Huculszczyzna wciąż fascynująca

„…skręcają po kilka liści razem, pakują je w baryłki od wódki, żeby tytoń od niej nabrał mocy, pełną baryłkę pokrywają szczelnie dnem i chowają ją w lesie w kopcu mrówki rudnicy, gdzie ona leżąc dłuższy czas, przechodzi wódką i kwasem mrówkowym, skutkiem czego nabiera mocy.”

Huculszczyzna fascynowała od dawna i fascynuje nadal ludzi poszukujących oryginalności, barwności, swoistej egzotyki. Pisali o niej tak znani twórcy i badacze jak Ferdynand Ossendowski, Iwan Franko, Mychajło Hruszewski czy piewca życia Hucułów – Stanisław Vincenz. „Na wysokiej połoninie”, to bez wątpienia najpełniejsza i najbardziej barwna huculska epopeja. W ostatnich latach jeden z tomów został nawet przetłumaczony na język ukraiński. Jednak każdy artysta, pisarz czy inny twórca odczytywał tę krainę i tych ludzi po swojemu i zostawiał w swej twórczości materialne ślady huculskich inspiracji. Miłośnicy Kresów z całą pewnością bardzo dobrze znają przedwojenną książkę Ferdynanda Ossendowskiego „Huculszczyzna Gorgany i Czarnohora” wydaną w serii Cuda Polski, ostatnio przedrukowaną przez wydawnictwo LTW, albo też swoiste jej uzupełnienie – powieść „Postrach gór”, która swego czasu była już prezentowana na tym portalu.

[link=http://kresy.pl/publicystyka,omowienia?zobacz/postrach-gor]

Współczesna Huculszczyzna także nie przestaje fascynować, o czym świadczy choćby stosunkowo niedawno wydany piękny album Krzysztofa Hejke.

Rzeszowskie wydawnictwo LIBRA PL do bogatej huculskiej literatury dodało pozycję niezwykłą i bardzo oryginalną. „Huculszczyzna w dawnej pocztówce i fotografii”, to album który ukazał się nakładem tego wydawnictwa wraz z początkiem bieżącego roku. Zawiera on reprodukcje dziesiątek przedwojennych i starszych fotografii, pocztówek, widokówek przedstawiających Hucułów i ich piękną ziemię, stroje, obrzędy. Zawarte w albumie materiały pochodzą z Muzeum Etnograficznego im. Seweryna Udzieli w Krakowie, Narodowego Archiwum Cyfrowego, Prywatnego Muzeum Stasa Mychajluka z Kosowa oraz ze zbiorów Zygmunta Śliwy. Czytelnik przewracając stronice albumu podróżuje po dawnej, XIX wiecznej i przedwojennej Huculszczyźnie. Widzi Hucułów przy codziennych zajęciach, podczas ciężkiej pracy spławiania drewna, w czasie świąt, tych wesołych jak śluby i wesela ale także tych smutnych – pogrzeby. Widzi huculską przyrodę: odziane lasami góry, rwące potoki, skały, pastwiska i cały krajobraz antropogeniczny – wioski i miasteczka, cerkwie, chaty, zabudowania gospodarcze. Zdjęcia w albumie są czarno białe, pocztówki i widokówki często są już kolorowe, co ma niebagatelne znaczenie zwłaszcza dla uwypuklenia piękna kolorowych huculskich strojów. Bez wątpienia najbardziej oryginalne są portrety, twarze ludzi sprzed stu i więcej lat, których kości na pewno spoczywają już dawno na jakimś górskim cmentarzyku. Tutaj widzimy surowe twarze gazdów, zwłaszcza tych najważniejszych zwanych „watahami”. Poorane trudem stuletniego życia twarze starych Hucułów i Hucułek palących nieodłączne fajki. Młode, urokliwe dziewczęta, dzieciaki, a także przedstawicieli specyficznych profesji: lirników, wróżki, znachorki.

Prócz fotografii „stricte huculskich” znajdzie czytelnik również te szczególnie cenne dla Polaków: krzyż legionowy pod Rafajłową, most w Kutach, obserwatorium astronomiczne na Popie Iwanie czy zdjęcie Ferdynanda Ossendowskiego wraz z żoną nad górskim potokiem.

Album bez wątpienia nie miałby takiego uroku gdyby nie to, że wydawca „zatrudnił’ do jego ubogacenia dwóch bodaj czy nie największych znawców Huculszczyzny w przeszłości i współczesności. Autorem obszernego wstępu jest dr Andrzej Karczmarzewski, etnograf, pracownik Muzeum Etnograficznego w Rzeszowie, znawca kultury Hucułów, organizator jednej z pierwszych w Polsce wystaw poświęconej sztuce huculskiej. Przybliża on czytelnikom historią Huculszczyzny oraz różnymi aspektami życia jej mieszkanców.

W drugiej części książki „przemawia” inny znawca tych karpackich górali – Włodzimierz Szuchiewicz. Cytaty z jego czterotomowego dzieła „Huculszczyzna” wydawanego we Lwowie w latach 1902-08 są wspaniałym dopełnieniem zamieszczonych w albumie fotografii. Poznajemy dzięki nim huculski mit stworzenia świata, inny nieco od powszechnie znanej, chrześcijańskiej wersji. Feministki zapewne byłyby kontente, bo kobieta nie powstaje w nim ze złodziejstwa (czyli z żebra wykradzionego przez Boga śpiącemu Adamowi) a z … wierzbowej gałązki, którą Stwórca położył obok pogrążonego we śnie praojca.

Znana fotografia 100-letniej Hucułku kopcącej cybuch opatrzona została opisem przygotowywania przez Hucułów „wkładu” do owego cybucha. „Tytoń musi być mocny; w tym celu przyrządzają go sami Huculi z liści tytoniowych, za którymi nocami schodzą do wsi podgórskich, gdzie tytoń uprawiają. Tam wymieniają go za bryndze, a przyniósłszy do domu, skręcają po kilka liści razem, pakują je w baryłki od wódki, żeby tytoń od niej nabrał mocy, pełną baryłkę pokrywają szczelnie dnem i chowają ją w lesie w kopcu mrówki rudnicy, gdzie ona leżąc dłuższy czas, przechodzi wódką i kwasem mrówkowym, skutkiem czego nabiera mocy.” No cóż …wówczas nie było Ministra Zdrowia, który ostrzegał, zresztą Huculi i tak bardziej wierzyli wróżkom albo molfarzom (czarownikom parającym się huculską wersją voodoo) niż lekarzom. A i sama 100 letnia matrona była chodzącym dowodem na to, że … politycy jak zwykle kłamią.

Pod portretami poczciwych, acz nie zdradzających przesadnego polotu, górali, czytamy taki oto fragment z Szuchiewicza: „Fizjograficzne warunki, które wstrzymują rozwój sił intelektualnych u Hucułów, wspierają u nich także dawne wierzenia. Wszystkie zmiany i przygody w życiu przypisują oni wpływom złych duchów; duchy te wypijają mleko u krów, nasyłają sen na człowieka wtedy, gdy ma on zamiar pilnować czegoś, obalają drzewa, toczą kamienie z gór, zsyłają grzmoty i pioruny.” Nie sposób nie wspomnieć wszystkich tych dowcipów o Hucułach będących w obiegu do dziś i w Polsce i na Ukrainie. Na myśl przychodzi też poczciwa gęba CK rekruta, który co prawda koniec końców okazał się „Pepikiem symulantem”, ale wcześniej istniały poważne podejrzenia, że to jednak Hucuł. W obronie górali trzeba powiedzieć, że bili się oni dzielnie pod Rafajłową ramię w ramię z naszymi legionistami. Oddział dowodzony przez kapitana Szerauca dał początek późniejszemu 49 Huculskiemu Pułkowi Strzelców, który we wrześniu 1939 roku, w składzie 11 Karpackiej Dywizji Piechoty rozbił w krótkiej i zaciekłej walce na bagnety część niemieckiego zmotoryzowanego pułku SS Germania.

Należy zwrócić uwagę także na wysoki poziom edytorski prezentowanej publikacji – jest to zresztą dobrą tradycją LIBRY.

Ważnym i pozytywnym jest, że kultura Hucułów można powiedzieć obronną ręką wyszła ze wszystkich zawieruch i kataklizmów dziejowych i dziś znów jest w rozkwicie. I co nie mniej ważne nie jest to tylko „cepelia” dla „ceprów”, ale żywa i autentyczna obyczajowość, o którą Huculi troszczą się z wielką pieczołowitością. W wioskach w okolicach Kołomyi działa cała sieć wiejskich zespołów, kół gospodyń, żywa i praktykowana jest tradycja wyszywanki, pisanek, zdobnictwa. Huculi dbają też o swoich słynnych twórców. Przykładem jest ustawienie pamiątkowego krzyża dla uczczenia słynnego rzeźbiarza huculskiego Jurija Szkryblaka.

[link=http://kresy.pl/publicystyka,reportaze?zobacz/krzyz-pamieci-jurija-szkryblaka]

To wszystko bardzo cieszy, bo w świecie, który coraz bardziej się ujednolica, potrzeba oryginalności, potrzeba powrotu do korzeni i zachowania ciągłości istnienia narodu, jego kultury w jednym miejscu. To daje poczucie własnej wartości i pewność w trudnych „płynnych” czasach.

Krzysztof Wojciechowski

Huculszczyzna na starej pocztówce i fotografii, LIBRA PL, Rzeszów 2012, ss. 136.

Reklama



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz