„Powstańcom 1863 r. Rodacy”. Najciekawsze jest jednak to, co jest nad owym napisem. A jest to wyobrażenie orła z pokarmem w dziobie, który karmi siedzące w gnieździe trzy pisklęta… A może te pisklęta to taka alegoria: Polski, Litwy i Rusi, które karmi orzeł.

Pogodny majowy weekend postanawiamy znów przeznaczyć na pielgrzymowanie po mogiłach powstańczych i miejscach związanych z Powstaniem Styczniowym w naszym regionie. Tym razem wzrok padł na południowo-zachodni skrawek mapy województwa lubelskiego. Te „Kresy” wciśnięte między Wisłę i dawną Galicję czyli woj. podkarpackie to Ziemia Kraśnicka i Janowska i tam kierujemy też swój samochód.

Mijając Kraśnik udajemy się na najdalej na południowy zachód położony skrawek województwa, do nadwiślańskiej gminy Annopol. Tutaj oddzielone od Królowej Polskich Rzek naturalnym wałem wzniesień leża dwie wsie, w których znajdują się powstańcze mogiły. To Opoka Duża i Borów. Najpierw jedziemy do

Opoki Dużej

Cmentarzyk, a raczej mogiła zbiorowa w której pochowanych jest 13 powstańców z październikowej potyczki pod Łążkiem-Borowem i Wólką Szczecką odnajdujemy bez trudu. Na usypanym kurhanie stoją dwa krzyże: metalowy i drewniany, mogiła jest ogrodzona i znajduje się na niej odnowiona płyta z napisem: „TU SPOCZYWAJĄ BOHATEROWIE POWSTANIA STYCZNIOWEGO POLEGLI W BITWIE POD ŁĄŻKIEM BOROWEM I WÓLKĄ SZCZECKĄ 22.10.1863 r. I POD ANNOPOLEM 12.12.1863 r. CZEŚĆ ICH PAMIĘCI” na tablicy znajdują się też wypisane słowa Jana Pawła II „Nie umiera ten, kto trwa w pamięci i sercach żywych”. Spokoju zmarłych pilnują „brzozy płaczki”, którymi obsadzono mogiłę. Zapalamy na niej znicz i zostawiamy flagę narodową. W modlitwie towarzyszy nam szmer powłóczystych brzozowych gałęzi i donośne pohukiwanie dudka z pobliskich zarośli wierzbowych. Drogą Annopol-Stalowa Wola kierujemy się na południe w stronę wsi

Borów

Tutaj mamy informację, że mogiła powstańcza znajduje się na cmentarzu parafialnym. Któż mógł jednak się spodziewać, że w niewielkim Borowie istnieją aż dwa cmentarze. I oczywiście zgodnie z prawem Murph’yego trafiliśmy najpierw nie na ten co trzeba. Jednak nie ma tego złego… Na cmentarzu, na którym co prawda nie znajdowała się mogiłą Powstańców położona była za to mogiła zbiorowa ponad 800 mieszkańców Borowa i okolicznych wsi wymordowanych przez Niemców w lutym 1944 roku. Borów to bowiem wieś okrutnie doświadczona. Położona na swoje nieszczęście (w czasie wojennym) na skraju wielkiego kompleksu leśnego Lasów Lipskich, które są tak naprawdę najbardziej na zachód wysuniętym skrawkiem Puszczy Solskiej – partyzanckiego kraju. To tutaj, w niedalekich Lasach Janowskich Niemcy mieli ciężką przeprawę z partyzantami pod Porytowym Wzgórzem na wiosnę 1944 roku, tutaj także, w lasach Puszczy Solskiej pod Osuchami w czerwcu 1944 roku miała miejsce kolejna bitwa, jedna z największych bitew partyzanckich Europy. Borów i okoliczne wsie został spacyfikowany (jakże okrutnie i nieadekwatnie brzmi to słowo) wcześniej, bo w lutym 1944 roku. Niemieccy naziści wymordowali tutaj w sumie około 1500 ludzi i była to bodaj czy nie największa zbrodnia na ludności wiejskiej na naszych okupowanych ziemiach. Przedstawiciel narodu, którego żołnierze wymordowali polskich cywilów, Konrad Schuller napisał przed kilku laty bardzo sugestywną książkę „Ostatni dzień Borowa” z podtytułem „Barbarzyńska pacyfikacja polskiej wsi – opowieść o sprawcach i ofiarach”. Autor zadał sobie nawet trud przyjechania do Borowa i rozmowy z tymi, którzy przeżyli lub potomkami zamordowanych. Mimo, że napisana jest w specyficznym „zachodnim” stylu, polecam ją czytelnikom naszego portalu.

Nie był to zresztą jedyny mord jaki oglądała ta wieś. Nieco ponad pół roku wcześniej, w sierpniu 1943 roku, oddział NSZ pod dowództwem cichociemnego, rtm. Leonarda Zub-Zdanowicza rozstrzelał pod Borowem 26 partyzantów GL z Oddziału im. Jana Kilińskiego. Mord ten był szeroko rozdmuchany przez peerelowską propagandę, tymczasem warto też zaznaczyć, przy całym okrucieństwie tego wydarzenia, że GL-owcy na tym terenie zajmowali się też (niektórzy twierdzą, że głównie) rekwizycją, mordowaniem partyzantów wiernych „władzy londyńskiej” czy gwałtami na ludności cywilnej. Konflikt między nimi a partyzantką patriotyczną rósł i mord pod Borowem był jego apogeum.

Idziemy zatem na cmentarz by pomodlić się na zbiorowej mogile tych niewinnie pomordowanych cywili. Siłą rzeczy myśli uciekają też i do tej egzekucji. Oto przed nami tablice z setkami nazwisk ofiar okupanta, czemu jednak Polak z Polakiem nawet w obliczu tak tragicznych dziejowych wydarzeń nie może się dogadać i nie może tracić sił na walkę z tymże okupantem a nie na walkę ze sobą nawzajem? Odpowiedzi na to pytanie pewnie nie znajdziemy…

Ruszamy zatem na położony w zasięgu wzroku, pod lasem, drugi borowski cmentarz. Ów zachwyca mnie już z daleka. Kocham takie cmentarze – pełne zieleni, pełne sędziwych drzew, tych żywych, szumiących stróżów i towarzyszy śpiących w mogiłach zmarłych. To jest cmentarz z gatunku tych, na którym chce się spocząć. Borowiacy, jakby wierni nazwie wsi, zdają się kochać te zielone olbrzymy, bo jest ich tu pełno. Głównie dęby, ale i jesiony i lipy. A wszak tutaj też, jak i na innych cmentarzach są groby z lastriko, z granitu, jednak jakoś nikomu widać specjalnie nie przeszkadza, że czasem poleci na nie jakiś liść. Za to stare dęby nadają miejscu wyraz dostojeństwa, ciszy i zmuszają do szacunku i refleksji. Ale nie tylko dęby tutaj cieszą oko. Pod nimi w wielu miejscach aż gęsto od konwalii. Niektóre groby są nimi wręcz obrośnięte. Przecudny widok, który przypomina mi kochane Polesie.

Dużą powstańczą mogiłę nie jest trudno odnaleźć. Wskazuje ją olbrzymi i jakże pięknie wkomponowany w cała tę zieleń, sękaty, dębowy krzyż. Na nim stara metalowa tabliczka z napisem „Bezimiennym obrońcom Ojczyzny poległym na polu chwały w 1863 roku. Cześć Ich Pamięci. Wdzięczni Rodacy”. U stóp krzyża leży jednak wielka tablica, która jakby poprawia swą treścią tę maleńką na krzyżu. Na niej widnieją nazwiska kilkunastu powstańców i napis, że spoczywa tutaj także 17 bezimiennych powstańców z oddziałów dowodzonych przez majora Ślaskiego i por. Stadnickiego. Zapalamy znicz, narodowa flaga powiewa na starym dębowym krzyżu, jest ciepło, cicho, spokojnie, drzewa szumią, nie chce się odzywać i … odjeżdżać. Ale na nas pora. Ruszamy na zachód, ale nim tam się udamy chcemy jeszcze zobaczyć stary, o XVII-wiecznym rodowodzie, borowski kościół. To jedyny obiekt który ocalał z lutowej pacyfikacji wsi. Stoi niewielki, ale piękny, drewniany, otoczony wieńcem starych lip i jesionów, świadek ludzkiego okrucieństwa i bożej Opatrzności.

Ruszamy na zachód, do gminnej miejscowości, niegdyś miasteczka

Modliborzyce

które położone są już w powiecie Janowskim. Aby tam dojechać przecinamy po oględnie pisząc nie najlepszej jakości drogach Lasy Lipskie w których znajduje się poligon. Na nim zapewne ćwiczą wojskowi, ale mnie bardziej nurtuje czy „ćwiczą” tam jeszcze czarne koguty – cietrzewie, bo poligon był jedną z ostatnich ich ostoi w tej części kraju. To tereny dawniej graniczne – obecnie również. Wjeżdżamy do gminy Zaklików (wędrowcze/turysto nie przestrasz się, wielki topór na znaku z napisem „Gmina Zaklików Wita”, to nie wymysł lokalnych kibiców – to autentyczny herb Zaklikowa, choć jak twierdzą niektórzy dobrze oddający temperament jego mieszkańców). Zaklików był miasteczkiem o zmiennych losach. Po I rozbiorze przypadł Austriakom, po wojnach napoleońskich wszedł w skład Księstwa Warszawskiego, potem Królestwa Polskiego. O tych jego perypetiach granicznych przypomina ustawiony na pamiątkę słup graniczny. Dziś Zaklików również jest miejscowością graniczną: na zachód i na wschód od niego położone są gminy należące do województwa lubelskiego, on sam należy do podkarpackiego. Powstanie Styczniowe sięgnęło i tutaj. „Lelewel” Borelowski rozbił tu magazyny carskie, za co po upadku powstania Jego Wiliczestwo pozbawił Zaklikowa praw miejskich. Jednak o ile nam wiadomo żadnego upamiętnienia tych wydarzeń w Zaklikowie nie ma. My jednak jedziemy dalej i znów wjeżdżamy na naszą Lubelską a ściślej Janowską Ziemię. Modliborzyce to podobne charakterem miasteczko gminne. Zachował się w nim piękny kościół i nie mniej piękna synagoga. Przed kościołem od strony Zaklikowa właśnie znajduje się cmentarz, zda się tak mało ważny, że nawet na wojskowych mapach nie odnotowany (lub tak strategiczny, że go ukryto). Nie mniej dla nas kluczowy. Na nim bowiem w niewielkim grobie spoczywają powstańcy prawdopodobnie polegli w potyczce pod Janowem Lubelskim. Grób zwieńczony kamienną urną i zaopatrzony w niewielką tabliczkę z napisem „Bohaterom Powstania Styczniowego 1863” znajduje się we wschodniej części cmentarza. Tutaj również zapalamy znicz i zostawiamy narodową flagę. Wracamy, kierując się w stronę granicznej gminy

Potok Wielki

który istotnie jest wielki. Położona bo obu stronach rzeczki Staniówki rozległa wieś ma różne przysiółki i kolonie. W naszym rejestrze znalazły się aż trzy miejsca, które związane są z Powstaniem Styczniowym w tej miejscowości. Najpierw udajemy się pod kościół św. Mikołaja. Choć nie wygląda, ma późnogotycki rodowód, został bowiem wybudowany w XV wieku. Jednak w II połowie XIX wieku został gruntownie przebudowany po pożarze jaki ogarnął go od stojącej niedaleko płonącej karczmy – co jest dowodem, że dla szacunku dla wartości duchowych lepiej oddzielać je od doczesnych – także w sensie przestrzennym. Wokół kościoła znajdował się cmentarz. Przy jego murze, na prawo od bramy stoi stary drewniany krzyż misyjny, niepozorny, ale zdaniem miejscowych i nieocenionego Adama Polskiego postawiony w pamięć Powstania Styczniowego. My w jego pamięć zapalamy znicz i udajemy się na cmentarz.

Jest on położony przecudnie i widok z niego rozciąga się wspaniały. Na północy rozłożyła się falista Wyniosłość Urzędowska, na wschód bardziej garbate, pofałdowane, wyglądające teraz w maju niczym wielka pszczoła (od kwitnących pól rzepaku) Roztocze, a na południe równa i płaska Kotlina Sandomierska. Cmentarz jest też dość rozległy, stąd też w poszukiwaniu mogiły korzystamy z pomocy miejscowych, która … na niewiele się zdała. W końcu własnym wysiłkiem odnajdujemy grób umiejscowiony w starej części cmentarza pod rozłożystym klonem, obok Piety ustawionej na jednym z grobów. Wysiłek poszukiwawczy opłacił się jednak bowiem grób powstańczy na cmentarzu w Potoku Wielkim jest bez wątpienia jednym z najoryginalniejszych, z jakimi do tej pory się spotkaliśmy. Jak głosi napis na postumencie ma jeszcze przedwojenny rodowód. Ustawiono go bowiem w 1936 roku. Rzeźba z piaskowca opatrzona na szycie metalowym krzyżem zawiera skromny napis: „Powstańcom 1863 r. Rodacy”. Najciekawsze jest jednak to, co jest nad owym napisem. A jest to wyobrażenie orła z pokarmem w dziobie, który karmi siedzące w gnieździe trzy pisklęta. W mej ornitologicznej duszy budzi się zaraz mały bunt, przecież orzeł nigdy nie ma aż 3 piskląt. Dwa to już jest duży sukces, zwykle jedno, a tu masz – taka ornitologiczna nieścisłość. Nie mniej jednak zaraz inaczej zaczynam sobie tłumaczyć tę rzeźbę. A może te pisklęta to taka alegoria: Polski, Litwy i Rusi, które karmi orzeł. Gorzej tylko, że to co trzyma w dziobie wygląda jak oderwane komuś coyones. Choć jeśli oderwał je moskalowi to …. Odpędzam od siebie kosmate skojarzenia, bo miejsce wymaga powagi. Zapalamy zatem znicz, zostawiamy orłowi narodową flagę i kierujemy się na północ, do przysiółka nazwanego

Potok-Stany

To tutaj na łączce, gdzie miała miejsce potyczka oddziału Krysińskiego i Ćwieków z moskalami ustawiono symboliczny pomnik w stulecie Powstania (ci którzy w niej polegli spoczywają właśnie na cmentarzu strzeżeni przez orła). Majowa łączka w dolinie Staniówki pyszni się bielą przytulii, żółcią mniszków i jaskrów, fioletem firletek. A wszystko to otulone soczystą zielenią traw. Na niej stoi gustowny piramidalny pomniczek zwieńczony powstańczym orłem z tablicą o treści: „Poległym Powstańcom z roku 1863 w dowód pamięci Społeczeństwo Powiatu Janowskiego 1963 rok”. To dobre miejsce, widoczne i przypominające tutejszym i przejezdnym o tym wydarzeniu i całym powstaniu. Tutaj także zapalamy znicz i stawiamy narodową flagę i kierujemy się do wsi

Rzeczyca Ziemiańska

Ta leży już w powiecie kraśnickim, w gminie Trzydnik Duży. W ogóle to w jednej gminie Rzeczyc jest aż dwie. Jedna właśnie Ziemiańska, a druga bardziej duchowna – Księża. Mimo, jednak, że różnią się nazwami, to w obu są piękne, zabytkowe kościoły drewniane, i w oby na cmentarzach parafialnych spoczywają powstańcy styczniowi. W Rzeczycy Ziemiańskiej cmentarz parafialny znajduje się na wprost kościoła p.w. Przemienienia Pańskiego. Ta urokliwa drewniana świątynia pochodzi z lat 20-tych XVIII wieku. Cmentarz zaś zajmuje stok wzniesienia. Mogiły trzeba szukać w południowej jego części. Jest to niewielki grób, w którym spoczywają zapewne powstańcy polegli pod Polichną w lipcu 1863 roku. Grób jest jeszcze przedwojenny (1935 rok). Ustawiono na nim tablicę z podobizną orła w koronie trzymającego w szponach dwie szable, pod nim zaś napis „Powstańcom 1863 r.” Czcimy ich pamięć światłem znicza i narodową flagą.

Rzeczyca Księża

Położona jest kilka kilometrów na północny wschód od Ziemiańskiej. Malowniczo położony cmentarz parafialny w tej miejscowości rozdziela droga. Mogiła powstańcza znajduje się w mniejszej, zachodniej jego części pod świerkiem. Ma ona postać grobu z tablica o treści „W hołdzie 18-tu powstańcom poległym dnia 18 lipca 1863 roku w bitwie z oddziałem moskali w Lesie Mosty pod Polichną. Pokój Ich Duszom”. Na płycie nagrobnej ustawiono też olbrzymi głaz, do którego przymocowano tablicę z odwzorowaniem powstańczego sztandaru z krzyżem i napisem „W Imię Boga Za Naszą i Waszą Wolność”. Kijów się przypomina i Kijowska Forteca…

Uczciwszy pamięć poległych udajemy się jeszcze do nieodległego drewnianego kościółka. Położony jest urokliwie, trochę na uboczu, otoczony wieńcem sędziwych drzew, które co prawda utrudniają fotografowanie, ale stanowią jego nieodzowny komponent. Sam kościół ma rodowód XVIII wieczny (1742 rok), zaś obok niego dobudowano już w XIX wieku drewnianą dzwonnicę w której wisi również XVIII-wieczny dzwon. Miejsce zachęca do refleksji, modlitwy i wyciszenia. Nam jednak pora dalej w drogę. Kierujemy się tam, gdzie powstańcy pod pułkownikiem Wierzbickim starli się z oddziałem moskali, do

Lasu Mosty

To las, który przejeżdża każdy, kto jedzie z Lublina do Rzeszowa trasą S 19, ba może nawet i zatrzymuje się w nim, bo już „na wylocie” z niego, w stronę Polichny znajduje się dość duży parking, gdzie spokojnie mogą się zatrzymywać nawet TIR-y. To właśnie mniej więcej w tej części lasu miała miejsce potyczka powstańców z moskalami. W 2010 roku miejscowi leśnicy postawi krzyż przy drodze, przy wyjeździe z parkingu, opatrzony stosowną tabliczką. Zatem mija go tak naprawdę każdy, tylko zapewne mało kto zwraca nań uwagę, bo na szczęście wiele jest tych znaków wiary i pamięci przy naszych drogach. Zawiesiliśmy na nim narodową flagę. Udajemy się już w drogę powrotną do Lublina, bo słońce powoli chyli się ku horyzontowi. Ale nim tam dotrzemy mamy jeszcze w planie nawiedzenie dwu mogił. Pierwsza z nich położona jest w miejscowości

Stróża Kolonia I

Odszukanie tej mogiły nie jest łatwe, bo choć mamy jej zdjęcie, to jednak informacja co do jej lokalizacji jest bardzo lakoniczna „w północnej części wsi”. A tymczasem Stróża to wieś bardzo rozległa, z kilkoma ulicami. Jest położona pod Kraśnikiem i pełni rolę takiej kraśnickiej Falenicy. To tutaj żądni spokoju mieszkańcy Kraśnika stawiają sobie domy. Kościół co prawda jest, ale pomni swych prób dobicia się do plebanii w innych regionach Lubelszczyzny jedziemy jednak na poszukiwanie sołtysa. Znajdujemy go nie bez trudu, ale okazuje się być człowiekiem, który doskonale zna swoje sołectwo. „A tak jest taki kurhan, koło kościoła trzeba skręcić w lewo i przejechać w stronę Karpiówki ulicą Akacjową, to jest 14 posesja od skrzyżowania”. Precyzja „poraża”, ale zaopatrzeni w taką wiedzę bez trudu odnajdujemy kurhan. Jest on położony za posesją na obszarze, który w moich stronach nazywa się „zagumienki”, na terenie prywatnym. Tu również spoczywają prawdopodobnie uczestnicy bitwy pod Polichną. Na kopcu rośnie olbrzymia lipa i stoi stary drewniany krzyż – klasyczny obrazek można by rzec. Wokół jakieś ogródki, sad. Ingerencji ludzkiej, zwłaszcza tej złej, na szczęście nie widać, ale warto o tym miejscu nie zapominać, zwłaszcza, że leżą tutaj pogrzebani ludzie. Zapalamy znicz, zatykamy flagę, modlimy się….

W drodze powrotnej planujemy jeszcze odwiedzić mogiłę w Wilkołazie. Tutaj również informację mamy bardzo skąpą. „Mogiła zbiorowa na starym cmentarzu”. Cmentarz znajdujemy. Jest dwuczęściowy, część „nowa” z lat dwudziestych XX wieku i stara, wyraźnie XIX-wieczna. Przeszukaliśmy ją jednak gruntownie i nic. Nie znaleźliśmy mogiły. Stwierdziliśmy, że może się nie zachowała. Nie dawało nam to jednak spokoju i po powrocie do Lublina jeszcze raz przeszukaliśmy nasze zasoby informacji i okazało się, że w Wilkołazie jest jeszcze jeden cmentarz, tuż przy samej szosie lubelskiej, tylko, że tam już prawie nie było żadnych nagrobków, ale to prawdopodobnie tam znajduje się ta zbiorowa mogiła. My zaś niczym Koziołek Matołek co to po szerokim świecie poszedł szukać biedaczysko tego co jest bardzo blisko minęliśmy go i pojechaliśmy na dalej położoną nekropolię. Ale któż mógł sądzić, że w niewielkim Wilkołazie jest aż trzy cmentarze.

Tak czy tak będzie powód do powrotu na Ziemię Kraśnicką i Janowską tym bardziej, że nie wyczerpaliśmy jeszcze „zasobu” mogił na tym terenie. Bo to została jeszcze Chruślina, pod którą raz moskal pobił naszych a drugim razem nasi pognali moskali aż pod Urzędów. To też i nieszczęsny Batorz, pod którym zginął „Lelewel” Borelowski. Jest jeszcze do czego wracać.

Krzysztof Wojciechowski

Uzupełnieniem artykułu jest galeria pt.: „Ślady Powstania Styczniowego na Ziemi Kraśnickiej i Janowskiej”, którą można oglądnąć tutaj:

http://kresy.pl/zobacz-kresy,warto-zobaczyc?zobacz/slady-powstania-styczniowego-na-ziemi-krasnickiej-i-janowskiej




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz