Powojenni mieszkańcy lwowskich kamienic

Powojenni przybysze ze Wschodu (razem z nielicznymi przedwojennymi mieszkańcami) są podstawowymi nosicielami historycznej pamięci o Lwowie z końca lat 40. XX w. Migranci ze Wschodu otrzymali w “spadku” powojenną lwowską “bajkę”, chociaż i tak nie czuli się pełnoprawnymi właścicielami mieszkań i mieszkańcami Lwowa.

Przy przygotowaniach do tej publikacji wykorzystano wywiady z 78 mieszkańcami Lwowa, z zasady w starszym wieku, którzy mieszkali w mieście przed i po wojnie, lub przyjechali do miasta od razu po wojnie. Większość respondentów to dawni mieszkańcy wschodu Ukrainy.

Można warunkowo określić trzy grupy osób badanych co do lokalizacji ich mieszkania na terenie miasta. Pierwsza grupa – to 24 osoby, zamieszkujący ul. Bohomolca (dawn. Asnyka), w centralnej części miasta. Drugą grupę formują wypowiedzi 36 mieszkańców południowo-zachodniej części miasta – niegdyś Kostelówki. Pozostałe 18 wspomnień, należy do osób bez konkretnego przywiązania do dzielnicy, ale są wspomnieniami o życiu w powojennym Lwowie. Wywiady zostały przeprowadzone w okresie sierpień 2008-wrzesień 2010.

W pytaniach, dotyczących tematu przewijały się uwarunkowania przyjazdu do Lwowa, warunki mieszkaniowe, modernizacja mieszkań i remonty, stosunki społeczne w kamienicy i na ulicy (narodowościowe, socjalne, światopoglądowe, kontakty z sąsiadami), wspomnienia o powojennych mieszkańcach kamienicy, ich rzeczy i przechowania tychże, wrażenie, na ile życie było powiązane z miejscem zamieszkania, różnice pomiędzy centrum miasta i peryferiami.

Nowi lwowiacy
Skład ludności miasta kardynalnie zmienił się w latach wojny i po niej. Część rdzennych mieszkańców miasta została ekspatriowana na Zachód, lub została poddana sowieckim represjom w latach 1939-1941 i w drugiej połowie lat 40. Galicyjscy Żydzi zginęli w czasie wojny. W 1939 roku stanowili 31% mieszkańców Lwowa, a w 1944 – jedynie 0,9%. Polaków wysiedlono ze Lwowa w 1945-46 latach w wyniku powojennej „wymiany ludności”.

W sierpniu 1944 roku we Lwowie zamieszkiwało 92,5 tys. Polaków (62% mieszkańców), a w 1955 roku pozostało ich tylko 8,5 tys. (2,3%). W powojennych latach miasto zasiedlono wychodźcami ze Wschodniej Ukrainy i republik Związku Sowieckiego, przede wszystkim z Rosji. Byli to Ukraińcy, Rosjanie i Żydzi. Nie zważając na ograniczenie przyjazdu do miasta w latach 1944-45 (wymagane było zaświadczenie władz o możliwości zamieszkania w mieście), ludność miasta stale rosła: o ile w sierpniu 1944 roku miasto liczyło 149 tys. mieszkańców, to już w styczniu 1947 r. – 293-320 tys. (wg różnych danych). Szczególnie szybko zwiększała się ilość mieszkańców w drugiej połowie lat 40. (w ll.1945-1950 o 147 tys. osób). Najwięcej w latach powojennych było w mieście Rosjan (35,6% w 1955 r.), ale później ich ilość stale się zmniejszała (do 22,3% w 1970 r.).

W 1944 roku do miasta razem z wojskiem sowieckim przybyło wielu urzędników partyjnych i administracyjnych, służb bezpieczeństwa, sądownictwa i prokuratury. W kolejnych latach w związku z rozbudową zakładów przemysłowych do miasta skierowano wielu inżynierów i pracowników wykwalifikowanych z różnych regionów ZSRR, ale przede wszystkim z Rosji. Z początkiem 1947 roku w przemyśle we Lwowie pracowało ich już 15 tys. Według danych statystycznych, po wyzwoleniu terenów Zachodniej Ukrainy spod okupacji niemieckiej, przyjechało tu ponad 1,5 mln osób ze Wschodu. Z nich – około 600 tys. do Lwowa i województwa.

Wśród nowych mieszkańców byli też żołnierze Armii Czerwonej, którzy, po zakończeniu działań bojowych wracając do domów, osiadali we Lwowie. Powracali też ci, którzy zamieszkiwali we Lwowie w latach 1939-41. Niektórzy powracali do „swych” mieszkań. Mieszkańców miasta uzupełniali też i Ukraińcy, mieszkańcy miasteczek i wsi. Ruch ten nasilił się zwłaszcza w latach 50-60.

W pierwszych powojennych latach mieszkania były zajmowane w różny sposób. W lipcu-sierpniu 1944 roku wiele ładnych mieszkań na pierwszym i drugim i trzecim piętrze, od frontu, w centrum miasta stała pusta. Dla przykładu, do połowy sierpnia 1944 r. pięć kamienic przy ul. 29. Listopada (dziś ul. Konowalca) stała niezamieszkała. Tylko w jednej z nich mieszkał dozorca. Było to charakterystyczne dla całego miasta. Mieszkańcy nie ryzykowali by zajmować lepsze lokale, lub powracać do swoich strych mieszkań w obawie przed aresztowaniem.

Ci, którzy jednak wrócili, z czasem zostali wysiedleni i ryzykowali, że mogą pozostać w ogóle bez mieszkania. Mieszkańcy (głównie Ukraińcy z okolicznych wiosek), zamieszkujący ciemne mieszkania w oficynach lub suterynach, zajmowali głównie mieszkania na parterach. Wbrew zakazom władz, przesiedleńcy ze Wschodu samowolnie zajmowali wolne lokale. Ewakuowani z miasta przed czerwcem 1941 roku powracali na swe wcześniejsze mieszkania (wojskowym i ich rodzinom ich mieszkania powinny były być zwrócone w „trybie administracyjnym”, niezależnie od tego, czy mieszkał tam ktoś, czy nie). Chociaż praktycznie nie zawsze było to wykonalne. Przyjezdnych „dokwarterowywano” do Polaków, którzy z czasem wyjeżdżali do Polski. Do zniszczonych kamienic kwaterowano pod warunkiem ich wyremontowania. Były poszczególne wypadki zwrotu przedwojennych mieszkań ich mieszkańcom (głównie Żydom), a nawet całych posesji z budynkami gospodarskimi.

Podstawą praworządnego objęcia mieszkania był tzw. „order” czyli nakaz kwaterunkowy . W latach 1944-45, według świadków, nakazy takie otrzymywano bez większych trudności. Były wydawane na wolne mieszkania, lub po wysiedleniu poprzednich lokatorów. Zgodnie z ustawodawstwem, nakazy kwaterunkowe wydawano wyłącznie na wolną powierzchnię mieszkalną. Częste były przypadki nadużyć przy przydziale lokali. W 1944 r. nakazy najczęściej otrzymywali ludzie, którzy samowolnie zajmowali wybrane przez siebie lokale. Ale były wypadki, że nakaz wydawano nie temu, kto pierwszy podał prośbę o lokal, a innemu zainteresowanemu. W grudniu 1944 roku komitet wykonawczy rady miejskiej wyznał brak kontroli nad przydziałem mieszkań w wydziale mieszkaniowym.

Centralne ulice miasta i rejon Kostelówki, pozostawały prestiżowe i w czasach sowieckich. Do takich dzielnic należały obecne ulice Konowalca, Gwardyjska, Gen. Czuprynki, Bandery, Piekarska, Łyczakowska i tzw. Kolonia Profesorska. Dzielnice w obrębie ulic Szewczenki i Chmielnickiego uważane były za dzielnicę robotniczą. Jedna z respondentek określiła to tak: „Najgorsza dzielnica – to za Teatrem Opery”. Najlepsze lokale na pierwszym i drugim piętrze zasiedlili wojskowi wyższych szarż, urzędnicy, funkcjonariusze NKWD, lekarze, prawnicy i inni. W gorszych mieszkaniach – w oficynach, na parterach, w suterynach i na poddaszach – mieszkali przedwojenni dozorcy, służące i uchodźcy z wiosek.

Mieszkańcom o różnym poziomie materialnym, różnej narodowości i o różnym światopoglądzie wypadło teraz zamieszkiwać w przeludnionych mieszkaniach komunalnych. Respondenci jednak nie wspominają trudności adaptacyjnych do takiego trybu życia. Zresztą, nie pytano ich o niedogodności bytu. Przybysze ze Wschodu, Rosjanie, Żydzi i Ukraińcy mieszkali razem z Polakami, aż do ich wysiedlenia do Polski.

Według podań, pomiędzy przybyszami i autochtonami nie było większych konfliktów. Wspominają niechęć Polaków do wyjazdu do Polski. „Bezkonfliktowe” współżycie z sąsiadami uwarunkowywała sowiecka realność – ludzie żyli podwójnym życiem, obawiając się sąsiadów, unikając otwartych dyskusji. W warunkach deficytu i ograniczenia informacyjnego sąsiedztwo z urzędnikami było wygodne dla przeciętnych lwowian.

Pierwsze wrażenia o Lwowie
Pierwsze wrażenia o mieście pozostają bardzo pozytywne. Przybyszy przyjemnie zdziwiła lokalna „architektura i kultura”. Nie mieli obaw przed życiem w mieście, choć w powojennym mieście było wielu mieszkańców z przeszłością kryminalną, bezdomnych dzieci i młodzieży. W skargach mieszkańcy zaznaczali, że na wiosnę 1945 roku z obawą chodzili po ulicach nawet w dzień.

Normą były odgłosy strzałów, krzyki i wołania o pomoc. Według słów jednego z mieszkańców: „… w mieście działy się rzeczy okropne, wieczorem przestałem chodzić do pracy. Jeżeli chodziłem, to zostawałem tam na noc. Dookoła strzelanina, przekleństwa, grabieże, morderstwa, i tym zajmują się nasi wojskowi. Miasto jest terroryzowane…”. Strach życie w powojennym mieście przybyszom ze Wschodu raczej kojarzy się nie z sytuacją kryminalną, ale z działalnością podziemia nacjonalistycznego.

Wspomnienia powojennych migrantów o Polakach, którzy nie wyjechali do Polski, są bardzo pozytywne. Odróżniali się wprawdzie niezwykłym dla przyjezdnych wyglądem i sposobem życia, na co dzień używali języka polskiego: ukraińskiego i rosyjskiego praktycznie nie używali, a „jeżeli mówili, to z ograniczoną do stu słów leksyką”. Przybysze nie rozumieli wszystkich polskich słów.

Polacy w sowieckim Lwowie trzymali się oddzielnie, unikali rozmów o przeszłości. Pozostali samotni Polacy – nauczyciele szkolni, profesorowie uczelni, którzy przy władzy sowieckiej żyli biednie. Wśród Polaków, którzy nie opuścili miasta, byli też stróże. Według starego przyzwyczajenia zamykali bramy na noc i starali się utrzymać porządek w kamienicach.

Wiadomości o przedwojennych mieszkańcach kamienic ograniczone są do półprawdziwych historii – o ich narodowości, działalności, ale osobiście nikt z respondentów ich nie widział. O tym mogli wiedzieć mieszkańcy, którzy zasiedlili kamienice bezpośrednio po wojnie. O przedwojennych historiach dowiadywano się od służących, czasem od współlokatorów, którzy nie wyjechali do Polski.

Życie przedwojennych mieszkańców wyobrażano sobie na podstawie lokalizacji mieszkań, z opowieści innych lokatorów, resztek mebli, ozdób i innych rzeczy. Uwagę, przy wejściu do kamienic, zwracały eleganckie drzwi wejściowe, dekoracje na ścianach, kafelki na klatkach schodowych. Kafelki we wielu kamienicach były kolorowe, z ornamentyką kwiatową, winogron itd.

Los przedwojennych rzeczy
Stary przedwojenny wystrój mieszkań stwarzał „atmosferę z jakiegoś innego świata”. Przedmioty wnętrz zachowały się w różnym stanie: Jedni lokatorzy przyjeżdżali do umeblowanych mieszkań, inni zastawali „gołe ściany”, ale były wypadki pośrednie. W pierwszej decyzji władz miasta z 27 lipca 1944 roku podkreślono konieczność ewidencji pozostawionego mienia, które uważano za państwowe. Urzędnicy spisywali mienie w mieszkaniach zajmowanych przez przesiedleńców ze Wschodu, które ci musieli wykupić.

Masowo skupywano meble od Polaków, wyjeżdżających do Kraju. Przedwojenne meble uważano za dobrej jakości, ale nieporęczne. Większość przedwojennych rzeczy nie zachowała się. Wśród rzeczy ocalonych wymieniano szafy, kredensy, krzesła, łóżka, żyrandole, lustra na podstawach, drzwi pomiędzy pokojami z oryginalnymi klamkami, piece kaflowe, parkiet. Praktycznie w każdym mieszkaniu był jeden, lub kilka pieców, które obecnie są bardzo cenione. Przeznaczone były do palenia w nich węglem i drewnem. Później wprowadzano w nie palniki gazowe. Kominki w niektórych kamienicach praktycznie do dziś się nie zachowały.

Z latami w mieszkaniach zmieniano układ pokoi, stare zniszczone rzeczy wyrzucano, lub sprzedawano z braku środków na swoje utrzymanie. Nieliczni przesiedleńcy starali się utrzymać pierwotny stan mieszkań. Obecnie respondenci zwracali uwagę na rujnację kamienic i willi, ograniczenie terenów zielonych i zwiększenie ilości aut na cichych niegdyś lwowskich uliczkach.

Przeszłość bardziej romantyczna
Podsumowując ten wywód, można powiedzieć, że migranci ze Wschodu wspólnie z częścią przedwojennych mieszkańców Lwowa, a też i z powojennymi Ukraińcami ze wsi i przesiedlonymi z Polski, są dziś nosicielami historycznej pamięci o powojennym i częściowo przedwojennym mieście.

W opowieściach lwowiaków odczuwa się nostalgia po przedwojennym Lwowie i słychać oczywiste uprzedzenie do władzy sowieckiej i dokonanej przez nią zmian. Co tyczy się stosunków osobistych, nie ma dziś wrogości do przybyszów ze Wschodu. Respondenci przytaczają przykłady „pozytywnych” i „negatywnych” migrantów. Nie ma też jednoznacznej pozycji względem przybyszy z wiosek. Dzieci mieszkańców Lwowa, które dorastały wspólnie z dziećmi migrantów ze Wschodu są bardziej tolerancyjni w określeniach co do powojennego życia.

Migranci, którzy przyjechali do Lwowa w drugiej połowie lat 40, skłonni są uważać się za lwowiaków, nie mówiąc już o ich dzieciach. Nie jest im obojętny stan budynków i przestrzeni miejskiej, przechowują pamięć o przeszłości miasta. Zarazem z łatwością opowiadają o zajmowaniu umeblowanych mieszkań, tłumacząc, że był taki czas, gdy Polacy zmuszeni byli opuścić swe miasto.

Sądzę jednak, że czasami nie do końca byli szczerzy, a ich odpowiedzi były często niepełne. W wypowiedziach wyczuwalna była „romantyzacja” powojennego życia, a zarazem osąd stanu dewastacji, który nastąpił w kolejnych dziesięcioleciach. Nagłaśniając (czasami nadmiernie) na swym prawie do zamieszkiwania w starych lwowskich mieszkaniach, pierwsze pokolenie migrantów ze Wschodu nigdy, tak do końca, nie poczuło się ich właścicielami.

Halina Bodnar
Ukraińska wersja artykułu ukazała się na portalu zaxid.net

Tłumaczenie: Kurier Galicyjski

forma płatności