Podczas gdy rząd PiS zapewnia, że los Polaków na Wileńszczyźnie jest w centrum jego zainteresowania, medialne zaplecze partii rządzącej propaguje w naszym kraju litewską narrację. Po spotkaniu z litewskimi politykami Tomasz Sakiewicz gorliwie reprodukuje ich tezy, mówiące że za fatalny stan relacji między Warszawą a Wilnem odpowiada nie wszechstronna dyskryminacja naszych rodaków na Litwie ale spisek agentów Kremla bądź politycy Akcji Wyborczej Polaków na Litwie. Z tego, co pisze wynika, że on i jego redakcja postawili już krzyżyk na wileńskich rodakach.

„Gazeta Polska Codziennie” chwaliła się w piątek tłustym nagłówkiem na stronie tytułowej wizytą swojego redaktora naczelnego Tomasza Sakiewicza i jego zastępcy Katarzyny Gójskiej-Hejke w Wilnie. Można domniemywać, że skoro 10 marca nad Wilię ruszyli dowódca i wicedowódca prorządowej prasy, ściągnęła ich tam nader ważna misja. Czyżby chodziło o obronę Polaków, których litewskie władze poddają wszechstronnej dyskryminacji? Bynajmniej, jak wynika z relacji samej „GPC” oraz innych mediów jej szefowie nie znaleźli czasu by spotkać się z jakimkolwiek reprezentatywnym przedstawicielem wspólnoty naszych kresowych rodaków. Mało tego w komentarzu samego Sakiewicza, ani jednym słowem nie pisze się o Polakach na Wileńszczyźnie. W relacji opublikowanej w tym samym numerze dziennika, z 11 marca, redakcja odnosi się do nich jednym zdaniem – negatywnie – cytując ministra spraw zagranicznych Litwy Linasa Linkevičiusa bulwersującego się, że Polakom zdarza się słuchać rosyjskiego radia.

Ponad głowami Polaków Wileńszczyzny

Redaktorzy „Gazety Polskiej” uznali bowiem za stosowne konferować w Wilnie wyłącznie z litewskimi politykami, w tym szefem dyplomacji, i tymi litewsko i polskojęzycznymi dziennikarzami, którzy zajmują stanowisko zgodne z narracją elit litewskich. Gwarzyli na temat polepszania relacji i „walki z rosyjską propagandą”. Towarzyszył im przedstawiciel „Gazety Wyborczej”, polskich mediów publicznych oraz reprezentanci miejscowych polskojęzycznych mediów pro-litewskich. Jedno z nich, liberalny portal Znad Wilii, znany z krytykowania Akcji Wyborczej Polaków na Litwie, przytacza wystąpienie Sakiewicza znacznie obszerniej niż czyni to on sam na łamach własnego dziennika. Czyżby pan redaktor wstydził się czegoś przed krajowym czytelnikiem?

W Wilnie Sakiewicz martwił się tylko „skłóceniem narodów Europy Środkowej” domyślnie Polaków i Litwinów, czego głównej przyczyny upatrywał w „rosyjskiej propagandzie” i jej „grze”. Dostrzegał przy tym, że „pomiędzy Polakami i Litwinami czy Polakami i Ukraińcami” jednak „problemy są i to poważne”. Jakie to problemy? Czy chodzi o kradzież ziemi tysięcy polskich rodzin, którą litewskie władze od lat 90 przekazywały Litwinom prowadząc bezprecedensową w najnowszych dziejach Europy kolonizację okolic Wilna? Może chodzi o to, że nasi rodacy nie mogą oficjalnie używać polskiego języka nawet tam gdzie stanowią większość mieszkańców? Czy redakcji „Gazety Polskiej” przeszkadzają prowadzone od dwóch dekad konsekwentne działania na rzecz ograniczania sieci polskich szkół na Wileńszczyźnie i pozbawiania ich narodowego charakteru poprzez wprowadzanie do nauczania kolejnych przedmiotów języka litewskiego? A może Sakiewicza i Gójską-Hejke oburza praktyka lituanizacji zapisu nazwisk czyli naruszania najbardziej osobistego składnika indywidualnej tożsamości? Nic z tych rzeczy, redaktorzy „Gazety Polskiej” nie uznali za stosowne wspomnieć o tych rzeczywistych, dojmujących problemach w relacjach i wnioskach ze swojego randez-vous z Litwinami. Wprost przeciwnie, według Górskiej-Hejke za napięcia w polsko-litewskich relacjach odpowiadają „pewne problemy związane z częścią działaczy polskich na Litwie” co jak uznała „stanowi wyzwanie” dla jej środowiska. Dopiero w dalszej kolejności zastępca redaktora naczelnego „GPC” wymieniała „pewne działania litewskie”.

Przeciw AWPL

To jacy „działacze polscy” stanowili zawadę dla polsko-litewskiego towarzystwa wzajemnej adoracji wynikało wyraźnie z głosów innych uczestników debaty. Zbigniew Rokita z naczelnej trybuny polskiego giedroycizmu – kwartalnika „Nowa Europa Wschodnia” stanowczo radził nadwiślańskim redaktorom: „dziennikarze nie powinni opierać się tylko na narracji AWPL” dodatkowo zaznaczając, że „ta narracja nie może przesłaniać całości”. Charakterystyczne, że w wileńskim „polsko-litewskim forum medialnym” nie uczestniczył żaden przedstawiciel miejscowych mediów związanych z Akcją Wyborczą Polaków na Litwie czy po prostu takich, które nie są wobec niej jednoznacznie krytyczne. Zaproszenia nie otrzymała ani redakcja jedynego polskojęzycznego dziennika poza granicami Polski „Kuriera Wileńskiego”, ani jeden z największych polskich portalów L24. Redaktor innego – „Wilnoteki” pojawiła się na pompatycznie komentowanym forum tylko dzięki temu, że jednocześnie uczestniczy w pracach polskiej redakcji litewskiej radia państwowego. Jak widać nadwiślańskim dziennikarzom nie przeszkadzało, że o polsko-litewskich relacjach debatowano w zasadzie ponad głowami Polaków Wileńszczyzny. Z relacji z debaty wynika, że towarzystwo wzajemnej adoracji nie miało im nic do zaoferowania. Redaktor litewskiej TV3 chwalił się co prawda emisją przez jego antenę show zespołów ludowych „Kadagys”, w którym furorę zrobił (i ostatecznie zwyciężył) polski Zespół Pieśni i Tańca „Perła” z Niemenczyna. Zapomniał dodać, że gdy polski zespół zaczął zwyciężać w każdym odcinku redakcja zdecydowała nagle o przerwaniu projektu już po czterech.

Za partnerów do rozmowy redakcja „Gazety Polskiej” uznała reprezentantów kompleksu medialnego Czesława Okińczyca. To właśnie redakcja „Znad Wilii” była głównym inicjatorem wileńskiego forum. Redaktor naczelny „Gazety Polskiej” właśnie temu portalowi zdecydował się udzielić wywiadu.Nie bez znaczenia będzie też fakt, że konferencja z 10 marca gładko przeszła w nieoficjalny raut, gdzie w kordialnej atmosferze nadwiślańscy redaktorzy stukali się kieliszkami już ze znacznie liczniejszym gronem litewskich polityków, którzy najwyraźniej wyżej cenią sobie pogadanki przy trunku niż oficjalne panele dyskusyjne.

Ulubiony Polak Litiwnów

Całą swoją pozycję Okińczyc budował przez 26 lat na spolegliwości wobec litewskiej elity do której dołączył. Był doradcą dwóch prezydentów Litwy, w tym występującego na czwartkowym forum Valdasa Adamkusa, a także premierów tego kraju. Dla społeczności Polaków Wileńszczyzny, inaczej niż dla osobistej pozycji samego Okińczyca, niewiele z jego brylowania na salonach władzy wynikło. Należące do Okińczyca media polskojęzyczne – radio „Znad Wilii” i rozbudowany portal jeśli już odnoszą się do sytuacji politycznej Litwy, zajmują się głównie krytykowaniem AWPL i nawoływaniem miejscowych rodaków do lepszej integracji z litewskim społeczeństwem.

Do tego chóru coraz częściej przyłączają się dziennikarze i publicyści z Polski. Najwyraźniej na tę samą nutę zaczęła śpiewać redakcja „Gazety Polskiej”, a może już wkrótce i TV Republika. Nie sposób zresztą nie zauważyć groteskowości tej sytuacji. Od dwóch dekad AWPL otrzymuje w kolejnych wyborach wsparcie przytłaczającej większości polskiej społeczności – w zamieszkanych w większości przez Polaków rejonach wileńskim i solecznickim kandydaci tej partii mogą liczyć na poparcie rzędu 60-80%, odpowiednio do proporcji polskiej ludności, podobnie zresztą jak w samym Wilnie. Dla redaktorów „Gazety Polskiej” to jednak anonimowa „część działaczy polskich na Litwie”. Zarówno oni jak i liberalne media nad Wisłą skłonne są promować głos dochodzący z mediów Okińczyca, którego cała „zasługa” to rozbijanie polskiej społeczności. Także poprzez próby rozczłonkowania polskiego elektoratu. Jeszcze w 1992 r. startował w wyborach parlamentarnych z list litewskiej partii socjaldemokratycznej. Bezskutecznie. Nic dziwnego bowiem Polacy już wówczas nie ufali Okińczycowi. Wcześniej, w 1990 r. na fali polskiego odrodzenia narodowego w 1990 r. Okińczyc został wybrany do ostatniej Rady Najwyższej Litewskiej SRR, która ogłosiła niepodległość republiki. Dystansował się w niej od głównego nurtu Frakcji Polskiej, która wysunęła wówczas program autonomii narodowo-terytorialnej dla Wileńszczyzny. Okińczyc nie popierał tego postulatu. Ekspert od dziejów Wileńszczyzny Adam Bobryk przytacza w swojej pracy naukowej wyniki ankiety jaką przeprowadziła w czerwcu 1991 r. „Nasza Gazeta” – pismo Związku Polaków na Litwie. Ankietowani oceniali pracę sześciu polskich parlamentarzystów. Czesław Okińczyc został oceniony najgorzej spośród nich, jako jeden z dwóch otrzymując ocenę ze znakiem minusowym.

Od dwóch dekad pozycję Okińczyca budują więc koneksje w litewskiej, ale też warszawskiej elicie politycznej a nie realne poparcie społeczne. A także duże pieniądze z których utrzymuje radio i portal. Nota bene być może nie do końca legalnie, jak się bowiem okazało pieniądze z państwowych programów RP obliczonych na wspieranie mediów Polaków poza granicami, przepływają do redakcji „Znad Wilii” mimo tego, że działają one w formie komercyjnej spółki. Tymczasem przepisy zabraniają dotowania podmiotów komercyjnych. Okińczyc radzi sobie transferując je za pośrednictwem fundacji „Znad Wilii radijo stoties labdaros ir paramos fondas”.

Warto dodać że w dniu wileńskiej konferencji na znanym z ataków na mniejszość polską litewskim portalu Delfi ukazał się wywiad z uczestniczącym w niej ministrem Linkevičiusem. Wyraził on nadzieję, że „władze Polski zrozumieją, że na Litwie nie ma monopolu na reprezentowanie Polaków na Litwie”.Jak widać niektórzy dziennikarze warszawskich mediów gotowi są realizować napisany w litewskich gabinetach rządowych scenariusz izolowania i dezawuowania AWPL.

Wszystkiemu winni ruscy agenci

Redaktor naczelny „Gazety Polskiej” stawiając krzyżyk na kresowych Polakach chce zawczasu zdeprecjonować wszystkich tych, dla których takie stanowisko jest moralnie i politycznie niedopuszczalne. Ucieka się do manewru w jego przypadku do bólu przewidywalnego i oklepanego – nominacji adwersarzy na ruskich agentów. Komentując wileńską konferencjęTomasz Sakiewicz pisze o tym, że „Rosjanie mocno inwestują w pewien specyficzny typ ugrupowań narodowych […] które podważają dotychczasowy ład i wywołują konflikty z innymi nacjami” przy czym wprost zaznacza, że chodzi mu o „Polaków, Ukraińców i Litwinów”. Nietrudno zauważyć, że to właśnie środowiska narodowe w Polsce ostro występują przeciw instytucjonalnej dyskryminacji i wynaradawianiu Polaków na Wileńszczyźnie. Jak widać Sakiewiczowi et consortes taki „dotychczasowy ład” na Litwie nie przeszkadza i gotów jest oczerniającymi insynuacjami zwalczać każdego, kto się z nim nie godzi.

W podobny sposób szef „Gazety Polskiej” wypowiedział się w znacznie obszerniejszym, przytaczanym już wywiadzie dla portalu „Znad Wilii”. Oceniając „bardzo dobrze” forum zorganizowane przez ten portal, głównego problemu w relacjach polsko-litewskich upatrywał w tym, że „rosyjska propaganda gra na skłócenie narodów Europy Środkowej”. Sakiewicz w żaden konkretny sposób nie odniósł się do problemów i postulatów zorganizowanej społeczności Polaków Wileńszczyzny. W całym wywiadzie zbył je dwoma ogólnikowymi sformułowaniami: „Chcemy po prostu, aby Polacy tu dobrze się czuli”, „komfortowo”. Nietrudno zauważyć jak zabójczą dla obrony niezbywalnych praw naszych rodaków na Litwie jest taka retoryka. Po pierwsze ściąga ciężar odpowiedzialności za stan relacji między Warszawą a Wilnem z barków litewskiej elity politycznej, która od 26 lat konsekwentnie wdraża, bez różnicy czy rządzi lewica czy prawica, program wynarodowienia miejscowych Polaków. Okazuje się, że winni są głównie „ruscy agenci”, którzy „skłócają” Po drugie bagatelizuje tę politykę i zagrożenie jakie stwarza, skoro Sakiewicz przedstawia sytuację, nie w kategoriach uchwytnych statystycznie procesów asymilacji lecz „komfortu” i „dobrego samopoczucia”.

Sakiewiczowi wystarczy niewielki gest

Po trzecie redaktor naczelny GP stara się rozbroić wszelki opór Rzeczpospolitej wobec tych procesów, zapobiec politycznej realizacji logicznego wniosku, że jeśli dotychczas nie dało się z Litwinami po dobroci, to może czas na twardą grę. To Sakiewicz z góry wyklucza, owładnięty wizją „Międzymorza”. Najważniejsze dla niego są „dobre relacje” z państwem litewskim. Niedwuznacznie sugeruje gotowość taniego sprzedania rodaków na Wileńszczyźnie twierdząc, iż „prawdopodobnie nawet niewielki gest Litwinów ułatwiłby w zmniejszeniu napięcia między Polakami a Litwinami. A to pozwoliłoby na rozmontowanie cykającej bomby również w Polsce”. Sens takiego stawiania sprawy jest aż nadto wyraźny – głównym problemem jest nie dyskryminacja Polaków na Litwie, ale to, że ktoś się w tym w końcu zainteresował w Polsce. Trzeba zrobić coś aby było łatwiej pijarowsko przykryć sprawę – sugerują słowa Sakiewicza. Także poprzez oczernianie przeciwników poświęcenia rodaków na ołtarzu międzyrządowej przyjaźni, którym przypisać trzeba rolę agentów Moskwy, którzy „w ten sposób szantażują wszystkie środowiska patriotyczne”.

Sakiewicz chce zresztą aby Polska sama przyłączyła się do pacyfikacji oporu rdzennych mieszkańców Wileńszczyzny wśród których „trzeba wspierać tych, którzy broniąc interesów polskich na Litwie będą jednak chcieli współpracować z Litwą”. Oczywiście jeśli się zna dyskryminacyjne środki i obiektywne skutki polityki państwa litewskiego, a Sakiewicz powinien je znać, to logicznie konflikt z państwem litewskim będzie się nasilał każdorazowo, gdy Polacy czy to na Wileńszczyźnie czy to w Polsce tej dyskryminacji będą się przeciwstawiać. „Współpraca z Litwą” w warunkach jej obecnej polityki oznacza zgodę na praktyki asymilacyjne i stopniowe wynarodowienie. Z wszystkich nieco tylko zawoalowanych wypowiedzi redaktora naczelnego „Gazety Polskiej” po wileńskim forum wynika, że jest on gotowy dopisać je do rachunku za utopię strategicznego partnerstwa z Litwą. „Dobre relacje” z Litwą i obrona praw jej polskich mieszkańców to, skutkiem polityki Litwinów, elementy nawet nie rozłączne, a przeciwstawne. Kto twierdzi inaczej, ten oszukuje opinię publiczną. W takich realiach brona Polaków Wileńszczyzny musi być realizowana w tonie ultymatywnym, nie rautów i deklaracji współpracy wystawianych in blanco.

Czy PiS zejdzie na manowce?

W wileńskim forum brali udział także przedstawiciele mediów publicznych – Polskiego Radia czy TVP INFO. To też powinno dźwięczeć alarmująco w uszach każdego Polaka, któremu los rodaków na Wileńszczyźnie nie jest obojętny. Maria Przełomiec w prowadzonym przez siebie telewizyjnym „Studio Wschód” regularnie chłoszcze AWPL. W listopadowym wywiadzie dla, nomen omen, portalu „Znad Wilii”, stanowcza twierdziła, że „Warszawa musi odciąć Tomaszewskiego od pieniędzy”.Dużo bardziej dosadna była w jednej z dyskusji na Facebooku gdy określiła jej lidera Waldemara Tomaszewskiego mianem „łobuza”. Publiczne środki masowego przekazu stały się po przejęciu władzy przez PiS celem desantu dziennikarzy z medialnej stajni Sakiewicza. Czy zaczną one serwować jego wizję relacji stosunku polsko-litewskich opartych na utopijnym celu i faktycznej zdradzie rodaków?

Stanowisko redakcji „Gazety Polskiej” jest ważne przez fakt jej oczywistych powiązań z partią rządzącą. Pokazuje co dzieje się za fasadą oficjalnych wystąpień medialnych jej polityków na potrzeby polskiej opinii publicznej, która staje się coraz bardziej zniecierpliwiona łagodnością oficjalnej Warszawy wobec Litwy. Sakiewicz czyni aluzję do podziałów w obozie władzy właśnie w wywiadzie dla portalu „Znad Wilii” odpowiadając na pytanie czy rząd PiS zmieni politykę państwa polskiego wobec Litwy. „Tak naprawdę w danej chwili trudno powiedzieć. Z jednej strony istnieje polityka państwa, z drugiej strony ministrowie mogą w znaczny sposób zmieniać tę politykę. Polityka formacji, która wygrała wybory, polega na odbudowaniu relacji w ramach tzw. narodów Międzymorza […] Natomiast poszczególne osoby w rządzie, administracji lub dyplomacji mogą mieć inne zdanie” – mówi Sakiewicz.

Przypadkowo bądź nie, w tym samym czasie kwartalnik „Teologia Polityczna” postanowił opublikować na łamach nowego numeru pisma obszerny esej Przemysława Żurawskiego vel Grajewskiego, w którym podjął się on próby rekapitulacji i interpretacji pojęcia Kresów.Ukazuje on Kresy głównie w kategoriach historyczno-nostalgicznych. Pisze o „głęboko zdepolonizowanej” Wileńszczyźnie, abstrahując najwyraźniej od oczywistego faktu, że w okolicach Wilna Polacy nadal stanowią większość mieszkańców. Publicysta, który znany jest z apeli aby wycofać kwestię ich praw z politycznej agendy relacji z Republiką Litewską pisze stanowczo o „kompletnej zagładzie” jaka miała już spotkać „Kresy II Rzeczpospolitej”. Za szkodliwą uznaje działalność środowisk kresowych, która „odbywa się poprzez ukazywanie kwestii praw mniejszości polskiej na Litwie jako problemu, którego rozwiązanie powinno być pierwszym, najważniejszym i jedynym zadaniem polskiej polityki wobec Wilna”. Dla Żurawskiego vel Grajewskiego mają one charakter wtórny wobec konieczności sprzymierzenie się z Litwinami w celu walki z Rosją.

Pobudzenie późnych wnuków Giedroycia

Pobudzenie środowisk giedroyciowskich na zapleczu partii władzy z pewnością zostało spowodowane szeregiem gestów polityków PiS i rządu Beaty Szydło wykonanych w kierunku Polaków Wileńszczyzny. Na wieczorze wyborczym sztabu PiS 25 października gościł tak znienawidzony przez giedroyciowców lider AWPL Waldemar Tomaszewski. W styczniu na posiedzeniu Rady Naczelnej bratniego wobec tej partii Związku Polaków na Litwie gościł wiceminister spraw zagranicznych Jan Dziedziczak, gdzie wysłuchał krytycznych opinii na temat wspierania mediów Czesława Okińczyca. Polski rząd jak na razie nie ważył się oficjalnie ingerować w życie społeczno-polityczne Polaków Wileńszczyzny czy też marginalizować ich reprezentatywnych przywódców. Nie zmienia to faktu, że na zapleczu jego i partii rządzącej funkcjonują kręgi gotowe do poświęcenia naszych rodaków w imię politycznych miraży, które to kręgi najwyraźniej przystępują do propagandowej ofensywy.

Karol Kaźmierczak




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

19 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. Avatar
    jaro7 :

    Sakiewicz to naprawdę nędzna postać.Cały czas żeruje na ludzkiej głupocie która wspiera ten szmatławiec GPC. Ale jego działania są zgodne z polityką PiS ,czyli wspieranie banderowców i szaulisów.Do tego ta gnida(nazwisko świadczy być morze o zakamuflowanej opcji upaińskiej),dostała medal od upaińskiej bezpieki,to jest ten typ „człowieka”(Wóycicki,Żurawski,Romaszewska)której chętnie dałbym w pysk.Ja wiem że nam elity wymordowano ,ale krew mnie zalewa że takie mendy mają wpływ na polską politykę.

  2. tagore
    tagore :

    Pan Sakiewicz koniecznie chce zaistnieć w stylu nadredaktora Michnika, w kwestii ukraińskiej on sam
    i jego zespół dali klasycznie ciała i wyszli na „mądrych inaczej” ,Litwa ma być chyba nowym otwarciem na drodze do „wielkości” przenikliwego wizjonera. Kaczafi jednak może go otrzeźwić
    bardzo szybko.

    tagore

  3. Avatar
    leszek1 :

    Red. Sakiewic jest bardzo sprytnym kameleonem. Zbudowal juz nie jedna falszywa barykade, na ktorej zgromadzil wielu patriotycznych Polakow, wpuszczajac w kanal ich zapal i inwencje. Chce dzielic Polakow przez rozdmuchiwnie dawno przebrzmialych i zabliznionych sporow. Pracuje podobnie jak Urban i Michnik, tyle, ze na innej – patriotycznej fali.

  4. Avatar
    perun :

    Sakiewicz to banderowski agent wpływu, którego zadaniem jest podsycanie rusofobicznego obłędu w społeczeństwie polskim, gdyż bez rusofobi nie może istnieć sojusz polsko-banderowski. Zastanawia tylko wizyta tego typa na Węgrzech. Czyżby chciał przekabacić Orbana i jego zwolenników ? Myślę jednak, że na rusofobi nie zbuduje się tzw. międzymorza z Węgrami, Czechami i Słowacją. Tak więc jako potencjalni sojusznicy pozostają gloryfikujące esesmanów kraje bałtyckie, banderowska Ukraina i ewentualnie bandycka, wspierająca islamski terroryzm Turcja. W takim doborowym towarzystwie Moskal nam nie straszny.

  5. Avatar
    wilenski :

    Smutno czytać takie fałszywe oskarżenia pod naszym adresem. Ale mieliśmy czas przywyknąć. Niestety dla niektórych ludzi, nawet w Polsce, polskość nie wydaje się być żadną wartością godną obrony i pielęgnowania. Łatwo ją zastąpić „geopolityką” i innymi głupstwami w rodzaju „partnerstwa strategicznego” z Litwą, wbrew oczywistym faktom, że Litwa dba tylko o własną korzyść. To przykre, ale takie są fakty, panie Sakiewicz…

  6. Avatar
    rudy :

    Taa… wszystkiemu winien Kreml… a całą sytuację własnoręcznie od lat koordynuje Putin. Polityczna Impotencja? Idiotyzm (w pierwotnym znaczeniu)? Korupcja? Zdrada narodu? Wszystkiemu winien Kreml… Nom.. Naród debili – wierzą. A wszystkiemu jest przedział…