Szlakiem Wołodyjowskiego i Zagłoby


Soroki są żelaznym punktem programu wszystkich wycieczek odwiedzających Mołdawię. Nie pomijają ich zwłaszcza nasi rodacy. Historia tego naddniestrzańskiego miasta splotła się z dziejami Rzeczpospolitej, a ono samo było przez dwieście lat miejscem życia polskiej diaspory.

Miasto to zawsze tworzyły handel i wojna. Swymi korzeniami sięga średniowiecza. Wzniesiono je przy brodzie, kilka kilometrów za Jampolem, leżącym po polskiej stronie Dniestru. Założyli je genueńczycy, którzy wznieśli przy brodzie strzegącą traktu handlowego fortecę, nazwaną Olchiona, wokół której wyrosła osada handlowa. Po jej zburzeniu w ruinach szukali schronienia mołdawscy biedacy – “saraki”, od których miasto wzięło nazwę. Jak na ironię dzisiejsze Soroki nie wyglądają na biedne. Wprost przeciwnie. W jego centrum bogactwo wylewa się dosłownie na ulice. Takich dzielnic cygańskiej arystokracji, w której jeden pałac jest okazalszy od drugiego nie ma nawet w zachodniej Europie. Soroki są miastem z własną cygańską cerkwią i cmentarzem. Jego zabudowa wspina się od lustra wody Dniestru aż na szczyt stromego wzgórza, tworząc niezwykły amfiteatr.

Najstarszym zabytkiem miasta jest twierdza usytuowana na obrzeżach miasta, nad samym brzegiem Dniestru, tuż obok brodu na rzece, gdzie w najgłębszym miejscu ma ona 1,5 m głębokości. O tym, że została ona zbudowana właśnie tutaj, nie bez powodu przypomina przeprawa promowa łącząca dwa brzegi mołdawski i ukraiński. Korzystając z niej można z Sorok dostać się starym traktem do Szarogrodu i Winnicy.

Twierdza jest pięknym zabytkiem architektury mołdawskiej. Została zbudowana w latach 1543- 46 za panowania hospodara Piotra Raresza przez ministra Jakopa. Jej mury o wysokości od 17 do 20 m jeszcze i dziś robią wrażenie. Była ona niegdyś jednym z głównych ogniw łańcucha wschodnio-mołdawskich zamków. W wieku XVII, gdy Mołdawia utraciła swoje polityczne, militarne i gospodarcze znaczenie forteca przechodziła z rąk do rąk. Gospodarzyli w niej Kozacy Chmielnickiego i Polacy. W 1691r. król Jan III Sobieski ruszył z drugą wyprawa na Mołdawię, którą chciał zdobyć dla swego syna Jakuba, zmuszając jednocześnie Turków do oddania Kamieńca. Zajął kilka twierdz mołdawskich takich jak Suczawa, Neamz i Soroka. W tej ostatniej polska załoga utrzymała się do 1699r., kiedy to po zawarciu Traktatu Karłowickiego i opuszczeniu przez Turków Kamieńca Podolskiego, polska załoga musiała także wycofać się na drugą stronę Dniestru. Podczas krótkiej przynależności Sorok do Rzeczpospolitej twierdza została zmodernizowana. Wzmocniono jej mury, zbudowano kazamaty, wykopano fosy i zachowaną do dziś głęboką studnię.

Ostatni raz twierdza w Sorokach była oblegana w 1711r. podczas wojny rosyjsko- tureckiej. W 1739r. została spalona przez Rosjan, a później popadła w ruinę. Po raz ostatni Wojsko Polskie stacjonowało w niej 1918r. Można nawet powiedzieć, ze w dziejach oręża polskiego na Wschodzie w czasie I wojny światowej Soroki odegrały znaczącą rolę. Mieścił się w nich ośrodek tworzenia II Korpusu WP, do którego polscy oficerowie usiłowali wcielać żołnierzy polskich w rozsypującej się armii rosyjskiej, walczącej na froncie rumuńskim. Optymistyczny plan przewidywał, że w oparciu o Soroki uda się stworzyć armię, liczącą sto tysięcy żołnierzy. W Sorokach został umieszczony Sztab Korpusu i 10 różnych jednostek w tym: 13 Pułk Strzelców Polskich, 15 pułk Strzelców Polskich, 2 pułk inżynieryjny, Szpital 4 Dywizji Strzelców Polskich i formacje logistyczne. Pozostałe oddziały polskie stacjonowały w okolicznych miejscowościach m.in. Okolinie, Wołowicy, Parkanach, Redzie, Czereszniowcu, Pakowicach, Kiszyniowie i Kobylnej. Do oddziałów tych przedarła się II Brygada Legionów dowodzona przez pułkownika Józefa Hallera, odbywając spod Rarańczy do Sorok ponad trzystukilometrowy marsz. Porzuciła ona Austriaków, gdy ci wraz z Niemcami zawarli w Brześciu traktat z Ukrainą, przyznający jej Chełmszczyznę i część Podlasia, co przez Polaków zostało uznane za kolejny rozbiór.

Po przejściu frontu Haller rozdał każdemu pułkowi po kilka egzemplarzy “Trylogii”. By dodać swym żołnierzom ducha, Haller chciał nadać marszowi do Sorok cechy kontynuacji dzieła takich zagończyków jak Jeremi Wisniowiecki i Jan Sobieski. Chciał, by żołnierze zdawali sobie sprawę, że idą szlakiem toczonych przez nich walk. W liście do małżonki Haller pisał o tym m.in. : “Przepiękną okolicę naddniestrzańską przemaszerowaliśmy, delektując się widokami Chocimia, Kamieńca, Kitajgorodu, Sorok, przeszliśmy szlakiem Wołodyjowskiego i Zagłoby”. Dla wielu żołnierzy formującego się w Sorokach polskiego korpusu, toczone walki stanowiły niejako dalszy ciąg “Trylogii”.

Po zawarciu przez Rumunię pokoju z Niemcami, polskie oddziały musiały jednak opuścić Soroki i inne miejscowości. W zamian za zgodę na pokój, Rumunia otrzymała Besarabię, w skład której wchodziła dzisiejsza Mołdawia. Korpus musiał szukać innego miejsca formowania, znajdującego się poza zasięgiem wpływów państw centralnych. Przeprawił się na drugą stronę Dniestru. Dowództwo ulokowało się w Czeczelniku, a oddziały w rejonie Olhopola i ujścia koło Berszady.

Patrząc dziś z perspektywy murów twierdzy na Dniestr, trzeba więc mieć świadomość, że stosunkowo niedawno polscy żołnierze dopisywali w tych stronach epilog do “Trylogii”. Do twierdzy łatwo jest trafić, prowadzi do niej główna arteria miasta. Nie wiadomo natomiast, gdzie w Sorokach był kościół katolicki, a raczej dom modlitewny, stanowiący główny ośrodek życia ich diaspory. Ukształtowała się ona na przełomie XIX i XX w. Wtedy to jej członkowie wysunęli inicjatywę budowy w Sorokach kaplicy. Jej projekt został przygotowany w 1905r. Miała to być budowla w stylu neogotyckim. Z braku środków jej budowy nie zdążono rozpocząć przed wybuchem I wojny światowej, a po jej zakończeniu już nie wrócono do tej inicjatywy. Wspólnota spotykała się w domach prywatnych. W latach dwudziestych zakupiła ona duży murowany dom, otoczony sadem i ogrodem, w którym urządziła stałą kaplicę z dwoma ołtarzami. Jak wynika z zachowanych dokumentów, parafia ta nie miała stałego kapłana. Dojeżdżał do nich proboszcz z odległych o 100 km Bielc, o. Jacek Bok. Przy parafii działała polska szkoła, w której nauczycielką była Maria Rucińska, mieszkająca wraz z rodziną w jej budynku. Jej mąż Wacław był przewodniczącym komitetu parafialnego i animował życie miejscowej wspólnoty. Przetrwała ona szczęśliwie okres II wojny światowej i przyłączenie Mołdawii do ZSRR. Z zachowanych dokumentów wynika, że liczyła ona ponad trzysta osób. W samych Sorokach mieszkało osiemdziesięciu wiernych, dwustu czterdziestu dziewięciu w dwudziestu ośmiu wsiach, rozciągniętych wzdłuż Dniestru aż do Otaci w pasie o długości około stu kilometrów. Trzeba tu bowiem zaznaczyć , ze w XVIII w. , a zwłaszcza w drugiej jego połowie, kiedy stosunki polsko-mołdawskie nie miały znaczenia w wymiarze militarnym, Mołdawia stała się atrakcyjnym terenem osadnictwa polskiego. Polscy chłopi szukali w Mołdawii ziemi i wolności. W pierwszym rzędzie osiedlali się oni po drugiej stronie Dniestru. Z czasem ich środowiska uległy rozmyciu i roztopieniu w mołdawskim morzu. Ich ślady jednak przetrwały aż do początków lat pięćdziesiątych XX wieku. Do parafii w Sorokach należały m.in. pojedyncze polskie rodziny m.in. w: Zastynce, Wancinnej, Wzdeni, Cziripkeu, Sołoncu, Skinieri, Kuchureszt, Aleksiejewce, Nikołajewce, Kiriłowce, Napadowej, Fliureszt, Driukiji, Eguricy, Czornicy, Maramonowce, Mynduku, Kriszkeuc, Tyrnowie, Jelizawetówce, Kartoflance, Donduszeni, Otaczi, Bułboaka, Oknicy i Katowej.

Po zakończeniu II wojny światowej do parafii w Soroce dojeżdżał z Kiszyniowa ks. Mikołaj Szczurek. Czynił to oczywiście od czasu do czasu. Był bowiem jedynym kapłanem , który po zakończeniu działań wojennych pozostał w Mołdawii. Obsługiwał zaś wszystkie wspólnoty w republice, nie posiadające stałego duszpasterza.

Sytuacja parafii w Sorokach nie była oczywiście łatwa. Musiała ona zabiegać ponownie o rejestrację, umożliwiającą jej legalne działanie w nowej sowieckiej rzeczywistości. Z zachowanych dokumentów wynika, że zabiegali przede wszystkim o to mieszkańcy Bielc. Dwudziestu z nich złożyło swoje podpisy pod wnioskiem o rejestrację wspólnoty. Wśród nich byli m.in. : Stanisław Głogowski, Jan Kuźmicki, Antonina Kuźmicka, Wacław Ruciński, Maria Rucińska, Maria Sikorska, Magdalena Żukowska, Władysław Krzak, Stanisław Rafalski, Magdalena Żukowska, Franciszka Kowalska, Jan Kazimierski i Maria Kazimierska , a także inne osoby o typowo polskich nazwiskach. W 1945r. wspólnota katolicka w Sorokach została zarejestrowana. Miejscowe władze zgodziły się na jej funkcjonowanie pod warunkiem jednak, że będzie płacić podatki, które oczywiście do najmniejszych nie należały. W II kwartale 1947r. według oceny pełnomocnika d.s. religii wspólnota liczyła około czterystu wiernych. W niedzielę we Mszy św. Uczestniczyć miało czterdzieści osób. Dla miejscowych władz jej funkcjonowanie było kamieniem obrazy. Nie przyjęły one do wiadomości , że parafia posługuje się własnym majątkiem. Dom do niej należący został przekształcony w “komunałkę” i zasiedlony. Ogród do niego przylegający został odłączony i przeznaczony pod budowę obiektów mieszkaniowych. W 1951r. cały dom należący do wspólnoty został zarekwirowany, a parafia zlikwidowana. Władze posłużyły się przy tym fortelem. Obiecały wiernym, że jeżeli ci zgodzą się na przekazanie im całego domu, to w zamian otrzymają trzypokojowy lokal w innym miejscu. Wierni zgodzili się na to i podpisali dokument, nie wiedząc co zawiera. Okazało się, ze podpisywali zgodę na likwidację parafii. Żadnego nowego lokalu im nie przydzielono. Wszystkie ich podania w tej sprawie zostały odrzucone.

– Parafia w Sorokach już nigdy się nie odrodziła – mówi proboszcz parafii w Bielcach ks. Jacek Puć – Dziś w mieście tym mieszka kilka rodzin katolickich, które od czasu do czasu przyjeżdżają do mojej wspólnoty w Bielcach, gdzie maja najbliżej.

Marek A. Koprowski

forma płatności