Polski grafen – trudna droga do sukcesu

Lata wytężonej pracy, zmienne nastawienie ministerstwa, niejasne rozgrywki wokół konkursu na stanowisko dyrektora, plany przejęcia instytutu, kłopoty z uzyskaniem patentu w USA. To wszystko musieli przejść polscy badacze pracujący nad technologią przyszłości – grafenem. Szczególnie jeden z nich – dr Zygmunt Łuczyński, pionier badań nad technologiami grafenowymi w Polsce.

Od 2010 roku takie kraje jak Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Korea Południowa wykładają duże sumy pieniędzy na badanie technologii grafenu i ich rozwój. Brytyjczycy niedawno uroczyście otwarli w Manchesterze Narodowy Instytut Grafenu – projekt wart niemal 70 mln funtów. Podobne centrum działa także w Cambridge. Z kolei południowokoreański Samsung wyłożył aż 100 mln dolarów i zbudował własny instytut badań nad grafenem. „Wskazuje to, że szereg krajów uznało, że grafen jest materiałem bardzo ważnym dla przyszłości. I z przyjemnością mogę powiedzieć, że Polska znalazła się wśród nich”– mówi dr Zygmunt Łuczyński, były dyrektor Instytutu Technologii Materiałów Elektronicznych, pionier badań nad grafenem w Polsce. Jak również kawaler Krzyża Kawalerskiego Orderu Odrodzenia Polski, który otrzymał za wybitne zasługi dla niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej i działalność na rzecz przemian demokratycznych, jako działacz opozycji w okresie PRL. Odznaczenie w październiku 2009 roku w Belwederze, w imieniu prezydenta Lecha Kaczyńskiego, wręczył mu ówczesny Podsekretarz Stanu, a obecny Prezydent RP, Andrzej Duda.

Polski grafen – patent na przyszłość

Polskie prace nad grafenem rozpoczęły się zasadniczo w 2006 roku, a więc jeszcze przed tym, gdy o tym materiale zrobiło się głośno za sprawą Nagrody Nobla, przyznanej dwóm badaczom z Manchesteru: Andriejowi Gejmowi i Konstantinowi Nowosiołowi. Od tego czasu prace ITME i wyniki jego badań zyskały uznanie na świecie. Polacy biorą udział m.in. w programie European Graphene Flagship – największym europejskim programie badawczym dotyczącym tego materiału. Mało tego – nie zgłaszali się do niego, ale otrzymali oficjalne zaproszenie. „Szef tego projektu napisał list z pytaniem, czy Instytut byłby zainteresowany współpracą. Z kolei nasz kolega, dr Włodzimierz Strupiński, znalazł się we władzach tego programu”– mówi dr Łuczyński.

ITME wspólnie z polską firmą Seco/Warwick ze Świebodzina, produkującą urządzenia grzewcze, postanowił zbudować prototyp nowatorskiego urządzenia do wytwarzania grafenu na dużych powierzchniach, z wykorzystaniem folii miedzianej. Próba zakończyła się sukcesem. Dzięki temu można produkować grafen na powierzchniach 0,5 x 0,5 m. Urządzenie było prezentowane za granicą – m.in. na targach w Berlinie i w Bilbao. „Już jesienią ma rozpocząć się produkcja urządzeń przeznaczonych na sprzedaż”– mówi dr Łuczyński.

W tę sprawę włączyły się także władze samorządowe województwa mazowieckiego, które pomagają w budowie Centrum Grafenu i Innowacyjnych Nanotechnologii– ośrodka podobnego do brytyjskiego w Manchesterze, w ramach programu o wartości blisko 40 mln złotych. Druga część tego programu, warta 150 mln złotych, ma być finansowana ze środków europejskich. To jednak nie wszystko. Polska grupa Azoty jest zainteresowana wykorzystaniem grafenu m.in. w procesie wzmacniania tworzyw sztucznych. Kolejną jest Nano Carbon, firma powołana przez Agencję Rozwoju Przemysłu (ARP), obecnie będąca własnością funduszu inwestycyjnego KGHM i Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Są one zainteresowane wykorzystywaniem grafenu, wytwarzanego na foliach miedzianych, m.in. do produkcji ogrzewanych przednich szyb. „Na razie myślimy o lokomotywach czy specjalistycznych oknach okrętowych, ale perspektywą są szyby samochodowe. W takim przypadku nic nie przeszkadza w obserwacji, a szyba może być ciepła”– mówi dr Łuczyński.

Naukowiec uważa, że w tego rodzaju badaniach państwo odgrywa bardzo znaczącą rolę. Tak było również w przypadku Polski. W grudniu ubiegłego roku ARP zorganizowała konferencję m.in. z udziałem premiera, ministra nauki i szkolnictwa wyższego i dyrektora Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, podczas której zaprezentowano wyniki badań polskich naukowców. Sama ARP aktywnie je wspierała, m.in. poprzez zakup niezbędnych urządzeń. Z kolei NCBiR przeznaczyło w sumie 60 mln złotych na program badawczy, dotyczący „projektów grafenowych” w skali całej Polski.

Kontrowersyjny konkurs

Niedawno dużego rozgłosu nabrały wydarzenia związane z anulowaniem konkursu na dyrektora ITME. Wówczas dr Łuczyński, pomimo wygrania konkursu, stracił stanowisko, które ostatecznie zajął dr Ireneusz Marciniak – wcześniej m.in. wiceprezes zarządu Zakładów Azotowych Kędzierzyn z Grupy Azoty, kojarzony z szefem PSL i resortu gospodarki, Januszem Piechocińskim. Stało się tak mimo akceptacji pierwotnego wyboru przez Komisję Konkursową, rekomendacji Rady Naukowej Instytutu i listu 190 jego pracowników. Dr Łuczyński otrzymał z kolei „propozycję nie do odrzucenia” – przejścia na emeryturę.

W jednym z wywiadów prekursor polskich badań nad grafenem mówił o potencjalnej możliwości konsolidacji ITME z Politechniką Warszawską, co w tym konkretnym przypadku byłoby działaniem nonsensownym. Uczelnia ta nigdy nie miała bowiem w zasadzie nic wspólnego z grafenem. W pewnym momencie została jednak publicznie określona przez wicepremiera Piechocińskiego mianem polskiego lidera w tej dziedzinie.

Wiele skazywało na to, że Politechnika Warszawska chciała mieć dużo więcej wspólnego z grafenem, a najprostszą drogą ku temu było przejęcie ITME, który byłby niezmiernie łakomym kąskiem. Nie wyrażał na to zgody dr Łuczyński i niewykluczone, że to było przyczyną nieuznania przez ministra Piechocińskiego jego zwycięstwa w konkursie na dyrektora placówki.Kluczem miałoby być nominowanie takiej osoby na stanowisku dyrektora, która nie oponowałaby takim zabiegom. Nie wiadomo, czy obecnie prowadzone są jakieś działania w tym względzie, jednak według naszych informacji wcześniej były one prowadzone z całą pewnością. Być może upublicznienie sprawy i jej nagłośnienie wpłynęło na to, że zarzucono ten plan – przynajmniej na jakiś czas.

Zmienne nastawienie ministerstwa

W ciągu lat zmieniało się również nastawienie ministerstwa gospodarki. Początkowo, czyli mniej więcej od 2011 roku, ówczesny szef resortu Waldemar Pawlak wykazywał intensywne zainteresowanie grafenem. Z własnej inicjatywy kontaktował się z polskim badaczami i organizował w tej sprawie spotkania, w tym także z udziałem biznesmenów i bankowców, co miało pozytywnie oddziaływać na badania. Regularnie odbywały się również spotkania z przedstawicielem ministerstwa. Wszystko zmieniło się całkowicie, gdy szefem ministerstwa gospodarki został Janusz Piechociński – wówczas zainteresowanie spadło dosłownie do zera.Przedstawiciele tego resortu przestali również uczestniczyć w spotkaniach, które odbywały się m.in. z udziałem premiera i ministra nauki. Nie pojawili się również na wspomnianej wcześniej konferencji, podczas której ITME i Seco/Warwick prezentowały prototyp urządzenia do wytwarzania grafenu na dużych powierzchniach, choć byli na nią oficjalnie zaproszeni.

Zdaniem dr Łuczyńskiego, pewne zainteresowanie daje się zauważyć mniej więcej od miesiąca. W połowie lipca w ministerstwie zorganizowano konferencję na ten temat, jednak były dyrektor ITME nie został na nią zaproszony.

Brytyjczycy nas ubiegli?

Dr Łuczyński odniósł się także do kwestii, o której zrobiło się głośno m.in. przy okazji debaty prezydenckiej z udziałem Andrzeja Dudy i Bronisława Komorowskiego. Chodziło o ogłoszenie przez badaczy z Cambridge, że rocznie będą w stanie produkować 5 ton grafenu. Według dr Łuczyńskiego, taka deklaracja nie ma dla nas większego znaczenia. Przypomina, że niemiecki BASF również produkuje grafen, tylko nie przyznaje w jakich ilościach, gdyż robi to na własne potrzeby, uszlachetniając niektóre rodzaje tworzyw sztucznych. „Jeśli coś jest potrzebne na rynku i jest na to popyt – to bardzo dobrze”– mówi dr Łuczyński. Jego zdaniem działania Brytyjczyków w żadnej sposób nas nie blokują. Przypomina również, że prestiżowa konferencja naukowa „Graphene Week”, która odbyła się w Manchesterze, w przyszłym roku odbędzie się w Warszawie.

Jak mówi dr Łuczyński, zainteresowanie polskim grafenem za granicą świadczy o tym, że kierunek badań obrany przez polskich uczonych jest słuszny. Według niego to nie przeszkadza, lecz pomaga w pracy.

Patent – kosztowna konieczność

Inną kwestią jest ochrona patentowa własności intelektualnej, co w przypadku polskiego grafenu jest realizowane. „Jedna z metod otrzymywania grafenu, która być może będzie ważna dla przemysłu elektronicznego – niezwykle wymagającego, a zarazem dochodzącego do granic wykorzystywania technologii opartych na krzemie – została przez nas opatentowana. Mamy patent w Japonii, Korei, USA, niebawem zakończy się procedura dotycząca Europy, a w toku jest sprawa w Chinach. Tam, gdzie uważamy, że w grę wchodzi ważny interes kraju, staramy się legalnie zabezpieczać prawa własności”– stwierdza dr Łuczyński.

W jaki sposób działa taka ochrona? „Ochrona patentowa nie ingeruje w badania naukowe, więc w ich ramach z naszej wiedzy można korzystać. Natomiast wykorzystywanie jej w celach komercyjnych wiązałoby się z zarzutami złamania prawa i postępowaniem sądowym”– tłumaczy naukowiec. Zwraca uwagę, że czasem mają miejsce głośne procesy pomiędzy dużymi firmami, które walczą ze sobą latami właśnie w kwestii ochrony patentowej. „Bywa tak, że po paru latach strony poniosą takie koszty – bo wszystko kosztuje bardzo dużo – a firmy prawnicze zarobią już tak duże kwoty, że próbuje się jakoś dojść do porozumienia. Tak więc owszem – patent sam w sobie zapewnia ochronę, ale trzeba jeszcze mieć siły, żeby swoją pozycję obronić. Tu dużą rolę do odegrania może mieć np. przemysł, gdyż instytut taki jak nasz nie będzie w stanie sam wygrać procesów patentowych”.

W tej chwili ITME prowadzi co najmniej 10 postępowań patentowych związanych z technologiami grafenowymi. Procedury te wiążą się zaś z potężnymi kosztami. „Pierwszy patent kosztował pół miliona złotych – tyle kosztuje wynajęcie stosownej kancelarii, która prowadzi postępowanie, opłaty w krajach, w których się je prowadzi… Sama telekonferencja z Amerykanami w sprawie patentu w USA kosztowała kilkanaście tysięcy dolarów”– mówi były dyrektor ITME.

Cała procedura patentowa trwała około trzech lat – przy czym najpierw technologia musiała zostać opatentowana w Polsce. Potem taki patent może zostać zastrzeżony w innych krajach świata, które podpisały odpowiednią konwencję. „To koszt około 20 tys. euro na okres 18 miesięcy. W tym czasie należy zdecydować się, w jakich krajach technologia ma zostać opatentowana na stałe i wykonać w tym celu odpowiednie działania”– wyjaśnia naukowiec.

Problemy z USA

W przypadku polskiej technologii nie było żadnych problemów z uzyskaniem patentu w Korei Południowej, gdzie działa firma Samsung, przodująca w badaniach nad grafenem. W przypadku USA dało się jednak odczuć, że sprawa była bardzo trudna, a sam instytut w pewnym momencie znajdował się na krawędzi rezygnacji ze starań o patent w tym kraju. Procedura toczyła się wolno i bardzo opornie. Największe znaczenie miały tu ponoszone koszty. „Sama korespondencja w takiej sprawie bardzo dużo kosztuje. Amerykanie wciąż przesyłali różnego rodzaju zapytania – część z nich powtarzała się, a niektóre były wręcz niemądre. Pytano nas na przykład, jak nasz patent ma się do takiej a takiej publikacji w czasopiśmie naukowym. Odpowiedź można było sformułować w ciągu kilku minut, ale ze względu na konieczne formalności kosztowało to 200 tys. dolarów”– powiedział dr Łuczyński dodając, że ITME nie było stać na ponoszenie tak wysokich wydatków.

„Informacja o zatwierdzeniu patentu w USA została przyjęta w instytucie z wielką ulgą”– stwierdził dodając, że dużą rolę odegrała kancelaria prawna, która prowadziła to postępowanie. „Swego rodzaju ‘rzutem na taśmę’ była telekonferencja z udziałem twórcy patentu-wynalazku, dr Strupińskiego, przedstawiciela kancelarii patentowej i przedstawicielki amerykańskiego urzędu patentowego. Początkowo rozmowy były trudne, ale udało się wyjaśnić pewne nieścisłości, poprawić atmosferę i przekonać urząd patentowy, że jest to rzeczywiście nasz wynalazek”– mówi były szef ITME. Miało to miejsce w kwietniu tego roku, zaś niedługo później Instytut otrzymał informację o zatwierdzeniu patentu.

Pośrednio w temat opatentowania polskiej technologii grafenowej włączyło się Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Ośrodek Przetwarzania Informacji, podległy ministerstwu nauki i szkolnictwa wyższego, zorganizował konkurs w ramach którego ITME złożyło wiosek na finansowanie „grafenowego patentu”. Instytut otrzymał wówczas wspomniane wcześniej dofinansowanie w wysokości niemal pół miliona złotych. W działania te nie włączało się ani ministerstwo gospodarki, ani MSZ.

Jesteśmy konkurencją dla Amerykanów

Jak w takim razie wyglądają badania nad grafenem w USA? W Atlancie w stanie Georgia znajduje się główny amerykański ośrodek badań nad tym materiałem. Tamtejsi badacze wcześniej opatentowali inną metodę jego pozyskiwania. Przedstawiciele tego ośrodka mieli również okazywać duże niezadowolenie, gdy to nie oni, a badacze z Wielkiej Brytanii otrzymali Nobla za badania nad grafenem. „Nasza metoda jest bardzo konkurencyjna dla metody opracowanej przez badaczy w Atlancie”– mówi dr Łuczyński. „To, czy jakiś nasz wynik jest lepszy czy gorszy np. od amerykańskich, jest bardzo trudno ocenić. Jednak na pewno jesteśmy w ścisłej czołówce, a nasza pozycja na świecie jest bardzo wysoka”.

Marek Trojan / Kresy.pl

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz