Sytuacja w Rosji pokazuje, że jedynie „okrzepła” gospodarczo, a nawet przyzwyczajona do dobrobytu klasa średnia może mieć wpływ na sytuację w kraju, może wpływać na władzę.

Minione wybory parlamentarne i prezydenckie w Rosji, oraz późniejsze akcje protestu przeciwko ogłoszonemu przez opozycję fałszowaniu ich wyników to dobra „próba wytrzymałości” dla obecnych władz; to też manifestacja posiadanych przez nie rezerw. Dla Białorusi, jak i dla wielu innych państw strefy postsowieckiej, obie te kampanie mogą okazać się znamienne. Porównując akcje protestacyjne w Rosji i wydarzenia z 19 grudnia 2010 roku w Mińsku można stwierdzić, że rosyjskie władze miały do nich bardziej rozsądny stosunek. Szczególnie znamienną jest organizacja akcji protestacyjnej na Placu Bołotnym w Moskwie.

Pierwsze meetingi, jakie odbyły się po wyborach parlamentarnych w Rosji, w pierwszej kolejności na placu Triumfalnym i na bulwarze Czystoprudnym w Moskwie, zostały praktycznie rozpędzone i przebiegły według scenariusza białoruskiego: z mnóstwem zatrzymanych, w tym wśród liderów opozycji (Mitrochin, Nawalny, Limonow, Niemcow). I tym razem skorzystano ze sprawdzonego systemu anty-meetingowego, z udziałem „Naszych”, „Młodej gwardii” i „Rosji młodej”, którym wydawano specjalne kolorowe peleryny. Najważniejszą rzeczą podczas przeprowadzania akcji protestacyjnych jest ich nagłośnienie w mediach. Pierwsze meetingi w oficjalnych mediach nie pojawiły się w ogóle. Przeprowadzenie legalnych akcji protestu „za uczciwe wybory” na placu Bołotnym 10 grudnia 2011 roku to przykład umiejętnych i rozsądnych działań władz. Meetling na Bołotnym został tematem dnia na wszystkich kanałach. Najbardziej wyróżnił się kanał NTV, który wyemitował cały reportaż i rzeczywiście pozytywnie zareagował na to wydarzenie. Zainteresowanie meetingiem zostało dodatkowo „podgrzane” przez liczne informacje o tym, że prowadzący kanału NTV odmówił poprowadzenia programu, jeśli nie zostanie wyemitowany materiał o placu Bołotnym.

Czym się różni plac Bołotny od placu Niepodległości w Mińsku? Przede wszystkim należy wspomnieć o przygotowaniu rosyjskiego aparatu politycznego do tego wydarzenia. Rosyjskie kierownictwo miało już doświadczenie w rozpędzaniu meetingów oraz blokowaniu stron internetowych organizacji pozarządowych w pierwszych dniach po wyborach. Akcja na Bołotnym to całkowicie nowe rozwiązanie, w zasadzie niemożliwe do powtórzenia w warunkach białoruskich. Podczas tego przedsięwzięcia Rosja wykorzystała posiadane zasoby „zgromadzonej” demokracji: doświadczenie w przeprowadzaniu usankcjonowanych meetingów, zaangażowanie wizerunku „demokratycznych” środków masowej informacji (NTV, kanał REN, „Echo Moskwy”), liberalne komentarze na temat akcji ze strony Putina i Miedwiediewa. Obaj podkreślali w swoich wypowiedziach, że wspierają przeprowadzanie tego typu obywatelskich akcji, mówili o aktywności młodzieży i klasy średniej, o ich zaangażowaniu w życie polityczne kraju, broniąc jednocześnie wyników samych wyborów. Na przykład redaktor „Echa Moskwy”, Aleksiej Wenediktow, często zapraszany na konferencje prasowe oficjalnego Kremla i będący niemalże wcieleniem rosyjskiego dziennikarstwa. Na konferencji premiera, która odbyła się po kampanii parlamentarnej, to właśnie on zadawał Putinowi najważniejsze pytania o wybory. W Rosji jest wystarczająco dużo kanałów, by się bawić w demokrację. Udział w akcji takich autorytetów, jak Borys Akunin i Leonid Parfionow, z jednej strony, oczywiście, świadczy o powadze takiego przedsięwzięcia, jednakże z drugiej strony – czy nagłośnienie zmiany politycznych sympatii u Tiny Kandelaki nie jest wybiegiem PRowym samej władzy, sprowadzającej te wydarzenia do absurdu? Tak samo jak polityczna aktywność Kseni Sobczak.

Na Białorusi brak niestety kanałów, posiadających liberalny, demokratyczny wizerunek, a media państwowe trzymają się jednej linii. Opozycyjne nastroje elektoratu koncentrują się wokół nielicznych źródeł elektronicznych, co jakiś czas blokowanych. Nie ma postaci liberalnych, zarówno wśród elit nomenklaturowych, jak i medialnych. Odłączenie się od jedynego właściwego kursu prowadzi albo do wypadnięcia z szeregu (póki co przykład Sergieja Dorofiejewa – prowadzącego ONT), albo do oficjalnego lub cichego objęcia zakazem (szereg mediów opozycyjnych oraz zaangażowanych artystów, takich jak na przykład Lawon Wolski i Sergiej Michałok). Taki stan rzeczy uniemożliwia „grę w demokrację” poprzez liberalizację szeregu segmentów socjalnych i mechanizmów. W Rosji, podczas ostatnich kampanii się to udało. Władze przedsięwzięły szereg środków, mających na celu zmniejszenie presji zarówno ze strony opozycji, jaki i ze strony apologetów demokracji – USA i UE, takich jak: zainstalowanie kamer w obwodach wyborczych, początek reformy politycznej, regularne spotkania aktualnego prezydenta z przedstawicielami tak zwanej „opozycji pozasystemowej”, ich udział w grupie, zajmującej się dopracowywaniem projektu reformy politycznej. Można powiedzieć, że sama kampania wyborcza Putina była aktywna: wystąpienie 23 lutego na patriotycznym meetingu „Obronimy kraj!” w Łużnikach, zorganizowanie telekonferencji z robotnikami z miasta Niżny Tagił, powyborczy meeting na placu Maneżowym.

Jeśli mowa o presji zewnętrznej to warto wspomnieć, że Rosja, w odróżnieniu od Białorusi, nie ma możliwości uciekania się do tak radykalnych i ostrych działań, jak te zastosowane przez białoruskie władze w stosunku do uczestników meetingów: w chwili obecnej Zachód jest ważnym i niezbędnym partnerem FR. Dlatego opracowanie „prawidłowego” modelu przeprowadzania kampanii wyborczej w Rosji jest niezbędnym elementem polityki zagranicznej, oczywiście „z zachowaniem twarzy”. Wstąpienie Rosji do WTO na tle kampanii parlamentarnej oraz jej podsumowywania jest tego wyraźnym potwierdzeniem. Mińsk, znajdujący się w łonie „polityki wzajemnej akceptacji” przez kraje WNP z takimi samymi postsowieckimi systemami politycznymi, nie potrzebuje obecnie legitymizacji swojej kampanii wyborczej ze strony Zachodu. Z kolei wybory w Rosji to wydarzenie, odbijające się w świecie szerokim echem, będące obiektem zainteresowania ze strony głównych międzynarodowych graczy. Dlatego Białoruś wciąż podtrzymuje swój wizerunek i twardą linię mocnego prezydenckiego kursu. Na przykład, władze Białorusi usiłują nie wiązać zwolnienia byłego kandydata na prezydenta Białorusi, Andrieja Sannikowa, oraz kierownika jego sztabu wyborczego Dmitrija Bondarenko z sytuacją, związaną z odezwami ambasadorów krajów UE. takie stanowisko podtrzymują główne postaci białoruskiego establishmentu: przede wszystkim głowa państwa, a także przewodniczący niższej Izby parlamentu Władimir Andriejczenko, szef MSZ Siergiej Martynow i szef Administracji Prezydenta Władimir Makiej. Prezydent „wzmacnia” to oświadczeniami o amnestii dla „normalnych ludzi” z okazji Dnia Niepodległości, dodając do tego dość ostre wypowiedzi zarówno pod adresem ułaskawionych, jak i pod adresem tych, którzy podtrzymują sankcje w stosunku do Białorusi. Oznacza to, że władza nie wiąże nadchodzących wyborów parlamentarnych z wypuszczeniem więźniów politycznych, jak również nie wiąże ich wypuszczenia z sankcjami UE w stosunku do Białorusi. Jednocześnie sama Białoruś wygłosiła w stronę UE szereg ostrzeżeń, np. dotyczących osłabienia kontroli na granicy, a przewodnicząca Centralnej Komisji Wyborczej Lidia Jermoszyna zaproponowała, by podczas tworzenia misji obserwatorów OBWE, mających nadzorować wybory parlamentarne, wykluczyć z jej składu przedstawicieli krajów UE. W ten sposób białoruskie władze prowadzą twardą politykę w stosunku do UE, co w dużym stopniu związane jest z intensyfikacją procesu integracji z Rosją, z tym, że osiągnięto wiele kompromisów w wielu kluczowych dla stosunków białorusko-rosyjskich kwestiach, szczególnie w kwestii problemu energetycznego. W tym temacie swoje wsparcie dla Białorusi okazują najwyższe szczeble rosyjskiej władzy: obaj prezydenci wydali wspólne oświadczenia, swoje wsparcie wyraził też szef MSZ Rosji, Sergiej Ławrow.

Jedną z głównych przyczyn niepowodzenia prób transformacji białoruskiego reżimu jest gospodarcza zależność wszystkich warstw społecznych od obecnej struktury społeczno-gospodarczej i politycznej. Wydarzenia na Placu Bołotnym są przez niektórych uznawane za sygnał kształtowania się nowej klasy politycznej w Rosji, przede wszystkim w dużych miastach – Moskwie i Petersburgu, klasy średniej z „pokoleniem Internetu”, które wyszły na ulice by powiedzieć, że już interesują się polityką. Ludzie z wielkich miast, o wysokim poziomie życia, nie wspierający żadnej konkretnej siły politycznej – teraz już nie można się z nimi nie liczyć, nie można ich po prostu wsadzić do furgonetki i wysłać do więzienia. Na dzisiejszej Białorusi, przede wszystkim w Mińsku, też są zalążki klasy średniej. Ale zarówno jej liczebność, jak i poziom życia, znacząco różnią się od moskiewskich. Białoruska klasa średnia jest praktycznie całkowicie zależna od sytuacji gospodarczej w kraju, a jej głównym celem jest utrzymanie obecnego poziomu życia i dochodu, a nie polityka. Sytuacja w Rosji pokazuje, że jedynie „okrzepła” gospodarczo, a nawet przyzwyczajona do dobrobytu klasa średnia może mieć wpływ na sytuację w kraju, może wpływać na władzę. Ci, którzy 19 grudnia wyszli na ulice, by wesprzeć kandydatów opozycyjnych, ryzykowali utratą pracy, wyrzuceniem ze studiów, to był protest różnych warstw społecznych. Ale tych ludzi nie łączy ani gospodarka, ani polityka; to był nieskoordynowany ruch „przeciwko obowiązującej władzy”. Jednym z powodów takiego stanu rzeczy jest właśnie brak na Białorusi prawdziwego systemu partyjno-parlamentarnego – najważniejszego chyba atrybutu demokracji. Na Białorusi nie ma nawet partii władzy, w imieniu której prowadzona byłaby polityka państwa. Władza reprezentowana jest jedynie przez nomenklaturową elitę, która nie posiada tożsamości partyjnej jako takiej, a opozycja jest rozdrobniona i nie znalazła „swojego” elektoratu. Dlatego białoruska kampania parlamentarna 2012 raczej nie będzie się różnić od poprzednich. To właśnie poziom polityki parlamentarnej i partyjnej powinien być kluczowym celem transformacji systemu politycznego. I dopóki na Białorusi nie będzie konkurencji partyjnej, żadne zmiany raczej nie zajdą.

Wadim Koszewoj

Źródło: geopolitika.lt

Tłumaczenie: Magdalena Superson

Tytuł pochodzi od redakcji KRESY.PL




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz