Prezydent Uzbekistanu Islom Karimow buduje koalicję przeciw rosyjskim wpływom w Azji Centralnej. W negocjacjach z Turkmenistanem wyraził gotowość do przyłączenia się do projektu Baku-Tbilisi-Kars.
W Aszchabadzie prezydenci Turkmenistanu i Uzbekistanu podpisali pakiet porozumień. Wśród nich – protokół o wprowadzeniu zmian w porozumieniu międzyrządowym o współpracy w obszarze eksploatacji i przeprowadzenia prac remontowych w obiektach gospodarczych położonych na pogranicznych terytoriach państw (2008).
W myśl tego porozumienia sporne miejsca występowania gazu na granicy dwóch krajów nie powinny już przeszkadzać w dostawach uzbeckich węglowodorów i pozostałych surowców na Zachód przez Turkmenistan.
Omawiano i przebieg tych dostaw. Turkmenistan i Uzbekistan wyraziły zainteresowanie w realizacji projektu transportowego „Nawoi – Turkmenbaszy – Baku Tbilisi – Kars”. Jest o tym mowa we wspólnym oświadczeniu prezydenta Turkmenistanu Berdymuchammedowa i Karimowa. „Wykorzystanie tego korytarza zabezpieczy szeroki dostęp do rynków międzynarodowych” – można przeczytać w oświadczeniu prezydentów.
To oczywiste zagrożenie dla Rosji, która nie chce tracić statusu jedynego „korytarza” na drodze tranzytu azjatyckiego gazu i ropy na Zachód. Jest zasadniczo oczywiste, że połączenie z zakaukaskimi szlakami przesyłu jest niemożliwe bez położenia gazociągu transkaspijskiego, czemu Rosją się rozpaczliwie sprzeciwia.
Ale to także zagrożenie dla Kirgistanu i Tadżykistanu. Elektrownie wodne, które Rosja chce tam (tym razem chyba na serio) zbudować, dadzą tym krajom możliwość regulowania spływu rzek do Uzbekistanu. Biszkek i Duszanbe otrzymają instrument wpływu na Taszkient i pogrzebią jego ambicje na bycie regionalnym liderem. Uzbekistan nie będzie już w stanie przy pomocy własnych zasobów gazu manipulować sąsiadami, którzy dotąd odczuwali deficyt energii. A rosyjskie bazy wojskowe w Kirgistanie i Tadżykistanie nie pozwolą Taszkientowi zagrozić im w Dolinie Fergańskiej.
5 października Putin leci do Tadżykistanu aby rozmawiać tam o warunkach dokończenia budowy roguńskiej hydroelektrowni przez rosyjskie kompanie, a także o warunkach utrzymania rosyjskiej 201. bazy wojskowej w tym kraju. Od wyników wizyty zależy, czy Tadżykistan przyłączy się do mocnej, wodno-elektrycznej koalicji, którą zbudowały w Azji Środkowej Rosja i Kirgistan. Jeśli tak, to Uzbekistanowi nie pozostanie nic innego jak albo przyłączyć się do tego azjatyckiego ZSRR-2, albo wypowiedzieć zimną wojnę Rosji i własnym sąsiadom, uzbrajając się wcześniej w amerykańskie bazy i stając się „azjatycką Gruzją”.
Do tej pory Rosja nie decydowała się włączać do wodno-elektrycznego konfliktu w Azji Centralnej po żadnej ze stron. Podpisanie stosownej umowy z Kirgistanem na początku września zmieniło tę sytuację i daje podstawy by przewidywać, że Rosja okaże wsparcie również Tadżykistanowi. Tym sposobem dwaj główni dostawcy wody w regionie popadają w strefę rosyjskich wpływów. Staje się więc zupełnie jasne w czyich rękach znajdą się instrumenty kierowania zaporami wodnymi na transgranicznych rzekach Naryn w Kirgistanie i Wachsz w Tadżykistanie.
Wszystko to oczywiście nie może się podobać prezydentowi Uzbekistanu Karimowowi, który, jak wszystko na to wskazuje, jest gotowy do odmowy uczestnictwa w wodno-energetycznej koalicji, do której zapraszają go Putin i prezydent Kirgistanu Atambajew.
Taszkient jednocześnie zaczyna coraz bliżej współpracować z USA. Od 2. do 5. października w Uzbekistanie, w ramach specjalnego programu Uniwersytetu Obrony Narodowej USA, przebywa siedemnastu nowo mianowanych generałów i admirałów amerykańskich sił zbrojnych.
Wszystko to wskazuje, że wypowiedzi Karimowa o możliwym konflikcie zbrojnym w Azji Centralnej z powodu różnicy zdań co do wykorzystania zasobów wody – nie są puste. Teraz do koalicji USA-Uzbekistan wstąpić może i Turkmenistan.
Jednak niektórzy z ekspertów wyrażają opinię, że Turkmenistan poza aktywizacją wymiany handlowej nie podąży za Uzbekistanem politycznie. „Turkmeński lider bardzo uważnie słucha co mówi się w Moskwie, nie będzie ryzykować i psuć stosunków – mówi Mars Sarijew, politolog z Biszkeku. – Berdymuchammedow ceni turkmeńską neutralność. Tak więc w projektach ekonomicznych razem z Uzbekistanem weźmie udział, ale w polityczne gry już raczej bawić się nie będzie. Tym bardziej, że te gry wymagają zbliżenia z USA”.
Łącznie z ożywieniem zainteresowania tym projektem należy oczekiwać wzrostu napięcia w regionie nadkaspijskim. W tym właśnie miejscu dotknięte będą interesy jeszcze jednego środkowoazjatyckiego gracza – Kazachstanu. Ale, sądząc po wcześniejszych doświadczeniach, kazachski lider Nursułtan Nazarbajew będzie trzymać się ustalonego z Rosją stanowiska wobec regionu i wątpliwe by zaczął wspierać Uzbekistan. Można więc wyciągnąć wniosek, że Karimow znajdzie się w regionalnej izolacji.
Aleksandr Szachnazarow
Agencja Informacyjna Rosbalt
Tłum. Mateusz Garda
