Anatomia łupkowej paniki

Kwestia gazu łupkowego, pomimo swojej stosunkowo krótkiej historii medialnej, już zdążyła przemienić się w istny koszmar.

Ukraińcy tak bardzo lubią się bać, że po prostu nie mogli nie zwrócić uwagi na tak interesujący scenariusz, jakim jest katastrofa ekologiczna, związana ze słabo zbadanymi technologiami wydobycia gazu z łupków. Po fali paniki związanej z grypą w 2009 roku oraz późniejszym okresie względnego spokoju, gaz łupkowy stał się kolejnym długo wyczekiwanym koszmarem, którego tak bardzo brakowało ukraińskim obywatelom. Ponieważ złoża gazu występują tylko lokalnie, blady strach padł nie na cały kraj, a tylko na niektóre regiony.

Wirus paniki

Do Donbasu, gdzie zdecydowano się na wydobycie gazu, łupkowa panika zbliżała się powoli. Najpierw dawała o sobie znać pojedynczymi publikacjami oraz, od czasu do czasu, oświadczeniami ekologów, na których już od dawna nie zwraca się u nas uwagi. Następnie panika wybuchła nagle w mediach społecznościowych. Modne i nie znane wcześniej terminy (takie jak np. „szczelinowanie hydrauliczne”) masowo zaczęły pojawiać się na regionalnych forach młodych mam, zwolenników zdrowego stylu życia i innych społeczności żądnych ekologicznych sensacji.

Na blogach pojawiły się odnośniki do konspiracyjnych artykułów z nagłówkami typu „Cała prawda o tym, jak nas zabijają”. Zawierały one stworzone nie wiadomo kiedy i przez kogo schematy wierceń, a także apokaliptyczne opisy następstw wydobycia gazu z łupków. Kolejnym etapem rozprzestrzeniania paniki były liczne akcje protestacyjne, szeroko nagłaśniane przez regionalną prasę oraz podchwytywane przez opozycję.

Na efekt nie trzeba było długo czekać. Mieszkańcy najbardziej uprzemysłowionego ukraińskiego regionu łatwo złapali nowego wirusa paniki. Łupkowa paranoja, która okazała się być o wiele bardziej przekonująca i logiczna od poprzedniego narodowego strachu przed cholerą i grypą, szybko opanowała umysły mas. Zagadkowe i niezrozumiałe technologie wydobycia gazu z dużych głębokości wywołały fobię i umocniły najgorsze obawy ekologów. Nastraszać Ukraińców przyzwyczajonych do tego, by stale i zewsząd wyczekiwać zagrożenia, nie jest trudnym zadaniem.

W okręgu donieckim, w którym liczba niebezpiecznych zakładów produkcyjnych przeczy zdrowemu rozsądkowi, masowe napady paniki zawsze miały wyraźny związek z rozwojem przemysłu i technologii.

Najczęściej do ludzi docierała informacja o wybuchu w kombinacie chemicznym „Stirol” w Gorłówce, po której za każdym razem wszyscy zrywali się zamykać okna i pić jod.

Pewnego razu chodziły nawet słuchy o wybuchu w zakładzie produkującym rtęć. Informację przekazywano z ust do ust z szczególną gorliwością, nie wiedząc o tym, że zakład ten jest w stanie ruiny od 1995 roku. Milczenie oficjalnych mediów na temat „katastrofy” tylko nasilało podejrzenia – „ukrywają coś”. Zresztą, oskarżanie narodu, który przeżył Czarnobyl, o czczą podejrzliwości chyba nie jest uczciwie.

Skłonność Ukraińców do napadów paniki jest w pełni uzasadniona. Została ona wpojona nam poprzez dziesięciolecia życia w ZSSR a teraz, biorąc pod uwagę fakt, że u władzy jest dawna sowiecka gwardia przyzwyczajona do kłamstw i przemilczeń, nadal nie brak podstaw dla tej mani.

Jednakże jest jeszcze jedna przyczyna antyłupkowej paniki. Ktoś z przyjemnością i pełną premedytacją dolewa oliwy do ognia strachu, nie pozwalając mu zgasnąć.

W odróżnieniu od spontanicznych pogłosek o wybuchach w elektrowniach atomowych oraz zakładach chemicznych, które pojawiają się z znikąd i szybko cichną, sterowana panika zawsze jest umiejętnie utrzymywana na potrzebnym poziomie tak długo, jak długo jest potrzebna.

W tym momencie należy przypomnieć niedawną „epidemię” cholery w Mariupolu, świńską grypę w 2009 roku, a także przedwyborcze przerażenie z 2004 roku, kiedy to w Donbasie rozpowszechniła się informacja o tym, że Juszczenko zamierza w zamkniętych kopalniach składować amerykańskie odpady promieniotwórcze. We wszystkich tych sytuacjach media nie pozwalały na uspokojenie panującego strachu.

Maski przeciwgazowe

Teraz o amerykańskich odpadach już mało kto pamięta. Ale oto energetyczna niezależność Ukrainy komuś stanęła ością w gardle. Lawina kompromitujących materiałów nie kazała na siebie długo czekać. Teraz o „łupkowym zagrożeniu” uprzedzają nawet napisy w bramach. W serwisach społecznościowych aktywnie zachęca się do obejrzenia amerykańskiego filmu „Gasland”, który opowiada o skutkach wydobycia gazu w USA.

Na demonstracjach w miastach wschodniej Ukrainy regularnie pojawiają się dzieci w maskach przeciwgazowych i z emblematami ruchu Medwedczuka – dobrego kolegi prezydenta Putina, a także aktywnego lobbysty na rzecz interesów „Gazpromu”. Teraz prawie nikt w Donbasie nie ma wątpliwości co do tego, że gaz łupkowy to zło.

Miejscowi urzędnicy od razu zapewnili, że wydobycie gazu z łupków jest bezpieczne dla ludności, czym tylko pogorszyli sytuację. Władzom u nas już dawno się nie ufa, dlatego słowa te zostały zrozumiane na opak. Ale problem nie tkwi wcale w panicznym lęku – taki już po prostu wizerunek władz Doniecka. Poziom zaufania do nich jest tak niski, że nikt nawet nie chce słuchać urzędników.

Wiosną przeciwko gazowi łupkowemu w obwodzie donieckim protestowano na ulicach prawie co tydzień. W różnych miastach demonstracje gromadziły od kilku setek do kilku tysięcy ludzi. Któż to nie robił sobie PR-u na łupkach – nacjonaliści, komuniści, opozycjoniści!

Główną siłą politycznego sprzeciwu dla gazu została Komunistyczna Patria Ukrainy. Specyficzny elektorat partii Simonienki nie przyzwyczaił się wnikać w szczegóły, dlatego z marszu przyjął na wiarę wszystkie „potworności kapitalizmu”, wymyślając przy tym własne wytłumaczenie tego, dlaczego nie wolno zdobywać gazu z łupków. Co zrozumiałe, jako alternatywę dla wydobycia ukraińskiego gazu łupkowego komuniści proponują zakup gazu w Rosji. A żeby było taniej, proponują natychmiastowe wstąpienie do Unii Celnej.

Przedstawiciele innego gazpromowego lobby – prorosyjskiego ruchu społecznego „Ukraiński Wybór” – lubią pojawiać się na demonstracjach w maskach przeciwgazowych (obowiązkowy atrybut każdej imprezy ekologicznej!).

Maski, oprócz wywoływania strachu, pełnią też inną, nie mniej ważną, rolę – nie pozwalają prasie dostrzec twarzy szeregowych działaczy „Ukraińskiego Wyboru” i uniemożliwiają rozmowę z nimi. Bez masek gwardia Medwedczuka nie wygląda już tak groźnie.

Szach-mat

Czy rzeczywiście gaz łupkowy jest tak niebezpieczny, jak o tym mówią i piszą? Jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie nikt dotychczas nie udzielił, a zainteresowane strony są zbyt zainteresowane, aby móc mówić obiektywnie. W tym artykule nie będę wnikliwie analizować technicznych szczegółów wydobycia – o tym i tak napisano już niemało a raczej nie uda mi się dodać niczego nowego w tym temacie. Zatrzymam się tylko na pewnych faktach, które, według mnie, pozwalają stworzyć obiektywny obraz wydarzeń w Donbasie.

1. Niewątpliwie, wydobyciegazu z łupków, tak jak każda inna ingerencja w ekosystem, nie odbywa się bez śladu i negatywnie wpływa na środowisko. Podobnie szkodzi wydobycie ropy naftowej, eksploatacja złóż węgla, przemysł chemiczny czy metalurgia. Pytanie brzmi tylko, czy zgadzamy się w imię bezpieczeństwa ekologicznego nie wydobywać kopalin? Zgadzamy się zamknąć fabryki oraz kopalnie, które także szkodzą? Zgadzamy się poświęcić zyski oraz komfort, zostać bez pracy dlatego, aby powietrze i woda pozostały czystsze? Nie sądzę.

2. Donbas jest dosłownienaszpikowany zakładami przemysłu ciężkiego. Trudno znaleźć coś, czego jeszcze tu nie produkowano. Nawet po niszczycielskim kryzysie lat 90. w regionie nadal jest dużo szkodliwych wytwórni i zwałowisk. W Jenakijewie zbudowana w latach 30. spiekalnia codziennie zatruwa miasto duszącym pyłem, od którego nie ma żadnego ratunku, a ogromna część domów mieszkalnych znajduje się w strefie sanitarnej miejscowej huty.

W całym Donbasie palącym problem są zwałowiska skał, które miejscami praktycznie szczelnie przylegają do domów i otulają strefę zamieszkania jadowitym odorem. Lecz nigdzie nie widać i nie słychać ani polityków, ani aktywistów z ekologicznych organizacji, ponieważ oni chorobliwie reagują tylko i wyłącznie na gaz łupkowy. Gaz może zaszkodzić hipotetycznie kiedyś w przyszłości, ale to toksyczne hałdy zabijają tu i teraz.

3. Kolejny problem, czyli nielegalne kopalnie węgla, które powodują groźne zniszczenia w ekosystemie, stanowi temat tabu zarówno dla partii politycznych, jak i dla ekoaktywistów Donbasu. W Doniecku nigdy nie odnotowano ani jednej poważnej akcji ekologicznej skierowanej przeciwko nielegalnym kopaczom węgla, którzy pozostawiają po sobie niezasypane szyby, rozmiarem często przypominające boiska futbolowe.

Pomimo tego, że z powodu ich działalności w regionie cierpią stepy i lasy a domy prostych obywateli po prostu zapadają się pod ziemię, problem dla ekologów tak jakby nie istnieje. Natomiast, oczywiście, jeżeli walka toczy się przeciwko wydobyciu gazu z łupków, to u setek ludzi nagle pojawia się i czas, i zapał, i nawet pieniądze na druk ulotek i gazet.

4. Bez wątpienia, nie wszyscy członkowieorganizacji ekologicznych działają pod polityczne dyktando. Większość z nich to prawi, poświęcający się dla idei ludzie, których rzeczywiście niepokoi stan środowiska. Jednocześnie, fakt wywierania politycznego wpływu i sztucznego wywoływania antyłupkowej paniki jest bezsprzeczny. To pokazuje jak bardzo ignorowane przez liderów demonstracji są inne problemy ekologiczne Donbasu, a także udowadnia bezpośredni udział w tym procesie znanych sił politycznych.

5. Ekologiczne naciskikomunistów, którzy w przeciągu całego swojego istnienia jedyne co robili to lekceważyli przyrodę, wyglądają równie bezsensownie, co sytuacja, w której partia „Swoboda” nagle rozpoczyna patronat nad „Chesedem” [żydowska organizacja charytatywna – przyp. tłum.]. Po zagładzie Morza Aralskiego, zanieczyszczeniu Uralu odpadami z produkcji plutonu, dopuszczeniu do katastrofy w Czarnobylu, czerwoni nagle pozielenieli, tak jak włosy Hippolita Matwiejewicza Worobianinowa, który właśnie wypróbował farbę „Titanic” [odwołanie do komedii I. Ilfa i E. Pietrowa „Dwanaście krzeseł” – przyp. tłum.].

6. Przeciwnicy wydobyciagazu z łupków skarżą się, że pieniądze z jego sprzedaży zobaczą tylko urzędnicy i oligarchowie, lecz równocześnie wzywają do walki nie z korupcją, a kopalinami. Czyli świadomie mieszają przyczyny oraz skutki. Tak naprawdę, w krajach, gdzie już dawno trwa wydobycie gazu łupkowego, mieszkańcy terenów gazonośnych otrzymują za ziemię dobre odszkodowanie i Ukraińcy powinni walczyć o przestrzeganie swoich praw, a nie występować przeciwko rozwojowi technologicznemu.

Kwestia wydobycia gazu z łupków to całkowicie realny problem, wymagający podjęcia rzeczowych decyzji. Zamiast tego, sprawa ta utonęła w populistycznych okrzykach, w natłoku których już nie można ocenić, co jest prawdą a co nie. Oczywiście, ideowi inspiratorzy łupkowej paniki nie są tak naprawdę zainteresowani rozwiązaniem tego problemu – w rzeczywistości wykonują oni zupełnie inne zadania.

Apogeum tej historii jeszcze przed nami. Organizatorzy ewidentnie zaplanowali główne wydarzenia na czas wyborów prezydenckich. To oznacza, że „doniecki” Janukowicz z dużym prawdopodobieństwem w rodzinnych stronach spotka się z niebywałym spadkiem poparcia. Lecz winna tego nie będzie ukraińska opozycja, a rosyjskie lobby. Pod warunkiem, oczywiście, że pieniądze na realne wsparcie rosyjskiej „piątej kolumny” kiedyś jednak trafią na Ukrainę, a nie zostaną rozkradzione po drodze, tak jak to miało miejsce dotychczas.

Denis Kazanskij

Argumentua.com

Tłumaczenie: Agnieszka Wrona

forma płatności