„Uroczystym gestem, zapisanym najlepszymi zgłoskami, całe materialne dziedzictwo, z wyjątkiem cmentarzy, powinniśmy przekazać trzem uznanym przez nas niepodległym państwom na dawnych kresach wschodnich: Litwie, Białorusi i Ukrainie” – nawołuje na łamach wPolityce.pl Ryszard Surmacz. Z tezami jego środowiska na naszym portalu rozprawia się Marcin Skalski.

Parę lat temu, były już na szczęście, polityk Janusz Palikot zaoferował nam wyzwolenie się z pęt polskości wygłaszając frazę, iż jako Polacy powinniśmy się tej ostatniej pozbyć – w domyśle: dla własnego dobra. Jedyne, co można zapisaćin plusojcowi chrzestnemu dzisiejszej kołtunerii i motłochu udzielającemu się na forach KOD-u, jest bezceremonialna szczerość. Ta przynajmniej pozwala jasno wytyczyć granice podziału, by przekonać się, że poza mieszkaniem na tym samym terytorium i posługiwaniem się tym samym językiem, nic nas nie łączy. Pozostaje otwartą kwestią, czy podziały te uda się zasypać i czy jest to w ogóle możliwe.

W ostatnich dniach wezbrała fala zainteresowania i oddawania czci Żołnierzom Wyklętym, która obecnie przybrała już postać państwowo usankcjonowanego kultu. Entuzjazm podchwyciła większość mediów „prawicowych”, w tym tych sympatyzujących mniej lub bardziej otwarcie z partią PiS.

Kult ten, ze wszech miar pozytywny, niesie ze sobą także określone ryzyko. Po pierwsze – może on stać się powierzchowny, wypaczając cel i sens walki Niezłomnych bohaterów. Po drugie – może być zaprzężony w bieżącą politykę, co prowadzi do podobnych i równie groźnych skutków.

Walka Żołnierzy Wyklętych, przede wszystkim z Narodowych Sił Zbrojnych, co należy podkreślać, to walka o Wielką Polskę Katolicką. Nie o Polskę „demokratyczną”, nie o Polskę z marzeń prezesa PiS, nie o odtworzenie Polski sanacyjnej marszałka Piłsudskiego, ale o Polskę jako państwo katolickie, narodowe i rozległe terytorialnie – z zachowanymi Kresami Wschodnimi i z przyrostem terytorialnym na Zachodzie kosztem pobitych Niemiec. Nie była to żadna fanaberia, choć geopolityka brutalnie pokrzyżowała te plany. Walka „Wyklętych” i ich cele to logiczna konsekwencja wierności polskiemu dziedzictwu takim, jakim ono jest i jakie spłodziły pokolenia Polaków od roku 966, którego 1050-lecie będziemy wkrótce celebrować.

Tym bardziej zaskakujące, że na portalu sekundującemu inicjatywom patriotycznym, a takim jest z pewnością serwis wPolityce.pl, ukazał się tekst sugerujący, by Polacy – oczywiście dla własnego dobra – wyzbyli się Kresów.

Autor artykułu „Jak mądrze pokierować historią (kresy i ziemie odzyskane)”, Ryszard Surmacz, historyk publikujący w giedroyciowskiej „Kulturze”, postuluje narodową abdykację z Kresów Wschodnich i pielęgnowania ich materialnego dziedzictwa. Nasze dziedzictwo, owoc twórczej pracy wielu pokoleń Polaków, należy scedować na Litwinów, Białorusinów i Ukraińców, aby nie konfliktować się ze wspomnianymi narodami powstałymi na gruzach przedrozbiorowej Rzeczypospolitej, dać przykład Niemcom dybiącym potencjalnie na Ziemie Zachodnie i powrócić do dziedzictwa piastowskiego. „Problem jest swoistą kwadraturą koła i swoistym węzłem gordyjskim, którego może przeciąć tylko piastowski miecz. Tą sprawa są kresy wschodnie” – pisze Surmacz.

Istota problemu leży w niezrozumieniu kilka faktów – między innymi tego, że Polska piastowska i Polska jagiellońska wcale się nie wykluczają. Polska jagiellońska i Polska piastowska to określone czasoprzestrzenne continuum. Co więcej, Polska jagiellońska wcale nie zrezygnowała ze swojego dziedzictwa, a wręcz wypełniała misję i zobowiązanie podjęte przez Polskę piastowską.

Tym zobowiązaniem jest przyjęcie chrztu świętego przez Mieszka I i jego dwór oraz dziedzictwo Corona Regnis Poloniae, promieniowanie przez Polskę Cywilizacją Łacińską na ziemie Litwy i Rusi. To właśnie dzięki temu dziedzictwu udało się Cywilizacji Polskiej, lokalnej formie Cywilizacji Łacińskiej, powołać w jego ukształtowanej potem formie fenomen, z którego do dziś możemy być dumni, a więc Wielkie Księstwo Litewskie. Dziś jego spadkobiercami są m.in. Polacy na Wileńszczyźnie i na Białorusi, co pokazuje, że dorobek kulturowy, dziedzictwo pokoleń są trwalsze niż struktury państwowe. Dlatego też właśnie Wilno uważamy za miasto polskie. I dlatego też, dopóki określamy się mianem Polaków, będziemy już na zawsze depozytariuszami tego dziedzictwa, będą też nimi pokolenia, które przyjdą po nas. Wilno, Lwów, Kamieniec Polski już zawsze będą nasze.

Żeby zrozumieć, jak daleko od tego przekonania i całego pozostawionego nam przez przodków dziedzictwa jest Ryszard Surmacz, który popełnił wspomniany artykuł, należy przyjrzeć się uważanie fragmentowi jego tekstu:

Możemy stworzyć nowy standard w stosunkach międzynarodowych – i to taki, który swoim poziomem sięga do najlepszych lat epoki jagiellońskiej. Uroczystym gestem, zapisanym najlepszymi zgłoskami, całe materialne dziedzictwo, z wyjątkiem cmentarzy, powinniśmy przekazać trzem uznanym przez nas niepodległym państwom na dawnych kresach wschodnich: Litwie, Białorusi i Ukrainie. Ten gest byłby fundamentem pod budowę nowej Europy Środkowo-Wschodniej, a jednocześnie standardem zobowiązującym Niemców do podobnego gestu w stosunku do polskich ziem odzyskanych” – czytamy.

W istocie rzeczy nie mamy do czynienia z niczym innym, jak propozycją przeprowadzenia złowrogiej „inżynierii społecznej” i przyjęciem postawy zaprzaństwa. Jednocześnie przykład ten po raz kolejny pokazuje narodowe wyalienowanie całych grup społecznych, które wprawdzie retoryką patriotyczną posługują się sprawnie, ale w celu przemycenia treści i postaw nie licujących z obowiązkami wynikającymi z bycia Polakiem.

Cóż miałoby oznaczać owo „przekazanie”? Nie widzę innej możliwości, niż rozpoczęcie kampanii dezinformacyjnej, obliczonej na fałszowanie historii, uczynienie z polskiego dziedzictwa na Kresach lokalnym dziedzictwem Litwinów, Białorusinów czy Ukraińców wbrew uznawanym powszechnie faktom.

Nie ma potrzeby budowania „nowej Europy Środkowo-Wschodniej” – wystarczy pozostać starą Europą, być wiernym dziedzictwu otrzymanemu w roku 966 i kultywowanemu przez przodków, w tym przez Żołnierzy Niezłomnych. Środowiska około-PiS-owskie, którym dziwnie po drodze jest z myślą geopolityczną arcyliberała Giedroycia i które rozkochane są w Zachodzie, nie rozumieją prostej rzeczy. Jest nią fakt, iż dzisiaj to Polska jest Zachodem, z kolei Zachód istnieje już tylko jako pojęcie geograficzne. Cóż bowiem zostało z Cywilizacji Łacińskiej w Niemczech czy Francji? Dzisiaj prawdziwy Zachód jest na geograficznym Wschodzie i należy sobie życzyć, by kraje Europy Środkowej i Wschodniej pozostały wierne chrześcijańskiemu dziedzictwu. Nie usunie to, wbrew nadziejom niektórych publicystów, antagonizmów i sprzeczności interesów, ale nie to jest największym problemem. Jeśli bowiem mamy się konfliktować z Litwinami, konfliktować się mają Węgrzy z Rumunami, Chorwaci z Serbami, to muszą przede wszystkim istnieć Polacy, Litwini, Węgrzy, Rumuni, Chorwaci i Serbowie.

Naszym unikalnym dziedzictwem i osiągnięciem, wprawdzie w dużej mierze zmarnotrawionym, była wierność chrześcijaństwu zachodniemu przy jednoczesnym zachowaniu specyfiki słowiańskiej, kraju leżącego na pograniczu kultur, ponadto „kraju bez stosów”. W obronie Cywilizacji Łacińskiej, realnej spuścizny Zachodu, warto było walczyć i umierać. Dzisiaj trzeba walczyć o to, by w imię tych wartości nie iść na dno z pogrążonymi w bagnie krajami będącymi europejskimi już tylko z racji położenia geograficznego. To właśnie ta postawa jest realizacją testamentu Polski piastowskiej, jagiellońskiej, Wielkiej Polski Katolickiej, czyli wszystkiego tego, co powinno być drogie sercu polskiego patrioty.

Często mówi się, że to narodowcy zniszczyli i odcięli się od dziedzictwa Polski jagiellońskiej, nie chcąc jakoby tworzyć federacji z Litwinami czy Ukraińcami, by odtworzyć wielką Rzeczpospolitą zdolną przeciwstawić się wszystkim zaborczym sąsiadom i wspólnym wrogom. Pomijając fakt, że Litwini czy Ukraińcy z oczywistych względów nie mieli powodów, by federować się z Polakami, gdyż wpływy polskiej kultury czy języka zagrażałyby ich odrębności, warto pamiętać, że polski nacjonalizm był właściwą odpowiedzią na nacjonalizm młodych narodów powstałych na gruzach dawnej Rzeczypospolitej. Było to granie według reguł, które wówczas obowiązywały wszystkich. Nie ma powodu, by z powodu bliżej nieokreślonej wspaniałomyślności Polacy mieli nie być nacjonalistami, skoro innym było wolno.

Nie ma też nic bardziej mylnego w twierdzeniu, że polscy narodowcy wypaczyli czy odcięli się od Polski jagiellońskiej. Zrodzony na ideowym fundamencie chrześcijaństwa nacjonalizm polski był zgodną z panującymi realiami interpretacją wszystkiego tego, co konstytuowało i konstytuuje nas jako naród przez przeszło już millenium.

Z powyższego wynika również fakt, iż polski nacjonalizm nie splamił się nigdy zbrodniami na masową skalę, które ma na sumieniu nacjonalizm ukraiński czy nowo-litewski. Nie ma nic bardziej sprzecznego z tradycją jagiellońską, niż wspomniane ideologie Litwinów i Ukraińców, wobec których tak wyrozumiali są niektórzy „patrioci”.

Symptomatyczne jest, iż w toku uzasadniania „wyższych racji” Surmacz musi ordynarnie fałszować rzeczywistość i mijać się z prawdą. „I teraz pozostaje pytanie, co z Polakami mieszkającymi na Wschodzie. Mieszkający tam Polacy, w większości są potomkami rosyjskich zesłańców. Karano ich za patriotyzm i obronę Polski. Kara ta nie może trwać wiecznie. Sprawiedliwa Polska musi przywrócić prawo do powrotu” – pisze autor, dla którego najwyraźniej nie istnieją wielosettysięczne społeczności polskie na Litwie czy Białorusi mieszkające tam od wieków. Wyizolowanie od realnej Polski, realnie istniejących Polaków można uzasadnić chyba tylko zaczadzeniem kawiarnianymi oparami giedroycizmu, który jest może i kuszącą koncepcją intelektualną, ale jak to często w przypadku tychże bywa, oderwaną od rzeczywistości. Gorsze jest jednak to, że jest to koncepcja sankcjonująca zdradę narodową, zdradę wobec własnych rodaków. W grę wchodzi zmarnowanie już nie tylko dorobku materialnego na Kresach, ale rezygnacja z solidarności z częścią własnego narodu, członkami wielkiej rodziny, jaką jesteśmy my, Polacy. Pamiętając, że istotą trwania wspólnoty narodowej jest wzajemna solidarność jej członków, warto przywołać słowa św. Jana Pawła II: „Solidarność – to znaczy: jeden i drugi, a skoro brzemię, to brzemię niesione razem, we wspólnocie”. Jaka wartość ma mnie obligować do tego, by wyrzec się solidarności z Kresowianami, skoro chcę pozostać Polakiem? Czy tak ma wyglądać patriotyzm XXI wieku? Czym to się różni od nawoływań Palikota?

Charakterystyczne dla narodowców było to, że mieli gorące serca, ale i chłodne głowy. Dla odmiany Ryszard Surmacz naiwnie przekonuje nas, że wyrzeczenie się aktywnej i podmiotowej polityki wobec Kresów zobowiąże Niemców do oddania pola na gruncie utraconych ziem, Wrocławia czy Szczecina. Warto, by jednak autor skorzystał z wniosków wyłożonych przed ponad stu laty przez Dmowskiego, iż w stosunkach międzynarodowych liczy się tylko siła lub jej brak, a nie moralna słuszność czy dobra wola. Naprawdę wątpię, czy na Niemcach zrobi wrażenie fakt, że Polacy na własne życzenie będą chcieli podciąć sobie korzenie i by skłoniło to Niemców do uczynienia tego samego. Jest, co oczywiste, gigantyczna różnica między okolicznościami utraty przez Polskę Kresów a ubytkami terytorialnymi Niemiec. Niemniej, jest to różnica tylko na gruncie moralnym, między niesłusznie skrzywdzoną ofiarą a sprawiedliwie ukaranym katem, czyli rzecz bez znaczenia w stosunkach międzypaństwowych.

Zmierzając powoli ku końcowi, trzeba się jeszcze zatrzymać przy korzeniach i ideologii partii PiS. Politycy ugrupowania stają się twarzami promocji państwowego kultu Żołnierzy Wyklętych, co akurat nie jest niczym złym. Jest powiewem normalności w tych znikczemniałych czasach, że na premierze filmu o polskich bohaterach pojawiają się ministrowie. Nawet gwiazdki muzyki pop czy sportowcy uznają, że w dobrym tonie jest podkreślić swój szacunek do tej tradycji.

Obóz PiS-u nie jest jednak konglomeratem środowisk zamierzających zbudować Wielką Polskę Katolicką. Jest to po pierwsze partia opierająca się na traktowanym zupełnie serio „dziedzictwie Marszałka”. Z kultem Piłsudskiego nie ma oczywiście sensu walczyć, o ile jest symbolicznym oddaniem hołdu idei niepodległości, którą dla wielu Polaków Piłsudski utożsamia. Gorzej jednak, gdy portret Marszałka nadal kieruje realną polityką, a mniej więcej z tym mamy do czynienia w wykonaniu Prawa i Sprawiedliwości.

Drugim ważnym dziedzictwem konstytuującym środowisko PiS-u, w tym sprzyjające mu media, jest dziedzictwo PRL-owskiej „opozycji demokratycznej”, której korzenie ideowe nijak nie dają się pogodzić z ideałem Wielkiej Polski Katolickiej, która demokratyczna na dzisiejszą modłę na pewno by nie była. Bożek demokracji to niestety jeden z idoli PiS-u, zauważmy, iż partia Kaczyńskiego ręka w rękę z liberałami bez żadnej żenady potrafi krytykować dany kraj za to, iż jest „niedemokratyczny”, „autorytarny”, że „łamie się tam prawa człowieka”. Nie jest przypadkiem, że dyżurnym politykiem obsługującym temat Kresów w PiS-ie jest poseł Michał Dworczyk wywodzący się ze środowiska Fundacji „Wolność i Demokracja”. Nie jest też przypadkiem, że PiS sekunduje amerykańskiej polityce obalania „tyranów” i promowania demokracji w różnych, nieszczęśliwych na ogół, zakątkach świata, które po tego typu operacjach stają się jeszcze bardziej nieszczęśliwe. Zimnym prysznicem powinna być gorliwa „troska” amerykańskich senatorów o polską demokrację, ale dziwnym trafem tak nie jest. Nie jest też przypadkiem, że w otoczeniu PiS-u doskonale odnajdują się takie szemrane postacie jak Przemysław Żurawski vel Grajewski, Witold Jurasz, Agnieszka Romaszewska czy Grzegorz Kostrzewa-Zorbas. W tym paradygmacie, demokratyczno-prawoczłowieczym, skrajnie pro-amerykańskim, nie ma miejsca na Kresy i Kresowian, gdyż ewidentnie elementy nie pasują do układanki, jaką jest ideowe oblicze PiS-u, a także związanych z nim mediów. Poruszenie tych tematów na serio wiązałoby się nieuchronnie z oddaniem hołdu tradycji narodowej, od której PiS chce być jak najdalej. Jak można by było zaprzepaścić „dziedzictwo śp. Lecha Kaczyńskiego”, porzucić „naszą i waszą wolność”, ideę Międzymorza, „wolnych z wolnymi i równych z równymi” i tak po prostu zacząć zabiegać o Kresy, a giedroyciowców wyrzucić na zbity pysk? Nie godzi się!

Nie ma jednak patriotyzmu, nie ma nawet „prawicowości” z Giedroyciem. Jednego z drugim nie da się połączyć i póki ktoś nie powie głośno „sprawdzam”, nadal będziemy mieli do czynienia ze szkodliwą schizofrenią a zarazem prowizorium, w którym radykalnie demokratyczny PiS staje się szyldem dla wszystkich tych, którzy utożsamiają się z dziedzictwem Żołnierzy Niezłomnych, zarazem będąc odległym od ideałów im przyświecających

Nie ma bowiem oddawania czci „Wyklętym” kompatybilnego z zaprzaństwem – choćby ubranym w piękne słowa i motywowanym „patriotycznie”. Nie ma wtedy Polski, której jesteśmy depozytariuszami i którą przekazali nam Wyklęci. Nie ma Polski bez Boga, Honoru, bez Kresów Wschodnich.

Marcin Skalski

19 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. leszek1
    leszek1 :

    Surmacz hojnie chce dysponowac cudza wlasnoscia.Szanujac poglady Skalskiego i uwazajac za bardzo dobry powyzszy atrykul, nie podoba mi sie jego napasc na Marszalka Pilsudskiego. Ostatecznie Polska uzyskala niepodleglosc tylko i wylacznie dzieki sile polskiej armii stworzonej przez niego. Wysilki Dmowskiego i Paderewskiego by spelzly na niczym, gdyby Pilsudski faktami dokonanymi nie „wyrabal” Polski sila polskiego oreza. Nalezy mu sie za to szacunek. Wracanie do dawno przebrzmialych sporow mija sie z celem. Najciekawsze jest to ze Narodowcy wychowani na wspanialej mysli Dmowskigo – ktory przeciez byl rusofilem, najdluzej i najzacieklej walczyli z rosyjskim najezdzca, a Pilsudczycy przynajmniej oficjlnie uznawali ich za sprzymierzenca, nie konspirowali sie i usilowali wspolpracowac z rzadem i armia sowiecka – co zaowocowalo olbrzymia tragedia.

    • kojoto
      kojoto :

      Ale ty masz chlopie najebane w tej twojej biednej rusofobicznej glowie. Dmowski i w ogóle Narodowcy postawili na przygotowanie narodu do gwatownych przemian w Europie – i wyszkolenie wielu Polaków w Rosyjskiej armii paradoksalnie w tym pomoglo. Przy tym slusznie uwazal niemców za najwiekszego wroga zewnetrznego Polski. Legionik Pilsudskiego mial wylacznie charakter propagandowy, a wychowane w nim kadry przyszlych oficerów sanacyjnych okazaly sie skorumpowanym pasozytem Rzeczpospolitej, który doprowadzil Polske do zguby w 1939 i w nastepnych latach. Nie potrafili oni zobaczyc przemian przed II WS, tak jak Dmowski, czy Paderewski, którzy potrafili je dostrzec przed I WS. Bez dzialan dyplomatycznych i narodu oddolnie zorganizowanego (bynajmniej nie przez tchorza Pilsudskiego) nie bylo by mowy o odzyskaniu niepodleglosci w 1918. To co narodowcy wypracowali wtedy, sanacja legionowa Pilsudskiego zaprzepascila w 1939. Trzeba wiedziec kiedy poprzec rosjan, a kiedy niemców. Teraz na pewno nie nalezy popierac niemców, tak jak przed I WS.

      • leszek1
        leszek1 :

        Cytat: – ” W historii z ostatniego stulecia aż roi się od zdrajców i głupców, nieprzebierających w środkach, niemających żadnych skrupułów w rozsiewaniu zła. To o nich pisał marszałek Piłsudski zaraz po zamordowaniu prezydenta Narutowicza: Zapluty potworny karzeł na krzywych nóżkach, wypluwający swoją brudną duszę, opluwający zewsząd, nie szczędzący niczego, co szczędzić trzeba. Ten potworny karzeł pełzał za mną, ubrany w chorągiewki różnych typów i kolorów, to obcego, to swego państwa, krzycząc frazesy, wykrzywiając potworną gębę… Idzie im tylko o plucie. Idzie tylko o kał wewnętrzny, którego pełna musiała być dusza, jeżeli na te rzeczy się zdobyła. Idzie o jakieś niesłychanie obrzydłe zjawisko duszy ludzkiej, która w ten sposób postąpić może. Potworny karzeł, wylęgły z bagien rodzimych. Bity po pysku przez każdego z zaborców, sprzedawany z rąk do rąk, płatny. Oto ci, którzy chcą zniżyć do swego poziomu to, co zostało wzniesione wysoko.”

  2. fiesta
    fiesta :

    Chlopie, co za pierdoly wypisujesz o „armii” stworzonej przez niemieckiego agenta, lewaka, bandyte i litewskiego przyblede J.Pilsudskiego ?
    Armia polska powstala dzieki dzialaniom R.Dmowskiego i pomocy finansowej POLONII SWIATA we Francji.
    Litewski smierdziel J.Pilsudski dowodzil jedynie brygada rewolucjonistow, ktorej celem bylo wywolanie powstania w zaborze rosyjskim z polecenia Austrii.
    Po przewrocie majowym w 1926r banda Pilsudskiego uwiezila i mordowala polskich patriotow i oficerow wojska polskiego, ktorzy przejrzeli zamiary tego litewskiego idioty, ktory nigdy nie powinien zostac przywodca panstwa polskiego, bo byl agentem niemieckim i dzialal na szkode Polski i narodu polskiego.

  3. jaksar
    jaksar :

    Jak ja słyszę ciągłe to „Bóg-Honor-Ojczyzna” to już mnie to mdli. Lansowane przez prawicę i nacjonalistów Hasło które było przez wieki symbolem Rzeczpospolitej dzisiaj, nadużywane przez PiS i nacjonalistów stało się populistycznym wyjałowionym hasełkiem kojarzącym mi się z hipokryzją, nienawiścią, fobią i religijnym nawiedzeniem mało inteligentnej struktury społecznej w Polsce. Przypomina mi to równie obrzydliwe już określenia „Niemcy dla niemców, tylko dla niemców,rewolucja syjonizmu, holocaust itd..” nie dlatego, że są same w sobie obrzydliwe ale dlatego, że są nadużywane i dowolnie interpretowane w zależniośści od prowadzonej polityki. Budowa kato-polski przez PiS i prawicę jest wymierzona w wartości Europejskiej demokracji gdzie wszyscy obywatele są równi oraz w państwo świeckie gdzie religia powinna być poza politykją państwa. Tam gdztie miesza się politykę i państwo tworzy się fundamentalizm religijny i burzy standarty demokratyczne a nadużywanie haseł do degradacji nie tylko znaczenia tego hasła ale i dorobku historycznego i kulturowego !

    • fiesta
      fiesta :

      Haslo „BOG HONOR OJCZYZNA” nie jest niczemu winne. Wine ponosza Judasze, ktorzy uzywaja tego hasla do realizacji swoich celow i zadaniem Polakow jest rozpoznac Judaszy, zeby uchronic siebie i innych Polakow przed falszywymi osobnikami i blednymi teoriami jakie glosza.
      Slowo BOG (Jezus Chrystys) jest rowniez naduzywane przez dzisiejsza posoborowa judeo-masono-libertynska sekte katolicka z siedziba w Watykanie i to trzeba wiedziec, zeby nie dac sie oglupic ich propagandzie i nie utozsamiac Jezusa Chrystusa (Boga) z jakakolwiek sekta religijna na ziemi, poniewaz KOSCIOL CHRYSTUSOWY TO KOSCIOL DUCHOWY OPARTY NA DUCHU PRAWDY (wyjasnienie jest w ew.Jana) i taki kosciol jest niezniszczalny, czyli KOSCIOL CHRYSTUSOWY. Natomiast sekta katolicka powstala dopiero w 325r na soborze w Nicei i dorobila sobie alibi, powolujac sie na apostola Piotra. Malo tego, sekta katolicka nie ma zadnej ciaglosci z Piotrem, poniewaz do 325r nie bylo zadnych papiezy, czyli glownego przywodcy sprawujacego wladze nad ponad 300 gminami chrzescijanskimi rozsianymi wokol basenu Morza Srodziemnego, poniewaz kazda gmina chrzescijanska wybierala swojego lidera, ktoremu najbardziej ufala i wybrany lider byl przywodca gminy chrzescijanskiej, a zarazem osoba rozstrzygajaca sprawy w gminie.
      Wiara w Jezusa Chrystusa (Boga) nie wymaga przynaleznosci do jakiejkolwiek sekty religijnej i jest to wyraznie zapisane w ew.Jana 14:6 (slowa Jezusa – Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie ) oraz ew.Jana 6:47 (slowa Jezusa – Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto wierzy, ma życie wieczne ).