Zostaw odpowiedź
Chcesz przyłączyć się do dyskusji?Nie krępuj się!
Leave a Reply
You must be logged in to post a comment.
10 czerwca 1942 roku w KL Auschwitz II-Birkenau około 50 polskich więźniów z karnej kompanii podjęło próbę ucieczki po zakończeniu pracy przy rowie melioracyjnym. Wolność odzyskało 9 osób. W odwecie Niemcy następnego dnia zamordowali ponad 300 Polaków.
Jednym z więźniów, którym udało się zbiec, był August Kowalczyk, po wojnie znany aktor filmowy i teatralny. W chwili wybuchu II wojny światowej miał 18 lat. Zamierzał przedostać się do Francji, gdzie formowało się Wojsko Polskie, lecz został schwytany na granicy ze Słowacją. Po pobycie w więzieniu 4 grudnia 1940 roku trafił do Auschwitz.
Bitwa pod Trojanowem, stoczona 10 czerwca 1294 roku, nie należy do najbardziej znanych epizodów polskiej historii militarnej, mimo że miała istotne konsekwencje dla układu sił w rozbitej dzielnicowo Polsce.
W starciu tym Polacy ponieśli dotkliwą klęskę z rąk Litwinów. Zginął książę łęczycki Kazimierz II. Paradoksalnie, najbardziej doniosłym skutkiem tej porażki było objęcie władzy nad ziemią łęczycką przez młodszego brata poległego księcia – był nim Władysław Łokietek.
W czasach, gdy idea unii polsko-litewskiej nie była jeszcze nawet rozważana, Litwini stanowili poważne zagrożenie dla polskich księstw. Państwo litewskie, od czasów panowania Mendoga, przeżywało typowy dla młodych organizmów państwowych okres ekspansji i agresji wobec sąsiadów. Coraz częściej celem litewskich najazdów stawały się rozdrobnione i osłabione politycznie ziemie Piastów.
Tego dnia w 1832 roku papież Grzegorz XVI ogłosił encyklikę Cum primum, skierowaną do arcybiskupów i biskupów Królestwa Polskiego. Dokument potępiał powstanie listopadowe jako akt nieposłuszeństwa wobec legalnej władzy cara Rosji.
Encyklika ta, choć z pozoru miała charakter teologiczny, w rzeczywistości była głęboko osadzona w ówczesnym kontekście politycznym i dyplomatycznym Europy. Na początku lat 30. XIX wieku Państwo Kościelne znajdowało się w trudnym położeniu. Zagrożenie ze strony ruchów liberalno-demokratycznych na Półwyspie Apenińskim skłaniało Stolicę Apostolską do poszukiwania oparcia w konserwatywnych mocarstwach europejskich, takich jak Austria i Rosja – filarach Świętego Przymierza. Z tego względu Watykan starał się utrzymywać poprawne stosunki z Imperium Rosyjskim.
Już w lutym 1831 roku papież wydał brewe Impensa charitas, skierowane do polskich biskupów, w którym apelował o unikanie zaangażowania duchowieństwa w trwające powstanie. Na audiencjach u nowo wybranego papieża Grzegorza XVI poseł rosyjski Grigorij Gagarin przekonywał, że car był gotów wybaczyć Polakom niewierność, jeśli złożą broń. Twierdził też, że przywódcy powstania pozostawali pod wpływem francuskiego jakobinizmu i byli nastawieni antyklerykalnie, a część duchowieństwa polskiego działała wbrew swemu powołaniu. „Pragnę tylko upomnienia ogólnego i czysto ojcowskiego” – tłumaczył Gagarin. Brewe Impensa charitas zostało jednak uznane przez rosyjskie władze za zbyt łagodne.
8 czerwca 1533 roku na Wawelu odbyła się uroczysta konsekracja jednego z najwybitniejszych dzieł architektury renesansowej w Europie – Kaplicy Zygmuntowskiej.
Ta niewielka, ale olśniewająca budowla, przylegająca do południowej ściany katedry wawelskiej, to nie tylko miejsce spoczynku ostatnich Jagiellonów, lecz także świadectwo artystycznej wizji i mecenatu Zygmunta Starego. Dziś, niemal pięć wieków później, wciąż zachwyca swoją harmonią form.
Pomysł budowy kaplicy narodził się w 1515 roku, po śmierci pierwszej żony króla, Barbary Zapolyi. Choć główną motywacją była chęć uczczenia zmarłej małżonki, projekt szybko przekształcił się w zamysł stworzenia królewskiego mauzoleum – nowoczesnego, reprezentującego nowy styl, który właśnie zaczynał zdobywać Europę – renesans. Dotąd dominowały w Polsce gotyckie formy, szczególnie w architekturze sakralnej. Kaplica Zygmuntowska miała wyznaczyć nowy kierunek.
Wedle opisu przytoczonego przez ks Jana Popłatka TJ 16 maja 1657 r kozacy dopadli Andrzeja Bobolę jeszcze w Peredyle, jadącego wozem. Woźnica Jan Domanowski rzucił lejce i zbiegł do lasu, Andrzej zaś pozostał na miejscu i polecając się Bogu, oddał się w ich ręce. Było już popołudniu. Kozacy powierzyli swe konie Jakóbowi Czetwerynce i poczęli natychmiast „nawracać” Andrzeja na wiarę prawosławną. Namowy i groźby nie odniosły skutku, wobec tego obnażyli go, przywiązali do płotu i skatowali nahajkami, po czym odwiązanego bili po twarzy, przy czym Andrzej postradał kilka zębów. Następnie związali mu ręce, umieścili go między dwoma końmi, do których go przytroczyli i ruszyli do Janowa. Kiedy w ciągu czterokilometrowego marszu Bobola opadał z sił, popędzali go nahajkami i lancami, po których pozostały dwie głębokie rany w lewem ramieniu od strony łopatki, prócz tego jedno cięcie, prawdopodobnie od szabli, na lewym ramieniu. Odarty z odzienia, pokryty sińcami i krwawiącymi ranami odbył Andrzej swój wjazd triumfalny do Janowa, gdzie eskorta oddała go niezwłocznie w ręce starszyzny. Tu przyjęto go podobno szyderstwami i okrzykami: „To ten Polak, ksiądz rzymskiej wiary, który od naszej wiary odciąga i na swoją polską nawraca!” Jeden z kozaków dobył szabli i wymierzył cięcie w głowę Boboli, ten jednak wskutek naturalnego odruchu uchylił się i zasłonił ręką, tak że częściowo udaremnił śmiertelne cięcie, ale za to poniósł bolesną ranę w pierwsze trzy palce prawej ręki.
Przygotowane przez kozaków krwawe widowisko, ściągnęło liczny tłum ciekawego pospólstwa, wśród którego znajdowali się obok Czetwerynki, Joachim Jakusz, Chwedko, Jan Skubieda, Paweł Hurynowicz, Stanisław Wojtkiewicz, Dryk i Utnik. Tymczasem kozacy bezzwłocznie zajęli się Bobolą. Kolejności katuszy mu zadanych, wobec chaotycznych zeznań świadków w procesach apostolskich, ustalić niepodobna, zastosowanie ich oraz rodzaj nie ulega jednak żadnej wątpliwości. Na rynku janowskim w pobliżu drogi, wiodącej do Ohowa, stała szopa Grzegorza Hołowejczyka, służąca za rzeźnię i jatkę. Wprowadzono tam Bobolę, rzucono go na stół rzeźnicki i uwiwszy wieniec z młodych gałęzi dębowych ściskano mu głowę.
Następnie, wzywając go do porzucenia wiary katolickiej przypiekali mu ciało ogniem. Stałość Andrzeja doprowadzała ich do coraz większego okrucieństwa. „Tymi rękami Mszę odprawiasz, my cię lepiej urządzimy”, mieli wołać do niego i wbijali mu drzazgi za paznokcie. „Tymi rękami przewracasz kartki ksiąg w kościele, my ci skórę odwrócimy, ubierasz się w ornat, my cię lepiej ozdobimy, masz za małą tonsurę na głowie, my ci wytniemy większą”, wołali podobno w dalszym ciągu, zdzierając nożami skórę z rąk, piersi i głowy, odcinając wskazujący palec lewej ręki, końce obydwu pierwszych palców i wycinając skórę z dłoni. Łaska, jakiej Bóg udziela swym wybranym męczennikom, krzepiła Bobolę i dodawała mu wprost nadludzkich sił fizycznych i moralnych, dzięki czemu, poddając się woli Boga, wśród jęków wzywał świętych imion Króla i Królowej Męczenników, Jezusa i Maryi, a w odpowiedzi na szyderstwa i bluźnierstwa swych katów, wzywał ich do opamiętania. Ci prowadzili swe ohydne dzieło w dalszym ciągu. Wykłuli mu prawe oko, przewrócili go na drugą stronę, zdzierali mu skórę z pleców i świeże rany posypywali plewami z orkiszu, odcięli mu nos i wargi, przez otwór, wycięty w karku, wydobyli język i odcięli u nasady, wreszcie powiesili go u sufitu za nogi, głową na dół i naśmiewali się z ciała, rzucającego się w konwulsjach i skurczach nerwowych: „Patrzcie, jak Lach tańczy!”
Dwugodzinne katusze dobiegały już końca, odcięty ze sznura, padł Bobola na ziemię i odziany w najcenniejszy ornat, bo utworzony z purpury krwi własnej, wznosił swe okaleczałe ręce ku niebu, składając u tronu Boga ofiarę z życia i krwi własnej. Tak kończył swą pielgrzymkę ziemską apostoł miłości i jedności, który prawie całe swe życie oddał na służbę Bogu i dobro dusz, i nie zawahał się nawet przed złożeniem ofiary z swego życia, tego dowodu najwyższego stopnia miłości Boga i bliźniego. Dwukrotne cięcie szablą w szyję, było ukoronowaniem tragedii janowskiej, której ofiarą padł dnia 16 maja 1657 r. Andrzej Bobola.
Świętości człowieka nie mierzy się okrucieństwem jego śmierci – to po pierwsze.
Po drugie, jezuici są jak sroczka, która swój najbardziej ogonek chwali… – dziwne, że “najwięksi” jezuiccy święci żyli 400 lat temu, a co potem? – NIC. NIC. NIC. – Jakich wielkich świętych dali Kościołowi jezuici w ostatnich 100 latach? Nie wiedzę, nie słyszę, dziękuję.
Po trzecie, dziwię się, jak to możliwe, że niby ten wielki święty łazi po nocach jak wilkołak, straszy ludzi, domaga się kultu, i największy smaczek na koniec: mówi, że ma być GŁÓWNYM patronem Polski.
Hmmmmmmmmm, gdyby jeszcze miał to GŁÓWNYM patronem Białorusi,to rozumiem, bo w końcu był apostołem Białorusinów, ale dlaczego GŁÓWNYM patronem Polski?
Chciałoby się powiedzieć: gościu, wyluzuj, są godniejsi od ciebie, spuść powietrze, przesiądź się niżej.
Póki co GŁÓWNYM patronem Polski jest Najświętsza Maryja Panna, nasza Matka i Królowa. – I niech tak zostanie.