O najdzielniejszym rotmistrzu

„Kochajcie ojczystą ziemię. Kochajcie swoją świętą wiarę, tradycję własnego Narodu. Wyrośnijcie na ludzi honoru, zawsze wierni uznanym przez siebie najwyższym wartościom, którym trzeba służyć całym swoim życiem” – takie słowa przekazał Witold Pilecki swojej żonie i dzieciom.

Rotmistrz Witold Pilecki został nazwany jednym z sześciu najodważniejszych żołnierzy drugiej wojny światowej. Urodził się, gdy Polska była pod zaborami i nie istniała jako państwo, dlatego największym marzeniem małego Witka było, by odzyskała niepodległość.

Dziadek Witolda – Józef za udział w Powstaniu Styczniowym w 1863 roku stracił cały majątek i rodzina musiała wyjechać w głąb Rosji. I właśnie tam, na dalekiej północy w Karelii urodził się Witold Pilecki. Jego ojciec wrócił wtedy do Wilna, na dawne ziemie polskie, aby wychować syna w miłości do utraconej Ojczyzny. Kochać Polskę uczyła Witka także mama. Dzięki niej umiał na pamięć duże fragmenty „Trylogii” Henryka Sienkiewicza.

Kiedy wybuchła pierwsza wojna światowa, która miała przynieść naszej Ojczyźnie wolność, Witek był za mały, żeby pójść do wojska. Założył więc zastęp harcerski, ale już pod koniec wojny jako siedemnastolatek bronił Wilna. Potem walczył z bolszewikami.

W niepodległej Polsce dalej był harcerzem i dużo się uczył. Zdał maturę i rozpoczął studia. Znał doskonale język francuski, niemiecki i rosyjski. Niestety nie miał pieniędzy, by dokończyć studia i musiał pracować. Tęsknił za wojskiem i co roku odbywał ćwiczenia w pułku ułanów. Był też strażakiem, pisał wiersze i malował obrazy.

Gdy wybuchła druga wojna światowa, oczywiście poszedł walczyć. Pod okupacją od razu zaczął działać w Polskim Państwie Podziemnym. Zgłosił się na ochotnika do wypełnienia niezwykłej misji. Niemcy aresztowali i rozstrzeliwali wszystkich, którzy nie zaprzestali z nimi walki. Więźniów zamykali między innymi w obozach koncentracyjnych, które budziły prawdziwą grozę. Jeden z nich znajdował się w Oświęcimiu, po niemiecku Auschwitz. Witold Pilecki postanowił dobrowolnie pójść do tego obozu, aby sprawdzić, co się w nim dzieje i czy można więźniom jakoś pomóc. Dał się więc aresztować i – jak się przekonał po przybyciu do Oświęcimia – trafił do piekła na ziemi. Więźniów szczuto psami, kopano, bito, w razie próby ucieczki strzelano bez ostrzeżenia. Pilecki założył w obozie tajną organizację i przekazywał raporty do Warszawy. Spędził w Oświęcimiu ponad dwa lata, po czym udało mu się z tego piekła uciec. Został awansowany do stopnia rotmistrza. Walczył m.in. w Powstaniu Warszawskim, broniąc tak zwanej reduty Witolda, która nie została przez Niemców zdobyta.

Ten niezłomny żołnierz i prawdziwy bohater został zamordowany po wojnie, 25 maja 1948 roku przez komunistów, którzy przejęli władzę w Polsce przy pomocy Sowietów. Dla nich ludzie, którzy walczyli o wolną Ojczyznę, byli największymi wrogami. Dlatego rotmistrz Pilecki musiał zginąć. Po przesłuchaniu i torturach, w czasie widzenia z żoną, szepnął: „Oświęcim to była igraszka”, to znaczy, że dla niego komunistyczne więzienie było większym piekłem niż niemiecki obóz koncentracyjny.

„Kochajcie ojczystą ziemię. Kochajcie swoją świętą wiarę, tradycję własnego Narodu. Wyrośnijcie na ludzi honoru, zawsze wierni uznanym przez siebie najwyższym wartościom, którym trzeba służyć całym swoim życiem” – takie słowa przekazał Witold Pilecki swojej żonie i dzieciom.

Joanna Szarkowa

„Nasz Dziennik”

Czytaj kolejny artykuł
1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz