Cogito ergo Matka Polka sum

Przyznam się do rzeczy brzydkiej: w ogóle nie jestem na bieżąco z literaturą współczesną, a z interpretacjami Herberta już zupełnie. Ale cogito, ergo pozwalam sobie czasem na wypowiedzi w tematach głównych.

Zadanie domowe

I właśnie ostatnio moja córka-gimnazjalistka dostała na zadanie domowe interpretację “Przesłania Pana Cogito”. Ucieszyłem się, bośmy mogli przy tej okazji pokogitować o rzeczach wzniosłych; zawsze to miło. Przeczytałem sobie zatem raz jeszcze “Przesłanie” – od dawna nie czyniłem tego uważnie – i zrozumiałem: Herbert i Mickiewicz stoją na dwu krańcach jednej belki. “Przesłanie” to “Do Matki Polki” po Herbertowemu.

Rzecz jasna w obu wierszach są zakątki zupełnie rozbieżne. Jednego wiersza do drugiego sprowadzić nie można i nie sposób. Ale to jednak (między innymi) dwie odsłony tego samego obrazu, widzianego z różnych perspektyw – zbieżne do bólu.

Polka i Syn

Tam jest niby Polka, ale właściwie – Jej Syn, tu już tylko Syn. On – ten Herbertowy Syn – żyje znacznie później, niż ten pierwszy, a po to żyje, żeby uczynić “jak tamci” – tamci z Mickiewicza. Czyli – godnie wytrwać w nieuchronnej klęsce. Bo jest “jak tamci” – “wyzwany do boju bez chwały | I do męczeństwa… bez zmartwychpowstania” – to znaczy, ma pójść po “złote runo nicości”.

Klasycy czyli Przodkowie

A zaczyna się to wszystko od słuchania klasyków – czyli Przodków. Przodkowie impregnują Potomka śmiertelnym jadem bohaterstwa, od momentu, gdy “do starca bieży, co mu dumy pieje” i gdy “słucha z głową pochyloną, | Kiedy mu przodków powiadają dzieje”. Wtenczas zaraz krew “obraca w piersi” jego “ciemną gwiazdę” – i wtenczas “światło w górach daje znak” – i zaraz “świeci mu z czoła” “dawnych Polaków duma i szlachetność” – i chciałby “jak dawni rycerze, |Utkwić zwycięski krzyż w Jeruzalemie”. Ci właśnie rycerze mówią Mu: “powtarzaj wielkie słowa powtarzaj je z uporem”, te “stare zaklęcia ludzkości bajki i legendy” – trzeba abyś wstąpił “do grona zimnych czaszek | do grona twoich przodków: Gilgamesza Hektora Rolanda”.

Ćwiczenia z ironii i obojętności

To, oczywiście, nie jest do końca logiczne, ba, jest wręcz nierozumne: żyć dla klęski. Syn musi więc być “odważny gdy rozum zawodzi” – bo “w ostatecznym rachunku jedynie to się liczy”; musi być odważny, “by przed katowskim nie zbladnął obuchem | Ani się spłonił na widok powroza”. I powinien uważnie przygotować się do spotkania z klęską i ośmieszeniem – trzeba więc, aby się “przyszłymi swemi zabawkami bawił”, czyli rece “okręcał łańcuchem” i w lustrze oglądał “swą błazeńską twarz” – twarz ofiary przeciętnej, człowieka zwykłego, którego już wkrótce wrogowie wyśmieją “chłostą śmiechu” i zabiją.

Trzeba więc, aby nauczył się wzniosłości i tajności – “pod ziemią kryć z gniewem | I być jak otchłań w myśli niedościgły, | Mową truć z cicha, jak zgniłym wyziewem, | Postać mieć skromną jako wąż wystygły”, i żeby nie opuszczała go “siostra Pogarda”.

Nieunikniona chwała nicości

Tak wychowany Syn może wprawdzie używać uciech tego żywota, ale choć “w spokoju zakwitnie świat cały”, choć zachwycać będzie Syna “źrodło zaranne” i “ptak o nieznanym imieniu”, i “splendor nieba” – to one wszystkie będą tylko “po to aby mówić: nikt cię nie pocieszy”. Bo chwała nigdy już nie będzie mu przysługiwać, jako że “wyzwanie przyszle mu szpieg nieznajomy”, a zwycięstwo należeć będzie do “szpiclów katów tchórzy – oni wygrają”. Przegranego uraczą “zabójstwem na śmietniku”, kędy pochłonie go “dół kryjomy”.

Jaki to ma sens? Tu – i tam – jednakowy. “Świadectwo”, czyli “długie, nocne rodaków rozmowy”.

Proroctwo

Mickiewicz nie mógł wiedzieć, co stanie się w Katyniu. Jednak Katyń opisał. Wyprorokował go. Bo jak rozumieć ów “dół kryjomy”? Kiedy układał swój wiersz “Do Matki Polki”, nie dokonywały się jeszcze na Polakach takie masowe ekzekucje, a powstanie jeszcze nie wybuchło. Reżim carski był niemiły, no, straszny, ale jednak do stalinowskiego wiele mu brakowało. A więc proroctwo; proroctwo jasne – czytając “Do Matki Polki” nieodmiennie widzę Katyń.

Pomnjmy wszakże: Mickiewicz pisząc o męczeństwie narodowym miał na myśli przyszłość ludzi, których znał, którzy mogli, czy mieli zginąć – ale i był takiego pisania prekursorem, tworzył zaś w świecie wolnym, poza cenzurą, uciekłszy z Rosji na wolny Zachód i w strefę otwartego buntu, który wybuchł ostatecznie w Powstaniu Listopadowym.

Refleksja post factum

Herbert, na odwrót, inaczej niż Mickiewicz – patrzy wstecz. Patrzy wstecz, bo żyje w świecie, w którym – przy całym szacunku – ludzie w większości pogodzili się z komuną, żyli w ciepełku, o żadnym powstaniu nawet nie marzyli. Jego bohater jest więc bardziej niż inni samotny, idzie “wyprostowany wśród tych co na kolanach |wśród odwróconych plecami i obalonych w proch” – czyli wśród tych, których unicestwiono (Katyń, ubecja etc) i tych, którzy chłeptali swój los z komunistycznej miseczki, i tych obojętnych, którzy do idei odwrócili się plecami. Innych ludzi prawie wówczas nie widywano. W każdym razie nie publicznie. Sam Herbert – to nie oskarżenie, tylko, uwaga! stwierdzenie faktu – był przez komunę dosyć dopieszczany; mógł wyjeżdżać, dyskretnie flirtując z władzą; nie popierał jej, ale też specjalnie z nią nie walczył i bohaterem nie był – był tylko geniuszem. Zresztą, prawdę mówiąc, jak i Mickiewicz.

I to by było na tyle. Poezja to wielka rzecz, a Mickiewicz i Herbert wielkimi poetami są. Amen.

Jacek Kowalski

forma płatności