Cichociemny major Bolesław Kontrym „Żmudzin” jest jedną z osób zidentyfikowanych wśród ofiar podjętych z warszawskiej Łączki. Osoba „Żmudzina” nie jest niestety powszechnie znana, a jak podkreślają badacze, powinna się stać symbolem całego pokolenia.

Ojciec Kontryma dosłużył się stopnia pułkownika w carskiej armii. Mały Bolek jako jedenastolatek trafił do szkoły kadetów w Kijowie, później w Jarosławiu nad Wołgą. W 1915 r. przerwał naukę i zaciągnął się do armii carskiej, został skierowany na przyspieszony kurs chorążych w Saratowie i wysłany na front karpacki, gdzie dowodził oddziałem zwiadowczym. W maju 1918 r. rozbroili go Niemcy. Po ucieczce z niewoli Kontrym walczy z bolszewikami w Archangielsku. W lipcu 1919 r. wcielony do Armii Czerwonej, walczył na froncie fińskim, awansuje do stopnia kombryga. W lutym 1922r. Kontrym nawiązał kontakt z attaché wojskowym przy polskiej ambasadzie w Moskwie płk. Romualdem Wolikowskim, któremu dostarcza informacji wywiadowczych. Zagrożony przez sowiecki kontrwywiad przekracza nielegalnie polską granicę w grudniu 1922 roku. W kraju zweryfikowany w stopniu porucznika służy najpierw w Straży Granicznej, później Granicznej Policji Państwowej.

Wywodzący się z rodziny z Kresów o głęboko patriotycznych tradycjach Kontrym już przed wojną, służąc w policji, walczył z ruchem komunistycznym. Znany jest również jego wypad na teren Związku Sowieckiego i aresztowanie załogi posterunku sowieckiego celem wymiany na porwanego wcześniej przez NKWD polskiego żołnierza. „Świadom swych obowiązków, posiada zmysł analizy i obserwacji, rozważny i stanowczy, w warunkach bojowych orientuje się bardzo dobrze, działa w sposób prosty, spokojnie, konsekwentnie, zdolny do podjęcia szybkich i rozsądnych postanowień, bardzo dobry bojowiec, żołnierz nie uznający zmęczenia”– w ten sposób go charakteryzowali.

19 września 1939 r. na rozkaz dowódcy przekroczył granicę litewską. Walczył pod Narwikiem. W sierpniu 1941 r. przeszedł kurs spadochronowy, oficerski kurs łączności i kurs szturmowo-strzelecki w 1.Brygadzie Spadochronowej. W kwietniu, rok później, skończył kurs dla cichociemnych. Na polecenie gen. Stefana Roweckiego opracował plan odbicia więźniów w Pińsku. Brawurową akcją dowodził jego kolega z policji por. Jan Piwnik „Ponury”. W marcu 1943 r. Kontrym zostaje szefem Kedywu Okręgu Brześć AK. Po wojnie obronnej 1939 r. przedostał się na Zachód. Powrócił do okupowanej Polski w 1942 r. jako cichociemny. Kierował specjalnym oddziałem bojowym wykonującym m.in. wyroki na kolaborantach. Podczas Powstania Warszawskiego atakował m.in. gmach PAST-y. Po upadku zrywu ponownie znalazł się na Zachodzie u gen. Stanisława Maczka. Ale po raz drugi wrócił do zniewolonego przez Sowietów kraju.

15 marca 1947 r., na polecenie szefa IW płk. Dymitra Wozniesienskiego założono mu teczkę, dzień po powrocie do kraju. Śledczy chcieli zmusić Kontryma do wydania polskich wywiadowców działających w KPP do 1939 roku. „Ojciec głośno wyrażał pogląd, że żadna emigracja nie budowała Polski i miejscem naszym jest Ojczyzna”– podkreślał we wspomnieniach jego syn Władysław Kontrym.

Informacja Wojskowa cały czas śledziła jego ruchy. Po aresztowaniu w 1948 r. był przetrzymywany w tajnym więzieniu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Mimo straszliwych tortur nigdy nie ujawnił żadnych informacji. Został skazany w 1952 r. na karę śmierci. Wyrok wykonano 2 stycznia 1953 r. w mokotowskim więzieniu, przez powieszenie. Koledzy z kompanii „Żmudzina” mieli bezpośrednią relację od współwięźnia z sąsiedniej celi na Mokotowie, który opowiadał, że słyszał przez ścianę jęki bitego żołnierza. Oprawcy tłukli go pończochami wypełnionymi piaskiem. Nie można wykluczyć, że były to ostatnie chwile jego życia.

Rehabilitacji dokonał jeszcze komunistyczny sąd w 1957 r., stwierdzając, że Kontrym „dzielnie, mężnie walczył z okupantem i był jednym z najodważniejszych członków Armii Krajowej. Uniewinnienie stanowi Dlań akt pełnej rehabilitacji i przywraca mu honor i cześć, a Jego Rodzinie moralną satysfakcję”.

Dotychczas spośród ok. 200 wydobytych szczątków z Łączki zidentyfikowano 28 osób, w tym tak wybitnych żołnierzy AK i WiN, jak mjr Zygmunt Szendzielarz „Łupaszko”, mjr Hieronim Dekutowski „Zapora” czy ostatni dowódca NSZ płk Stanisław Kasznica.

IPN nadal poszukuje szczątków takich postaci, jak gen. August Emil Fieldorf „Nil” oraz rotmistrz Witold Pilecki.

Zenon Baranowski

„Nasz Dziennik”

Oceń ten artykuł




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

2 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. Avatar
    sylwia :

    Historykom RO AK i IPN: W Warszawie, w budynku na rogu Al. Przyjaciól i Koszykowej, stojącym między Al Przyjaciól i Zaułkiem Św. Teresy zablokowanym przez wartownię, w latach 1948 – 1953 (co najmniej) katowano ludzi. Latem, gdy były otwarte okna, słychać było po nocach krzyki i wycie torturowanych. W tym wielkim budynku było UB albo Informacja Wojskowa. W latach 1952 – 1955, przynajmniej część biur Informacji Wojskowej mieściła się na Nowowiejskiej, między Al. Niepodległości i Krzywickiego, naprzeciwko szkoły.

    • Avatar
      tutejszym :

      Kierunek działania UB wyznaczali przydzielani do urzędów sowieccy doradcy, to oni rządzili w danym rejonie. Rządzili degeneratami polskimi, wszelkiej maści mętami, kryminalistami, szumowinami. Często byli to analfabeci i półanalfabeci. Rządzili Rosjanie i ich „doradcy”, przed nikim w Polsce nie odpowiadali. Ich celem było terroryzować niepokorne polskie społeczeństwo. Katowni sowieckich UB na terenie Warszawy było kilkadziesiąt, w tych ostatnio badanych np. Włochy – pod śmietnikiem wykopano szczątki ludzkie z głowami rozbitymi kilofem. Towarzysze rosyjscy godnie i precyzyjnie wychowali swoich następców w swojej służbie – morderców z UB i Informacji Wojskowej.