„Walka ta – podobnie jak cała ofensywa Armii Czerwonej – nazwana została przez propagandę Związku Sowieckiego „wyzwoleniem” i choć faktycznie uwalniała Polskę od niemieckiego okupanta, to w istocie z darowaniem wolności nie miała nic wspólnego. Nasz kraj spod buta niemieckiego, wpadał bowiem wówczas prosto pod obcas sowiecki”.

Co takiego wydarzyło się 18 stycznia 1945 roku? Armia Czerwona stoczyła zwycięski bój o Kraków. I dlatego Muzeum Historyczne Miasta Krakowa otworzy wystawę przed którą stoi ambitne zadanie – odpowiedź na pytanie, czy wydarzenie sprzed 70 lat było wyzwoleniem czy zniewoleniem. PCh24.pl poznało szczegóły ekspozycji.

W wielkim skrócie: 17 stycznia Armia Czerwona rozpoczęła walkę z Niemcami o Kraków. Toczyły ją wojska 1. Frontu Ukraińskiego. Miasto zdobyto prędko, bo już 19 stycznia czerwonoarmiści mogli je uznać za swoje. Komunistyczna propaganda utrzymywała – a przekonanie to pokutuje do czasów obecnych – że Kraków został uratowany przez czerwonoarmistów i dzięki ich działaniom zachowany w nienaruszonym stanie. Nijak miało się to do całkowicie zniszczonych przez Sowietów Wrocławia czy Gdańska, a przede wszystkim do Warszawy, zamieniającej się w ruinę na oczach żołnierzy Stalina.

Walka ta – podobnie jak cała ofensywa Armii Czerwonej – nazwana została przez propagandę Związku Sowieckiego „wyzwoleniem” i choć faktycznie uwalniała Polskę od niemieckiego okupanta, to w istocie z darowaniem wolności nie miała nic wspólnego. Nasz kraj spod buta niemieckiego, wpadał bowiem wówczas prosto pod obcas sowiecki.

O wydarzeniach z tamtych dni opowiedzieć chce Muzeum Historyczne Miasta Krakowa, wystawą „Wyzwolenie czy zniewolenie? W 70. rocznicę bitwy o Kraków”. O pomyśle na poruszenie tego tematu mówi PCh24.pl dyrektor placówki, Michał Niezabitowski. – Niezależnie od ocen było to ważne wydarzenie w dziejach miasta. Zamykając bowiem jeden trudny rozdział, otwarło kolejny, także nie łatwy – mówi. Miasto po 19 stycznia 1945 roku było bowiem zupełnie inne niż to, sprzed września 1939. – Dramatycznym obrazem tej zmiany jest likwidacja 60 000 społeczności żydowskiej – dodaje.

Co o samej wystawie mówią jej twórcy? W jaki sposób przedstawi ona wydarzenia tamtych dni, żywe po dziś dzień za sprawą okupacyjnej propagandy, przedstawiającej je jako jedną z ciągu bitew darujących Polsce wolność?

Właśnie na problem żywotności propagandowego mitu, stworzonego przez propagandę komunistyczną, zwraca uwagę w rozmowie z PCh24.pl kurator wystawy „Wyzwolenie czy zniewolenie?…”, Grzegorz Jeżowski. – Nowa wystawa 70. rocznicę bitwy o Kraków to opowieść o historii niezwykle żywotnego mitu stworzonego przez propagandę komunistyczną, a wykorzystywanego jako narzędzie w bieżącej polityce – mówi, przedstawiając plan ekspozycji. Zaznacza, że „Polska ‘ludowa’ od początku istnienia ‘opierała się na kłamstwie’”. Jednym z nich było Narodowe Święto Odrodzenia Polski upamiętniające manifest Polskiego Komitetu Narodowego, działającego – jak zaznacza Jeżowski – „z woli i pod polityczną kontrolą ZSRS”, który w dodatku, wbrew głoszonej propagandzie, nie powstał w Chełmie, ale w Moskwie.

Innym mitem był właśnie ten o wyzwoleniu i ocaleniu Krakowa. – Mitem propagandowym była historia manewru wojskowego, opracowanego specjalnie przez marsz. Iwana Koniewa, który to manewr miał na celu ocalenie zabytkowego Krakowa. Po wojnie propaganda komunistyczna wykorzystała fakt, że miasto nie zostało zniszczone w walkach i stworzyła mit ocalenia oraz wyzwolenia Krakowa – mówi Jeżowski. I prostuje, że Kraków uniknął zniszczeń, ponieważ był trzeciorzędnym celem militarnym dla Niemców i Sowietów. Zresztą, o specjalnym manewrze również nie było mowy.

Czy można więc mówić o „wyzwoleniu”? Grzegorz Jeżowski nie ma wątpliwości, że Armia Czerwona nie dała Polsce wolności. – Mówić raczej należy o wybawieniu czy wyzwoleniu spod okupacji niemieckiej i ponownym zniewoleniu – nie pozostawia wątpliwości.

Wystawa Muzeum Historycznego Miasta Krakowa ma opowiedzieć właśnie o tym micie, ale także o trzech, powojennych latach stolicy małopolski, o mieszkańcach, zdobywcach i zakłamywaniu historii.

Że wystawa prezentuje się ciekawie można się przekonać po tytułach bloków tematycznych, w które ją usystematyzowano. Segment I będzie nosił tytuł „Czerwony świt się z nocy budzi”, segment II – „W cieniu Jałty”, segment III – „A tam obozy długiej śmierci”, segment IV – „Wybory – terror – krzywda – kłamstwo” oraz segment V – „Forum pamięci”.

Szykuje się więc ciekawa strawa nie tylko dla miłośników Krakowa, ale również dla chcących bliżej poznać jego historię. Warto więc udać się do Fabryki im. Oscara Schindlera, by – jak twierdzi Jeżowski – wyrobić sobie obiektywną ocenę wydarzenia tamtych lat.

Krzysztof Gędłek

PCh24.pl




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

4 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. Avatar
    norman :

    Komunistyczna propaganda stworzyła mit, że Kraków uratowali czerwonoarmiści, natomiast bezwzględnie zniszczyli Wrocław, Gdańsk a Warszawa samoczynnie zamieniła się w ruinę. Tak wynika z artykułu.
    Chcę zwrócić uwagę, że ten upadający mit łatwo postawić na nogi żyjącym nadal i dobrze prosperującym komunistom. Kraków był polski, natomiast Wrocław tudzież Gdańsk już nie. Alianci też zrównali z ziemią Drezno, chociaż w kontekście strategicznym nie musieli. A co z Warszawą? Tu macie panie autorze rację. Polska stolica, przez 5 lat pieczołowicie chroniona przez przyjacielskich Niemców, została niestety enigmatycznie rozwalona na oczach kacapskich żołnierzy. I tu mała uwaga. Nie urażając naszych niemieckich przyjaciół , może by wypadało coś napomknąć o przeklętych nazistach, którzy mieli wkład w zagładę Warszawy. Zapewniam, że linia poprawności politycznej, przy aktualnej wolności nakazowej nie została by naruszona.