Podczas oblężenia Lwowa w 1649 r. z głodu i chorób miała umrzeć tak ogromna liczba Kozaków i Tatarów, że postanowili zakończyć walkę, zadowalając się solidnym okupem. Oblegający trzy lata później (1652 r.) polską załogę Kozacy Bohdana Chmielnickiego, zapowietrzyli się szukając żywności po okolicznych wioskach, z Opatrzności Bożej porażeni powietrzem, jak grad padali.

Szymon Wrzesiński od kilku lat jest znany miłośnikom historii społecznej z popularnonaukowych książek historycznych, traktujących o historii społecznej zarówno pod względem materialnym, jak i duchowym. Dotychczas spod jego pióra wyszły: „Tajemnice rycerzy. Życie śląskich feudałów”, „Pomniki bólu i śmierci. Zabytki dawnego prawa na ziemiach polskich”, „Inkwizycja na ziemiach polskich”, „Kat w dawnej Polsce na Śląsku i Pomorzu”.

Najnowsza jego praca, która ukazała się nakładem wydawnictwa „Replika” zatytułowana „Epidemie w dawnej Polsce” uświadamia, jak wielki wpływ na funkcjonowanie wielonarodowej Rzeczypospolitej i jej organów: sejmu, dworu królewskiego, sądów, czy nawet instytucji kościelnych miały szerzące się zarazy, wobec których z braku lekarstw społeczeństwo było praktycznie bezbronne i bezradne. Pomór traktowano jako gniew Boga i próbowano leczyć przy pomocy praktyk religijnych. Niekiedy bardzo dziwacznych.

Praca Szymona Wrzesińskiego, choć nie ma monumentalnych rozmiarów, przybliża życie społeczne Rzeczypospolitej na przestrzeni kilkuset lat. Uświadamia, że na przestrzeni wieków, mimo upływu czasu, zmiany epok, kultury itp., poziom wiedzy medycznej uczynił bardzo niewielkie postępy. Z tekstów ówczesnych kronikarzy, lekarzy, duchownych i świeckich urzędników przytaczanych przez autora jednoznacznie wynika, że zarówno oni sami, jak i współcześni im ludzie nie znali podstaw ochrony zdrowia, nie mieli pojęcia o higienie. Wiedzę zastępowały zabobony i ludowa medycyna, która wobec trądu, dżumy i ospy była całkowicie bezradna. Dopiero w XVIII w. nastąpiły poważne zmiany zarówno w zakresie nauk medycznych, jak i w kwestii ochrony osób zdrowych i izolowania chorych. Przestano wierzyć, że komety są „pewnymi znakami rychło przyszłego moru” lub, że jak pisze Wrzesiński: „początek zarazy wynika z połączenia w ludzkim organizmie kosmicznej mieszaniny siarki i bliżej nieokreślonych substancji gnilnych z ziemskim powietrzem, wnikającym do płuc i serca”. Przestano też w XVIII w. uważać, że zarazę wywołują Żydzi, co szczególnie popularne było na południowo-wschodnich Kresach Rzeczypospolitej.

Wrzesiński w swojej publikacji opisuje kolejne nawiedzające Polskę zarazy, pokazuje ich skutki dla państwa, pisze o odraczanych sejmach, ucieczce dworów, konwentów zakonnych. Przypomina, że zarazy często zmieniały oblicza bitew i wojen. Pisze m.in.: „infekcje zakaźne wyniszczały armię polską i szwedzką w Inflantach (1601- 1603), walczące ze sobą w okresie tzw. wielkiej smuty Polaków, Szwedów i Rosjan (1607-1613), uczestników kampanii chocimskiej (1621 r.) oraz walk polsko-szwedzkich z roku 1629. Podczas oblężenia Lwowa w 1649 r. miała z głodu i chorób umrzeć tak ogromna liczba Kozaków i Tatarów, że postanowili zakończyć walkę, zadowalając się solidnym okupem. Oblegający trzy lata później (1652 r.) polską załogę Kozacy Bohdana Chmielnickiego, zapowietrzyli się szukając żywności po okolicznych wioskach, z Opatrzności Bożej porażeni powietrzem, jak grad padali. Nie dość, że zaraza przyczyniła się do odstąpienia buntowników od twierdzy, to jeszcze zniechęciła Tatarów przygotowujących się do najazdu na Rzeczpospolitą. „Jadowite powietrze” zmieniło również oblicze polsko-tureckich zmagań w Mołdawii (1684-1691). Z drugiej strony, obawa przed choroba powodowała niekiedy dobrowolne wycofanie się zwycięskiej armii ze zdobytych wcześniej miast czy twierdz.”

Z pracy Wrzesińskiego wynika też, że każda epidemia zwiększała popularność rozmaitych cudotwórców i astrologów, bazujących na ludzkiej naiwności. Przybywało też zwolenników tzw. „białej magii”, rozmaitych talizmanów itp. Strach przed epidemiami powodował również zwiększenie pobożności. To one, jak wynika z pracy Wrzesińskiego, przyczyniły się do rozwoju kultu maryjnego. W Matce Boskiej wierni wiedzieli swoją największą orędowniczkę. Wrzesiński przybliża w swej pracy także zjawisko biczowników, którzy chłoszcząc się batogami chcieli wykupić się od zarazy. Pisze również, że dla wielu zarazy stawały się okazją do wzbogacenia poprzez zagrabienie majątków wymarłych rodzin. Unaocznia też, że: „Przewrotności ludu doświadczyły również miejsca, gdzie chowano ofiary kolejnych epidemii. Położone poza granicami miasta cmentarze morowe z czasem stały się ważnymi lokalnymi nekropoliami, a wznoszone w ich pobliżu świątynie powiększały liczbę znaczących zespołów architektonicznych”.

Bardzo celna jest również jego końcowa uwaga: „Zmieniły się czasy, odeszła dawna moda, style i sztuka, ale ludzie, jakby nadal ci sami: w obliczu takiego czy innego kataklizmu potrafią być zabobonni, egoistyczni, naiwni i pazerni. Na szczęście, nie wszyscy…”

Marek A. Koprowski

Szymon Wrzesiński, Epidemie w dawnej Polsce, Wydawnictwo Replika, Zakrzewo 2011, wydanie I, s. 183, c. 25,90 zł.

forma płatności