„Kapitan Krysiński … otrzymawszy wiadomość o wyruszeniu przeciw niemu 4 rot z kozakami z Włodawy stanął za Suchą Wolą pod Wyrykami, na brzegu lasu w dogodnej pozycji, wyczekując ataku nieprzyjaciela. … Atoli celny ogień strzelców i nadzwyczaj śmiały atak kosynierów, dowodzonych przez Grundmana, spędził ułanów z pola i odebrał moskalom ochotę do dalszej walki. Moskale, straciwszy 15 zabitych, cofnęli się na wzgórze o 1000 kroków odległe.”

Nie wiem jak tam inne powiaty w naszej ojczyźnie, ale powiat włodawski zdecydowanie można zaliczyć do krajowej czołówki jeśli idzie o tempo upamiętniania miejsc związanych z Powstaniem Styczniowym.



Jeszcze nie przebrzmiały echa salwy honorowej pod cerkwią w Horostycie, kiedy to w połowie maja upamiętniano majora Bronisława Deskura, a już nowa uroczystość pognała mnie na nasze współczesne Kresy.

Suchawa, to wieś … której już nie ma. To znaczy, nie ma w sensie pierwotnym. Położona nie dalej jak 10-12 km od Bugu podzieliła losy dziesiątków jeśli nie setek wsi zamieszkałych przez prawosławnych Ukraińców. Nie, jej mieszkańcy nie zostali wywiezieni w ramach „koniecznej, nieuniknionej i potrzebnej” operacji „Wisła”, stało się to kilka lat wcześniej. W latach 1944-45 wywiezieni zostali (zapewne „dobrowolnie”) na wschód. Dziś zasiedlają tę zagubioną wśród Lasów Włodawskich senną wioseczkę nowi ludzie. Na miejscu dawnej leśniczówki Adampol-Suchawa jaśnieją bloki dawnego PGR-u Suchawa. Zaś sama wioska jest idealnie turystyczna: daleko do szosy, wokół lasy, nieopodal urokliwa (bo nie zgwałcona przez meliorantów) rzeczka Włodawka i jej dolina pełna derkania derkaczy. To z Suchawy zwykle rozpoczynają się spływy Włodawką w kierunku Włodawy. To kilkukilometrowy jej odcinek biegnący przez las w stronę Adamek jest najpiękniejszy. Pełen meandrów, dziko wijący się wśród malowniczych olsów, splątanych pnączami psianki i chmielu, pełen śladów bobrzych. Olchy wyglądają szczególnie pięknie, przy niskim stanie wody we Włodawce, odsłaniają wtedy splatane korzenie, przez co człowiek ma wrażenie, że płynie przez jakiś las mangrowy albo pośród drzewców rodem z powieści Tolkiena. Wierzcie, bo piszący te słowa miał okazję płynąć Włodawką nie raz i to dniem a i … nocą, w piękną, ciepłą, krótką i oświetloną blaskiem księżyca, najkrótszą noc w roku. Cienie drzew, ciche pluski, „gadanie lasu” składają się na osobliwą atmosferę nocnego spływu. Ale … odpłynąłem, wróćmy jednak do samej Suchawy.

Znajdą się może i tacy, którym Suchawa kojarzy się z Jackiem Chmielnikiem, aktorem, niezapomnianym Olgierdem „Olo” Jedliną z „Kingsajzu” czy Moksem z obu „Vabanków”. Miał on tutaj swój domek letniskowy i niestety tutaj … spotkała go śmierć. Zginał porażony prądem, w 2007 roku…

Cerkiew

Niedaleko Włodawki stoi też w Suchawie murowana świątynia, dawna cerkiew pod wezwaniem Kazańskiej Ikony Matki Bożej. To obiekt o bardzo ciekawej historii choć ma „dopiero” 100 lat. Wybudowana jeszcze przed I wojną światową świątynia z czerwonej cegły, przetrwała tę wojnę. W okresie międzywojennym nadal służyła prawosławnym. Wyszła nawet obronną ręką z kolejnej w naszej historii „koniecznej, nieuniknionej i potrzebnej” akcji, podczas której, w latach 30-tych, „poległo” wiele okolicznych prawosławnych świątyń. Prawosławni modlili się w niej do czasu, kiedy ich z Suchawy wywieźli. Władza ludowa zaadoptowała pozostawioną świątynię z wrodzoną sobie praktycznością i „subtelnością” – na spichlerz. Bogu dzięki nie na magazyn nawozów sztucznych. Tę „zaszczytną” funkcję świątynia pełniła do końca lat 70-tych ubiegłego wieku. Później postanowiono ją zburzyć. Stanowcza, przytomna i szybka interwencja ówczesnego metropolity warszawskiego i całej Polski, Makarego, zapobiegła temu. Świątynia została przekazana katolikom i pełniła funkcję kaplicy dojazdowej parafii p.w. Najświętszego Serca Jezusowego we Włodawie. Wydawało się, że to co przez sto lat nie udało się wojnom, władzy sanacyjnej i komunistycznej uda się samej naturze. W lipcu ubiegłego roku piorun uderzył w najwyższą wieże cerkiewną i świątynia stanęła w płomieniach. Akcja gaśnicza trwała kilkanaście godzin. Spłonął dach i wnętrze świątyni. Mury ocalały. Pamiętam ten przygnębiający widok, kiedy tydzień po pożarze przyjechałem do Suchawy na kolejny spływ Włodawką. Zamiast błyszczących w słońcu cerkiewnych „cebulek” sterczały w niebo osmalone mury. Niczym dziąsła z wybitymi zębami. Wokół poniewierała się blacha z dachu, stopione powyginane metalowe elementy, krzyże, świeczniki. Bardzo smutny widok. Nawet sami duchowni twierdzili, że nie prędko da się odbudować świątynię, bo to i obiekt zabytkowy i zniszczenia ogromne.

Jak feniks…

Ja również nie sądziłem, że za rok zaledwie przyjdzie mi być obecnym w odnowionym już suchawskim chramie. Niezbadane są jednak wyroki Boże. W minioną niedzielę (14 lipca) niemal dokładnie po roku od fatalnego pożaru odprawiona została pierwsza Msza Święta w odnowionej świątyni. Było to możliwe dzięki zaangażowaniu i solidarności szerokiej rzeszy instytucji i osób prywatnych, poczynając od mieszkańców Suchawy a kończąc na … „pensjonariuszach” włodawskiego zakładu karnego, którzy pomagali przy remoncie. Nie wiadomo czy to fakt, iż ów zakład znajduje się przy ulicy Żołnierzy WiN, czy też oddana praca służby penitencjarnej, w każdym razie niektórzy żartobliwie zauważają, że owi „pensjonariusze” dawno już powinni być zwolnieni, bo w tylu dobrych inicjatywach brali udział. Wszystkim, którzy zaangażowali się w odnowienie świątyni żarliwie podziękował ks. Kanonik Stanisław Dadas z włodawskiej parafii. Co prawda dziś już nie zdobi suchawskiego chramu 7 cebulowatych kopuł, a jedna i to o raczej prostym kształcie, ale najważniejsze jest, że świątynia ocalała.

Powstańcy

Ale nie tylko dla uczestnictwa we Mszy Świętej zgromadzili się licznie pod suchawską kaplicą wierni i goście z całego województwa i spoza niego. Powód był także powstańczy. Pod datą 5 lipca 1863 roku niezastąpiony Zieliński opisuje: „Kapitan Krysiński, naczelnik wojskowy V-go oddziału radzyńskiego, znajdując się w lasach włodawskich nad Bugiem, otrzymawszy wiadomość o wyruszeniu przeciw niemu 4 rot z kozakami z Włodawy stanął za Suchą Wolą pod Wyrykami, na brzegu lasu w dogodnej pozycji, wyczekując ataku nieprzyjaciela. Jakoteż niebawem dały się słyszeć strzały pikiet w odległości 3 wiorst. Natychmiast Krysiński wysłał 60 ułanów na rekonesans, a sam ruszył na spotkanie nieprzyjaciela. Ten w dwa szwadrony ułanów, których skrzydło zajmowały 2 roty piechoty i secina kozaków, usiłował wedrzeć się do lasu, zajmowanego przez powstańców. Atoli celny ogień strzelców i nadzwyczaj śmiały atak kosynierów, dowodzonych przez Grundmana, spędził ułanów z pola i odebrał moskalom ochotę do dalszej walki. Moskale, straciwszy 15 zabitych, cofnęli się na wzgórze o 1000 kroków odległe. Pod Wyrykami odznaczył się zimną krwią pułkownik szwajcarski Erlach, znajdujący się przy oddziale jako sprawozdawca wojenny z ramienia władzy wojskowej szwajcarskiej.” O zabitych powstańcach Zieliński nic nie pisze, zdaje się, że jednak jacyś być musieli, bo to właśnie najprawdopodobniej przy cerkwi, pod starą lipą zostali pochowani. Tutaj też ustawiono pomnikowy głaz w hołdzie powstańcom walczącym tu przed półtorej wiekiem.

Jadąc na uroczystość do Suchawy i pamiętając to miejsce jako senną, zagubioną wśród lasów wiosczynę nie spodziewałem się tego, co tam zastałem. Jak to mawiają – ruch jak na odpuście. Pod samą świątynią stały w szyku ze trzy zastępy harcerzy z ZHR-u, jak się okazuje kwaterujących nieopodal na letnim obozie. Plac cerkiewny zajmowany był też przez tłum ludzie wśród których również można było dostrzec granatowe mundury policjantów i zielone leśników i pograniczników. Uroczystą Mszę Świętą celebrowało kilku kapłanów, w modlitwach uczestniczył też współbrat w wierze, duchowny „drugiego płuca chrześcijaństwa” ks. Jerzy Ignaciuk, osoba nietuzinkowa, proboszcz parafii prawosławnej Narodzenia Bogarodzicy we Włodawie, duchowny, który pisze wiersze i ikony (bo ikony się pisze, a nie maluje), i człowiek stąd, z nieodległych Sławatycz. W pamięć zapadły słowa będącego w koncelebrze księdza kapelana harcerzy, który dobitnie mówił nie tylko o pokusach jaki ten świat niesie dla młodych ludzi, ale także o Powstaniu i Powstańcach. „Nie wierzcie tym, którzy dziś starają się pomniejszyć znaczenie powstania, którzy jak mogą dezawuują jego znacznie, mówiąc że to niepotrzebny zryw, że to bezsensowne przelewanie krwi. Oni nic nie wiedzą. Trzeba było żyć w tamtych czasach, doświadczać tego wszystkiego, czego doświadczyli młodzi ludzie wtedy żyjący, aby zrozumieć ich decyzję i poświęcenie. Skoro tak zrobili, to znaczy, że nie mieli innego wyjścia, bo przecież nikt nie idzie sam na bezsensowną śmierć.” – płynęło z ambony. Spokojny jestem o patriotyczną formację ZHR-u.

Po Mszy Świętej nastąpiło wyprowadzenie pocztów sztandarowych ze świątyni, i udały się one pod pomnik. Tutaj głos zabrał przedstawiciel gospodarzy terenu – członek zarządu powiatu włodawskiego Edward Łągwa. Cóż, może ja mam inny rodzaj wrażliwości niż pan członek zarządu, ale nie wydaje mi się aby nawoływanie do wesołej zabawy było właściwe w tym miejscy i w tym czasie. Po przemówieniach „oficjeli” nastąpiło poświecenie pomnika, przy którym stanęła warta honorowa druhen i druhów z ZHR. Poświęcenie, jak to zwykle na naszych współczesnych Kresach bywa, odbyło się „z dwu rąk” czy jak kto woli „z dwu płuc”. Dokonali go duchowni katoliccy i prawosławni. A przekonany jestem, że gdyby nie aktywność „nazi matek i nazi ojców”, to z pewnością zobaczylibyśmy obok długą siwą brodę włodawskiego rabina, bo przed wojną włodawska gmina żydowska liczyła ponad 8 tysięcy osób, a do dziś znajduje się w tym mieście bodaj czy nie najpiękniejszy w kraju zespół synagogalny. No ale, niestety bezpowrotnie minęły już czasy gdy „biblijne pieśni wiatr łączy z polską piosnką i słowiańskim żalem”…

Kolejnym „punktem” uroczystości było posadzenie dębów ku pamięci powstańców. Ruszyli zatem gromadnie przedstawiciele miejscowej władzy, a nawet jeden senator RP, przedstawiciele policji, służb granicznych, leśników, myśliwych, duchowieństwo, do sadzenia dębów. Dębami obsadzono dawny trakt włodawski, czyli najkrótszą drogę z Suchawy do Włodawy. Dziś, kiedy asfaltowa droga wiedzie przez lasy, raczej tę utwardzoną trasę wszyscy wybierają, nie mniej jednak stary trakt włodawski jest o wiele bardziej malowniczy. Inicjatorem tak całej uroczystości jak i posadzenia owej alei powstańczej był pan Mieciu Tokarski z włodawskiego PTTK-u, prawdziwy przodownik jeśli idzie o wiedzę i upamiętnianie Powstania Styczniowego na Ziemi Włodawskiej. Z niesłabnącym zapałem od kilku dziesiątków lat niestrudzenie upowszechnia on wiedzę o Powstaniu wśród dorosłych i młodzieży, dąży do upamiętnienia wszystkich miejsc, organizuje rajdy i wycieczki po miejscach pamięci w powiecie i nie tylko. Stawia przede wszystkim na młodzież, bo jak powiedział w swoim przemówieniu: „to wy będziecie obchodzić kolejną okrągłą rocznicę 200-lecia powstania, to w waszych rękach są te miejsca i pamięć o nich do was należy.” Warto też dodać, że włodawski PTTK wydał także okolicznościową kartę pocztową.

Oficjalnym zakończeniem uroczystości było odśpiewanie „Roty”. Jednak wielu uczestników zostało jeszcze o dłużej, zwiedzając odrodzoną z popiołów suchawską świątynie, błąkając się po wielkim, zagubionym w lesie suchawskim cmentarzu prawosławnym czy też siedząc i dumając na ławeczce przy pomniku. A było o czym. Bo mimo wszystko wielką otuchą napełnia się serce widząc te tłumy ludzi, wielu młodych, którzy jednak, jak wierzę nie przyszli tu, jak pewnie chciałby pan członek zarządu, dla wesołej zabawy (piwa, kiełbasek ani czegoś podobnego nie było), ale jednak, jak wierzę, z bardziej wzniosłych pobudek. Znaczy to, że spełniły się słowa generała Langiewicza – Ojczyzna i jej lud pamięta o swoich obrońcach. I oby tak było zawsze.

Krzysztof Wojciechowski

Galerię fotografii z uroczystości można obejrzeć tutaj:

[link=http://kresy.pl/zobacz-kresy,fotorelacje?zobacz/suchawa-sladami-powstania-styczniowego-na-lubelszczyznie-]

Reklama

Dlaczego zdecydowaliśmy się na ograniczenie dostępu do naszych treści?

Ponieważ nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Zawsze ktoś za nie płaci. Jeśli Czytelnicy nie wezmą na swoje barki finansowej odpowiedzialności za istnienie niezależnych, oddolnych inicjatyw dziennikarskich, takich jak Kresy.pl, wówczas na rynku pozostaną wyłącznie niskiej jakości tabloidy oraz media finasowane przez wielkie korporacje, partie polityczne i różnego rodzaju lobbies.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl to 20000 zł. 7-osobowa redakcja pracuje w pełnym wymiarze i praca ta jest naszym podstawowym, najczęściej jedynym, źródłem dochodu. Kresy.pl nie powstają po godzinach, tworzone przez amatorów. Portal jest tworzony przez wykwalifikowanych dziennikarzy oraz specjalistów z zakresu polityki międzynarodowej, którzy codziennie starają się dotrzeć do informacji istotnych z punktu widzenia interesu naszej politycznej wspólnoty.

Jeśli cenisz naszą pracę, jeśli z niej korzystasz i uważasz, że zamknięcie portalu Kresy.pl byłoby stratą, prosimy dołącz do grona osób, które współtworzą finansowe podstawy funkcjonowania naszego serwisu.




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz