Dwory i pałace między Niemnem a Bugiem

„Dwory i pałace, które zachowały się na obszarze między Niemnem a Bugiem, to tylko niewielki odsetek ziemiańskich siedzib, istniejących na tym terenie w okresie międzywojennym i w latach wcześniejszych. Należy się jednak cieszyć, że wojenne zawieruchy przetrwały chociaż te…”

Sądzę, że czytelnicy naszego portalu zgodzą się ze mną, że w ostatnim czasie albumów, wydawnictw pełnych kolorowych i czarno białych, pięknych i mniej pięknych zdjęć z dawnych Kresów na naszym rynku nie brakuje. Nie ma roku aby nie ukazało się przynajmniej kilka różnych albumów, tak reprintów dawnych wydawnictw czy też albumów pełnych starych fotografii, jak i tych wydań albumowych, które obrazują współczesność dawnych Kresów Wschodnich. Wiele z tych publikacji zostało zauważonych i opisanych i na naszym portalu. Zwłaszcza wśród tych ostatnich (pokazujących współczesność Kresów) jest wielka różnorodność. Podziały mamy tutaj różne czy to na regiony, czy też ze względu na tematykę (świątynie, cmentarze, dwory i pałace). I to te ostatnie właśnie, obok świątyń stanowiły na Kresach zjawisko osobliwe – można powiedzieć, że w pewnym sensie decydowały też o ich oryginalności. Owszem były dwory i pałace w całej Rzeczpospolitej i Europie, ale tutaj miały pewien swój ryt. Odbijała się w nich różnorodność Kresów, wpływy i przenikanie się różnych mód, akcentów i stylów. Często miały olbrzymie rozmiary, takie, których próżno szukać w „ciasnej” centralnej Polsce. No i na koniec, dwory i pałace, to obok budynków sakralnych, obiekty, które najbardziej ucierpiały. Przyczyn tego było wiele, ale zdaje się, że jedna była zasadnicza – miejscowy, autochtoniczny lud, żyjący głównie z pracy własnych rąk kojarzył dwory i pałace jak najgorzej. Jako siedziby panów (nie wnikam tu – obcych czy swoich, bo obaj tak samo dawali w kość), dziedziców, właścicieli i innych „obszarników”, którzy w taki czy inny sposób zmuszali ów lud do ciężkiej pracy dla potrzeb tegoż dworu. Owszem, możemy szczycić się, że ten czy ów magnat, szlachcic czy inny posiadacz „wybudował” taki czy inny pałac, dwór itd. ale nie zmienia to faktu, że prawdopodobnie sam własnoręcznie ani jednej cegły nie tknął. Wykonali to albo miejscowi rzemieślnicy, albo sprowadzeni fachowcy. Na jednych i na drugich pracował chłop, poddany tegoż magnata. Nie dziwi zatem, że ów chłop, nie uważał tego co „pańskie” za wartościowe, raczej kojarzyło mu sie to jak najgorzej, stąd jeśli była okazja by zniszczyć – niszczył, lub w „najlepszym” przypadku stał obok, kiedy niszczyli inni. A kiedy w okolicy pojawił się jeszcze szczwany agitator, bolszewicki czy inny, to robił to z tym większą chęcią. Zaś kiedy ów agitator zmieniał się w oficjalnego przedstawiciela władzy, która zajęła tereny z dworami, to płaciły one wysoką dań za to, że były „burżujskimi” obiektami. W zasadzie przetrwały tylko te, które w jakiś sposób mogły być przydatne nowym władzom. Mimo, zajadłej walki z dworami i pałacami na dawnych Kresach przecież jakieś ocalały.

W niedawno opisywanym tutaj przeze mnie dwutomowym przewodniku Dmytra Antoniuka znalazło się prawie pół tysiąca takich obiektów (tylko polskich) na terenach Ukrainy Prawobrzeżnej (swoją drogą niecierpliwie czekamy na polską wersję tego doskonałego przewodnika). Zaś Katarzyna i Jerzy Samusikowie podjęli się niemałego wysiłku zinwentaryzowania dworów i pałaców na dawnych Kresach położonych między Bugiem a Niemnem. Owocem ich pracy jest piękny album wydany w roku ubiegłym przez Fundację Sąsiedzi pt.: „Dwory i pałace na Kresach Wschodnich między Niemnem a Bugiem”. Zawiera on opisy i dokumentację zdjęciową ponad 30 obiektów tego typu, zaś w aneksie – dodatkowych dziewięciu.

We wstępie do albumu Panowie: Piotr Brysacz i Andrzej Kalinowski z Fundacji Sąsiedzi piszą tak: „Podczas wyjazdów poza wschodnią granicę wiele osób szuka polskich śladów, którymi są najczęściej zabytkowe budowle… Katarzyna i Jerzy Samusikowie szukali tych śladów podczas swoich wojaży, omijali duże miasta, zbaczali z głównych szlaków turystycznych i zaglądali tam, gdzie nie każdy może dotrzeć. Efektem tych podróży jest niniejsza publikacja – opis wielu pałaców między Niemnem a Bugiem, do których dotarli.” A dodać należy że Państwo Samusikowie należą do zawodowców jeśli idzie o tematykę dworską. Mają na swoim koncie publikacje dotyczące dworów i pałaców Ziemi Łomżyńskiej, Białostockiej i szerzej Podlasia stąd ten swoisty „Drang nach Osten” był logiczną konsekwencją ich dokumentacyjnej pracy. Zwłaszcza, że jak piszą wspominani Brysacz i Kalinowski: „Dwory i pałace, które zachowały się na obszarze między Niemnem a Bugiem, to tylko niewielki odsetek ziemiańskich siedzib, istniejących na tym terenie w okresie międzywojennym i w latach wcześniejszych. Należy się jednak cieszyć, że wojenne zawieruchy przetrwały chociaż te…”. Istotnie wydaje się, że tych ok. 40 obiektów na niemałej przecież przestrzeni między Bugiem a Niemnem, przestrzeni, która, dodajmy, stanowiła jeden z tzw. polskich klinów osadniczych – to nie jest zadowalający wynik. Pamiętajmy jednak zawsze, że obszar ten po wojnie znalazł się pod władzą wybitnie antydworskiego systemu i przypomnijmy, że i u nas po wojnie nikt się specjalnie nad dworami nie rozczulał, o ile nie były „społecznie pożyteczne”. A i dziś wiele jest takich, które przetrwały komunę, a obecna demokracja powoli je dobija. Bo nie ma już w nich szkół czy innych instytucji, które się o nie troszczyły, właścicieli też nie ma, bądź nie mają funduszy, samorząd, który sprawuje pieczę nad częścią z nich tych funduszy też nie ma, a konsekwencją jest rozpadająca się budowla w jakimś zapuszczonym bardzo naturalnym dworskim parku.

Podobnie było na terenach między Bugiem a Niemnem po wojnie. A i obecnie Białoruś nie należy, oględnie mówiąc, do krajów bogatych stąd i stan tych zabytków jest taki jaki jest. Nie mniej warto też wspomnieć, że sporo dawnych dworów, zamków i pałaców odnowiono w niepodległej Białorusi. Na początku lat 1990-tych rozpoczęto renowację słynnego zamku w Mirze – obecnie obiekt UNESCO. W tym samym mniej więcej czasie gruntownie wyremontowano dwór w Nowogródku będący obecnie Muzeum Adama Mickiewicza. W 2004 roku odbudowano dwór Kościuszków w Mereczkowszczyźnie – Białorusini uważają Tadeusza Kościuszkę również za swojego bohatera narodowego. Od początku tego wieku restaurowana jest rezydencja Radziwiłłów w Nieświeżu – również obiekt UNESCO. Przed kilku laty rozpoczęto restaurację słynnego pałacu Sapiehów w Różanie, w przyzwoitym stanie znajduje się dwór Wysłouchów w Pirkowiczach itd. Prawda, po wielu dworach nie ma już nawet przysłowiowego kamienia na kamieniu. Nie wiemy gdzie stał dwór Orzeszków w Ludwinowie, jedyne ocalałe skrzydło dworu w Zakozielu zostało zgrabnie wmontowane w nowy budynek mieszkalny, wiele z obiektów jest w opłakanym stanie. Jednak jak już napisałem podobnie dzieje się z dworami w wielu krajach tej części Europy (włącznie z Polską). I mimo wszystko cieszyć się należy, że choć tyle ich przetrwało. O wszystkich położonych między Niemnem a Bugiem przeczytamy w opisywanym albumie.

Warto zwrócić uwagę na kilka cech, które wyróżniają go, z wcale nie tak nielicznej w ostatnich czasach literatury kresowo-albumowej. To co jest najcenniejsze w moim odczuciu (człowieka, który również pewne doświadczenie w eksplorowaniu kresowej prowincji posiada) to jest dociekliwość badaczy. Z opisów i fotografii widać, że starali się dotrzeć wszędzie tam, gdzie mógł się zachować jakiś dwór czy pałac. To co zastali solidnie udokumentowali fotograficznie. Co więcej starali się wyjaśniać różne nie do końca sprawdzone informacje w odniesieniu do konkretnego obiektu. Ot choćby smutna historia z grobami rodziców Marii Rodziewiczówny. Zebrali i obficie wykorzystywali w albumie również różne legendy, podania i miejscowe bajdy związane z tymi obiektami, nazwą miejscowości itd. To znacznie ubarwia tekst, zaciekawia, intryguje.

Na podkreślenie zasługują także pewne zalety „nie merytoryczne” opisywanego albumu. Przede wszystkim zwraca uwagę doskonała jakość wykonania. Album posiada solidną twardą oprawę, fotografie zostały wydrukowane również w bardzo dobrej jakości. Przez to publikacja staje się cennym materiałem w bibliotece każdego miłośnika Kresów. Jakość ma oczywiście swoją cenę. W tym wypadku jest to ok. 70 złotych. Nie mniej jednak każdy, kto zdecyduje się na kupno albumu szybko dojdzie do przekonania, że to była bardzo dobra „inwestycja”.

Omawiany album jest też doskonałym przykładem na to, że podróże, wędrówki, pielgrzymki na dawne Kresy nie muszą być li tylko wędrówkami sentymentalnymi, po których co najwyżej zostają wspomnienia i zdjęcia. Jest on przykładem połączenie takich wypraw z czymś jeszcze – chęcią i potrzebą dokumentowania tego, co jeszcze na dawnych Kresach ocalało. To bardzo ważne przesłanie tej publikacji – nawet jeśli nie wyrażone w niej wprost. Setki, jeżeli nie tysiące osób jeździ co roku na dawne Kresy, zwykle odwiedzają cały czas te same miejsca, takie „standardy turystyczne”. Wielu jednak zapuszcza się w mniej znane strony i odwiedza mniej znane miejsca, ale również bardzo ważne, jedynie może zapomniane. Dokumentowanie, fotograficzne, pisemne i inne powinno „wejść w krew” wszystkim podróżnikom po Kresach. Bo jest to świat wymierający, niektórzy twierdzą, że całkiem obumarły, a dokumentowanie czegoś co odchodzi jest bardzo ważnym i szlachetnym zajęciem. Warto o tym pamiętać podróżując na wschód.

I jeszcze jedno. Powinien ów album stanowić dla nas taką poważną stymulację by te wszystkie obiekty odwiedzać, bo ich losy są bardzo dynamiczne. Do tego stopnia, że wydrukowany w ubiegłym roku album już za rok może być w pewnym sensie nieaktualny. Ba, już dziś wiem, że dwór Wysłouchów w Pirkowiczach jest w lepszym stanie niż obrazują fotografie w albumie. Zaś podejrzewać należy że ruiny dworu w Radziwiłłomontach są w jeszcze gorszym stanie. Rzecz jasna album ten powinien też wywołać w nas uczucie troski o tę dworską spuściznę, która ocalała. Jednak mało kto z nas dysponuje odpowiednimi funduszami, by renowację starych dworów wesprzeć, zaś instytucje niejako urzędowo za to odpowiedzialne… no cóż, ostatnie kresowe nowiny z MSZ niech będą za komentarz. Każdy z nas jednak może wykazać choćby taką troskę, by utrwalić to co na trasie swych kresowych wędrówek spotykamy. I niech będzie do tego inspiracją album „Dwory i pałace na Kresach Wschodnich między Niemnem a Bugiem”.

Krzysztof Wojciechowski

Katarzyna i Jerzy Samusikowie, Dwory i pałace na Kresach Wschodnich między Niemnem a Bugiem, Fundacja Sąsiedzi, Białystok 2012, s. 224

Reklama



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz