W imieniu narodu – w imieniu Bandery

W artykule „W imieniu narodu – w imieniu Bandery” lwowski historyk, dr Wasyl Rasewycz
podważa prawo szefa UIPN Wołodymyra Wiatrowycza i jemu podobnych do prowadzenia polityki historycznej Ukrainy.

Poniżej zamieszczamy tłumaczenie artykułu opublikowanego przez Rasewycza na portalu Zaxid.net.

W imieniu narodu – w imieniu Bandery

Adaptowanie technologicznych metod rosyjskiej wojny informacyjnej

Obserwując ukraińsko-polskie batalie toczone o historię, trudno oprzeć się wrażeniu, że komuś tak łatwo udało się zawłaszczyć prawo do wypowiadania się w imieniu „wszystkich Ukraińców”. Zwłaszcza dlatego, że ukraińska historia jest skomplikowana i niejednoznaczna – nie przedyskutowana, niedostatecznie zbadana i straszliwie zideologizowana.

W takich okolicznościach interesująca jest nie tylko ogólna procedura generowania [wypracowywania] ukraińskiego „skonsolidowanego” stanowiska, ale także to, kto i w jakiej roli bierze udział w tym procesie. Na czyich wnioskach i opiniach opierają się ci ludzie, skąd czerpią niezbędną wiedzę i informacje, kto określa etapy i mechanizmy jego kształtowania? I doprawdy, skoro już kwestie historyczne stają się takimi ważnymi czynnikami nie tylko w polityce wewnętrznej, ale także w zagranicznej, to dlaczego nikt dotychczas nie wyznaczył procedury kształtowania stanowiska „strony ukraińskiej” dla potrzeb różnych międzynarodowych forów? Dlaczego tak ważne mechanizmy przyjmowane są jak dogmaty, na wiarę?

Przeczytaj: Lwowski historyk: ukraiński IPN często zajmuje się propagandą

Jedną z bardzo efektywnych metod technologicznych rosyjskiej wojny informacyjnej jest zasada nadmiernego uogólniania pojedynczych faktów, indywidualnych przemyśleń i rozważań oraz podnoszenia ich do poziomu reguły, a nawet ogólnej tendencji. W rezultacie na podstawie wywiadu z jednym włoskim rolnikiem robiony jest wniosek, jakoby całe Włochy śpią i obserwują, jak niebawem zostaną zdjęte sankcje z Rosji. Albo, na przykład, na podstawie reportażu z mityngu partii „Alternatywa dla Niemiec”, zorganizowanej nie bez wpływów rosyjskich, stwierdza się, że „Niemcy” są okrutnie niezadowoleni z polityki kanclerz Angeli Merkel i dłużej nie chcą jej widzieć na czele potężnego kraju Unii Europejskiej. W ruch idą również jawne manipulacje, gdy są wyrywane z kontekstu słowa tej samej Merkel, i przez ukraińskie serwisy informacyjne i sieci społecznościowe przetacza się prawdziwe tsunami niechęci wobec zdradzieckiej „frau Ribbentrop”.

Nie stronią od tej technologii także współcześni twórcy ukraińskiej polityki historycznej.Oni także starają się ogłaszać jednostkowe przypadki ogólną zasadą, a rozproszone chaotyczne posunięcia – trendem. Na przykład, „odbijając” zarzuty antysemityzmu w OUN i UPA, nowi ideologiczni bojownicy składają oświadczenia o żydowskich lekarzach przebywających w szeregach ukraińskiego podziemia zbrojnego. Fakt, że Żydzi dołączali do UPA nie z własnej woli i nie z powodów ideologicznych, dla tych osób nie ma znaczenia.Poza ich uwagą pozostaje i ten fakt, dlaczego akurat Żydzi-lekarze otrzymywali szansę na uratowanie się, lecząc chorych i rannych żołnierzy UPA. Jest oczywiste, że lekarze dysponowali taką wiedzą zawodową, która była najbardziej ceniona w czasie wojny. To właśnie z powodu swojego zawodu otrzymali szansę na życie. Ale nie na długo. Wraz ze zbliżaniem się Armii Czerwonej te niepewne ideologicznie elementy zaczęto fizycznie eliminować.

Do manipulacji można zaliczyć także próby zaprzeczania antysemityzmowi w OUN, operując dosłownie kilkoma przypadkami ratowania Żydów przez członków organizacji, ignorując setki innych przykładów, świadczących o czymś wręcz przeciwnym.

Do tej samej kategorii manipulacji należą próby „wmontowania” nacjonalistycznej linii w upamiętniające praktyki obchodów smutnych rocznic tragedii Babiego Jaru.Poprzez starania zmierzające do „rozcieńczenia” tragedii narodu żydowskiego przez zainstalowanie tablic informujących o rozstrzelaniu ukraińskich nacjonalistów w Babim Jarze przedstawiciele UINP postawili przed sobą jeszcze jeden ukryty cel. Ponieważ tragedia Babiego Jaru stała się symbolem cierpienia żydowskiego, historycy z UINP zapragnęli „wybielić” członków OUN przez podkreślenie faktu, że reżim nazistowski zabijał także ukraińskich nacjonalistów, a zatem uważał ich za swoich wrogów. Przemilczając fakty wcześniejszej współpracy tych ludzi z reżimem okupacyjnym u niedoinformowanych Ukraińców można teraz kształtować wrażenie, że członkowie OUN zawsze walczyli z niemieckim reżimem okupacyjnym.

Medialna wrzawa wokół przemówienia prezydenta Izraela Riwlina w Radzie Werchownej Ukrainymiała na celu odwrócenie uwagi społeczeństwa od brutalnych manipulacji w sferze praktyk upamiętniających z okazji smutnej rocznicy w Babim Jarze. Występując z atakamina Riwlina twórcy współczesnej polityki historycznej podstępnie mobilizowali antysemicki potencjał do obrony „naszych” bohaterów historycznych. A kto nadał im status wszech-ukraińskich bohaterów? Na jakich badaniach naukowych oparł się Ukraiński Instytut Pamięci Narodowej, podsuwając Ukraińcom taką a nie inną konkluzję?Z tych pytań bez odpowiedzi wyłania się jeden wniosek: proponuje się nam uwierzyć na słowo ludziom, których kompetencje zawodowe wciąż budzą wiele wątpliwości.

Krótko mówiąc, twórcy współczesnej polityki historycznej bez badań i bez konsultacji „podpisują” się za całą Ukrainę pod odpowiedzialnością za działalność radykalnych nacjonalistów podczas II wojny światowej.Przy tym czynią to bez konsultacji z ekspertami od tych kwestii i nie pytając o zgodę społeczeństwa. Oni, niczym lunatycy, nie chcą dostrzec, że bezmyślna gloryfikacja wszystkich bez wyjątku członków ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego, wśród których rzeczywiście byli tacy, którzy współpracowali z nazistami, brali udział w Holokauście i przeprowadzali czystki etniczne Polaków na Wołyniu, wypycha nas z kręgu narodów cywilizowanych. Że taka polityka prowadzi do międzynarodowej izolacji Ukrainy.Ponieważ trudno jest sobie wyobrazić, że wiodący kraj Unii Europejskiej – Niemcy – zgodzi się na rewizję historii tylko w tym celu, aby Ukraina miała „swoich” bohaterów, którzy rzekomo pomogą jej w aktualnie prowadzonej wojnie przeciw rosyjskiemu agresorowi.

I tu pojawia się sakramentalne pytanie: do czego to Ukrainie jest potrzebne i w imię czego musi ponosić takie wizerunkowe ofiary? Czy ukraińska elita rządząca nie dostrzega, że taka polityka historyczna prowadzi do wewnętrznej polaryzacji społeczeństwa, co czyni je bardzo podatnym na manipulacje?Powoduje, mówiąc delikatnie, ochłodzenie w stosunkach z Izraelem, a także z całkiem niedawnym sojusznikiem Polską – doprowadzając do prawdziwej wojny historycznej? Nikt nie mówi, że Ukraina musi „ugiąć się” przed swoimi sojusznikami, zdradzać interesy narodowe lub milczeć, zaciskając zęby, obserwując skrajnie niesprawiedliwe działania któregoś z nich. Dla Ukrainy ważne jest, aby precyzyjnie określić swoje główne priorytety. I tu musimy zadać sobie pytanie: czy nie nazbyt drogo może nas kosztować gloryfikacja kontrowersyjnych bohaterów historycznych? Musimy sobie jednoznacznie odpowiedzieć, co jest ważniejsze dla współczesnej Ukrainy: utrwalanie w świadomości zbiorowej kanonu z wątpliwymi bohaterów historycznych, czy dalsze istnienie niepodległego państwa ukraińskiego? Mówiąc brutalnie, zmusić świat i Ukraińców do szanowania Stepana Bandery, czy zachować państwo ukraińskie?

Aby odpowiedzieć na to niezwykle ważne pytanie należy zastanowić się, po co nam w ogóle heroiczny kanon historyczny. Jaki jest cel ogłaszania za bohaterów kontrowersyjnych działaczy z przeszłości? Tym bardziej, że forsowanie tego kanonu odbywa się z niesamowitymi trudnościami nawet wewnątrz naszego kraju. Przewodniczący Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej Wołodymyr Wiatrowycz uważa, że historia walki Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii kryje w sobie niewyobrażalny potencjał mobilizacyjny.Wychodząc z zasad logiki formalnej, może się tak zdarzyć. Bo jeśli spojrzeć w przeszłość w poszukiwaniu tych, którzy z bronią w ręku walczyli o państwową niepodległość Ukrainy, to wszystkie ścieżki doprowadzą do UPA. Rzeczywiście, sowieccy Ukraińcy w szeregach Armii Czerwonej walczyli z nazistowskimi Niemcami o wyzwolenie, w najlepszym przypadku, sowieckiej Ukrainy. W amerykańskiej lub kanadyjskiej armii Ukraińcy walczyli w szeregach koalicji antyhitlerowskiej, i wszyscy razem hipotetycznie (i nie tylko) walczyli przeciwko batalionom „Roland” i „Nachtigall”, przeciwko Dywizji SS „Hałyczyna” i „1. Ukraińskiej Dywizji UNA”.

Policjanci, którzy prawie dwa lata wiernie i szczerze służyli Niemcom i na początku 1943 roku z bronią w ręku poszli do lasu, gdzie położyli fundament pod powstanie Ukraińskiej Powstańczej Armii, nie mogli nie brać udziału w masowych egzekucjach ludności żydowskiej. Przyszły dowódca UPA Roman Szuchewycz wszedł do Lwowa pod koniec czerwca 1941 roku w mundurze oficera Wehrmachtu. Ten uniform zdjął dopiero pod koniec 1942 roku, spędziwszy cały rok, według oficjalnej wersji, na ochranianiu obiektów wojskowych na Białorusi. A potem był rok 1943 z masową czystką etniczną Polaków. Jaki był jego stosunek do tych krwawych wydarzeń? Dlaczego ich nie powstrzymał? Jak kadrowy niemiecki oficer, a do tego przedwojenny polityk, nie mógł nie rozumieć fatalności oraz, proszę wybaczyć, daremności tego rozlewu krwi. Oczywiste jest również, że dalsza walka Romana Szuchewycza, zwłaszcza po roku 1944, nie mogła nie być spowita w aureolę samo poświęcenia i ofiarnej, ale daremnej walki z reżimem sowieckim. Szuchewycza można szanować choćby za to, że nie uciekł, nie pozostawił swoich towarzyszy walki i podzielił z nimi tragiczny los. Uczynił to świadomie, w przeciwieństwie do wielu liderów ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego. Walka z sowieckim reżimem nie może być wykorzystywana jako glejt bezpieczeństwa dla działacza z niejasną przeszłością na początku II wojny światowej. Przynajmniej nie nadaje się on na klasycznego podręcznikowego bohatera do naśladowania.

Z drugiej strony, do dowódcy UPA i przywódców OUN pozostało jeszcze wiele innych pytań. Dlaczego ukraińscy chłopcy wiezieni w 1944 roku do punktów mobilizacyjnych na Ukrainie Zachodniej po spotkaniu z upowcami byli stawiani przed nieatrakcyjną perspektywą: albo umrzeć i pozostać na miejscu, albo pójść z nimi do lasu? Za czyje strategiczne błędy i pomyłki musieli płacić ceną swego życia? A może powinniśmy wreszcie zastanowić się nad tym, czy Stepan Bandera, Mykoła Łebed’ i Roman Szuchewycz na przekór zdrowemu rozsądkowi, nie znajdując alternatywy dla daremnej walki zbrojnej w podziemiu, nie dopuścili się zbrodni na młodzieży, kwiecie narodu ukraińskiego?

Niestety, współczesna polityka historyczna Ukrainy nie tylko nie stawia takich pytań, ona nie pozwala ich zadawać. Dlatego w efekcie mamy same straty, a obiecane zyski są iluzoryczne i wątpliwe.

W następnym artykule będzie mowa o walce ukraińskiej i polskiej polityki historycznej i o tym, do jakich następstw może to doprowadzić.

Wasyl Rasewycz

zaxid.net/ Kresy.pl / tłum. W. Tokarczuk

Reklama



7 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. gan :

    Kilka oligarchicznych księstewek w oparciu o kontynuację zbrodniczej ideologii banderyzmu nie ma szans się utrzymać. Według ostatnich danych z Ukrainy 40% pieniędzy z zewnątrz pochodzi z Rosji. Dla mnie prosta sprawa – Rosja inwestuje w to, co wkrótce zajmie (ciekawe, jak wygląda mapa tych inwestycji?). Donbas odcięty, wkrótce przyłączy się do FR. Przeprawa na Kerczu ruszy i Ukraina jest pozamiatana. Centralna Ukraina – Dniepropietrowsk czy Kijów nie dogadają się z oligarchami zakarpacia. USA odcięło fundusze, UE otworzyło granice. Wkrótce zacznie się wielka migracja a Ukraina zostanie jałową ziemią niczyją.

  2. tagore
    tagore :

    Obserwując ukraińsko-polskie batalie toczone o historię, trudno oprzeć się wrażeniu, że komuś tak łatwo udało się zawłaszczyć prawo do wypowiadania się w imieniu „wszystkich Ukraińców” Ten cytat dobrze ilustruje problem poparcia politycznego ze strony władz Ukrainy i administracji Obamy
    dla neobanderowskiej wizji historii i przyszłości Ukrainy.

    tagore

  3. sobieski :

    różnica pomiędzy czystką etniczną a ludobójstwem: Ludobójstwo – celowe wyniszczanie całych lub części narodów, grup etnicznych, religijnych lub rasowych, zarówno poprzez fizyczne zabójstwa członków grupy, jak i wstrzymanie urodzin w obrębie grupy, przymusowe odbieranie dzieci czy stworzenie warunków życia obliczonych na fizyczne wyniszczenie. Czystka etniczna – deportacja i przymusowe, masowe usuwanie lub wypędzanie osób z ich domów, jawne naruszanie praw tych osób w celu przemieszczenia lub zniszczenia grup narodowych, etnicznych, rasowych lub religijnych. Z tych definicji jasno wynika, że ZABICIE Polaków przez OUN-UPA z powodu ich przynależności do narodu polskiego było LUDOBÓJSTWEM. Czystką byłoby tylko przesiedlenie lub zmuszenie ich do opuszczenia zamieszkiwanych terenów.