Gdy ideologia jest silniejsza od technologii

Wybory do Rady Najwyższej Ukrainy ujawniły szereg ważnych tendencji. Ukraińskie społeczeństwo polaryzuje się, ideologia staje się dla partii ważniejsza niż marketing, a Oleg Tiahnybok całkiem realnie może stać się głównym konkurentem Wiktora Janukowycza w wyborach prezydenckich w 2015 roku.

Najważniejsze konsekwencje ukraińskich wyborów – to nie cyfry i rozmiar przyszłych frakcji. O ileż ważniejsze są tendencje społeczne, które ujawnił proces głosowania na partyjne listy wyborcze. W odróżnieniu od rezultatów wyborów w okręgach jednomandatowych, to właśnie w poparciu wyrażone przez wyborców listom partyjnym otwiera całą anamnezę ukraińskiego społeczeństwa.

Na początek sondaże exit-poll (oficjalne rezultaty są jeszcze niepotwierdzone): Partia Regionów zebrała około 30 proc. głosów. „Batkiwszczyna” otrzymała 24 proc., UDAR Witalija Kliczko – 15 proc., komuniści (KPU) i nacjonaliści z partii Olega Tiahnyboka „Swoboda” – po 12 proc. Nikt więcej nie przekroczył progu wyborczego. Frekwencja wyniosła około 57 proc.

Podsumowując wstępne wyniki wyborów można określić kilka podstawowych tendencji.

Po pierwsze, nastąpiła polaryzacja ukraińskiego społeczeństwa. Praktycznie jednakowe wyniki nacjonalistów Olega Tiahnyboka i dawno „zburżuazyjnianych” w praktyce, ale od tego nie mniej „lewicowych” w retoryce komunistów – jest tego potwierdzeniem. W praktyce będzie to oznaczać kolejny etap kruszenia kopii w Radzie o drugorzędne kwestie, takie jak język i historia, które będą swoim oczywistym populizmem przełączać zainteresowanie Ukraińców z groźnej dla Partii Regionów tematyki społeczno-ekonomicznej – na kulturowo-historyczną.

Po drugie, ten sam Oleg Tiahnybok może stać się dla technologów politycznych stosunkowo wygodnym kandydatem do roli „sparing-partnera” Wikora Janukowycza w prezydenckich wyborach 2015 roku. Według analityka politycznego Aleksieja Bliuminowa, lider „Swobody” jest wygodny, ponieważ nigdy na niego nie zagłosuje elektorat „regionałów”, a to pozwoli tym ostatnim rozwinąć kampanię pod flagą walki z „faszystowskim zagrożeniem”. I nie ważne, że oni sami będą piastować Tiahnyboka, wychowując go na kandydata do drugiej tury wyborów prezydenckich.

Trzecie. Zasadniczą treścią ostatniej kampanii wyborczej nie była konfrontacja opozycji i władzy, ale scysje wewnątrz wielopartyjnego obozu opozycyjnego. Trzeba zaznaczyć i to, że sumarycznie, w wyborach proporcjonalnych, „Batkiwszczyna”, UDAR i „Swoboda” zebrały więcej głosów niż Partia Regionów i komuniści łącznie. Ale ten wynik nie jest jednoznaczny. Dlatego, że – jak stwierdził politolog Jurij Romanienko – „Batkiwszczyna” przechodzi w tendencję spadkową. Jej wynik w ostatnim rozdaniu to maksymalny pułap jej możliwości, podczas gdy charyzmatyczny (dzięki Witalijowi Kliczce) UDAR, a także ideologiczna (niechby i w nieco dziwacznym formacie) „Swoboda” – mają wszelkie szanse powiększyć obóz swoich stronników. Tak więc, w najbliższym czasie można oczekiwać zmiany pośród najważniejszych twarzy ukraińskiej opozycji.

Czwarte. Czas gra przeciw Partii Regionów, która, jak wszystko na to wskazuje, zbuduje w parlamencie większość, zapewniając sobie poparcie komunistów. Ale nieunikniony i ostry kryzys ekonomiczny wykosi szeregi jej stronników z bezlitosnością wielkokalibrowego karabinu maszynowego.

Piąte. Frekwencja 57 proc. – to konsekwencja obranej przez oficjalny Kijów linii na pozbawienie parlamentu resztek podmiotowości. Wbrew prognozom, obiecującym 65 procentową frekwencję, ludzie nie poświęcili swojego wolnego czasu, żeby głosować obieralny organ władzy, od którego realnie nic nie zależy. Parlament utracił znaczenie platformy dla dialogu społecznego. A i o jakim dialogu mowa, jeśli pod jednym dachem zasiądą nacjonaliści i komuniści?

Szóste. Fiasko technicznego projektu w osobie partii Natalii Korolewskiej „Ukraina-Wpieriod!”, która obwiesiła cały kraj beztreściowymi billboardami, świadczy o zakończeniu etapu, w którym działał tępy marketing polityczny. Według Jurija Romanienko ukraiński wyborca demonstruje popyt na realne stanowiska polityczne. Wyjątek stanowi UDAR, na który głosowano wskutek wyłącznej reputacji jego lidera – mistrza świata w boksie Witalija Kliczko. Jednak zachowanie tej siły politycznej w najbliższym półroczu albo ją pogrzebie, albo wyprowadzi na nowe horyzonty. Wszystko zależy od tego, czy uda się jej przejść z wirtualnego, telewizyjnego formatu – w realny.

Na koniec zaznaczmy, że nacjonaliści ze „Swobody” przekroczyli format regionalnej siły politycznej, rozprzestrzeniając swoje wpływy na centralne i nawet wschodnie regiony kraju. Jednocześnie komuniści osiągnęli najlepszy od 10 lat wynik, przekreślając niedawne próby wysłania ich na polityczny śmietnik. Przy wszystkich różnicach tych obozów i ich kampanii przedwyborczych , łączy ich najważniejsze – nie poszli w swojej publicznej retoryce na pasku „Batkiwszczyny” i Partii Regionów.

Rzecz w tym, że w ostatnim czasie ukraińska polityka zaczęła przypominać imprezę dla wybranych, bez związku z rzeczywistością. „Ragionałowie” opowiadali gwałtownie ubożejącemu społeczeństwu o stabilności, którą cieszy się kraj, a „Batkiwszczina” cały swój program budowała na haśle „powstrzymamy ich”, nie proponując przy tym konkretnych działań. W tym samym czasie komuniści stawiali na socjalny aspekt, obiecując nacjonalizację i równość społeczną, a „Swoboda” – na nacjonalizm, apelując do innych emocji wyborczych. W istocie, jednym drugim udało się wyrwać z niekończącego się formatu ukraińskiego sitcomu, w którym publiczna polityka istnieje sama dla siebie, a nie dla reformowania kraju. I to, że wyborca zareagował na te – nawet i populistyczne – zmiany w przekazie i samopozycjonowaniu, mówi nam o tym, że epoka „polityki dla samej polityki” zakończyła się. Teraz Ukrainie potrzebna jest polityka dla przekształceń.

Gleb Płotnikow

źródło: Rosbalt.ru

Tłum. Mateusz Garda




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz