Mir wraca do życia


Będąc w Nieświeżu , trzeba koniecznie odwiedzić jeszcze Mir. Jeden z największych i najlepiej zachowanych na dzisiejszej Białorusi zespołów zamkowo-pałacowych.

Droga z Nieświeża do Miru i wiodąca dalej do Nowogródka nie jest wprawdzie najlepsza, ale jej pokonanie jest warte grzechu. Widoczny z daleka obiekt dostarcza nie lada estetycznych wrażeń. Próżno szukać jego odpowiednika w całej Polsce. Wraz z położonym nieco dalej rewaloryzowanym miasteczkiem stanowi prawdziwą architektoniczną perełkę. Nie ma co się dziwić, że inspirował wielu twórców polskiej kultury, takich jak Jędrzej Kitowicz, Adam Mickiewicz, Władysław Syrokomla czy Melchior Wańkowicz. Zamczysko to jest niewątpliwie kolejnym śladem kultury, którą przyniosła na teren dzisiejszej Białorusi Rzeczpospolita. Dzisiaj potwierdza jej wielowiekowe związki z Zachodem. To dobrze, że już dzisiaj przybywają do Miru wycieczki białoruskiej młodzieży.

Pierwsza wzmianka dotycząca miasteczka Mir, położonego nad rzeczką Miranką, prawym dopływem Uszy, pochodzi z roku 1395. Wtedy to wezwani przez Świrgiełłę przeciw Witoldowi Krzyżacy splądrowali istniejącą już wówczas i należącą do książąt litewskich osadę i okoliczne ziemie. Później dobra te przechodziły przez wiele rąk litewskich kniaziów. Jeden z nich Jerzy Illinicz, marszałek litewski i namiestnik lidzki na początku XVI w. zbudował w Mirze późnogotycki zamek obronny należący do największych i najbardziej okazałych tego typu budowli na dzisiejszej Białorusi. Drogą rodzinnych koligacji Mir trafił w ręce Radziwiłłów i w ich rękach pozostawał prawie trzysta lat, stając się jednym z klejnotów w koronie nieświeskiej ordynacji. W dolnych partiach zamek był zbudowany z kamienia, górne wzniesiono z czerwonej cegły. Budowla ta broniona była z trzech stron ziemnymi wałami z bastionami i fosami, a od południa stawami. Zwrócona frontem do zachodu, posiadała cztery ściany i cztery baszty narożne tworzące plan zbliżony do kwadratu. Każdy bok zamku miał długość 75 m i grubość muru dochodzącą do 3 m. Wysokość każdego z nich dochodziła do 13 m. Zamek był wielokrotnie przebudowywany i wzbogacany o dodatkowe rezydencjonalne skrzydła. Za czasów Mikołaja Radziwiłła “Sierotki” było w nim około 40 sal. Pod apartamentami mieszkalnymi ciągnęły się przyziemia, a jeszcze niżej piwnice. Baszty w dolnej części były kwadratowe, a w górnej ośmioboczne. Miały po pięć kondygnacji oraz sklepione piwnice. Zamek przechodził różne koleje losu. Wielokrotnie oblegany i niszczony przez wrogów dźwigał się jakoś z ruin, choć dla Radziwiłłów nigdy nie stał się główną rezydencją. Położony był bowiem zbyt blisko Nieświeża. Upodobał go sobie tylko książę Karol Radziwiłł “Panie Kochanku”, którego słynne uczty w zamczysku uwiecznił Jędrzej Kitowicz w “Opisie obyczajów za panowania Augusta III”. Magnat ten w kręgach drobnej szlachty był niemal czczony za wielkopańskie gesty, bratanie się i niebywałą rozrzutność, znajdującą finał w niekończącym się ucztowaniu i pijatykach, na których “zaczęty obiad stykał się z wieczerzą, a ta ciągnęła się do północna, albo i białego dnia”.

W częściową ruinę zamek popadł podczas Powstania Kościuszkowskiego i wojen napoleońskich. Miał w nim m.in. główna kwaterę król Westfalii Hieronim Bonaparte. Ten fragment jego dziejów uwiecznił, zdaniem wielu badaczy i krajoznawców, Adam Mickiewicz w “Panu Tadeuszu”. Twierdzą oni, że Mir posłużył poecie jako pierwowzór zamku Horeszków.

Jako majestatyczna ruina zamek trwał przez kilkadziesiąt lat. Próby jego zabezpieczenia zostały podjęte przez ród Świętopełków – Mirskich, którzy wraz z kluczem składającym się z 14 folwarków i 15 zaścianków, w 1895 r. nabyli go od Radziwiłłów. Na polecenie ostatniego jego przedstawiciela Michała Świętopełka Mirskiego architekt T. Bursze opracował plan rewaloryzacji całego zamku. Był on jednak za ambitny na zbiedniałego możliwości zbiedniałego księcia. Zniszczenia wywołane I wojną światową były tak wielkie, że ostatni dziedzic Miru mógł co najwyżej restaurować jedną zamkową salę rocznie. Magnat ten, jak uwiecznił to Melchior Wańkowicz w “Anodzie i Katodzie”, za swoją życiową dewizę wziął “struo dum vivo, dum vivo – struo”. Buduję dopóki żyję, dopóki buduję żyję”. “Idziemy pod olbrzymimi sklepieniami zamku – pisze Wańkowicz.- Książę postanowił poświęcić życie jego odbudowie. Z wolna dźwiga salę po sali, komnatę po komnacie, basztę po baszcie. Sam projektuje wykonane na miejscu pod jego nadzorem ciężkie gotyckie meble, z epoki najwcześniejszego, najprymitywniejszego gotyku. Sam pilnuje odlewania glinianych postumentów do lamp, sam dobiera grubość, miąższ i smak dębowych desek”.

Do swojej śmierci w 1938r. księciu Michałowi udało się doprowadzić do stanu surowego tylko część skrzydła wschodniego. Po nim Mir odziedziczyli jego bratankowie Aleksander i Wasyl, postacie równie barwne i oryginalne jak sam książę. Aleksander w odróżnieniu od niego, choć wywodził się z prawosławnej rodziny- “przyjął – jak pisze Wańkowicz- katolicyzm i pono rąbnął zgorszonym schizmatykom, że jako pan nie zamierza pozostawać w chamskim wyznaniu”.

Siostrzeniec Wasyl z kolei, jak pisze Wańkowicz: “smiryłsia” pono w Jugosławii i przyjechał do Miru w riasie posłusznika”( w habicie braciszka). Zarówno jednak oni, jak i stary książę byli dobrymi ludźmi, żyjący w symbiozie ze swym otoczeniem. Gdy we wrześniu 1939 r. bolszewicy po wkroczeniu do Mira od razu aresztowali bratanków księcia, duży tłum ruszył za aresztowanymi aż do odległych o 45 km Baranowicz, prosząc władze sowieckie o uwolnienie tych ziemian, tłumacząc im, że żyli oni w jak najlepszych stosunkach ze swoimi podwładnymi. Robotników i służbę wraz z rodzinami wezwano wówczas do urzędu gminnego i tam zwymyślano za to, że ośmielili się wstawić za burżujami. Mirscy pojechali rzecz jasna na Sybir. Zgromadzone przez nich bezcenne dobra kultury zostały zniszczone. Jak wspomina naoczny świadek “aprychodawania” zamku, Stanisław Żuraw, mający jako jedyny mieszkaniec Miru uniwersyteckie wykształcenie, na podłodze komnat walały się i były rozdeptywane, liczące ponad tysiąc lat czajniki z chińskiej porcelany. Przepadła bezcenna dla kultury słowiańskiej książęca biblioteka. Nowi zdobywcy tylko część współczesnych dzieł przekazali miejscowej bibliotece. Niektóre wybrane, nie wiadomo według jakiego klucza, wywieziono w nieznanym kierunku. Resztę po prostu wyrzucono przez okno. Na błoniach wokół zamku walały się więc ikunabuły, psałterze oprawne w kość słoniową , encyklopedie i obcojęzyczna literatura. Spustoszone komnaty zostały zamienione w warsztaty spółdzielni, obsługujące tutejszą ludność. W okresie II wojny światowej w zamku funkcjonował obóz koncentracyjny dla okolicznych Żydów, których kilka tysięcy zostało w jego okolicach wymordowanych. Po wojnie aż do początku lat sześćdziesiątych w zamku mieszkali tzw. “bieżeńcy”, którym wojna zniszczyła domy i wszelki dobytek. Ich pobyt pogłębił jeszcze dewastację zamku. Pozostawieni samym sobie używali oni do opalania pomieszczeń resztek mebli, parkietów i boazerii.

O konieczności odbudowy zamku w Mirze zaczęto na Białorusi mówić w 1970 r. Osiem lat później jej władze podjęły decyzję o jego generalnym remoncie. Rozpoczęto badania archeologiczne na terenie obiektu i przygotowania koncepcji restauracji zamczyska. W toku prac przyjęto, że zostanie on podzielony na dwie strefy: odbudowy i adaptacji. W części pierwszej miało pozostać muzeum komnat zamkowych i kultury białoruskiej , a w drugiej instytucje służące turystom: restauracje, kawiarnie i hotele.

Z uwagi na ogromny zakres robót i ich koszty odbudowa Mira prowadzona była bez wielkiego rozmachu, ale za to konsekwentnie. W 1994r. został on uznany za obiekt Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO. W toku rewaloryzacji zmieniono nieco koncepcję przeznaczenia odnawianego zamku. Będzie on oprócz muzealnych pełnić także funkcje reprezentacyjne republiki. Ponadto zostaną w nim założone różnorakie warsztaty artystyczne i rękodzielnicze, mające sprzyjać odrodzeniu białoruskiej sztuki, która ma olbrzymie tradycje, niestety zapomniane. Jej ślady przetrwały tylko w polskich , rosyjskich czy litewskich muzeach. Z pięciu gobelinów z korelickiej manufaktury, które dotrwały do naszych czasów, Białoruś nie ma żadnego. Pas słucki ma jeden, podczas gdy w magazynach Muzeum Historycznego w Moskwie spoczywa ich kilkadziesiąt. W Muzeum Historii Druku w Połocku nie ma białoruskiego wydania Biblii Skaryny, podczas gdy w Moskwie jest 78 egzemplarzy.

Z tempa prac realizowanych na mirskim zamczysku można wnioskować, że wkrótce zostaną one zakończone. Zagospodarowywane jest też jego otoczenie. Będzie wyposażone naprawdę po europejsku. W całą niezbędną dla turystów infrastrukturę.

Sam Mir od czasu, gdy gościł w nim Wańkowicz, też oczywiście zmienił wygląd, a przede wszystkim skład narodowościowy. Nie ma już w nim Żydów i znanej szkoły rabinicznej, do której uczęszczało trzystu słuchaczy, w tym osiemdziesięciu studentów z zagranicy: Ameryki, Austrii, Niemiec i Francji. Nie wiadomo, gdzie stał ten cheder, w którym – jak pisze Wańkowicz – “w potwornych, mastodonckich ławach dębowych – nadgryzionych przez czerw, rżnięcie noża, próchno, czas i kwasy atramentów” kiwali się “dżentelmeni w kapeluszach , zawodzący monotonnie bez najmniejszego zwracania uwagi” na przychodzących gości.

Przed wojną Mir słynął jednak nie tylko z “rabinicznej uczelni” , ale z końskich jarmarków i Cyganów, którzy na nich handlowali. Jarmarki odbywały się dwa razy do roku. Pierwszy na św. Mikołaja 9 maja, drugi także na św. Mikołaja 6 grudnia. Oba trwały po cztery tygodnie. Dokonywano na nich wiele “końskich transakcji”. Okoliczni właściciele doborowych stad dostarczali bowiem na nie sporo koni. Cyganie będący pośrednikami w sprzedaży rumaków osiedlali się w mieście i z czasem go całkowicie zdominowali… Hitlerowcy po wkroczeniu do Miru wymordowali ich razem z Żydami. Pozostały po nich domy, które wraz z resztą obiektów, takich jak gotycko-renesansowy kościół św. Mikołaja ufundowany przez Radziwiłła “Sierotkę”, popadały w ruinę. W drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych miasteczko w ślad za zamkiem zaczęto rewaloryzować, osiągając bardzo dobre rezultaty. Odrestaurowany rynek robi wrażenie. Wszystkie domy i kamieniczki wokół niego lśnią blaskiem, łącznie z cerkwią i… zabytkowym kościołem, którzy także poddawany jest rewaloryzacji. Odbudowywana jest m.in. zburzona czworoboczna wieża świątyni, z której zachowały się tylko dwie kondygnacje. Odtwarzane są również inne architektoniczne detale, w tym okrągłe wieżyczki flankujące centralną wieżę. By jego wnętrze odzyskało pierwotny blask, potrzebna jest dobra wola władz w Mińsku. Z ich polecenia po zamknięciu świątyni zabrały one do Muzeum Narodowego w stolicy bardzo cenną rzeźbę nagrobną “Śpiące Dziecko” z XVI w. O doposażeniu kościoła w kopie wywiezionych do Polski obrazów powinni też pomyśleć dawni mieszkańcy Mira, którzy osiedlili się w Rudce k/ Brańska i Czeremsze na Podlasiu. Do Czeremchy ostatni mirski proboszcz wywiózł np. Cudowny Obraz MB Szkaplerznej w sukience ze srebrnych i złotych wotów.

Obecnie w Mirze mieszka niewielu Polaków. Parafia katolicka składa się z kilkudziesięciu wiernych. Obsługuje ją paulin dojeżdżający z Korelicz.

Marek A. Koprowski

forma płatności