują dla Kresy.pl najważniejsze wydarzenia na Wschodzie.

Maria Przełomiec(TVP):

Najważniejszym wydarzeniem tygodnia jest podpisanie przez Ukrainę i Rosję umowy gazowej połączonej z przedłużeniem o 25 lat stacjonowania Floty Czarnomorskiej w Sewastopolu. Wygląda na to, że prezydent Janukowycz bardzo tanio oddał Rosjanom Sewastopol na tak długi okres. Rosja utrzymuje tym samym swoją obecność na Morzu Czarnym, co zresztą już i tak robi poprzez nowe bazy w Abchazji. Poza tym jest to rozgrywka propagandowa – pokazanie, że Ukraina wraca do rosyjskiej strefy wpływów. Z kolei Janukowycz zyskał niższe ceny za gaz, przy czym są one na poziomie roku 2009. Nie bardzo rozumiem, dlaczego nie powiązał tego z problemem delimitacji granicy morskiej. Warto pamiętać, że w tym szelfie, który nie został podzielony między Ukrainę a Rosję również jest ropa naftowa i gaz. Podejrzewam, że teraz Ukraińcom będzie trudniej dochodzić swoich racji. Co więcej, przedłużając umowę na stacjonowanie Floty Czarnomorskiej Janukowycz nie tylko uniemożliwił zbliżenie z NATO w czasie swojej kadencji, ale również skutecznie zablokował to swoim następcom. Nie myślę natomiast, żeby to miało wpływ na stosunki między Ukrainą a Unią Europejską.

Drugie dość istotne wydarzenie to przyjęcie przez Aleksandra Łukaszenkę odwołanego kirgiskiego prezydenta Bakijewa. W ten sposób Łukaszenka po raz kolejny daje psztyczka w nos Rosjanom. A ponieważ od lat obserwuję z jednej strony starania białoruskiego prezydenta, żeby nie dać się Rosji do końca, z drugiej zaś – jego wierzgania przeciw Europie, więc następny tego etap obserwuję z dużym zainteresowaniem. Chociaż obawiam się, że dla samej Białorusi to, co robi Łukaszenka nie jest najlepsze.

Jerzy Haszczyński(Rzeczpospolita):

Wydarzeniem tygodnia jest porozumienie rosyjsko-ukraińskie, czyli tani gaz za przedłużenie pobytu Floty Czarnomorskiej do prawie połowy naszego stulecia. To jest decyzja strategiczna, która wyklucza i tak mało realne dotychczasowe szanse Ukrainy na członkostwo w NATO w dającej się przewidzieć przyszłości. Choć niewątpliwie poprzednie władze ukraińskie związane z obozem pomarańczowej rewolucji niewiele zrobiły, żeby problem Krymu rozwiązać – żeby zintegrować jego rosyjskojęzycznych mieszkańców z resztą Ukrainy.

Trudno mi sobie wyobrazić, że Rosja by się pogodziła z wygaśnięciem umowy stacjonowania Floty Czarnomorskiej na Krymie w roku 2017. Moim zdaniem, możliwy był nawet jakiś wariant siłowy przećwiczony przez Rosję w konflikcie z Gruzją o Osetię Południową. Tak więc z pragmatycznego punktu widzenia to porozumienie jest nawet korzystne, bo oddala widmo konfliktu o Krym. A i tak znaczna część państw zachodnich Ukrainy w NATO nie widziała.

Andrzej Talaga(Dziennik – Gazeta Prawna):

W mijającym tygodniu zwróciłbym uwagę na dwa wydarzenia. Pierwsze to podpisanie rosyjsko-ukraińskiego porozumienia w sprawie dostaw gazu, a konkretnie obniżenie ceny tego surowca w zamian za przedłużenie okresu stacjonowania Floty Czarnomorskiej na Krymie do roku 2042. Z tym że ciekawsze od tego co już wiemy jest to, czego nie wiemy. A mianowicie, czy porozumienie nie jest obudowane o inne porozumienia albo o promesy przyszłych porozumień, które oznaczałyby przejęcie części infrastruktury ukraińskiej przez firmy rosyjskie. To byłoby bardzo niebezpieczne. Wcześniej pojawił się pomysł rosyjsko-ukraińsko-unijnej kontroli nad sieciami przesyłowymi i zbiornikami z dużymi inwestycjami kapitałowymi UE. Taki układ byłby rozsądny i bezpieczny. Natomiast jeśli Ukraina ugięła się w tajnych porozumieniach czy promesach porozumień przed Rosją, i jest gotowa przekazać jej przynajmniej część sieci przesyłowych i zbiorników, co jest sprzeczne ze strategią przetrwania Ukrainy w tej części Europy, to byłoby to bardzo groźne, i zasługiwałoby na miano najważniejszego wydarzenia nie tylko tego tygodnia, ale i całego bieżącego roku na Wschodzie.

Drugi temat to Kirgistan, a konkretnie zapowiedź Rosji, że będzie – jak to sformułowała – interweniować w obronie swoich obywateli. Rosja przerzuciła do bazy pod Biszkekiem dodatkowych spadochroniarzy. Jeśli doszłoby do interwencji, to mielibyśmy precedens. Nastąpiłby bowiem atak nie tam, gdzie realnie zostały zaatakowane jednostki rosyjskie (jak w Osetii Południowej, kiedy Gruzini uderzyli na batalion rosyjski). Byłaby to natomiast decyzja całkowicie arbitralna. Taka sytuacja oznaczałaby, że Rosja decyduje sama, co stanowi zagrożenie dla jej obywateli i interweniuje tam, gdzie chce.

forma płatności