Powstańcza Lubelszczyzna – ślady powstania na Polesiu

…obok urzędu gminy i kościoła widzimy pomnik, jak się okazuje przedwojennej jeszcze dawności, z tablicą o treści „Ku czci poległych 17 powstańców w obronie Ojczyzny w dniu 6 stycznia 1864 r. wraz z dowódcą oddziału Ejtminowiczem i Świeżyńskim na polach Uścimowa, 1864 – 1934”

Sobotę ostatniego kwietniowego weekendu postanowiliśmy również spożytkować na pielgrzymowanie po powstańczych mogiłach. Tym razem nasze oczy skierowały się tam, gdzie jak wiadomo „musi być jakaś cywilizacja” – na wschód. A ściślej – na Polesie. A jeszcze ściślej na ten jego skrawek, który nam „hojna” ręka kaukaskiego górala łaskawie zostawiła. Choć wspomnieć należy, że i nad tymi zachodnimi kresami Polesia zawisła groźba przyłączenia ich do kraju „gdie tak swobodna dyszet’ ćełowiek”, kiedy to duraczyna (jak go określił W. Wysocki) Chruszczow planował przyłączyć do ZSRR Chełmszczyznę. Szczęściem jednak tak się nie stało, i owe, szczerze przyznać trzeba nędzne resztki Polesia, które tak naprawdę do wojny nikt nawet nie nazywał Polesiem a zwykle Podlasiem, nam się ostały. Szczycimy się nimi wielce, obszarów chronionych natworzono tutaj jak to się kiedyś mawiało w technikum drzewnym „od metra” i różnej rangi, od Międzynarodowego Rezerwatu Biosfery „Polesie Zachodnie” i Ostoi Ramsar zaczynając, poprzez Poleski Park Narodowy i ostoje Natura 2000 a kończąc na pomnikach przyrody i użytkach ekologicznych. No ale nie o tym dziś…

Wybraliśmy się do tej krainy między Bugiem a Tyśmienicą aby jak zwykle nawiedzić miejsca gdzie spoczywają powstańcy styczniowi, lub, które są im poświęcone. Na początek wzięliśmy „na warsztat” zachodnie Kresy zachodnich skrawków Polesia. Pierwsza była

Kopina

Wioseczka, wręcz przysiółek, który mija się pędząc nad jeziora nawet nie zwracając na nią uwagi. Zwłaszcza, że zwykle patrzy się na przeciwną stronę szosy, przy której leży wieś. Tam w gęstym leśnym wieńcu chowa się jak perła w muszli tajemnicze jezioro Świerszczów – rezerwat przyrody. Do Kopiny wjeżdża się skręcają z drogi Lublin-Włodawa na Nadrybie. W książce Adama Polskiego i Andrzeja Kasprzaka „W hołdzie przeszłości. Miejsca pamięci Powstania Styczniowego w województwie lubelskim”, która jest dla nas biblią i przewodnikiem w powstańczych wędrówkach opis cmentarza powstańczego w Kopinie nie jest zachęcający „cmentarz w lesie”. Nie to, żebyśmy nie lubili chodzić po lesie, zwłaszcza takiej pięknej wiosny, jaką właśnie mamy – nie. Przyczyna naszych obawa jest natury czysto technicznej – szukanie obiektów gdzieś w lesie, w polach pochłania wiele czasu, a to zmniejsza nasz „dzienny urobek”. No ale pamiętając słowa dziadka z „Konopielki” mówimy sobie, że tak w robocie jak i w szukaniu powstańczych mogił „nie o prędzej idzie” śmiało wjeżdżamy do przysiółka. „Chwytamy języka”, który od razu pokazuje nam, że mogiłą jest w odległości kilkadziesiąt metrów od nas – no może 100, na skraju lasu. Idziemy w kierunku dwóch olbrzymich dębów, to one strzegą spokoju powstańców … lipcowych i grudniowych. Na cmentarzyku w lesie pod Kopiną spoczywają bowiem ci, którzy polegli w lipcowym boju pod Urszulinem oraz ci, którzy zginęli w potyczce pod Andrzejowem w grudniu 1863 roku. Cmentarzyk to typowe poleskie mogiłki. Położony na wyżej wyniesionym kopczyku, na pewno kiedyś był otoczony bagniskiem, bo i dziś, tej naszej mokrej wiosny 2013 również wokół niego jest nieco podmokle. Teren jest uprzątnięty, stoi tutaj zgrabny pomniczek ze stosownym napisem. Zapalmy znicz, ustawiamy narodową flagę, modlimy się za naszych patriotów i kierujemy tam, gdzie w 1939 roku nasi KOP-owcy bili się z sowietami – do

Wytyczna

Tutaj bowiem przy szkole podstawowej, która nosi dziś imię .. a jakże KOP-u pośród kwitnących forsycji znajduje się niewielki głaz z przymocowaną doń tablicą o następującej treści „W 100 rocznicę bitwy Powstania Styczniowego wdzięczna młodzież Szkoły im. Ludwika Czugały w Wytycznie. Wytyczno dnia 7 XI 1963”. Wspomniany Czugała to komunistyczny działacz okresu powojennego, który przeniósł się do … no właśnie gdzie przenoszą się komuniści po śmierci? z wydatną pomocą „Żelaznego”, najsłynniejszego partyzanta Polesia. „Żelazny” podobno dość przypadkowo dopadł przewodniczącego Komisji Budownictwa WRN w Lublinie (taką funkcję pełnił w 1951 roku Czugała) w nieodległym Dominiczynie w 1951 roku. Dziś pewnie mało kto (może poza ludźmi związanymi z UMCS, bo to właśnie Czugała obok prof. Raabego był jednym z inicjatorów powstania drugiego uniwersytetu w Lublinie), za to w Wytycznie paradoksalnie przypomina go głaz powstańczy. Tutaj również palimy znicz i zostawiamy flagę narodową. Kto wie, może tam gdzieś (o ile znajdują się w jednym miejscy) styczniowi bohaterowi wiodą teraz dysputy z czerwoną duszą komunistycznego działacza…

Nam w każdym razie pora w dalej w drogę. Z lekkim bólem odpuszczamy sobie wizytę w poleskiej bazie powstańców – na Lipniaku, ale pobyt tam kosztuje wiele czasu i jest to raczej osobna wyprawa, bo tam nie tylko historia, ale i przyroda bujna. Każdemu zaś kto chce więcej się dowiedzieć o tej bazie położonej dziś w sercu Poleskiego Parku Narodowego przypominam swój niedawny artykuł:

[link=http://kresy.pl/zobacz-kresy,warto-zobaczyc?zobacz/w-poleskiej-bazie-powstancow]

Lipniak zatem póki co, tak jak nie został zdobyty przez moskali, tak i my mijamy go łukiem i kierujemy się do miejsca owianego historią związaną raczej z inną, pierwszą niepodległościową insurekcją.

Sosnowica

To bowiem miejsce Kościuszkowe. To tutaj młody i biedniutki porucznik artylerii szedł „w koperczaki” do hetmańskiej córy. Jak to się skończyło – wiemy. A kto nie wie, to znów polecam jeden, nie najgorszy jak mniemam artykuł:

[link=http://kresy.pl/zobacz-kresy,warto-zobaczyc?zobacz/nieszczesliwy-naczelnik]

My tymczasem od razu kierujemy się w stronę kościoła ufundowanego przez … niedoszłą świekrę Kościuszki – Teklę Sosnowską. Kościół całkiem zgrabny (jak na fundację niedoszłej teściowej) do dziś służy sosnowickim wiernym. Za nim cmentarz parafialny pełen ciekawych nagrobków okolicznych ziemian i inny zasłużonych osób oraz … pieknych, olbrzymich starych drzew. Miód na moje przyrodnicze serce. Stare klony, jesiony, lipy i dęby stoją całe, zdrowe, mocne i nie okaleczone żadną „pielęgnacją” między równie starymi nagrobkami. Chwała niech będzie sosnowickim proboszczom i parafianom, że nie dopuścili do wycięcia czy oszpecenia tych naszych pomników natury. Bo widok to coraz rzadszy – zwłaszcza na cmentarzach.

Tuż za murem od strony kościoła znajduje się jedna z dwóch zbiorowych powstańczych mogił. Wygląda jak jakaś ziemianka bez wejścia. O tym, że spoczywają tam powstańcy styczniowi informuje niewielki marmurowy głaz stojący przy mogile. Druga mogiła znajduje się na końcu alei wiodącej z kościoła w głąb cmentarza – można powiedzieć, że jest to już na samym końcu starej części cmentarza. Tu spokoju powstańców pilnuje jeden z olbrzymich sosnowickich dębów oraz głaz z napisem „Powstańcy Styczniowi”, rokiem i wygrawerowanymi na tej metalowej tablicy podobiznami Pogoni, Orła i Archanioła Michała. W obu mogiłach spoczywa ok. 11 powstańców. Są to najprawdopodobniej ci, którzy zginęli w sierpniowej potyczce pod Sosnowicą, która z moskalami stoczył K. Krysiński.

Ale Sosnowica to nie tylko historia, Kościuszko, zabytki i powstańcy. To kraina stawów. Jest ich wokół miejscowości kilka. Są i większe i mniejsze, mają oryginalne nazwy: Anielski, Hetman itp. A jak stawy i wiosna, to wiadomo – ptaki. Moje serce przyrodnika (którym zawsze jestem najpierw niż miłośnikiem historii), przestałoby chyba bić ze smutku, gdybym będąc w Sosnowicy wiosną nie zajrzał na stawy. Jedziemy zatem w stronę Hetmana, bo tam aż kipi od ptasich głosów. Istotnie to co nas od razu poraża to olbrzymie stado gęsi, dziesiątki jeśli nie setki rozgęganych ptaków unosi się nad stawem i siada zwartą gromadą na jego taflę. Są to w większości gęsi zbożowe, ale wśród nich dostrzegamy dwa osobniki gęsi białoczelnej, a w pewnym oddaleniu od tego towarzystwa, jakby nie chcą bratać się z mniejszym plebsem siedzą sobie dwie gęgawy. Gdzieś tam pływają kormorany, jakieś kaczki, czernice, głowienki, krzyżówki rzecz jasna, nad trzcinami kołują błotniaki… ale, ale !!! Tak na uschłym krzewie nad trzcinowiskiem siedzi król przestworzy, nasz „herbowy” – bielik. Dorosły, wspaniale wypierzony osobnik. Co prawda siedzi na przeciwległym krańcu stawu, ale i tak widzimy przez lornetkę jego wielki, żółty dziób, jasną głowę i szyję, a kiedy się podrywa widać doskonale wybarwiony, biały ogon. Oznacza to, że ptak jest dorosły bo tylko dorosłe osobniki mają czysto białe ogony. A jeszcze ciekawszym jest to, że ptak chwyta jakąś gałąź i leci z nią nad las. I na tym zakończę opowieść o bieliku, bo to gatunek rzadki, chroniony a jego gniazda podlegają ochronie strefowej.

Napawamy się jeszcze chwilę widokiem rozedrganych ptasim krzykiem stawów i jedziemy dalej, na zachód, w stronę poleskich kresów zachodnich. Nim tam jednak docieramy musimy przejechać Sosnowicę, a trzeba wam wiedzieć drodzy czytelnicy, że jest to jedna z najbardziej zabocianionych gmin w naszym województwie a kto wie, może nawet i w kraju. W samej tylko Sosnowicy gniazduje 26 par klekotów i patrząc na gniazda na przydrożnych słupach ma się wrażenie, że wszystkie sosnowickie bociany wróciły z zimowisk.

Tymczasem na naszej trasie naszej pielgrzymki

Stary Uścimów

Miejscowość to iście … mazurska, wręcz otoczona jeziorami niczym jakieś Mikołajki. Sama wioska położona jest na swoistej mierzei między jeziorami: Uścimowskim i Maśluchowskim, od północy ogranicza ją kompleks stawów z największym stawem – Jan. W niedalekim sąsiedztwie położone są jeziora: Czarne i Głębokie. I pewnie gdyby nie wyziewy wydobywające się z dużych ferm i rozrzucanego na wiosnę obornika można by rzec, że to idealna miejscowość wypoczynkowa. My jednak nie na wypoczynek tu przyjechaliśmy a na zbiorową mogiłę powstańców. Spoczywają w niej powstańcy polegli w bitwie pod Uścimowem i niedaleką Jedlanką w styczniu 1864 roku. W boju tym poległ też dzielny Litwin major B. Ejtminowicz, który najprawdopodobniej spoczywa na cmentarzu parafialnym w Łęcznej. Na cmentarzu parafialnym w Starym Uścimowie spoczywać zaś mają inni powstańcy, którzy w tych potyczkach zginęli.

Kierujemy się zatem w stronę cmentarza. Ale nim tam docieramy spotyka nas zaskoczenie. Otóż w kultowej, wspomnianej już książce Polskiego i Kasprzaka mamy informację tylko o tym grobie na cmentarzu, tymczasem wjeżdżając do wsi i dojeżdżając do skrzyżowania koło urzędu gminy i kościoła widzimy pomnik, jak się okazuje przedwojennej jeszcze dawności z tablicą o treści „Ku czci poległych 17 powstańców w obronie Ojczyzny w dniu 6 stycznia 1864 r. wraz z dowódcą oddziału Ejtminowiczem i Świeżyńskim na polach Uścimowa 1864 – 1934”. O obiekcie tym nie ma ani słowa we wspomnianej książce. Widać nawet tak doskonałemu dokumentaliście jak Adam zdarza się coś przeoczyć. Rzecz jasna w niczym nie umniejsza to wartości książki, za to dodaje wartości naszej pracy, bo odszukujemy coś „o czym w książkach nie piszą”. Pod „obstrzałem” zdziwionych ciekawskich oczu miejscowych zapalamy znicz i ustawiamy flagę przy pomniczku i kierujemy się w stronę cmentarza. Aby tam dotrzeć trzeba przejechać koło kościoła o bardzo osobliwej bryle. Wysoki obiekt o dwóch niby-basztach na narożnikach, z „przyporami” na ścianach jak nic przypomina jakiś cerkiewny obiekt sakralno-obronny w rodzaju klasztoru w Supraślu. Okazuje się jednak, że jego rodowód jest o wiele młodszy niż wspomnianego klasztoru. To kościół z okresu międzywojennego, z lat 20-tych – jednak bardzo oryginalny. Kryje też w sobie jeszcze jedną osobliwość – tablicę wdzięczności partyzantów 27 Wołyńskiej dla mieszkańców Uścimowa i okolicznych wsi. Tablicę te umieścili w kościele żołnierze dywizji w 1986 roku za „patriotyczną postawę, pomoc, trud i ofiary poniesione dla 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej w czerwcu i lipcu 1944 r.” Co wówczas działo się z dzielnymi wołyńskimi partyzantami na przyjaznej im Lubelszczyźnie jednak będącej de facto pod sowiecką okupacją wie każdy, kto interesuje się historią tej jednostki….

Tymczasem docieramy na cmentarz. Parafialny cmentarz w Starym Uścimowie wita nas drastycznym obrazem. To nie Sosnowica choć odległość od tej oazy cmentarnej zieleni do pustyni cmentarnej w Uścimowie nie wynosi więcej niż kilkanaście kilometrów. Cmentarz parafialny w Starym Uścimowie jest pomnikiem ludzkiej bezmyślności i dendrofobii. Kilka, raptem kilka ich było, wielkich, szumiących kiedyś pszczelimi chórami lip, sędziwych jesionów czy dębów długo trzymających liście. Zdrowych, mocnych i wytrzymałych. Dziś sterczą w niego kikuty amputowanych pni i konarów. Sterczą nie wiadomo po co. Dla mnie są jak niemy krzyk skierowany do Stwórcy, który także je stworzył, ukazujący skrajną nieczułość, bezmyślność i ograniczoność Jego podobno najdoskonalszego stworzenia. Nie wiem co mają w głowach parafianie, którzy dopuszczają do takiego barbarzyństwa, nie wiem co ma w swoim umyślę duchowny, gdzie jest jego wrażliwość, nie wiem, ale wiem, że nie chciałbym mieć z nim nic wspólnego, tak jako z człowiekiem jako i jeszcze bardziej jako z pasterzem i przewodnikiem. Uważam, że za takie występki trzeba karać, surowo karać. Bo historia to nie tylko groby, mogiły i pomniki. Historia to także te żywe pomniki, pełne liści, kwiecia i wszelkiego innego życia. Pielgrzymka po powstańczych mogiłach tylko umocniła mnie w tym przekonaniu. Dała też kolejny powód do wdzięczności tym zielonym stróżom, bo często gdyby nie one nikt by nie wiedział gdzie spoczywa jakiś zapomniany przez nas bohater.

W grobowych, odpowiednich do miejsca i tych smutnych „okoliczności przyrody” nastrojach zapalamy znicz i stawiamy flagę na powstańczym pomniku, który znajduje się tuż za bramą wejściową. Pojedźcie kiedyś na cmentarz w Starym Uścimowie by zobaczyć pomnik powstańców i pomniki ludzkiej głupoty i bezduszności …

Ruszamy dalej na zachód – do

Ostrowa Lubelskiego

To miasteczko położone nad rzeką Tyśmienicą. Choć w górnym odcinku jest ona brutalnie zgwałcona przez poprawiaczy przyrody – wciśnięta w prosty jak strzelił rów, zaś cała dolina posiekana siatka rowów, to Tyśmienica jest tym dla Polesia czym były dla kresów takie rzeki jak Zbrucz czy Słucz, albo czym jest dla nas dziś Bug – granicą. Tyle że Tyśmienica jest zachodnią granicą Polesia. Za nią zaczynają się już mazowieckie równiny, suchsze, raczej bezjeziorne i piaszczyste. Musimy jednak przejechać Tyśmienicę, bo interesujący nas obiekt – cmentarz parafialny położony jest na zachodnim, „mazowieckim” brzegu rzeki. Na wysokim wzniesieniu, usadowił się bardzo rozległy cmentarz. Rodowód ma stary, bo nie mało tutaj starych, pięknych pomników jeszcze z XIX wieku. Już na samym wejściu spotyka nas kolejna kresowa niespodzianka. Na ścianie cmentarnej kaplicy dobrze widoczna tablica głosi, że w zbiorowej partyzanckiej mogile na tym cmentarzu „śpią snem wiecznym” trzej partyzanci 27 Wołyńskiej polegli w boju pod wsią Zabiele. Odnajdujemy ową mogiłę, niestety ma jeszcze rodowód z poprzedniej epoki a wówczas nie chwalono się partyzantami z wołyńskiej AK, stąd wśród umieszczonych na płytach nazwisk (podejrzewamy, że lista jest niepełna) nie ma też wołyniaków. Wśród licznych historycznych pomników i mogił na ostrowskim cmentarzu przykuwa uwagę mogiła ofiar pacyfikacji wsi nieodległej wsi Jamy. W odwecie za to, że oddział AL napadł na stacjonujących w Jamach własowców, Niemcy wymordowali 152 osoby we wsi Jamy, w tym kobiety i dzieci. Zbrodnia ta miała miejsce 8 marca 1944 roku. To kolejna zbrodnia przodków tych, którzy starają się nam dziś nam wmówić, że AK to byli antysemici i bandyci, oraz, że to Polacy są odpowiedzialni za Holokaust.

Poszukiwana przez nas mogiła znajduje się niedaleko cmentarnej bramy, prawie naprzeciw kaplicy. Grób nie różni się prawie od otaczających go „cywilnych” mogił i można by go przeoczyć gdyby nie wielki metalowy krzyż, stylizowany na brzozowy, stojący tuż za nim. Na grobie tablica o lakonicznej treści „Zbiorowa mogiła nieznanych powstańców styczniowych poległych za ojczyznę w 1863 r. Cześć Ich Pamięci”. Uprzątamy grób, palimy znicz i zostawiamy flagę.

To już ostatnia mogiła podczas tej sobotniej pielgrzymki. Co prawda kusi nas jeszcze Brzostówka, która jest prawie po drodze, a w której znajdują się ponoć dwa upamiętnienia. Jednak nadchodzący szybko wieczór, i sunące jeszcze szybciej ciężkie deszczowe chmury przekonują nas, że lepiej udać się do domu. I wydaje się to zbawienną decyzją, bo droga do Lublina okazała się drogą z przygodami. Tuż za Kijanami wpadliśmy bowiem w krater wielkości studzienki kanalizacyjnej (zamilknijcie zatem na wieki wszyscy krytykanci ukraińskich dróg – z piszącym te słowa włącznie). Skończyło się pogięciem felgi, zmianą koła, prostowaniem jej i mnogością innych atrakcji. Ale, dobrzy ludzie pomogli a pełnoletni „fieściak” też wytrzymał. Do Lublina wjechaliśmy w strugach deszczu zostawiając za sobą palące się znicze na powstańczych mogiłach a unosząc w serca pamięć o patriotach w nich spoczywających.

Krzysztof Wojciechowski

Uzupełnieniem artykułu jest galeria „Ślady Powstania Styczniowego na Polesiu Lubelskim”:

[link=http://kresy.pl/zobacz-kresy,warto-zobaczyc?zobacz/slady-powstania-styczniowego-na-polesiu-lubelskim]




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz