Przerzedzone lub puste trybuny, topniejący śnieg i propagandowa bufonada to ciemne strony najdroższych zimowych igrzysk olimpijskich w Soczi

– Igrzyska w Soczi to impreza totalnie kontrolowana, oczko w głowie prezydenta Putina – ocenia Krzysztof Szczerski (PiS), były wiceminister spraw zagranicznych. Potwierdziła to pompatyczna ceremonia otwarcia zimowej olimpiady, gloryfikująca rosyjską historię. Spektakl „Sny o Rosji” to iście propagandowe kuriozum w północnokoreańskim stylu, nie mniejsze niż toalety z podwójnymi sedesami.

Igrzyska zimowe w Soczi są – to już pewne – najdroższą imprezą sportową w historii. Ich koszt przekroczył kwotę 50 mld USD i wciąż rośnie, choć początkowo szacowano, że impreza pochłonie pięć razy mniej. To więcej niż kiedykolwiek wydano na wszystkie zimowe igrzyska. Nikt nie ma wątpliwości, że głównymi beneficjentami finansowymi imprezy będą kremlowscy oligarchowie i ludzie władzy. Na najważniejszą premię polityczną i wizerunkową liczy oczywiście sam Władimir Putin. W końcu osobiście dopilnował, by tegoroczna olimpiada odbyła się w jego kraju.

Tuż przed nią Rosja przesunęła granice w głąb Gruzji o 11 kilometrów. Kreml twierdzi, że było to konieczne, by móc utworzyć „strefę buforową” wokół Soczi, która leży ok. 30 km od granicy z Abchazją.

Szczerski zaznacza, że nie byłoby możliwe zorganizowanie olimpiady bez abchaskich kruszców. – To było naturalne zaplecze materiałowe dla budowy obiektów olimpijskich. Gdyby nie wojna w Gruzji, Rosja poniosłaby dużo większe koszty ich organizacji. Poza tym pamiętajmy, że olimpiada odbywa się w cieniu Kaukazu, a więc w regionie skrwawionym wojną w Czeczenii, za którą odpowiada przecież sam Putin. To ona wyniosła go do władzy – przypomina poseł z sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych.

Informacje o gigantycznych kosztach związanych z organizacją olimpiady nie przedostają się do opinii publicznej. Stowarzyszenie Dziennikarze bez Granic pokazuje Rosję jako kraj, który ma ogromne problemy z wolnością słowa. Przekaz z igrzysk jest w najwyższym stopniu kontrolowany. Przykład? Podczas ceremonii otwarcia jedna z neonowych gwiazd nie zamieniła się w koło olimpijskie, rosyjscy telewidzowie jednak tego nie zobaczyli. Bardzo wymowny jest fakt, że członkowie rosyjskiego rządu chcą przeprosin za satyryczny rysunek porównujący igrzyska w Soczi do tych z 1936 r. w Berlinie. Moskwa uznała to za „niemal zbrodnicze porównanie” i „przykład poklasku dla zagranicznych mediów skoncentrowanych przede wszystkim na oczernianiu igrzysk w Soczi oraz samej Rosji”.

Zakaz lekcyjny

Inne kuriozum: nauczyciele ze szkół w mieście olimpiady do końca igrzysk mają zakaz zadawania pracy domowej. – Igrzyska olimpijskie są idealną okazją, by edukować młodych ludzi i zwiększać ich zainteresowanie sportem, co w przyszłości może przełożyć się na prowadzenie zdrowszego trybu życia – mówił jeden z liderów rządzącej partii Nikołaj Bułanow.

Nie wiadomo, czy oczekiwaniom władz sprostają rosyjscy sportowcy, od których oczywiście oczekuje się medali. Największej presji poddani są hokeiści. Nikt nie przyjmuje do wiadomości, że mogą nie zdobyć medalu, a przynajmniej nie zwyciężyć w jutrzejszym meczu z USA.

– To z pewnością dla Rosjan ważna sprawa. Oni chcą się po prostu pokazać z jak najlepszej strony. To normalne i nie można mieć o to pretensji – tłumaczy Jan Tomaszewski, słynny bramkarz polskiej reprezentacji narodowej w piłce nożnej.

Dziwactwem jest nawet sama lokalizacja zimowej olimpiady w czarnomorskim kurorcie. Choć miasto leży u stóp Kaukazu, a zawody odbywają się ok. 50 km od miasta, wyniki rywalizacji coraz częściej nie do końca zależą od umiejętności sportowców. Winna jest pogoda i ciepłe powietrze znad morza. Termometry w Soczi pokazują 16 st. C.

Serwismeni, sportowcy i trenerzy dziwią się, że na zimowych igrzyskach śnieg się topi, ma dziwną konsystencję, a czasem dosłownie spływa. Narciarze i snowboardziści zaliczają upadek za upadkiem, faworyci odchodzą z kwitkiem, a o wynikach zawodów decyduje aura. To samo dotyczy saneczkarzy i bobsleistów. Zdaniem Tomaszewskiego, kwestia wyboru miejsca olimpiady to problem MKOl.

Drogie bilety

Na olimpijskich arenach doskwiera brak kompletu publiczności i mała liczba gości z zagranicy. Podczas zawodów zjazdu alpejskiego mężczyzn na trybunach było 6 tys. widzów, choć na stok mogło wejść 7,5 tys. kibiców narciarstwa.

Jednym z powodów niskiej frekwencji są podobno zaostrzone kontrole bezpieczeństwa i drogie bilety. Przyjazd z Europy po prostu się nie opłaca. Przyznał to m.in. szef marketingu MKOl Gerhard Heiberg.

– Ostrzegano nas przed tym. Jest za mało widzów, stadiony nie są pełne i trochę brakuje entuzjazmu – mówił dziennikarzom. Aby podnieść frekwencję, organizatorzy rozdają darmowe bilety wolontariuszom, którzy mają nabijać frekwencję.

Już dwa lata temu prezes Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS) Gian Franco Kasper skrytykował organizatorów zimowych igrzysk olimpijskich w Soczi 2014 r. za to, że zbyt mało kibiców będzie mogło śledzić zmagania skoczków narciarskich. Był zawiedziony małą liczbą widzów, którzy mogliby aktywnie i na żywo obserwować olimpijską rywalizację sportowców.

– Gdy dokonywano wyboru organizatora i wygrali Rosjanie, obiecali, że to będą najbardziej dostępne dla fanów igrzyska. Teraz zmniejszyli liczbę biletów o połowę. To bardzo dużo – tłumaczył Kasper. Nic dziwnego, Rosja wydaje się krajem niechętnym turystyce. Świadczy o tym polityka wizowa i ceny choćby biletów Aerofłotu do Soczi – prawie 6 tys. złotych. Ich cena wzrosła niemal dwukrotnie w ciągu roku. Hotele przyjmują gości, ale na pobyty około 2-3-tygodniowe. To samo dotyczy cen wejściówek na sportowe areny. Bilety na imprezy są droższe o 200-500 zł od tych, które trzeba było zapłacić podczas olimpiady we włoskim Turynie w 2006 roku.

Maciej Walaszczyk

Nasz Dziennik

4 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. pablo
    pablo :

    Nie tylko on. Bo to co robią inne media – też woła o pomstę do nieba. Głupie komentarze i pokazywanie wszystkich niedociągnięć. Akurat najlepszą robotę robią komentatorzy sportowi, którzy skupiają się na sporcie i tłumaczą (chwała im za to) widzom, że tak na prawdę na innych olimpiadach, też wszystko nie było takie kolorowe i dociągnięte na tip top.

    • tutejszym
      tutejszym :

      Spokojnie Panowie. Rosjanie potrafią uczyć się szybko i być bardzo skuteczni. Z uczucia wyższości wyleczyłem się bardzo dawno temu. Pozostał mi szacunek do nich, pragmatyzm w kontaktach i prognozowanie przyszłości. Amerykanie mieli olbrzymie kłopoty w prognozowaniu poczynań Rosjan. Do programów komputerowych ( tak kiedyś ktoś bąknął ) wprowadzili czynnik: ” Przeciwnik oszalał „. I współczynnik trafień przewidywanych zdarzeń znacznie się zwiększył. To była dawno, jak jest teraz nie wiem. Poczekajmy na następną imprezę w wykonaniu Rosjan, nie będzie porównania. Przewiduję same superlatywy w ocenach.