Z dziejów Komańczy

Republika nad Osławicą

Listopad 1918r. nie był spokojny na terenie Bieszczadów. Żyjący w nich Łemkowie i Bojkowie zapragnęli przyłączyć je do odradzającej się Ukrainy i wypowiedzieli wierność Rzeczypospolitej. Najbardziej znanym tego przejawem było powołanie tzw. „Republiki Komańczańskiej”. Na jej czele stanął proboszcz greckokatolicki z Wisłoka Wielkiego ojciec Pantalejmon Szpylka. Wspomogli go w pierwszych działaniach M. Cieśla z Wisłoka Niżnego i nauczyciel H. Sudomir z Wisłoka Wielkiego. Zwołali oni okoliczną ludność na zebranie, na którym uchwalili przyłączenie zamieszkałej przez siebie części Bieszczad do Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej i utworzenie milicji ludowej na zasadzie pospolitego ruszenia. Każde gospodarstwo miało dać jednego mężczyznę. Utrzymywać zaś ją mieli miejscowi Żydzi, na których nałożono specjalny podatek.



W następnych dniach chęć przystąpienia do ukraińskiej państwowości wyraziły kolejne wsie m.in. Czystohorb, Przybyszów, Karlików, Płonna, Komańcza, Rzepedź, Michowa, Łupków, Osławica, Radoszyce, Dołżyca, Mików, Szczawne, Wysoczany i Mokre. Ich delegaci postanowili utworzyć Ukraińską Powiatową Radę Narodową na powiat sanocki z tymczasową siedzibą w Wisłoku Wielkim, gdyż Sanok znajdował się w rękach polskich. Naczelnikiem powiatu wybrano ojca Pantalejmona. W skład Rady mieli wejść reprezentanci poszczególnych gromad, a Rada miała spotykać się co tydzień. Kierownikiem Komisariatu Rady został brat o. Szpylki Teodor, który do pomocy dobrał sobie H. Sudomira i sędziego z Kołomyi I. Kocuła. Komendantem milicji mianowany został natomiast austriacki sierżant Andrzej Kyr piekarz i kupiec z Komańczy.

Stolicą samozwańczego powiatu szybko została Komańcza, największa wieś w gminie, licząca wówczas około tysiąca mieszkańców, z których ponad ośmiuset było grekokatolikami. Od nazwy tej wsi nowy twór zyskał nazwę „Republika Komańczańska”. Jej przywódcy wysłali delegację do Stryja, w której urzędowały władze Republiki Zachodnioukraińskiej . Zgłosiła im ona swoje podporządkowanie , prosząc jednocześnie o pomoc. Nawiązali również kontakt ze swymi sąsiadami m.in. z Ukraińskim Powiatowym Komisariatem w Lutowiskach, który także przystąpił do tworzenia ukraińskiej administracji i włączenia podległego mu terenu do Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej. Na kolejnych posiedzeniach władz Republiki Komańczańskiej podjęto decyzję o bojkocie przez ludność polskich urzędów i instytucji, wprowadzenie języka ukraińskiego w szkołach, opodatkowanie na rzecz Rady zamieszkałych w powiecie Żydów oraz pomoc w postaci noclegu i żywności powracających do domów zdemobilizowanych ukraińskich żołnierzy. Ustalono też rodzaj i wysokość nowych podatków. Postawiono też zadania przed tworzącą się milicją. Miała ona zdobyć Sanok, przyjść z odsieczą Przemyślowi, by następnie ” utworzyć front przeciwko Polakom, na najdalej wysuniętym na zachód terenie ukraińskim”. Władze odradzającej się Rzeczpospolitej początkowo nie reagowały. Miały na głowie wówczas poważniejsze sprawy niż tłumienie chłopskiej rebelii, jaką niewątpliwie była republika. Oddziały polskiej milicji ochotniczej z Zagórza złożonej głównie z kolejarzy nękały jednak „Komańczan”, starając się rozpoznać ich siły. Posługiwali się głównie pociągiem, którym docierali aż do ich stolicy. Władze republiki, by uniemożliwić im wypady usiłowały stworzyć wysuniętą rubież obronną w Szczawnem. Wieś ta położona w dolinie Osławy i otoczona wzgórzami doskonale się do tego nadawała. Była też duża. Liczyła 131 domów i 748 mieszkańców, w tym 695 grekokatolików. Początkowo rubież w Szczawnem spełniała swoje zadania. Jej los, tak jak i całej republiki był jednak przesądzony, gdyż z Sanoka przybyły zwarte oddziały wojskowe, którym nakazano przywrócić nad Bieszczadami jurysdykcję Rzeczypospolitej. Pod wpływem ich ofensywy, która ruszyła 22 stycznia 1919 r. milicja republiki poszła w rozsypkę, choć nie była ona bynajmniej mała. Liczyła około tysiąca ludzi. Tylko jednak około połowy z niej miała jakąkolwiek broń palną. Nie dysponowała również bronią maszynową czy armatami. Brakowało jej też elementarnego wyszkolenia wojskowego. Ojcu Szpylce nie udało się bowiem pozyskać oficerów ukraińskich z byłej armii austriackiej. Z Budapesztu, gdzie przebywali, do republiki przyjechało tylko 12 podoficerów. Ze Stryja nie dotarła też do nich broń. Przejęły ją bowiem Lutowiska. Komańcza otrzymała tylko skromną zapomogę w wysokości 10 tys. Koron austriackich. Trzystu polskich żołnierzy wkraczających do Republiki Komańczańskiej nie napotkało większego oporu…Ich wyprawa miała charakter bardziej policyjno-prewencyjny niż wojskowy. Tylko w Komańczy doszło do walki. Wieś szybko została zdobyta, a milicja republiki schroniła się na wzgórzach. Gdy wojsko zaczęło palić wieś, większość jej członków rzuciła broń i pobiegła gasić chałupy. Wojsko zebrało oręż i obsadziło strategiczne punkty miejscowości ze stacją kolejową na czele. Uwagę żołnierzy wzbudził stojący na torach „pociąg pancerny”, przygotowany do walki. Składał się on z kilkunastu wagonów towarowych, których ściany wyłożono cegłówkami. Nie wszedł on jednak nigdy do walki i nie odegrał żadnej roli.

Następnego dnia Polacy bez oporu zajęli Łupków i stację graniczną. Republika Komańczańska przestała istnieć. Ukraińcy z Cisnej podjęli jeszcze próbę kontrofensywy, ale załamała się ona już w Woli Michowej. Po stronie polskiej stanęła bowiem tamtejsza ludność, która rozbroiła przybyszy , wydając ich w ręce żołnierzy. Kierował nimi greckokatolicki ksiądz…

Uciekinierzy z Republiki Komańczańskiej schronili się do Słowacji, o. Szpylka zamieszkał w Haburowie. Próbował on jeszcze uzyskać pomoc ze Stryja, ale wobec postępów polskiej ofensywy sprawa stawała się bezprzedmiotowa. Idee rzucone na komańczański grunt przez o. Pantalejmona odżyły jednak po dwudziestu latach, dając podglebie do działań UPA. To już jednak inna historia.

Marek A. Koprowski

Reklama

Dlaczego zdecydowaliśmy się na ograniczenie dostępu do naszych treści?

Ponieważ nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Zawsze ktoś za nie płaci. Jeśli Czytelnicy nie wezmą na swoje barki finansowej odpowiedzialności za istnienie niezależnych, oddolnych inicjatyw dziennikarskich, takich jak Kresy.pl, wówczas na rynku pozostaną wyłącznie niskiej jakości tabloidy oraz media finasowane przez wielkie korporacje, partie polityczne i różnego rodzaju lobbies.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl to 20000 zł. 7-osobowa redakcja pracuje w pełnym wymiarze i praca ta jest naszym podstawowym, najczęściej jedynym, źródłem dochodu. Kresy.pl nie powstają po godzinach, tworzone przez amatorów. Portal jest tworzony przez wykwalifikowanych dziennikarzy oraz specjalistów z zakresu polityki międzynarodowej, którzy codziennie starają się dotrzeć do informacji istotnych z punktu widzenia interesu naszej politycznej wspólnoty.

Jeśli cenisz naszą pracę, jeśli z niej korzystasz i uważasz, że zamknięcie portalu Kresy.pl byłoby stratą, prosimy dołącz do grona osób, które współtworzą finansowe podstawy funkcjonowania naszego serwisu.




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz