sami - czyli my, a nie oni, bo oni za nas tego nie zrobia, nawet wy tego nie zrobicie, ani on, ani ona. ja sam tego tez nie zrobie. dopiero my mozemy to zrobic
prawda historyczna - czyli prawda mowiaca o faktach ałtętycznych z przeszlosci. z kim? to wyjdzie w praniu, prawdopodobnie, chyba, ze pytanie nalezy traktowac jako zgloszenie
jesli moge, to zmienie nieco pytanie. z czym (moze byc?)? z klamstwem, ktore stara sie pozostac bezosobowe, oraz uzurpujace sobie role prawdy obiektywnej, albo z biala plama malowana na rozmaite inne barwy maskujace
Bardzo proszę Kresoviana o rozszerzenie wezwania: Sami musimy walczyć o prawdę historyczną
Nie ukrywam, że zaintrygowało mnie to, ale niestety nie udało mi się zrozumieć sensu tego stwierdzenia. Sami - czyli kto? prawda historyczna - czyli jaka? no i na koniec z kim musimy walczyć?
Obecnie audycji tej można wysłuchać na internetowej stronie Polskiego Radia (podstronie audycji Klub Trójki):
http://www.polskieradio.pl/9/396/Artykul/272438,Lwow-w-sercu-gawedziarza
Publikowanie rozmów tego typu, klasy, tematyki, to świetny kierunek dla portalowej publicystyki.
Pani Marto - świetne pytania...
Panie Profesorze - dziękuję
Z dużym zainteresowaniem przeczytałem ten reportaż, bo i temat i ludzie, o których on opowiada nie są mi obcy. Jednak mnogość błędów historycznych i zwyczajnych mitów stawia pod znakiem zapytania jego wiarygodność. To przygnębiające, że mołdawscy Polacy nie znają własnych dziejów, historii własnego narodu i kraju, w którym przyszło im żyć. Ale zrozumiałe — niegdyś władze radzieckie zadbały, tak jak teraz władze Republiki Mołdawii skutecznie dbają o to, by prawda historyczna została tym ludziom wymazana z pamięci. Tak się rodzą legendy. Ale jednocześnie smutne, iż Autor reportażu, na którym spoczął obowiązek zweryfikowania tych opowieści, nie zadał sobie trudu, by sprawdzić fakty historyczne. W powszechnie dostępnym podręczniku do historii, czy też atlasie historycznym dla uczniów szkół podstawowych.
W rzeczy samej zaciera już się pamięć polsko-rumuńskiego sąsiedztwa, chociaż trwało ono długo — 430 lat: od opanowania przez Kazimierza Wielkiego ruskich ziem Podola i Pokucia i wydarcia Węgrom Rusi Halickiej przez królową Jadwigę Andegaweńską do drugiego rozbioru Polski (1793), a potem — po odrodzeniu się niepodległej Rzeczypospolitej — przez 20 lat między obiema wojnami światowymi. Długa też była wspólna granica — do 1773 roku biegnąca ponad 500 kilometrów wzdłuż środkowego Dniestru, dalej przez Prut i w pobliżu Seretu.
Polskość w Rumunii najczęściej kojarzona jest Mołdawią i jeszcze bardziej na północ wysuniętą Bukowiną, gdzie w górach jest jeszcze kilka wsi zamieszkałych w większości, a nawet w całości przez Polaków. Region ten od zarania był krainą pogranicza, spotykającą cywilizację łacińską z bizantyjską. Znajdował się pod panowaniem rozmaitych władców, poczynając od Tatarów poprzez Rzeczpospolitą, Mołdawię, Turcję, Austro-Węgry, Królestwo Rumunii, Związek Radziecki, aż po dzisiejszą Ukrainę i Rumunię. Polacy żyli tu z dawien dawna, byli tu już w czasach Kazimierza Wielkiego. Trwała też ożywiona wymiana handlowa prowadzona przez kupców obu narodów wzdłuż międzynarodowego szlaku handlowego, zwanego „drogą mołdawską”, łączącego Gdańsk z portami Morza Czarnego — Kilią i Białogrodem. W mołdawskich miastach funkcjonowały polskie placówki kupieckie. Miejscowi hospodarowie posługiwali się chętnie najemnymi żołnierzami — Polakami. Niektórzy z nich, zwłaszcza w Mołdawii, dochodzili z czasem do wysokich stanowisk, pracując na dworach hospodarów i bojarów jako dyplomaci oraz sekretarze prowadzący korespondencję łacińską i polską.
Pierwszą w naszych narodowych dziejach większą emigracją polityczną było schronienie się w Mołdawii (1709–1712) stronników pokonanego w Wielkiej Wojnie Północnej króla Stanisława Leszczyńskiego, proszwedzkiego konkurenta Augusta II Mocnego. Do Mołdawii przedostało się wówczas, za zgodą Turcji, około 3000 polskich żołnierzy, pod dowództwem Józefa Potockiego, Jana Sapiehy i Michała Wiśniowieckiego. Uchodźców rozmieszczono głównie w twierdzy Bender i okolicach. Druga fala polskiej emigracji politycznej (1768), 3000–4000 żołnierzy, konfederatów barskich, pokonanych w kraju przez interwencyjne wojska rosyjskie znalazła schronienie także w Mołdawii. Ćwierć wieku później (1795–1797) pojawiła się kolejna fala polskiego uchodźstwa. Po klęsce insurekcji kościuszkowskiej, w latach — za zgodą władz tureckich i z poparciem hospodara mołdawskiego Michała Sutu — do Mołdawii przybyło 1840 byłych żołnierzy i 50 oficerów powstańczych, kierując się patriotycznym hasłem kto kocha ojczyznę, niech idzie na Wołoszczyznę. Przewodzili im Ksawery Dąbrowski i pułkownik Joachim Denisko. Sformowani w kilka oddziałów zamierzali oni przy politycznym poparciu Francji przebić się do kraju, by tam ponownie wznowić walkę o niepodległość. Rozbici przez wojska austriackie pod Dobronowcami, wycofali się ponownie do Mołdawii, skąd przez Stambuł odjechali do Francji i Włoch. Tam stali się zalążkiem Legionów generała Jana Henryka Dąbrowskiego. Jednakże część kościuszkowskich uchodźców pozostała i osiedliła się w Mołdawii, dając początek miejscowej Polonii. Zatem między bajki należy włożyć twierdzenie, jakoby to rosyjski car „zsyłał” uczestników insurekcji kościuszkowskiej do Mołdawii; było wręcz odwrotnie — to przodkowie dzisiejszej mołdawskiej Polonii szukali tam schronienia przed carem.
W tym samym czasie (przełom XVIII–XIX) do Mołdawii napływać zaczęła w poszukiwaniu chleba emigracja zarobkowa. W ramach szeroko zakrojonej akcji kolonializacyjnej pojawili się w Mołdawii bezrolni chłopi z Galicji, przeludnionych podtarnowskich i podrzeszowskich wsi, kuszeni przez austriackie władze zwolnieniami podatkowymi i ze służby wojskowej. Szybko narastające przeludnienie w nowo założonych osadach powodowało, iż kolonizacja ta stopniowo przesuwała się w kierunku południowym, w stronę dzisiejszej Gagauzji.
Po upadku powstania listopadowego na ziemiach rumuńskich znaleźli się żołnierze korpusu generała Józefa Dwernickiego. Po trzech latach władze austriackie wydaliły ich na Zachód, nie mniej jednak około 500 z nich przedostało się do północnej Mołdawii i znalazło tam swoje miejsce. Bojarzy mołdawscy zatrudniali polskich uchodźców w swoich majątkach; spotykali się z ogromną sympatią Rumunów oraz — co istotne — władz tureckich, odnoszących się wrogo do Austrii.
Do czerwca 1940 roku Besarabia (dzisiejsza Mołdawia) była częścią Wielkiej Rumunii. W Kiszyniowie funkcjonował Konsulat Generalny RP (nota bene dzisiaj w tym interesującym budynku znajduje się ambasada USA). W 1932 roku, podczas swej wizyty w Rumunii, marszałek Józef Piłsudski odwiedził Kiszyniów, entuzjastycznie witany przez tamtejszą Polonię (wystarczy poszperać w polskich lub rumuńskich gazetach z tamtego okresu). Zatem także między bajki należy włożyć tezę, jakoby ZSRR w latach trzydziestych prześladował Polaków w Mołdawii.
Rok później, w czerwcu 1941 roku, wojska rumuńskie wkroczyły do Besarabii i ta ponownie znalazła się w granicach Rumunii. Dopiero w sierpniu 1947 roku Mołdawia, już jako Mołdawska Socjalistyczna Republika Radziecka, stała się de jura częścią Związku Radzieckiego. Ale to już zupełnie inna historia.
dr Janusz SOLAK – Akademia Obrony Narodowej w Warszawie.
PS. Zainteresowanych tematem Gagauzji i Mołdawii odsyłam do książki — Mołdawia: Republika na trzy pęknięta — mojego autorstwa.
Niestety PT Autor bardzo ograniczył temat.
Zapomniał podać, że Piłsudski rozbroił armię generała Halera, ktorej 180 000 przyszło do Polski uzbrojonych i wyszkolonych. W 1920 mieliśmy już tylko ok. 90 000. braki wypełnili uczniowie masowo ginąc na polach Warszawy.
Odmówił także Rumunii ,która chciała nas wspomóc dwoma dywizjami piechoty oraz Węgrom ,którzy chcieli dać brygady kawalerii.
Nie należy zapominać,że bolszewicy już 11 stycznia 1918 roku podjęli decyzję ataku na Polskę, a nie w 1920r.
Tak więc doskonale wiadomym było≤że do rozprawy dojdzie i rozpuszczanie Halerczyków było jawną głupotą żeby nie powiedzieć zdradą.
Dodać wypada także,że nie dopuścił do przeniesienia austryjackiej Skody do Polski a chciała ona w ciągu 6 miesięcy przenieść zakłady i uzbroić armię polską.Zabrakło nam tego jeszcze w 1939r.
Nie należy sie temu specjalnie dziwić przecież znali sie z leninem od 1905 roku kiedy to Piłsudski pracował u Lenina w Robotniku.
Dr Jerzy Jaśkowski
www.deportacje.eu
Na wtorek 2 listopada jest zapowiadana w Programie III Polskiego Radia, w Klubie Trójki (21.00-22.00), audycja o książce Witolda Szolgini \"Tamten Lwów\".
Tzw. polski rząd nie zgodzi się na uhonorowywanie sprawiedliwych Ukraińców, bo nagłośni to sprawę mordów UPA na Polakach, a sami wiecie ile się o tym mówi w mediach, tyle co kot napłakał ! Według nich, Polaków nie można przepraszać, ale to Polacy muszą przepraszać Ukraińców, Żydów i innych.
Sami musimy walczyć o prawdę historyczną !
"Zobaczcie jak macie dobrze. Mogliśmy zlikwidować wam całą oświatę, która została po czasach sowieckich, a zlikwidowaliśmy tylko część. Poza tym, Litwini w Polsce mają gorzej niż Polacy na Litwie..." Ręce opadają jak się słucha takich bredni. W Wilnie siedzi banda pomyleńców, albo moskiewskich agentów. Co ten człowiek chce osiągnąć kłamiąc w biały dzień?
O takich tablicach, jak poniżej Polacy mogą tylko pomarzyć, z tego co wiem to stoją wszędzie, gdzie Litwini stanowią choćby 30% mieszkańców. Sam widziałem ich kilkanaście:
A to gratuluję , jeśli chodzi o szkołe. Tylko dlaczego państwo oficjalnie tak mało się angażuje. Czy może nasze elity wykształciły sie za pieniądze fundacji neobanderowców- kanadyjczykow i cichosza nad tym probleme?
ps. 2 lata temu troszke jeździłem po tarnopolszczyźnie i samym mieście - zdecydowanie tereny probanderowskie.
Na Wołyniu, tym który kiedyś wchodził w skład II RP, Polaków jest jedynie ilość śladowa. Parafii jest tam nie więcej niż 20 (bo 20 to chyba nie ma). Mi chodziło o wschodni Wołyń, o takie miejscowości jak Dowbysz, Sławuta, Szepietówka czy Żytomierz, oraz środkowo-wschodnie Podole czyli obwody chmielnicki i winnicki. Tam mieszkają całe masy Polaków. W Szepietówce udało im się nawet ostatnio wywalczyć szkołę (mieszka tam 6 tys. Polaków).
Poza ksiedzem Puzonem z Hrubieszowa, jadącym na każde święta na Wołyń do Polaków , już dzis często staruszków , nikogo innego nie znam kto troszczyłby sie o Polaków . Poza tym ostatnia wzmianka o sprawiedliwych Ukraińcach i chęć ich upamiętnienia też raczej nic nie pomożę w przypomnieniu wspólnego kiedyś współistnienia. Storpeduja to neobanderowcy, a nasi ... no wybaczcie , nawet palcem nie kiwną:(((
Poza ksiedzem Puzonem z Hrubieszowa, jadącym na każde święta na Wołyń do Polaków , już dzis często staruszków , nikogo innego nie znam kto troszczyłby sie o Polaków . Poza tym ostatnia wzmianka o sprawiedliwych Ukraińcach i chęć ich upamiętnienia też raczej nic nie pomożę w przypomnieniu wspólnego kiedyś współistnienia. Storpeduja to neobanderowcy, a nasi ... no wybaczcie , nawet palcem nie kiwną:(((
Tak, źle jeszcze nie jest. Wciąż mieszka tam kilkaset tysięcy naszych rodaków, tyle, że dziś nie mają żadnego oparcia dla swojej polskości. Kościół przestał nią być, szkół polskich nigdy tam nie było (jednym czy dwoma wyjątkami), a tkanka społeczna i umiejętność samo-organizacji została zniszczona przez 80 lat komuny i kolejne lata postkomunistycznej rzeczywistości.
Witam ponownie, \"śluby ekspiacyjne\" - ładnie brzmi -:) Moja, nazwijmy to \"kresowa działalność\" nie ma charakteru pokutnego. W wielkim skrócie motywuje mnie do działania wiersz Mariana Hemara \"Listopad\" a w szczególności słowa \"A o Lwowie - pamiętać, pamiętać, pamiętać,/I to jedno - powtarzać, powtarzać, powtarzać...\". Rozszerzam to na całe Kresy Południowo-Wschodnie bo na dawnych ziemiach Litwy po prostu się nie znam. Nie chciałbym aby to zabrzmiało jak tania reklama ale wszystkich zainteresowanych Lwowem zapraszam na www.tamtenlwow.pl Jestem przekonany, że te książki są spełnieniem wiersza Hemara
Panie Andrzeju! jest nas kilku ziwedzaczy rowerowych na modłę włoską... Wydaje się to o wiele pożyteczniejsze niż japońska szkoła autokarowa czy litewska szkoła wmawiania obcokrajowcom że przed Litwinami, poza Litwinami i po Litwina ( w rozumieniu obywateli Republiki Litewskiej) w Wilnie nie było nikogo. Swoją drogą typ ekspiacyjny Pana Toka wzbudza szacunek. Ta rycerska umiejętność wzięcia na klatę błędów swoich i kolegów, ta umiejętność krytyki własnych poczynań młodości toż to niemal rycerskie spojrzenie. No cóż życzę autorowi by miał możliwość dopełnić ślubów ekspiacyjnych...
Ja również myśle, że rumor w trumnach teraz musi być wielki, ale bardziej nawet z tego powodu, że depolonizują się takie tereny jak wschodni Wołyń czy środkowe Podole.
Obawiam się, że nie jestem wymarzonym dyskutantem na temat przewodników.... Co prawda popełnilem nawet jeden (ale nie o Lwowie), nie mniej..... Potórzę zatem, że moim ideałem byłby przewodnik po Lwowie w typie tych wydawanych przez Touring Club Italiano. Są to przewodniki dla ... fanatyków :) Pozbawione ilustracji, zdjęć, za wyjątkiem rzutów budowli (i to nie wszystkich). Ale w nich każdy, literalnie każdy, obiekt opisany jest pod względem historycznym, a następnie każda rzecz w danej budowli (np. kościele), systematycznie wymieniona, z datowaniem, autorstwem (atrybucją) i mini-opisem. Jest to przewodnik który nie pomija żadnego dzieła, żadnego zabytku. Dla niektórych może się zdać suchy i beznamiętny, bardziej przypominający wręcz katalog. Ale - jak już napisałem - jestem specyficznym odbiorcą, z racji wykonywanego zawodu.
Drodzy Państwo, naprawdę nie wracajmy już do tych książek, szkoda czasu. A co do przewodnika po Lwowie Pascala to też proponuje wstrzemięźliwość. W sklepach jest (było) już chyba trzecie wydanie, niestety nie miałem możliwości wprowadzenia poprawek, więc nie jest to już do końca moja praca. Zgadzam się z Panem dr Betlejem, że napisanie przewodnika po Lwowie to ciężkie zadanie. Ale po raz kolejny zmierzyłem się z tym tematem, mam nadzieję, że efekt zobaczycie Państwo na wiosnę. Niestety nie znam przewodników publikowanych przez Touring Club Italiano ale obiecuję, że poszukam. Zapraszam do dyskusji o przewodniku idealnym -:). Może dzięki Państwu uda się zrobić coś naprawdę ciekawego chociaż obawiam się, że każdy ma inne oczekiwania.
Zostałem poniekąd wywołany do tablicy :).... Well, rzeczywiście, w tej pierwszej pozycji pojawiły się błędy, mam wrażenie że obciążające nie tylko autora (Proszę o wybaczenie) ale i wydawcę. Przewodnika Pascala nie znam, przyznam się. Abstrahując od tej kwestii - mam wrażenie że napisanie wyczerpującego przewodnika o Lwowie jest potwornie trudne. Marzy mi się przewodnik, który podobny byłby do tych publikowanych przez Touring Club Italiano...
Drodzy Państwo, to ja jestem autorem tej nieszczęsnej książki. Co prawda pisana była jeszcze z dwoma osobami (Krystyna Samsonowska i Michał Jurecki) ale to mnie wydawca wystawił na okładkę. No cóż, ta książka jest b. słaba. Nie chcę w tym miejscu wymieniać jej wad. Zrobił to zaraz po jej ukazaniu się dr Andrzej Betlej w \"Cracovia Leopolis\". Mam nadzieję, że przewodnikiem Lwów i okolice (Pascal 2005) i pokazywaniem ludziom Ukrainy jako przewodnik odkupiłem trochę swoich win. Mam nadzieję, że wkrótce na tej stronie pokazywać Wam Ukrainę taką jaką znam.
Szkoda profesora którego znałem osobiście , uczył fizyki. jeszcze nie tak dawno widziałem jak jeździ rowerkiem. naprawdę to cud że uszedł wtedy z życiem. Nie wyobrażam sobie w ogóle jak można żyć z taką trumą. Widocznie pozostał aby dać świadectwo!
nie widze mozliwosci budowania czegokolwiek na niewinnie przelanej krwi 200 000 polskich dzieci, kobiet i starszych. I zaden prezydent nie bedzie im tego wybaczal w moim imieniu bo do tego maja prawo jedynie rodziny pomordowanych.
Pytanie czego od Polski moze chciec Ukraina? Na pewno nie federacji.
Jakie to szczęście, że znalazł się ktoś, kto potrafi i chce zatrzymać dla nas te cenne i piękne wspomnienia i historie o ludziach i rzeczach tak ważnych, a które by zniknęły w niepamięci. Bardzo, bardzo dziękuję
Sługa Boży Ojciec Serafin Kaszuba urodził się i zmarł we Lwowie. Po co Go przenosić do Winnicy lub Równego?! Jeden i drugi pomysł uważam za absurdalny. Ojciec Serafin jest postacią, która wzmacnia nasze związki ze Lwowem (w ramach metropolii lwowskiej), a także z Kazachstanem i Polską. Nie zabierajcie go nam ze Lwowa!
Niektórzy już zaczęli robić :)
http://www.kresy.pl/wydarzenia,spoleczenstwo?zobacz/aleja-roz-solidarnosci-w-horodle
sami - czyli my, a nie oni, bo oni za nas tego nie zrobia, nawet wy tego nie zrobicie, ani on, ani ona. ja sam tego tez nie zrobie. dopiero my mozemy to zrobic
prawda historyczna - czyli prawda mowiaca o faktach ałtętycznych z przeszlosci. z kim? to wyjdzie w praniu, prawdopodobnie, chyba, ze pytanie nalezy traktowac jako zgloszenie
jesli moge, to zmienie nieco pytanie. z czym (moze byc?)? z klamstwem, ktore stara sie pozostac bezosobowe, oraz uzurpujace sobie role prawdy obiektywnej, albo z biala plama malowana na rozmaite inne barwy maskujace
cienko u mnie, ale z pewnoscia cos wysuplam. dzieki nim, chociaz tu jest polska. zreszta - poki zyja i tam nie zginela
Jakie życie, taka śmierć.
Mam nadzieję, że Kresoviana rozwiną swoją myśl. Tymczasem, czekamy na tekst użytkownika JacekTok ;)
Bardzo proszę Kresoviana o rozszerzenie wezwania: Sami musimy walczyć o prawdę historyczną
Nie ukrywam, że zaintrygowało mnie to, ale niestety nie udało mi się zrozumieć sensu tego stwierdzenia. Sami - czyli kto? prawda historyczna - czyli jaka? no i na koniec z kim musimy walczyć?
Obecnie audycji tej można wysłuchać na internetowej stronie Polskiego Radia (podstronie audycji Klub Trójki):
http://www.polskieradio.pl/9/396/Artykul/272438,Lwow-w-sercu-gawedziarza
Droga Redakcjo,
Publikowanie rozmów tego typu, klasy, tematyki, to świetny kierunek dla portalowej publicystyki.
Pani Marto - świetne pytania...
Panie Profesorze - dziękuję
Panie doktorze, dziękujemy za ten komentarz.
Z dużym zainteresowaniem przeczytałem ten reportaż, bo i temat i ludzie, o których on opowiada nie są mi obcy. Jednak mnogość błędów historycznych i zwyczajnych mitów stawia pod znakiem zapytania jego wiarygodność. To przygnębiające, że mołdawscy Polacy nie znają własnych dziejów, historii własnego narodu i kraju, w którym przyszło im żyć. Ale zrozumiałe — niegdyś władze radzieckie zadbały, tak jak teraz władze Republiki Mołdawii skutecznie dbają o to, by prawda historyczna została tym ludziom wymazana z pamięci. Tak się rodzą legendy. Ale jednocześnie smutne, iż Autor reportażu, na którym spoczął obowiązek zweryfikowania tych opowieści, nie zadał sobie trudu, by sprawdzić fakty historyczne. W powszechnie dostępnym podręczniku do historii, czy też atlasie historycznym dla uczniów szkół podstawowych.
W rzeczy samej zaciera już się pamięć polsko-rumuńskiego sąsiedztwa, chociaż trwało ono długo — 430 lat: od opanowania przez Kazimierza Wielkiego ruskich ziem Podola i Pokucia i wydarcia Węgrom Rusi Halickiej przez królową Jadwigę Andegaweńską do drugiego rozbioru Polski (1793), a potem — po odrodzeniu się niepodległej Rzeczypospolitej — przez 20 lat między obiema wojnami światowymi. Długa też była wspólna granica — do 1773 roku biegnąca ponad 500 kilometrów wzdłuż środkowego Dniestru, dalej przez Prut i w pobliżu Seretu.
Polskość w Rumunii najczęściej kojarzona jest Mołdawią i jeszcze bardziej na północ wysuniętą Bukowiną, gdzie w górach jest jeszcze kilka wsi zamieszkałych w większości, a nawet w całości przez Polaków. Region ten od zarania był krainą pogranicza, spotykającą cywilizację łacińską z bizantyjską. Znajdował się pod panowaniem rozmaitych władców, poczynając od Tatarów poprzez Rzeczpospolitą, Mołdawię, Turcję, Austro-Węgry, Królestwo Rumunii, Związek Radziecki, aż po dzisiejszą Ukrainę i Rumunię. Polacy żyli tu z dawien dawna, byli tu już w czasach Kazimierza Wielkiego. Trwała też ożywiona wymiana handlowa prowadzona przez kupców obu narodów wzdłuż międzynarodowego szlaku handlowego, zwanego „drogą mołdawską”, łączącego Gdańsk z portami Morza Czarnego — Kilią i Białogrodem. W mołdawskich miastach funkcjonowały polskie placówki kupieckie. Miejscowi hospodarowie posługiwali się chętnie najemnymi żołnierzami — Polakami. Niektórzy z nich, zwłaszcza w Mołdawii, dochodzili z czasem do wysokich stanowisk, pracując na dworach hospodarów i bojarów jako dyplomaci oraz sekretarze prowadzący korespondencję łacińską i polską.
Pierwszą w naszych narodowych dziejach większą emigracją polityczną było schronienie się w Mołdawii (1709–1712) stronników pokonanego w Wielkiej Wojnie Północnej króla Stanisława Leszczyńskiego, proszwedzkiego konkurenta Augusta II Mocnego. Do Mołdawii przedostało się wówczas, za zgodą Turcji, około 3000 polskich żołnierzy, pod dowództwem Józefa Potockiego, Jana Sapiehy i Michała Wiśniowieckiego. Uchodźców rozmieszczono głównie w twierdzy Bender i okolicach. Druga fala polskiej emigracji politycznej (1768), 3000–4000 żołnierzy, konfederatów barskich, pokonanych w kraju przez interwencyjne wojska rosyjskie znalazła schronienie także w Mołdawii. Ćwierć wieku później (1795–1797) pojawiła się kolejna fala polskiego uchodźstwa. Po klęsce insurekcji kościuszkowskiej, w latach — za zgodą władz tureckich i z poparciem hospodara mołdawskiego Michała Sutu — do Mołdawii przybyło 1840 byłych żołnierzy i 50 oficerów powstańczych, kierując się patriotycznym hasłem kto kocha ojczyznę, niech idzie na Wołoszczyznę. Przewodzili im Ksawery Dąbrowski i pułkownik Joachim Denisko. Sformowani w kilka oddziałów zamierzali oni przy politycznym poparciu Francji przebić się do kraju, by tam ponownie wznowić walkę o niepodległość. Rozbici przez wojska austriackie pod Dobronowcami, wycofali się ponownie do Mołdawii, skąd przez Stambuł odjechali do Francji i Włoch. Tam stali się zalążkiem Legionów generała Jana Henryka Dąbrowskiego. Jednakże część kościuszkowskich uchodźców pozostała i osiedliła się w Mołdawii, dając początek miejscowej Polonii. Zatem między bajki należy włożyć twierdzenie, jakoby to rosyjski car „zsyłał” uczestników insurekcji kościuszkowskiej do Mołdawii; było wręcz odwrotnie — to przodkowie dzisiejszej mołdawskiej Polonii szukali tam schronienia przed carem.
W tym samym czasie (przełom XVIII–XIX) do Mołdawii napływać zaczęła w poszukiwaniu chleba emigracja zarobkowa. W ramach szeroko zakrojonej akcji kolonializacyjnej pojawili się w Mołdawii bezrolni chłopi z Galicji, przeludnionych podtarnowskich i podrzeszowskich wsi, kuszeni przez austriackie władze zwolnieniami podatkowymi i ze służby wojskowej. Szybko narastające przeludnienie w nowo założonych osadach powodowało, iż kolonizacja ta stopniowo przesuwała się w kierunku południowym, w stronę dzisiejszej Gagauzji.
Po upadku powstania listopadowego na ziemiach rumuńskich znaleźli się żołnierze korpusu generała Józefa Dwernickiego. Po trzech latach władze austriackie wydaliły ich na Zachód, nie mniej jednak około 500 z nich przedostało się do północnej Mołdawii i znalazło tam swoje miejsce. Bojarzy mołdawscy zatrudniali polskich uchodźców w swoich majątkach; spotykali się z ogromną sympatią Rumunów oraz — co istotne — władz tureckich, odnoszących się wrogo do Austrii.
Do czerwca 1940 roku Besarabia (dzisiejsza Mołdawia) była częścią Wielkiej Rumunii. W Kiszyniowie funkcjonował Konsulat Generalny RP (nota bene dzisiaj w tym interesującym budynku znajduje się ambasada USA). W 1932 roku, podczas swej wizyty w Rumunii, marszałek Józef Piłsudski odwiedził Kiszyniów, entuzjastycznie witany przez tamtejszą Polonię (wystarczy poszperać w polskich lub rumuńskich gazetach z tamtego okresu). Zatem także między bajki należy włożyć tezę, jakoby ZSRR w latach trzydziestych prześladował Polaków w Mołdawii.
Rok później, w czerwcu 1941 roku, wojska rumuńskie wkroczyły do Besarabii i ta ponownie znalazła się w granicach Rumunii. Dopiero w sierpniu 1947 roku Mołdawia, już jako Mołdawska Socjalistyczna Republika Radziecka, stała się de jura częścią Związku Radzieckiego. Ale to już zupełnie inna historia.
dr Janusz SOLAK – Akademia Obrony Narodowej w Warszawie.
PS. Zainteresowanych tematem Gagauzji i Mołdawii odsyłam do książki — Mołdawia: Republika na trzy pęknięta — mojego autorstwa.
Niestety bardzo smutne te artykuły o kresach!
Bardzo żałuję, że to ostatni z odcinków i mam nadzieję , ze skoro są jeszcze wspomnienia to może namówimy Cię na więcej. Bo warto!
Niestety PT Autor bardzo ograniczył temat.
Zapomniał podać, że Piłsudski rozbroił armię generała Halera, ktorej 180 000 przyszło do Polski uzbrojonych i wyszkolonych. W 1920 mieliśmy już tylko ok. 90 000. braki wypełnili uczniowie masowo ginąc na polach Warszawy.
Odmówił także Rumunii ,która chciała nas wspomóc dwoma dywizjami piechoty oraz Węgrom ,którzy chcieli dać brygady kawalerii.
Nie należy zapominać,że bolszewicy już 11 stycznia 1918 roku podjęli decyzję ataku na Polskę, a nie w 1920r.
Tak więc doskonale wiadomym było≤że do rozprawy dojdzie i rozpuszczanie Halerczyków było jawną głupotą żeby nie powiedzieć zdradą.
Dodać wypada także,że nie dopuścił do przeniesienia austryjackiej Skody do Polski a chciała ona w ciągu 6 miesięcy przenieść zakłady i uzbroić armię polską.Zabrakło nam tego jeszcze w 1939r.
Nie należy sie temu specjalnie dziwić przecież znali sie z leninem od 1905 roku kiedy to Piłsudski pracował u Lenina w Robotniku.
Dr Jerzy Jaśkowski
www.deportacje.eu
Na wtorek 2 listopada jest zapowiadana w Programie III Polskiego Radia, w Klubie Trójki (21.00-22.00), audycja o książce Witolda Szolgini \"Tamten Lwów\".
Pewnie u Dońców znowu frekwencja wyniesie 108 procent:DDDDDD
Dawno nie widziany gość ;) Analogia niestety słuszna.
a w telewizorze mowili, ze umowa jest tajna
Tzw. polski rząd nie zgodzi się na uhonorowywanie sprawiedliwych Ukraińców, bo nagłośni to sprawę mordów UPA na Polakach, a sami wiecie ile się o tym mówi w mediach, tyle co kot napłakał ! Według nich, Polaków nie można przepraszać, ale to Polacy muszą przepraszać Ukraińców, Żydów i innych.
Sami musimy walczyć o prawdę historyczną !
wyprzedaz ruskim, mialo byc
sily postepu planuja wyprzedaz, a ciemniaki walcza o bezpieczenstwo energetyczne? gdzies to moglem widziec?
"Zobaczcie jak macie dobrze. Mogliśmy zlikwidować wam całą oświatę, która została po czasach sowieckich, a zlikwidowaliśmy tylko część. Poza tym, Litwini w Polsce mają gorzej niż Polacy na Litwie..." Ręce opadają jak się słucha takich bredni. W Wilnie siedzi banda pomyleńców, albo moskiewskich agentów. Co ten człowiek chce osiągnąć kłamiąc w biały dzień?
O takich tablicach, jak poniżej Polacy mogą tylko pomarzyć, z tego co wiem to stoją wszędzie, gdzie Litwini stanowią choćby 30% mieszkańców. Sam widziałem ich kilkanaście:
starship masz jakieś namiary do źródła, które podaje liczbę 200 tyś?
pozdrawiam
Tarnopol to najlepszy przykład. Od paru lat rządzi tam \"Swoboda\". Przed wojną 40% ludności stanowili Polacy.
A to gratuluję , jeśli chodzi o szkołe. Tylko dlaczego państwo oficjalnie tak mało się angażuje. Czy może nasze elity wykształciły sie za pieniądze fundacji neobanderowców- kanadyjczykow i cichosza nad tym probleme?
ps. 2 lata temu troszke jeździłem po tarnopolszczyźnie i samym mieście - zdecydowanie tereny probanderowskie.
Na Wołyniu, tym który kiedyś wchodził w skład II RP, Polaków jest jedynie ilość śladowa. Parafii jest tam nie więcej niż 20 (bo 20 to chyba nie ma). Mi chodziło o wschodni Wołyń, o takie miejscowości jak Dowbysz, Sławuta, Szepietówka czy Żytomierz, oraz środkowo-wschodnie Podole czyli obwody chmielnicki i winnicki. Tam mieszkają całe masy Polaków. W Szepietówce udało im się nawet ostatnio wywalczyć szkołę (mieszka tam 6 tys. Polaków).
Poza ksiedzem Puzonem z Hrubieszowa, jadącym na każde święta na Wołyń do Polaków , już dzis często staruszków , nikogo innego nie znam kto troszczyłby sie o Polaków . Poza tym ostatnia wzmianka o sprawiedliwych Ukraińcach i chęć ich upamiętnienia też raczej nic nie pomożę w przypomnieniu wspólnego kiedyś współistnienia. Storpeduja to neobanderowcy, a nasi ... no wybaczcie , nawet palcem nie kiwną:(((
Poza ksiedzem Puzonem z Hrubieszowa, jadącym na każde święta na Wołyń do Polaków , już dzis często staruszków , nikogo innego nie znam kto troszczyłby sie o Polaków . Poza tym ostatnia wzmianka o sprawiedliwych Ukraińcach i chęć ich upamiętnienia też raczej nic nie pomożę w przypomnieniu wspólnego kiedyś współistnienia. Storpeduja to neobanderowcy, a nasi ... no wybaczcie , nawet palcem nie kiwną:(((
Tak, źle jeszcze nie jest. Wciąż mieszka tam kilkaset tysięcy naszych rodaków, tyle, że dziś nie mają żadnego oparcia dla swojej polskości. Kościół przestał nią być, szkół polskich nigdy tam nie było (jednym czy dwoma wyjątkami), a tkanka społeczna i umiejętność samo-organizacji została zniszczona przez 80 lat komuny i kolejne lata postkomunistycznej rzeczywistości.
To się już nie dzieje to już się niestety stało...
Witam ponownie, \"śluby ekspiacyjne\" - ładnie brzmi -:) Moja, nazwijmy to \"kresowa działalność\" nie ma charakteru pokutnego. W wielkim skrócie motywuje mnie do działania wiersz Mariana Hemara \"Listopad\" a w szczególności słowa \"A o Lwowie - pamiętać, pamiętać, pamiętać,/I to jedno - powtarzać, powtarzać, powtarzać...\". Rozszerzam to na całe Kresy Południowo-Wschodnie bo na dawnych ziemiach Litwy po prostu się nie znam. Nie chciałbym aby to zabrzmiało jak tania reklama ale wszystkich zainteresowanych Lwowem zapraszam na www.tamtenlwow.pl Jestem przekonany, że te książki są spełnieniem wiersza Hemara
Panie Andrzeju! jest nas kilku ziwedzaczy rowerowych na modłę włoską... Wydaje się to o wiele pożyteczniejsze niż japońska szkoła autokarowa czy litewska szkoła wmawiania obcokrajowcom że przed Litwinami, poza Litwinami i po Litwina ( w rozumieniu obywateli Republiki Litewskiej) w Wilnie nie było nikogo. Swoją drogą typ ekspiacyjny Pana Toka wzbudza szacunek. Ta rycerska umiejętność wzięcia na klatę błędów swoich i kolegów, ta umiejętność krytyki własnych poczynań młodości toż to niemal rycerskie spojrzenie. No cóż życzę autorowi by miał możliwość dopełnić ślubów ekspiacyjnych...
Ja również myśle, że rumor w trumnach teraz musi być wielki, ale bardziej nawet z tego powodu, że depolonizują się takie tereny jak wschodni Wołyń czy środkowe Podole.
Eh się Chodkiewicz i Sobieski w grobach przewracają...
No, nie do końca :) To o czym myślę wygląda tak jak na zdjęciu (mam nadzieję, że się że uda się to załadować)
Zaraz zaraz, ten opis pasuje mi do \"przewodnika\", którego jest Pan współałtorem ;)
MATERIAŁY DO DZIEJÓW SZTUKI SAKRALNEJ NA ZIEMIACH WSCHODNICH
Obawiam się, że nie jestem wymarzonym dyskutantem na temat przewodników.... Co prawda popełnilem nawet jeden (ale nie o Lwowie), nie mniej..... Potórzę zatem, że moim ideałem byłby przewodnik po Lwowie w typie tych wydawanych przez Touring Club Italiano. Są to przewodniki dla ... fanatyków :) Pozbawione ilustracji, zdjęć, za wyjątkiem rzutów budowli (i to nie wszystkich). Ale w nich każdy, literalnie każdy, obiekt opisany jest pod względem historycznym, a następnie każda rzecz w danej budowli (np. kościele), systematycznie wymieniona, z datowaniem, autorstwem (atrybucją) i mini-opisem. Jest to przewodnik który nie pomija żadnego dzieła, żadnego zabytku. Dla niektórych może się zdać suchy i beznamiętny, bardziej przypominający wręcz katalog. Ale - jak już napisałem - jestem specyficznym odbiorcą, z racji wykonywanego zawodu.
Drodzy Państwo, naprawdę nie wracajmy już do tych książek, szkoda czasu. A co do przewodnika po Lwowie Pascala to też proponuje wstrzemięźliwość. W sklepach jest (było) już chyba trzecie wydanie, niestety nie miałem możliwości wprowadzenia poprawek, więc nie jest to już do końca moja praca. Zgadzam się z Panem dr Betlejem, że napisanie przewodnika po Lwowie to ciężkie zadanie. Ale po raz kolejny zmierzyłem się z tym tematem, mam nadzieję, że efekt zobaczycie Państwo na wiosnę. Niestety nie znam przewodników publikowanych przez Touring Club Italiano ale obiecuję, że poszukam. Zapraszam do dyskusji o przewodniku idealnym -:). Może dzięki Państwu uda się zrobić coś naprawdę ciekawego chociaż obawiam się, że każdy ma inne oczekiwania.
Zostałem poniekąd wywołany do tablicy :).... Well, rzeczywiście, w tej pierwszej pozycji pojawiły się błędy, mam wrażenie że obciążające nie tylko autora (Proszę o wybaczenie) ale i wydawcę. Przewodnika Pascala nie znam, przyznam się. Abstrahując od tej kwestii - mam wrażenie że napisanie wyczerpującego przewodnika o Lwowie jest potwornie trudne. Marzy mi się przewodnik, który podobny byłby do tych publikowanych przez Touring Club Italiano...
O żadnych Pana winach nic nam nie wiadomo, ale na Pan teksty zawsze czekamy z niecierpliwością ;)
Drodzy Państwo, to ja jestem autorem tej nieszczęsnej książki. Co prawda pisana była jeszcze z dwoma osobami (Krystyna Samsonowska i Michał Jurecki) ale to mnie wydawca wystawił na okładkę. No cóż, ta książka jest b. słaba. Nie chcę w tym miejscu wymieniać jej wad. Zrobił to zaraz po jej ukazaniu się dr Andrzej Betlej w \"Cracovia Leopolis\". Mam nadzieję, że przewodnikiem Lwów i okolice (Pascal 2005) i pokazywaniem ludziom Ukrainy jako przewodnik odkupiłem trochę swoich win. Mam nadzieję, że wkrótce na tej stronie pokazywać Wam Ukrainę taką jaką znam.
Szkoda profesora którego znałem osobiście , uczył fizyki. jeszcze nie tak dawno widziałem jak jeździ rowerkiem. naprawdę to cud że uszedł wtedy z życiem. Nie wyobrażam sobie w ogóle jak można żyć z taką trumą. Widocznie pozostał aby dać świadectwo!
nie widze mozliwosci budowania czegokolwiek na niewinnie przelanej krwi 200 000 polskich dzieci, kobiet i starszych. I zaden prezydent nie bedzie im tego wybaczal w moim imieniu bo do tego maja prawo jedynie rodziny pomordowanych.
Pytanie czego od Polski moze chciec Ukraina? Na pewno nie federacji.
Tak radykalnie odmienna interpretacja przeszłości, raczej nie jest dobrym fundamentem do budowania jakiegokolwiek partnerstwa.
Cuda roku. Będąc we Lwowie się dowiedziałem, że Polaków mordowało NKWD, a Banderowcy nawet Polakom pomagali. Podróże kształcą.
a poza nami?
Ja ;)
Ktoś się wybiera poza mną?
Jakie to szczęście, że znalazł się ktoś, kto potrafi i chce zatrzymać dla nas te cenne i piękne wspomnienia i historie o ludziach i rzeczach tak ważnych, a które by zniknęły w niepamięci. Bardzo, bardzo dziękuję
Witamy Księże Józefie ;) Również mamy nadzieję, że do przeniesienia szczątków Ojca Kaszuby nie dojdzie.
Sługa Boży Ojciec Serafin Kaszuba urodził się i zmarł we Lwowie. Po co Go przenosić do Winnicy lub Równego?! Jeden i drugi pomysł uważam za absurdalny. Ojciec Serafin jest postacią, która wzmacnia nasze związki ze Lwowem (w ramach metropolii lwowskiej), a także z Kazachstanem i Polską. Nie zabierajcie go nam ze Lwowa!