Szturm Elbląga był bezpardonowy, jak szturmy wszystkich wszystkich niemieckich miast, które stawiły opór Armii Czerwonej. Sowieccy dowódcy chcieli zająć miasto z zaskoczenia zagonem pancernym. Niemcy odparli atak. Sowieci musieli ruszyć do frontalnego uderzenia…
Dwutomowe dzieło Tomasza Stężały wydane przez Instytut Wydawniczy Erica i zatytułowane „Elbing 1945. Odnalezione wspomnienia, tom I „ i „Elbing 1945. Pierwyj gorod, tom II.” łączy podtytuł: „Prawdziwa historia Elbląga”. Autor w literackiej formie pokazuje w nim zagładę niemieckiego Elbląga, zajmowanego przez Armię Czerwoną. Tom I autor skonstruował na podstawie relacji mieszkańców miasta, urywków ich listów i notatek. Z jego lektury poznajemy losy niemieckich mieszkańców Elbląga oraz historię żołnierzy Armii Czerwonej, ich oczami poznajemy kulisy niezwykle morderczych walk, w toku których śródmieście Elbląga zostało zamienione w ruiny i zgliszcza.
Nie można tej książki traktować oczywiście jako źródła historycznego. Jest to powieść, w której autor wyraża swój pogląd na losy Elbląga. Jeżeli czytelnik chce obiektywnej wiedzy, musi sięgnąć chociażby po wydaną niedawno książkę Kurta Dieckerta i Horsta Grossmanna zatytułowaną „Bój o Prusy Wschodnie”. Książka Stężały to raczej zapis różnych wątków, z których mniej lub bardziej udanie usiłuje on stworzyć jedną całość. Siłą rzeczy koncentruje się na losach poszczególnych osób i od ich strony pokazuje skomplikowaną sytuację. Tomasz Stężała stara się zrozumieć Niemców, którzy musieli opuścić Elbląg i pokazuje, że było to dla nich dramatyczne przeżycie. Nie dokonuje ocen, choć generalnie stara się zdemistyfikować sowieckie wyzwolenie sugerując, że przyniosło ono zagładę miastu. Czyni to zwłaszcza w tomie II swojej powieści. Władze hitlerowskie nie zezwoliły na ewakuację ludności cywilnej Elbląga. Na wieść o sowieckiej ofensywie mieszkańcy wpadli w panikę. Pozostała im tylko ucieczka, albo walka na śmierć i życie.
Wertując kolejne strony powieści stajemy się świadkiem krwawego spektaklu, którego finałem będzie zagłada miasta i ciężkie straty obu stron. Stężała pisze: „– Jakie straty? – Major Szczerbakow był wyraźnie wściekły. Pognali szkopów i zajęli prawie cały kwartał 185, ale garnizon tak dużego, piętrowego budynku nie dał się i w zażartej, prawie półgodzinnej walce na granaty i noże pobił ich. Kapitan Puchow podzielał wściekłość swojego kombata.
– Mam siedmiu zabitych , dziesięciu rannych i dziewięciu zaginionych. Cały pluton mi wybili! Walczymy jak bohaterowie Stalingradu!
Soczysta wiązanka dowódcy potwierdziła jego humor i konieczność zastosowania drastycznych rozwiązań. Nie, nie można pozwolić sobie na takie straty. Stany są tragicznie niskie, uzupełnienia idą na Berlin, a nie do tego parszywego miasta, ale jak nie wypełnisz rozkazu, to czeka cię pluton NKWD.
– Butelki z benzyną i spalić ich! Żaden nie ma wyjść żywy, jasne?
– Towarzyszu majorze, ale tam są nasi ludzie, może ranni, a może odcięci gdzieś i…
– A chuj z nimi! Spalić natychmiast!”
W innym miejscu Stężała pisze: „Znowu czuć wybuch, a po nim z domu uderza seria z lżejszej broni. Przyciśnięta do muru czuję, jakby ktoś weń stukał szybko małym młotkiem. Chowam głowę w ramionach i zerkam na siedzące obok mnie sąsiadki, które zaczynają nerwowo po sobie spoglądać, tak jakby szóstym, kobiecym zmysłem wyczuwały zbliżające się niebezpieczeństwo. Wszyscy zamieramy, gdy ktoś trzaska głośno drzwiami wejściowymi do domu. Szuranie podkutych butów i szybki klekot zbiegających po schodach do naszej piwnicy ludzi. W świetle świec przerażenie mija, to nasi żołnierze. Zaskoczona trójka rozgląda się wokół, zapewne nie spodziewali się tylu ludzi upchanych w małej piwnicy. Nie słyszę, co do siebie szepcą, bo siedzę za daleko od wejścia do naszej piwnicznej izby, ale nagle wszystko się wyjaśnia. Oni wcale nie szukają stanowiska do walki, ale chcą się ukryć! Gdyby moje oczy mogły ich zabić za taką hańbę, leżeliby już martwi! Jest wśród nas kilku mężczyzn, a oni wycelowawszy karabiny – każą im zdejmować swoją odzież i bezwstydnie zrzucają mundury, a następnie przebierają się w kradzione cywilne ubranie. Jak pajace, w niepasującej odzieży rozglądają się, gdzie by się ukryć między nami. Kilka pań zaczyna protestować, bo jak ich tu sowieci znajdą, to nas wszystkich zabiją, więc w końcu jeden z nich zbiera te wojskowe łachy i na chwile wychodzi z domu, zapewne aby wrzucić mundury gdzieś do pobliskiej rzeczki Hommel.”
Szturm Elbląga był istotnie bezpardonowy, tak jak wszystkich niemieckich miast, które stawiły zaciekły opór Armii Czerwonej. Sowieccy dowódcy chcieli zająć miasto z zaskoczenia zagonem pancernym. Niemcy odparli atak. Sowieci musieli ruszyć do frontalnego uderzenia…
Marek A. Koprowski
Tomasz Stężała, Elbing 1945. Odnalezione wspomnienia, tom I Instytut Wydawniczy Erica, Warszawa 2010, s. 355, c. 32,90 zł.
Tomasz Stężała, Elbing 1945. Pierwyj gorod, tom II Instytu Wydawniczy Erica, Warszawa 2011, s. 467, c. 34,90 zł.
