"Zorganizowany i masowy charakter tych zbrodni oraz towarzyszące im okrucieństwo nadają akcji charakter czystki etnicznej noszącej znamiona ludobójstwa".
Otóż nie Panie Senatorze. O tym czy jest to czystka etniczna nie decyduje zorganizowany charakter i masowość ale ideologia, jaka leży u podstaw tychże czynów. A tą ideologią jest nacjonalizm ukraiński, którego głównym ideologiem był Doncow.
Gdyby Pan Senator zechciał się nieco podszkolić, to nie sugerowałby takich uproszczeń.
Druga sprawa, to termin ludbójstwo. Proszę mi zatem wyjaśnić, dlaczego masakrę Tutsich w Rwandzie w 1994 roku nazywa się ludobójstwem a zbrodnie wołyńską nie? Przecież jedna i druga masakra to podręcznikowy przykład czystki etnicznej!
Z poważaniem,
obywatel
:) i weź sobie Bracie do serca "dobre rady" "starszego kolegi" (poniżej), inaczej za jakiś czas będziesz ... takim jak on: zgorzkniałym frustratem, który musi sobie znaleźć wroga i regularnie popluć na niego. Choć myślę, że z twoją polonofilią na szczęście Ci to nie grozi :).
List otwarty Światowego Kongresu Kresowian
do Kresowian i Przyjaciół Kresów.
Drodzy Przyjaciele!
Jak co roku – zapraszamy w pierwszą niedzielę lipca, na XIX Zjazd i Pielgrzymkę Kresowian na Jasną Górę. Uroczystości zainauguruje o godz. 9.30 w kaplicy Cudownego Obrazu msza święta, podczas której homilię wygłosi Kustosz Narodowej Pamięci - ks. Tadeusz Isakowicz- Zaleski. Jasnogórski Zjazd organizowany jest w okresie kulminacji obchodów 70 rocznicy ludobójstwa dokonanego przez OUN UPA na Kresach, w przeddzień rocznicowych uroczystości w Warszawie. Z tego tez względu pragniemy, jako organizatorzy, nadać mu szczególny wymiar. Podjęliśmy próbę wkomponowania uroczystości na Jasnej Górze w kalendarz obchodów ogólnopolskich tak, aby podnieść ich rangę, wesprzeć naszą zbiorową modlitwą i z Jasnej Góry zaapelować o masowy udział w warszawskich uroczystościach w dniu 11 lipca. Chcieliśmy także stworzyć taką rocznicową formułę Zjazdu, w której znalazłby dla siebie miejsce każdy, kto chciałby dołożyć osobistą cegiełkę do aktu pamięci o ofiarach banderowskiego ludobójstwa. Służyć temu będzie WOŁANIE Z JASNEJ GÓRY O PRAWDĘ I PAMIĘĆ, Litania Wołyńska, a także Marsz Pokoleń Kresowych pod jasnogórski szczyt i złożenie pod figurą Matki Najświętszej - Krzyża Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez OUN UPA .
Realizujemy ten pomysł wraz z patriotyczną młodzieżą, która w ten sposób chce dać wyraz ciągłości pokoleniowej pamięci o Dzieciach Kresów. Przygotowywana prezentacja multimedialna młodych będzie połączeniem spektaklu teatralnego, filmów, fotografii archiwalnej, fragmentów starych kronik, muzyki. Skonstruowana w ten sposób Niedokończona Msza Wołyńska ma w swoich częściach pokazać koleje polskich, kresowych losów.
INTROIT –Zaginiona Atlantyda - Życie codzienne na dawnych Kresach (T.K. Kozłowski)
KYRIE – Koniec naszego świata – wybuch II wojny światowej
DIES IRAE – Dzieci Kresów – przywrócone pamięci. (Teatr ERATO)
AGNUS DEI – Młodzi jako most – przenoszący pamięć o ofiarach ludobójstwa na następne pokolenia.
LITANIA WOŁYNSKA – i koncert pieśni patriotycznych w wykonaniu młodych Polaków z Wołynia .
Każdy z uczestników Zjazdu – może wziąć udział w wołaniu o pamięć i prawdę poprzez czytanie wspomnień Kresowian cudem ocalonych z banderowskiego holocaustu. Scenariusz dla tych prezentacji stanowić bedzie 3 tomowe dzieło „Dzieci Kresów” dr Lucyny Kulińskiej. Poszczególne teksty do prezentacji przekazywać będą zainteresowanym członkowie Młodzieżowego Studia „Lwowskiej Fali”. Oczekujemy też, że każdy z uczestników Zjazdu dołoży znicz, jako swoją cząstkę biało-czerwonego Krzyża Pamięci.
Nie wysyłamy Państwu indywidualnych, imiennych zaproszeń. Nie jesteśmy w stanie dotrzeć do tak wielkiej liczby zainteresowanych droga pocztową. Zaproszenia kierujemy poprzez media i Internet. Liczymy na to, ze każdy kto poczuwa się do uczestniczenia wraz z nami w tym religijnym akcie pamięci – przyjedzie, jak co roku, na Jasną Gore i jeśli siły pozwolą – dotrwa z nami do jasnogórskiego apelu. Wszystkich więc Was – bez względu na zajmowane stanowiska, honory i zasługi - jednakowo serdecznie zapraszamy, bo wszyscy jednako, jako Boże dzieci - jesteśmy równi przed Matką Najświętszą na Jasnej Górze.
Oczekując Waszej obecności w Sanktuarium Jasnogórskim w dniu 7 lipca br. - wyrażamy najgłębsze uznanie dla wszystkich organizatorów dotychczasowych lokalnych uroczystości rocznicowych; ludzi, którzy dołożyli wszelkich starań, by w swoich środowiskach godnie uczcić pamięć Rodaków pomordowanych na Kresach Wschodnich II RP.
- Kresowianie jednością silni!
O tę jedność w szczególnym dla nas momencie - apeluję w imieniu Światowego Kongresu Kresowian.
Danuta Skalska - rzecznik ŚKK
I będą się jeszcze 1000 razy przepraszać. Jak nawet w tvp był wywiad z duchownym cerkwi grecko katolickiej który powiedział że ich IPN stał się instytucją amnestii!!! Tak wygląda Ukraina dzisiaj wybiela się zbrodniarzy jako chrześcijanin mogę wybaczyć ale jako człowiek domagam się sprawiedliwości i ukarania winnych!!!
Rzeź na Wołyniu: Śmierć od kuli była najlżejsza
http://histmag.org/Rzez-na-Wolyniu-Smierc-od-kuli-byla-najlzejsza-8028
"To nie była żadna wojna polsko-ukraińska, żadne bratobójcze walki. To było ludobójstwo, brutalna eksterminacja dzieci, kobiet, starców. Wszystkich – tak o „rzezi wołyńskiej”, gdzie w 1943 roku zamordowano około 60 tysięcy Polaków, wypowiada się spore grono świadków i kronikarzy tamtych wydarzeń. W zeszłym tygodniu w Gdańsku miała miejsce uroczystość upamiętniająca ofiary tych makabrycznych zbrodni. Nie przyszedł żaden z zaproszonych dyplomatów ukraińskich."
Przy okazji wychodzi także to co kiedyś wspomniano o Antonowyczu ojcu duchowym całej "ukraińskiej" szkoły historycznej, jego następcach oraz ich wpływie na swiadomosc kolejnych pokoleń Rusinów a pozniej Ukraińców, którym takich własnie "hajdamaków-bohaterów" stawiano za wzór. Probowali oni stworzyć poetycką syntezę kozaczyzny i hajdamaczyzny — krwawych ruchów ludowych, podszytych nienawiścią klasową, a mających wybitny charakter swawoli w państwie i nadać jej pozory walki "narodowo-wyzwoleńczej". Jak przedstawiono to wyzej jest to fałsz historyczny co nie przeszkadza dalej wielu czcić hajdmaków czy pozniejszcyh banderowców jako bohhaterów.
http://www.kki.pl/pioinf/przemysl/dzieje/rus/antonowicz.html
A cóż to tak z trzeciej ligi morderców zaczynacie Panowie tą licytację. Zacznijmy od razu od ekstraklasy.Panie Parnikoza na początek może Chmielnicki -przecież to polak a wytłukł kozactwa i czerni około 300 000 tysięcy ,samego ,,Jasyru'' dobrowolnie oddanego Tatarom oceniano na 200 000 Jakoś nigdy nie uważał żeby to byli tzw ukraińcy.
Powoli wychodzi z Pana panie Parnikoza ukraiński szowinista i to jest pocieszające .A o moje zdrowie proszę się nie martwić mam następców którzy będą kontynuować moją pracę i w końcu dotrą do celu ,,Ukraincow zawsze stanie stac za swoe.'' do czasu aż przyjadą do Polski skamlać o parę euro bo zdychają z dobrobytu na sowiecko ukraińskej ziemi.
Niestety o tak kulawym i niedopracowanym tekście Ustawa została dzisiaj przyjęta Ofiary i ich potomkowie nie doczekali się prawidłowego uczczenia ich męczeństwa Pocieszającym jest fakt że znamy nazwiska i przynależność partyjną tych którzy okryli się hańbą i lobbowali za ukraińską wersją zbrodni Ludobójstwa. Dzisiaj, 20 czerwca (12:52)
Senat przyjął uchwałę w 70. rocznicę zbrodni wołyńskiej
Senat oddał hołd Polakom, którzy 70 lat temu padli ofiarą mordów UPA na Wołyniu. W przyjętej w czwartek uchwale senatorowie określili zbrodnię wołyńską jako "czystkę etniczną noszącą znamiona ludobójstwa". Podkreślili też potrzebę pojednania z Ukrainą.
Uchwała Senatu, której tytuł brzmi "W 70. rocznicę Zbrodni Wołyńskiej" przypomina, że 9 lutego 1943 r. od napadu UPA na wieś Parośla Pierwsza na Wołyniu "rozpoczęta została brutalna akcja fizycznej eliminacji Polaków, prowadzona przez banderowską frakcję Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińską Powstańczą Armię".
Wskazuje też na zgodną z szacunkami IPN liczbę ok. 100 tys. zamordowanych Polaków: mężczyzn, kobiet, dzieci i starców.
W uchwale, w której Senat złożył hołd zamordowanym przez UPA Polakom, zbrodnia wołyńska określona jest jako "czystka etniczna nosząca znamiona ludobójstwa". W ocenie senatorów, o takiej kwalifikacji historyczno-prawnej świadczy zorganizowany i masowy charakter zbrodni UPA oraz towarzyszące im okrucieństwo.
Senatorowie zaznaczyli, że w dziejach polsko-ukraińskich stosunków były takie wydarzenia, które nie przynoszą Polsce chluby. Wymienili m.in. wypadki polskiego odwetu na Ukraińcach z lat 1943-45. Podkreślili również wspólne, polsko-ukraińskie wysiłki w przezwyciężeniu trudnej przeszłości, które ma służyć pojednaniu między oboma narodami.
Uchwała nie została przyjęta jednomyślnie.
W czwartek za jej przyjęciem głosowało 55 senatorów, 20 było przeciwko, 10 wstrzymało się od głosu. Senatorowie PiS chcieli wprowadzić do uchwały poprawkę ustanawiającą dzień 11 lipca Dniem Pamięci Męczeństwa Kresowian, nie uzyskali jednak większości głosów. Ich zdaniem uchwała powinna też zawierać sformułowanie o "ludobójstwie", a nie o "czystce etnicznej noszącej znamiona ludobójstwa". Wyrazili także zastrzeżenia co do zapisu o wypadkach polskiego odwetu (wątpliwość w tej sprawie miał też jeden z senatorów PO Jan Rulewski).
PAP
http://fakty.interia.pl/polska/news-senat-przyjal-uchwale-w-70-rocznice-zbrodni-wolynskiej,nId,984325,s,1,strona,1#pst62979652?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
A Panu Lipinskemu powiem ze jak Iwan Gonta swolocz no to wtedy i Stefan Czarnecki swolocz i to jaka. To jak przedzluzymy wymianu komplimentami?Redaktorowi wolno takiego uzywac bedze bral z niego przyklad.
Rob rob Panie, ale od zlosci swojej wlasnei ne ucierp, a sze pamietaj ze Ukraincow zawsze stanie stac za swoe...Chwala Panu ze wiekszosc waszych rodakow takich jak oto wlasne Pan nie sluha, chocaz duzo duzo wysilku robice zebym ich przeciwko nam wyzbroic. Ale marne to...
Niech Ukraińcy potępią zbrodniarzy a wywyższą swoich Bohaterów z I wojny światowej czy to takie trudne. Chyba tak jak połowa zachodniej Ukrainy miała dziadka w UPA.
Bardzo nie podoba dlatego zrobimy wszystko żeby było to jak najkrócej.I nie jest istotne dla nas że waszymi bohaterami są mordercy i zbrodniarze - jaki naród tacy bohaterowie. A Pan Panie Parnikoza powinien przyjąć do wiadomości że, Nawet złocone g..nadal jest g.... I nie wiadomo co moglibyście zrobić i tak byli to bandyci.
No i co z tego) kolejne Polske zdaina?)Znamy przyjmujemy do uwagi. Ale na Ukrainie jego postać otoczona jest szacunkiem, w m.in. miastach: Lwowie, Kijowie, Żytomierzu, Czerniowcach, Dubnie, Winnicy a także w samym Humaniu istnieją ulice jego imienia. W Kijowie ponad to działa organizacja jego imienia - "Fundacja na rzecz konsolidacji państwowości Ukrainy Iwana Gonty". W Chrystynówce wzniesiono jego pomnik. Podczas odsłonięcia pomnika w Chrystynówce mer (prezydent) tego miasta Mykoła Nakonieczny podkreślił, że pomnik Gonty będzie przypominał Ukraińcom, że powinni walczyć o ojczystą ziemię z jej ciemiężcami.
Iwan Gonta jest bohaterem poematu Tarasa Szewczenki pt. Hajdamacy (1841).
I tak bedze na Ukraine podoba sie wam lub nie...
,,O to i chodzii ze dla czesci Polakow UPA to tylko początek '' A DALEJ NIE MA NIC CO MOŻNA NAZWAĆ UKRAIŃSKIE NO CHYBA ŻE CHODZI O ZIEMIE U-KRAINNE ALE TO INNA MELODIA.
Próba zrównania zbrodni ukraińskich i polskich na Wołyniu przy pomocy powoływania się na konstytucyjną równość wszystkich obywateli jest zwykłą manipulacją, Jeśli już chce powoływać się na prawa konstytucyjne to działania ze strony polskich organizacji samoobrony i akcje odwetowe przeciwko uczestnikom mordów były ze wszech miar legitymizowane.Zdrada narodu i kolaboracja z Niemcami i sowietami była karana śmiercią , przecież powoływali się że są obywatelami naszego kraju
Z jakąś psychopatyczną manią ktoś usiłuje na siłę połączyć ogień z wodą WIDOCZNIE CZAS TEN JESZCZE NIE NADSZEDŁ A PO DZIAŁANIACH STRONY UKRAIŃSKIEJ WIDAĆ ŻE NIE PRĘDKO NASTĄPI ,,W przededniu siedemdziesiątej rocznicy zbrodni na Wołyniu wciąż mamy impas. Polskie i ukraińskie środowiska opiniotwórcze nie znajdują wspólnej płaszczyzny porozumienia w tej sprawie. Co gorsza wydaje się, że punkty widzenia - polski i ukraiński, oddalają się od siebie coraz bardziej. Sprawa ta ciąży na wzajemnych relacjach i dzieli nasze narody.''
"Kuriozalnym tego przykładem jest list szefa administracji Charkowa Michaiła Dobkina z partii Regionów, w którym wzywa Polskę by w ślad za uchwałą wołyńską wydała zakaz wjazdowy dla działaczy partii Swoboda do strefy Schengen, jako propagatorów faszyzmu. Takie stanowisko jest przejawem, nie jakby chcieli naiwni w Polsce, empatii i współczucia, ale cynizmu, który wykorzystuje sto tysięcy polskich ofiar z Wołynia do wzmocnienia prorosyjskiej narracji historycznej partii Janukowycza. Przypomnijmy – tej narracji, w której nie było ani wielkiego głodu na Ukrainie, ani operacji polskiej NKWD w roku 1937, w której zabito ponad 111 tysięcy Polaków, ani agresji 17 września 1939 roku… A według niej żołnierze Armii Krajowej to hitlerowscy kolaboranci!" - Pan Dzięciołowski widzi to czego nie widzi większość naszych patriotów z ks. Zaleskim włącznie, albo widzieć nie chce. Dziękuję szczególnie za ten fragment, bo reszta w zasadzie do osób "w temacie" jest raczej znana.
W rozumieniu polskiego prawa karnego zbrodnia to czyn zabroniony zagrożony karą pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 3 albo karą surowszą (zob. rodzaje kar). Zbrodnię można popełnić tylko umyślnie. Warunkowe umorzenie postępowania nie może być stosowane wobec sprawcy zbrodni[1].
W obowiązującym prawie w Polsce następujące przestępstwa są zbrodniami:
wszczęcie lub prowadzenie wojny napastniczej
ludobójstwo
stosowanie środków masowej zagłady zakazanych przez prawo międzynarodowe
przestępstwa wojenne polegające na pogwałceniu konwencji międzynarodowych odnoszących się do sposobów walki i poszanowanie m.in. osób składających broń, sanitariuszy czy jeńców
zamach stanu
zamach na konstytucyjny organ RP
zamach na Prezydenta RP
zabójstwo
przejęcie kontroli nad statkiem wodnym lub powietrznym, którego następstwem jest ciężki uszczerbek na zdrowiu wielu osób lub śmierć człowieka
zgwałcenie wspólnie z inną osobą, wobec małoletniego poniżej lat 15, wobec wstępnego, zstępnego, przysposobionego, przysposobiającego, brata lub siostry (art. 197 §3) lub ze szczególnym okrucieństwem (art. 197 §4).
handel ludźmi
zakładanie lub kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą o charakterze terrorystycznym
rozbój z użyciem niebezpiecznego przedmiotu
fałszowanie pieniędzy
niewolnictwo i handel niewolnikami
sprzedaż narkotyków
zbrodnie określone w dekrecie PKWN z dnia 31 sierpnia 1944 r. o wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy winnych zabójstw i znęcania się nad ludnością cywilną i jeńcami oraz dla zdrajców Narodu Polskiego
kierowanie lub organizacja obcego wywiadu na terenie RP.
Niestety, tak się kończą fałszowanie historii przez PO.
Polecam:
http://www.gazetaparlamentarna.pl/index.php/15-super-news/183-wo%C5%82y%C5%84,-ludob%C3%B3jstwo,-rze%C5%BA-wo%C5%82y%C5%84ska.html
Wypadało by uzupełnić artykuł o trochę wiedzy historycznej i szczegóły tej zbrodniukraińskich bandytów spod znaku tryzuba..,,,Mord pod Bełżcem
16 czerwca 1944 r. w lesie pod Bełżcem ukraińscy nacjonaliści z UPA zamordowali 46 Polaków. Ok. 20 osób zmarło na skutek odniesionych ran.
Zabici byli pasażerami pociągu relacji Zamość-Rawa Ruska-Lwów. Pociąg z 70 Polakami oraz nieznaną liczbą Ukraińców i Niemców wyjechał ze stacji kolejowej w Bełżcu, w kierunku Lubyczy Królewskiej, ok. godz. 7. Niecałe pół godziny później doszło do tragedii. Zasadzka została dokładnie przygotowała. Maszynista parowozu Ukrainiec - Zachariasz Procyk ze wsi Żurawne k. Lubyczy Król., zatrzymał pociąg w lesie. Partyzanci z UPA otoczyli skład pociągu. Polskie kobiety i mężczyzn bito kolbami karabinów. Zabijano kobiety i kilkuletnie dzieci. Ciężarną Polkę przybito bagnetami do ziemi. Innej rozpruto brzuch i odrąbano dłoń. Dziewczynce rozbito głowę. Ofiarom odebrano dokumenty, zegarki, pieiądze. Uratowali się nieliczni.
Dokumentację ludobójstwa pod Bełżcem zawdzięczamy wywiadowi Armii Krajowej. Por. Tadeusz Żelechowskiemu wraz z pięcioma żołnierzami AK dotarł na miejsce kaźni przed przybyciem policji niemieckiej. Zrobili ponad 40 fotografii.
Większość nazwisk ofiar jest znana. Zginęli m.in. 33-letnia Maria Baran z Tomaszowa Lub., której córka Anna Daniel, spisała relację zbrodni, 39-letni Feliks Śmierucha ze Lwowa i 28-letni fryzjer Leopold Jarema. Mieszkańców Tomaszowa Lub. pochowano 17 czerwca 1944 r. Ciała których nie udało się zidentyfŁować pogrzebano, we wspólnej mogile, na cmentarzu w Bełżcu. W lesie, w miejscu zbrodni, ustawiono na pamiątkę żelazny krzyż."-ze względu na obóz koncentracyjny ta historia mordu na Polakach jest zupełnie pomijana.
Opis obyczajów za panowania Augusta III
O Siczy i hajdamakach
Jędrzej Kitowicz
,,Sicz jest to miasto albo lepiej obóz Kozaków zaporoskich w kraju do Moskwy należącym, w szczerych polach, na kilkadziesiąt mil ciągłych, pustych. Kto w nim dawniej siedział i kiedy go Kozacy zaporoscy osiedli, o których mam pisać, nie mogłem pewnej od nikogo powziąć wiadomości; za czym nie sięgając początku, będę pisał o środku i o końcu pomienionych Kozaków.
Było w Siczy Kozaków, ich terminem zowiąc, czterdzieści kureni (po polsku: korzeni). Każdy kureń zamykał w sobie dziesięć chorągwi, a każda chorągiew sto kampańczyków, czyli po naszemu towarzyszów, co uczyniło czterdzieści tysięcy wojska, gotowego na każdy rozkaz imperatorowy moskiewskiej; ale ich do żadnej wojny za mego wieku, nawet z królem pruskim i z Turkami wojując, Moskwa nigdy nie użyła. Słyszałem, iż dlatego, że lud zbyt niesforny, a w potrzebie zazwyczaj z placu pierszchający. Mieli ci Kozacy nad sobą hetmana jednego spomiędzy siebie na tę godność od imperatorowej moskiewskiej wyniesionego i zwał się terminem kozackim: koszowy. Ten był ich wodzem, a raczej sędzią we wszystkich sprawach ostatecznym i najwyższym; za cóż albowiem dawać mu imię wodza, kiedy nigdy wojska swego w pole nie wyprowadzał. Religii byli schizmatyckiej, greckiej; mieli swoją cerkiew i popa; i to było dosyć nabożeństwa dla hultajów. Żon nie mieli ani kobiety żadnej między sobą nie cierpieli; a kiedy który został przekonany, że kędy za granicą miał sprawę z kobietą, tedy takowego do pala w kureniu, z którego był, za dekretem przywiązanego, póty tłukli polanami, to jest szczypami drew, póki go nie zabili, pokazując na pozór, jakoby czcili stan czystości; dla czego też nazywali się powszechnie mołojcami, to jest młodzieńcami, gdy w samej rzeczy prowadzili życie bestialskie, mażąc się jedni z drugimi grzechem sodomskim albo łącząc z bydlętami, na które sprośności, samej naturze obmierzłe, nie było żadnej kary, jakby uczynek z kobietą był plugawszy niż z kobyłą albo z krową.
Rolnictwa bardzo mało traktowali; najwięcej bawili się rybołówstwem, myślistwem i chowaniem stad wielkich rozmaitego bydła i koni. Bydło ich rogate różniło się szerścią od bydła naszej Ukrainy, było bowiem czerwone; bawili się także handlem ryb suszonych, soli, skór, futer i rozmaitych rzeczy, zdobytych na rozboju, który był najcelniejszym ich rzemiosłem.
Każdy kampańczyk był zapisany w regestr, składający owę liczbę wojska czterdzieści tysięcy. Miał każdy swój dom i kram do towarów, które tam przybywającym kupcom przedawali albo za zboża i gorzałkę zamieniali, nie wychodząc nigdy dla żadnej potrzeby z siedliska swego. Kampańczyk miał swoich wyzwoleńców, czyli sług kilku: pięciu, sześciu, siedmiu i więcej, podług tego, jak się miał który. Kiedy kampańczyk podchodził w lata szędziwe, wybierał spomiędzy czeladzi swojej jednego, który mu był najmilszy, prowadził go do kancelarii i tam uroczyście zapisował swoim następcą. A ten po śmierci takiego ojca swego ogarniał wszystek majątek, reszta zaś czeladzi albo przy nim zostawała, albo się do innych kampańczyków rozchodziła; chcąc tedy zostać sukcesorem, trzeba było przylgnąć do jednego kampańczyka i służyć mu jak najwierniej aż do śmierci.
Kampańczykowie sami, mając się dobrze i będąc gospodarzami, rzadko kiedy wychodzili na rozbój, wychodzili jednak i wtenczas bywali hersztami kup hajdamackich. Do takich wycieczków przyprowadziła kampańczyków potrzeba, gdy swój majątek jakim sposobem utracił, albo gdy do rozboju miał serce i ochotę. Pospolicie atoli na rozbój wychodzili sami wyzwoleńcy, którzy nim wyszli, musiał się każdy najprzód opowiedzieć swemu kampańczykowi, a potem zebrana kupa generalnemu koszowemu, który tym sposobem, ponieważ wiedział zawsze, wiele i w którą stronę udało się ich na rozbój, przeto gdy który koszowy miał dobre zachowanie z panami polskimi, przestrzegał ich, aby się mieli na ostrożności, uwiadamiając oraz o liczbie ciągnącej na rozbój. Zabraniać im koszowy takiej ochoty nie mógł, kiedy polityka dworu moskiewskiego prawie dlatego tych hultajów konserwowała, aby Polaków i Tatarów ciemiężyli, a oraz ginąc sami w różnych potyczkach i egzekucjach, w liczbę nadpotrzebną nie wzrastali. Do tego rozbój był drogą krótszą i chwalebniejszą dosłużenia się rangi kampańczyka niż inne usługi przy boku swego pryncypała. Jeżeli siedym lat szczęśliwie rozbijał, już miał w ręku ascens na pierwsze miejsce wakującego kampańczykostwa; lubo się tego szczęścia niewielem dostawało, bo ich od polskich podjazdów dużo ginęło, jako się niżej da widzieć lepiej.
Drugą zasługą, jeszcze krótszą od rozboju, acz nie tak estymowaną, było kucharstwo. To przez dwa roki bez nagany odbyte czyniło kucharza kampańczykiem. Ale praca ledwo znośna; każdy kureń, to jest chorągiew - miała swego kucharza; ten dzień i noc musiał mieć gotowe jadło dla przybywających w różne godziny dzienne i nocne od różnych zabaw Kozaków. Był razem kucharzem i szafarzem; powinien wcześnie starać się u starszego chorągwi o to, czego mu do kuchni brakowało. Nie gotował on tam żadnych wymyślnych potraw ani rozmaitych, tylko dwie raz na raz, całym traktamentem kozackim będące, z skarbu szafowane: kasza jaglana rzadko, w mięsne dni słoniną, w postne olejem okraszona, i bigos z ryb suszonych bez wszelkiej przyprawy. Nalewał i nakładał tych potraw w korytka podług miary, jak ich ubywało. Kozak przyszedłszy, bądź jeden, bądź więcej, siadał w czubki przy korytku, dobył łyżki od pasa i jadł tego i owego, póki mu się podobało; gotowały się te potrawy w kociołkach miedzianych, na trzech kijach nad ogniem zawieszonych.
Tenże kucharz miał w dozorze swoim tytoń, który także, jak strawę wyżej opisaną, z skarbu na kurenie rozdawano. W każdym kureniu niedaleko korytek stało kilka lulek wielkich glinianych, mających dokoła po kilka dymników, czopkami, na sznurkach przywiązanymi, pozatykanych; kiedy który Kozak nie chciał ekspensować swego tytuniu, siadał do generalnej lulki, wyjął czopek i założył swój cybuch w dymnik, ciągnął, póki mu się podobało; kucharz zaś dawał baczenie na lulki i nakładał raz za razem tytuniem, skoro były wypróżnione. Do jednej lulki mogło się zmieścić i ośmiu Kozaków, jeżeli mieli cybuchy długie; podług długości których robił się cyrkuł obszerniejszy, a tym samym do przyjęcia i pomieszczenia więcej palaczów sposobniejszy. Odchodząc od lulki każdy Kozak zatchnął swój dymnik czopkiem, na sznurku przy lulce wiszącym.
Jeżeli kucharz był ospały i nie pilnował swojej powinności w tych dwóch artykułach, każdy Kozak, nie znajdujący dla siebie gotowego jadła lub tytuniu, miał prawo wykropić mu skórę batogiem, a oprócz tej kary częste skargi na niego zachodzące sprawiały mu degradacją. Na tę publiczną wygodę jadła i tytuniu składali się wszyscy kampańczykowie z swoich majątków i była to jak kontrybucja.
Że tedy takie były publiczne stoły i tytunie z skarbu, przeto żaden kampańczyk swoim wyzwoleńcom nie dawał wichtu, tym, którzy dla niego w rybołówstwie, myślistwie, pasieniu trzód lub w rolnictwie pracowali, wyjąwszy tych, którzy przy boku pańskim na zawołanie być musieli. Jurgieltu też pewnego żaden wyzwoleniec nie brał; należało do szczodrobliwości kampańczyka udzielić mu co z tych pożytków, około których który dla kampańczyka wyzwoleniec pracował.
Trunki w szynkowniach były przedawane: miód, wino i gorzałka; ta ostatnia Kozakom najlubsza i najpospolitsza. Wolno było każdemu za swój grosz pić tyle, ile się któremu podobało, byle swojej powinności nie opuścił i hałasu nie zrobił; bo za te występki surowie karano. Dla czego, choć w Siczy mieszkali najgorsi z całego świata ludzie, apostatowie od wiary i różnych zakonów, infamisowie, zbiegowie kryminalni z rozmaitych stron, skromność atoli wielka tam panowała i bezpieczeństwo tak wielkie, iż żadnemu podróżnemu z towarem, po towar lub w innym jakim interesie do Siczy przybywającemu włos z głowy nie spadł; pieniędzy, nawet gdyby na środku ulicy położonych, nikt nie ruszył. Albowiem naruszenie osoby lub majątku cudzego, bądź tamtejszego mięszkańca, bądź gościa, śmiercią natychmiast karano, na kogo tylko padła suspicja. Dla którego rygoru wszyscy zaraz starali się o wyśledzenie winowajcy, skoro się w tych dwóch miarach jaki występek pokazał. Takie prawo ludzkości rozciągali aż do granicy swojej, dalej zaś nie służyło, tylko tym, którzy pozbywszy lub nabywszy w Siczy towarów, powracali z nimi do domów z paszportem od koszowego. Jadącym zaś do Siczy i prowadzącym towary było wszelkie bezpieczeństwo zaraz od mety zaczynającej step siczowy, to jest puste pole, które do Siczy prowadziło z osiadłej Ukrainy.
Po wziętym pozwoleniu od koszowego hajdamacy szli do cerkwi; tam brali błogosławieństwo od popa, jakoby wychodząc na uczynek pobożny, Bogu miły, niszczenia łacinników, Żydów i wszelkich innych Rusinów, od ich wiary i chizmatyckiej odszczepieńców.
W ziemię tatarską, jako sąsiedztwem bliższą i tylko rzeką Dunajem od Siczy przedzieloną, wpadali rozmaitymi czasy. Tym pospolicie tylko zajmowali z pastwisk stada koni i bydła rogatego, z którym co prędzej wpław uchodzili przez rzekę na swoją stronę, za którą Tatarowie nigdy ich gonić nie śmieli, widząc odpór gotowy, od swoich sił mocniejszy, i kontentując się tym, co przed rzeką odbili i którego hajdamakę zatłukli.
Głęboko w Tatarszczyznę nie wkraczali ani siedlisk tatarskich nie plądrowali (ponieważ Tatarowie, będąc takimiż rabusiami, jak i hajdamacy, zawsze wsieść na koń i skupić się na swoich najezdników gotowymi byli), ale tylko nad brzegiem dawali baczenie, gdzie Tatarowie z swoimi stadami koczują; ukradkiem tedy napadłszy na Tatara mniej ostrożnego albo drzymiącego wpadli na niego znienacka (co w Polach Dzikich, wielkimi trawami zarośniętych, uczynić im nietrudno było) i udusiwszy człowieka albo mu gardło przerznąwszy, co prędzej zawinęli się około stada. Jeżeli mieli zajmować konie, tedy uważali, który ogier wodzi stado; na tego złapanego wsiadłszy, jeden hajdamak krzyknął i co tchu do rzeki pędził, a stado zhukane za nim, drudzy zaś hajdamacy z tyłu na innych koniach schwytanych poganiali. Lub jeżeli im czas nie pozwolił ująć żadnego konia, pieszo się w owych trawach do rzeki zmykali, bydło zaś rogate jak najciszej zająwszy, takimże cichaczem, pospieszając ile możności, w rzekę pędzili, gdzie na nich czekali inni Kozacy w czółnach, tak dla przewiezienia swoich, jako też dla odparcia pogoni tatarskiej.
Na Ukrainę polską wychodzili zawsze na wiosnę, a powracali przed zimą; wyszedłszy z Siczy w sto, dwieście lub trzysta koni, rozdzielali się na różne partie, co czynili najprzód dlatego, żeby więcej kraju zasięgnąć mogli, druga: żeby komendom polskim, ścigającym za nimi, łatwiejsze roztargnienie uczynić mogli, trzecia: żeby razem wszyscy, gdyby zostali pokonani, nie zginęli, czwarta: żeby się łatwiej w małych partiach ukrywać mogli. Formowali z siebie dwojakie kupy, nigdy z sobą nie złączone, ale osobno szczęścia szukające: jedni plądrowali konno, drudzy pieszo. Jak jazda, tak piechota innej nie zażywała broni, tylko spisę i samopał; piechota, sposobniejsza do ukrycia się w wielkich trawach ukraińskich, trudniejsza była naszym do zniesienia niżeli jazda, raziła bowiem naszych z samopałów, nie będąc widziana; a jeżeli była dokoła obstąpiona, broniła się do upadłej, tak iż często nasi, wziąwszy mocną plagę, odstąpić ich musieli albo też oni sami, doczekawszy się nocy, z pośrodka nich wymknąć się potrafili. Gdy już tak blisko podjazd polski natarł na hajdamaków, że już dalej uchodzić nie mogli, stanęli w szyku i zdjąwszy czapki, uczynili Polakom pokłon, a dopiero zaczęli się bronić, co czynili częścią przez zuchowatość, częścią dodając sobie serca.
Z jazdą mieli łatwiejszą sprawę Polacy, osobliwie kiedy dragonia znajdowała się przy komendzie polskiej. Ta zsiadłszy z koni i dając ognia plutonami, prędko hajdamaków rozpłoszyła, na których, zmięszanych i tył podających, wpadłszy jazda pancerna i przedniej straży, jednych żywcem schwyciła, drugich ubiła albo przynajmniej prowadzony tabor z zdobyczą zabrawszy, na cztery wiatry rozpędziła. Lecz kiedy nie było dragonii przy Polakach, ciężko im było ponękać hajdamaków i nieraz od nich dobre plagi wzięli.
Do tych hajdamaków, którzy wyszli z Siczy, przywiązywało się wiele hultajstwa z Rusinów polskich i Żydów. Ci, rozbijając z nimi całe lato, na zimę rozchodzili się po wsiach, służąc po karczmach za parobków i po gorzelniach (po rusku: winnicach) za palaczów; drudzy zaś, przyjąwszy bractwo hultajskie raz na zawsze, do Siczy z hajdamakami powracali i ci to byli nasieniem i potomstwem hajdamaków, którzy oprócz takich plemienników, powracając do Siczy, porywali też i chłopców młodych, bądź obcych, bądź swoich krewniaków, a tak mnożyli się i następowali jedni po drugich, choć żon nie mieli.
Najeżdżali ci hajdamacy szlacheckie dwory, wsie i miasta nawet, nikomu nie przepuszczając, kogo tylko zrabować mogli; na śmierć, prawda, najechanych z trudna kiedy zabijali, chyba z szczególnej jakiej osobistej zemsty sługi, chłopa lub Żyda, do hajdamaków zbiegłego. Ale dla wyciśnienia pieniędzy męczyli niemiłosiernie; i chyba znacznym a oraz łatwym obłowem, sobie bez ciężkiej inkwizycji ofiarowanym, ułagodzeni zostali, kiedy nie męcząc, dawszy tylko na nezabudesz kańczugiem po plecach, odjechali z takim pożegnaniem: "Porastaj!"" Dlatego panowie ukraińscy wszyscy trzymali po kilkadziesiąt i po kilkaset kozaków nadwornych, którzy ich tak w domu, jak w drodze dzień i noc od tych rabusiów strzegli. Miasta zaś i miasteczka w każdą noc przez połowę mieszkańców, w broń opatrzonych, z kotłami i tarabanami chodząc po ulicach pilnowały się od rozboju. A jednak przy takiej chociaż ostrożności, w nocy, zazwyczaj napadnieni, nieraz tak panowie, jak chłopi we wsiach i Żydzi z mieszczanami i kościołami, i klasztorami po miastach zrabowanymi zostali, kiedy straż domową albo przełamali hajdamacy, albo też w zmowie z nimi zostając, niby do ucieczki przymusili. Dlatego całe lato na Ukrainie z pomiernej szlachty i chłopi tudzież arendarze Żydzi nicht w domu nie nocował, ale każdy przed zachodem słońca z duszą wynosił się w step, ukrywszy majątek i jeden kryjąc się przed drugim: mąż przed żoną, żona przed mężem, ojciec i matka przed dziećmi, dzieci przed rodzicami i sami przed sobą, ażeby znaleziony jeden z bólu nie wydał drugiego, gdyby go męczono i o drugich pytano.
Drogi także publiczne obsiadali ciż hajdamacy; w lada dolinie zakradłszy się niedaleko od drogi, uważali kurzawę, która w tamtej ziemi tłustej za każdym jadącym na kształt dymu podnosi się wysoko w górę. Uważali tedy wielkość kurzawy; jeżeli miarkowali, że kto jedzie z małym konwojem albo w cale bez konwoju, wypadali na niego, obdarli ze wszystkiego, co miał, i obiwszy ratyszczami, to jest drzewcami od dzidów, plecy, w koszuli puścili, powiedziawszy swoje zwyczajne: "Porastaj!"
Ci, którzy szczęśliwie powrócili do Siczy, połowę zdobyczy oddawali swoim kampańczykom, a kampańczykowie dziesiątą część tej potowy koszowemu; takiż podział był koni i bydła, Tatarom zabranego.
Z takimi tedy hultajami co lato wojsko nasze polskiego i cudzoziemskiego autoramentu odprawiało kampanie, przybierając na czas do siebie kozaków porodowych, to jest nadwornych, różnych panów; najwięcej zaś sami za nimi chodzili, bo Kozacy z trudna swoich bratów wiernie prześladowali, chyba wtenczas, gdy się rzecz działa bardzo jawno pod okiem komendanta polskiego; ale jak na boku Opodal, to jak wilcy z psami z wilczycy i psa spłodzonymi powąchawszy się, każdy poszedł w swoją stronę.
Kozacy humańscy Potockiego, krajczego koronnego, a potem wojewody kijowskiego, najsprawniejsi byli w dojeżdżaniu i znoszeniu hajdamaków, wyjąwszy, iż tę przysługę dla kraju bardzo niewiernie czynili. Nie napastowali oni nigdy hajdamaków, kiedy na wiosnę na rozbój w kraj wstępowali, tylko pod jesień, kredy miarkowali, że z zdobyczą powracają, wtenczas im zastępowali, zdobycz odbierali, a samych hajdamaków, chyba że się bronili do upadłej, szczerze bili; jeżeli zaś słabo im się stawiwszy w ucieczkę prysnęli, nie bardzo gonieniem za nimi koni swoich mordowali. Druga: kto z zrabowanych chciał odzyskać od kozaków humańskich swoje rzeczy, musiał je dobrze opłacić, darmo nie dostał; które poczytali za rzeczy prawnie nabyte, bo z azardem życia.
Komendanci polscy, wielu dostali żywcem hajdamaków, żadnego nie pardonowali, lecz zaraz na placu albo wieszali na gałęziach, albo jeżeli mieli czas, żywcem na pal wbijali; która egzekucja takim szła sposobem: obnażonego hajdamakę położyli na ziemi na brzuch; mistrz albo który chłop sprawny do egzekucji użyty naciął mu toporkiem kupra, zacierany pal ostro z jednego końca wetchnął w tę jamę, którą gnój wychodzi z człowieka, założył do nóg parę wołów w jarzmie i tak z wolna wciągał hajdamakę na pal rychtując go, aby szedł prosto. Zasadziwszy hajdamaka na pal, a czasem i dwóch na jeden, kiedy było wiele osób do egzekucji, a mało palów, podnosili pal do góry i wkopywali w ziemię. Jeżeli pal wyszedł prosto głową lub karkiem, hajdamak prędko skonał; lecz jeżeli wyszedł ramieniem albo bokiem, żył na palu do dnia trzeciego, czasem wołał horyłki, to jest gorzałki, i pił podaną sobie.
To tak okrutne morderstwo bynajmniej hajdamaków nie uśmierzało; mieli sobie za jakiś heroizm skonać na palu. Kiedy się w kompanii przy gorzałce jeden z drugim kamracił, życzył mu: "Szczo by ty ze mnoju na jednym palu strytył", to jest: "Bogdajbyś ze mną na jednym palu sterczał." Bywali drudzy tak zatwardziałego serca, że miasto jęczenia w bólu wołali na dyrygującego zaciąganiem na pal: "Krywo idet, punc mistru", jakby bólu żadnego nie czuł albo jakby go tylko kto w ciasny bot obuwał. Dla tak okrutnej śmierci, acz niby lekceważonej, hajdamacy wszędzie się do upadłej bronili. Na pięćdziesiąt hajdamaków trzeba było naszych dwieście, trzysta i więcej, aby ich zwyciężyli; równej lub mało większej liczbie nigdy się pobić nie dali. To już wszystko, co mogłem w pamięci utrzymać, com widział i com słyszał pewnego o wojsku autoramentu polskiego i regularnym nieprzyjacielu Ukrainy, hajdamakach. Jako zaś celem moim jest pisać o obyczajach polskich za Augusta III, tak nie mogę pominąć i tego, lubo mam za bajki i gusła, że Polacy wierzyli mocno, iż między hajdamakami wielu się znajdowało charakterników, których się kule nie imały. Powiadali z przysięgą nieraz, że widzieli hajdamaków zmiatających z siebie kule, które w ich twarz albo piersi trafiły, że wyjmując takie kule zza pazuchy, nazad na Polaków odrzucali. Dla czego nasi, zabobon zabobonem przemagając, robiąc kule na hajdamaków lali je na pszenicę święconą, to już taka kula chwycić się miała hajdamaki.''
http://www.kki.pl/pioinf/przemysl/dzieje/rus/kozaczyzna1.html
"Wiemy jaką rolę anarchiczną odegrali Kozacy w Rzptej polskiej, że z tej trzywiekowej prawie anarchji powstawały i organizowały się, wyszłe z łona ruskiego społeczeństwa, dwa jego odłamy, dwie warstwy, z których jedna nosiła nazwę Kozaczyzny, druga — Hajdamaczyzny. Historycy nasi dawniejsi, a szczególnie bliżej wypadków stojący, lepiej od nas rozumieli następstwa i objawy tego ruchu społecznego, zrodzonego nad Dnieprem i porywającego furją swawoli ludność wiejską za sobą, lecz domyślnie raczej niż na podstawie badań aktów i dokumentów — nieznanych im zresztą. Niedoceniano jednak znaczenia tego zjawiska dziejowego lub oceniano je błędnie. Odnieść się to może, zarówno do wewnętrznej jak i do zewnętrznej polityki państwa polskiego. Następstwa takiego krótkowidztwa były fatalne dla państwa. Historycy nasi uwzględniali najczęściej stronę militarną walki Rzptej polskiej z Kozaczyzną — z Hajdamaczyzną i tego prawie nie było, — znano jako tako polityczne stosunki hetmanów kozackich z postronnemi państwami lub ich wybryki na niekorzyść Polski, ale w akty i dokumenty, szczególnie obcych archiwów, zapuszczano się rzadko, a samo zjawisko Kozaczyzny w stosunku do Rzptej polskiej oceniano jednostronnie, a nieraz u najnowszych historyków z pewnym sentymentalizmem społeczno-narodowym, przenosząc najnowsze poglądy demokratyczno - socjologiczne w okres walk 17-go wieku. Grzeszyli tern szczególnie historycy ze szkoły rosyjskiej, w której interesie politycznym leżało zohydzanie naszej przeszłości i przedstawianie narodu polskiego, jako niezdolnego do życia samodzielnego.(...) Niemieckie wojny, ruchy religijne, były w rzeczy samej wojnami ekonomiczno-klasowemi chłopów i drobnego mieszczaństwa przeciw istniejącym prawnym, a właściwie bezprawnym, stosunkom książąt, panów, rycerskiego stanu i duchowieństwa, wojnami przedstawiającemi planowo zorganizowaną siłę militarną, posiadającemi zdecydowanych przewódców i jasno określony cel ekonomiczno-państwowy. Nic podobnego w Kozaczyznie i hajdamaczyznie dopatrzeć się nie można. Kozaczyzna była klasą wojskową, walczącą o rozszerzanie ciągłe tych praw, a później wyłoniły się niewyraźnie cele państwowe i narodowe, hajdamaczyzna zaś była zwykłą swawolą państwową, podniecaną stosunkami zewnętrznemi, bezsilnością rządu, a w znacznej mierze geograficznem położeniem ziem ukrainnych. Na sztandarze niemieckim był napis: „Panie, popieraj Twą sprawiedliwość", a na hajdamackim — ukaz carowej, pozwalający „rizaty lachiw i żydiw". W dążeniu wodzów wojny chłopskiej był „pokój wieczny" ludzkości, a w dążeniu watażków hajdamackich — „pohulaty", to jest bawić się bez pamięci kosztem cudzego zdrowia, życia, majątku i czci niewieściej (...)Nadawanie hajdamaczyznie pozorów walki społecznej,, dopatrywanie w tym ruchu przyczyny jakiegoś ucisku ludu i stąd protesty w formie walki,—są to już domysły późniejszych fabrykantów historji Kozaczyzny, tematy polityczne Rosji, której chodziło o to, ażeby znaleźć powody wkroczenia do państwa i interwencji, okraszonej obroną religji prawosławnej. I ten ostatni temat ułożył się dopiero jaśniej już. w drugiej połowie 18-go wieku, kiedy plany Rosji, Prus i Austrji rozbioru Polski, pod pozorem zrobienia w niej porządku, dojrzewać poczęły. Rozglądając się w akcji wschodniego duchowieństwa w sprawie rozruchów w Kijowszczyznie, będziemy mogli na podstawie faktów stwierdzić, jak mało to duchowieństwo w wielkiej swojej masie interesowało się sprawą wyznania religijnego, a udział w hajdamaczyznie brało z powodów mało mających wspólności z religją zwykłą etyką. Lud wiejski i twórczość ludowa oceniała hajdamaczyznę ze stanowiska realnego i nigdy słówkiem jednem nie wypowiedziała się w obronie hajdamaczyzny, przeciwnie—uważała ją za klęskę, ciążącą nad krajem.(...) Do roku 1734 hajdamaczyzna była tylko swawolą społeczną, której państwo powściągnąć nie miało siły. W tym zaś, mniej więcej roku, nastąpił wybuch, który jak płomień błysnął i zgasł. Żagiew podłożyła Moskwa. W r. 1733 umarł. August II. Rozpoczęła się wojna domowa między stronnikami Augusta III i Leszczyńskiego. Do Polski wkroczyły wojska moskiewskie.(...)"
"W wielkim ruchu hajdamackim, który przez cały wiek prawie niszczył i krwią oblewał kraj własny, nie dopatrzyłem ani śladu „wysokich idei” ożywiających jakoby wodzów tego ruchu, ale znalazłem natomiast dzikie instynkty, pchające do burzenia wszelkiego dorobku cywilizacyjnego, rozhukanie się namiętności bez dodatniego celu przed sobą, fanatyzm religijny bez ducha chrześcijańskiego w głębi, zupełny brak zmysłu państwowości i nieokiełznaną samowolę barbarzyństwa, żyjącego i działającego bez jutra politycznego. Społeczeństwo ruskie, najgorszymi tradycjami kozaczyzny ożywione, okazuje się niezdolne do rozumienia idei wolności państwowej; bezwzględne w żądaniach, kiedy ma przed sobą nadzieję zwycięstwa i poniżające się w niewolniczej pokorze, a nawet sprzedajne, ile razy czuje nad sobą przewagę gniotącej go siły. Pozbawione kultury umysłowej i moralnej — nie biorę w rachubę jednostek,ale masy - nie umie korzystać z praw państwowych w celach dalszego kształcenia się, a nie trzymane w karbach hamujących wrodzoną pożądliwość, w każdym państwie stać by się mogło pierwiastkiem dezorganizacyjnym.(...) Niektórzy radzi by podciągnąć zdziczałe wybryki hajdamackie pod ogólną kategorię ruchów ludowych w Europie, a osobliwie wojny chłopskiej w Niemczech. Nie ma w tym żadnej wspólności ani podobieństwa. Nie tu miejsce na zbijanie powyższej tezy, wskażę tylko zasadnicze różnice. W Niemczech wywieszono od razu program wyraźny, skupiony koło hasła — „chleba” — i ulg w imię którego toczyła się walka. Na Ukrainie zaś było tego chleba do zbytku. Chłopi niemieccy znaleźli dowódców i obrońców, rozumiejących jasno i dokładnie zadanie i cele walki i dlatego żądania swoje sformułowali od razu jako punkta wytyczne dalszej działalności. Nic podobnego z hajdamaczyzną nie było. Spotkała się ona z apoteozą u takich pisarków jak Szulgin, pozbawionych zupełnie zdolności analizy sumiennej wypadków dziejowych, ale z ostrą naganą u pisarzy uczciwych, nawet Rusinów. „Południoworosyjscy działacze historyczni — powiada Mordowcew — mówili tylko o tym, ile złego wyrządzili Rusinom Lachy, lecz zamilczali o tym, ile złego przyczynili mu oni sami, ich poplecznicy i starszyzna ruska”. A że szkody wyrządzone przez nich są wielkie, to nie ulega żadnej wątpliwości — chociaż o tych krzywdach milczą oni sami i ich historycy. Otóż na tę stronę życia Rusinów pragniemy zwrócić naszą uwagę, gdyż wszyscy dotychczasowi historycy zakrywali ją starannie. Zobaczymy z podziwieniem, że nie zawsze winni Polacy, lecz że w połowie XVIII wieku Rusini doprowadzeni byli do położenia bez wyjścia przez własne prawo, własne porządki, własne władze i starszyznę. Nie wszędzie dusił Lach, ale także własny brat — Rusin, wzbogacony i wywyższony kosztem chłopa. Z konieczności będziemy musieli przekonać się, że wielu rusińskich mężów politycznych zeszłego wieku , których dotychczas uważano za bohaterów i męczenników za wolność własnego narodu, okażą się w zupełnie innym, a bardzo smutnym świetle: bohaterowie przemienią się — w rozbójników, a męczennicy za naród — w gnębicieli narodu, który gdyby był zdolny patrzyć w dalszą przyszłość, powiesiłby niezawodnie tych samych bohaterów i męczenników na jednej gałęzi z „Lachem, żydem i psem”. Naród ruski uważał panowanie polskie jako jarzmo uciążliwe; służbę polskim panom nazywał „niewolą babilońską”, „pracą egipską”. Cierpienia Rusi pod panowaniem Polski stały się rodzajem komunałów, powtarzanych przez wszystkich historyków na rozmaite sposoby. Zdawało się, że naród, oddany przez Chmielnickiego pod opiekę Rosji, teraz dopiero odetchnie po „lackiej niewoli”. Stało się jednak inaczej. Naród zrozumiał, że on istotnie w niewoli, lecz u własnego „pana-brata”, w niewoli, z której już wyjścia nie było. Gorzką swoją dolę sam wyśpiewał:
Jak buły my polanyczymy, Hoduwalyś pałanyciamy : A jak stały za Moskalamy, Hodujemoś sucharamy…
O to i chodzii ze dla czesci Polakow UPA to tylko poczatek a dalej wszystko co jest Ukrainske to zle...Jak to dobrze kojazy z kursom partii i Kremlu))Zalil slawny Iwan Gonta razem z Maksimem szlachte sadla za szkure to fakt....
Zdaniem Wiktora Poliszczuka "Gdzieniegdzie pojawiają się tylko enuncjacje ukraińskich nacjonalistycznych autorów o 30 000 ofiar ukraińskich, które rzekomo padły z rąk polskich. Tę ostatnią liczbę można przyjąć nic tylko za prawdziwą, ale nawet za zaniżoną o około 10 000, z tym jednakże zastrzeżeniem, że spośród około 40 000 ofiar ukraińskich nic więcej niż 10% tej liczby padło z rąk polskich, natomiast około 36 000 Ukraińców, w przeważającej mierze ukraińskiej ludności cywilnej, straciło życie z rąk nacjonalistów ukraińskich"
http://www.kki.pl/piojar/polemiki/rubiez/ofiary/ofiary.html
Pan Minister nie zdaje sobie sprawy że usunięcie kilkutysięcznych naniesień piasków i osadzenia ich na dnie moża nie ma żadnego wpływu na środowisko w dalszej przeszłości ten akwen nie był odgrodzony od Bałtyku. Wpływ na ekologię i rzekoma ocena Rosji tych działań to totalna bzdura Jedynie co Rosja traci to możliwość blokowania Polskiego portu i gospodarki oraz wpływów z wydawania zgody na tranzyt przez jej wody terytorialne. Wpływ ekologiczny jes t żaden. Definicja terminu :
Konwencja Espoo
konwencja o ocenach oddziaływania na środowisko w kontekście transgranicznym sporządzona w dniu 25 lutego 1991 roku w Espoo, w Finlandii. Weszła w życie w dniu 10 września 1997 roku.Ratyfikowały ją m.in. kraje wspólnoty europejskiej oraz Polska (Dz. U. z 1999 r. Nr 96, poz. 1110). Konwencja ta jest pierwszym dokumentem prawa międzynarodowego o charakterze wiążącym, który w całości poświęcony jest instytucji ocen oddziaływania na środowisko. Stwarza ona prawno-międzynarodowe ramy proceduralne dla wykonywania ocen oddziaływania na środowisko (OOŚ) w przypadkach, gdy inwestycja realizowana w jednym kraju (stronie pochodzenia) zasięgiem oddziaływania obejmuje terytorium innego państwa (strony narażonej), mogąc spowodować znaczące negatywne skutki dla środowiska.
Możliwość pozostania na zachodzie dał Anders po osobistej rozmowie z P Sżandrukiem .I nie wiadomo co rzeczywiście było motywem że,oświadczył aliantom iż wszyscy są obywatelami Polskimi i nie podlegają sowieckiej jurysdykcji.O żadnym osądzeniu na zachodzie mowy nie było. Nieprzemyślany przez Andersa gest spowodował że szczególnie w USA po II W.Ś powstała silna diaspora ukraińska całkowicie opanowana przez Upa i Oun.Niezbyt czyste intencje przyświecają też Paryskiej ,,Kulturze'' Giedroycia wielokrotnie goszczącego naczelnych zbrodniarzy tej organizacji.więce w artykule opublikowanym na tym forum bodajże przez kogoś o nicku Hetmański.
Wydanie całej Ukraińskiej formacji Sowietom skazało by wszystkich Ukraińców na pewną śmierć, bez sądu. Mieli być zweryfikowani i osądzeni na Zachodzie. Tak postąpił Anders w myśl wartości jakie wyznawał. Dał im zamiast pewnej śmierci możliwość osądzenia w Wolnym świecie. Nawet po potwornych zbrodniach UPA Polacy zachowali wierność swoim zasadom i osobistą godność. Wyszło natomiast tak jak widzimy. Mordercy pozostali bezkarni, z całą implikacją tego faktu...
Prosimy o odpowiednie Polacy i polityzovuvaty tragedia Wołynia pytanie. Myśl historyka angielskiego http://www.istpravda.com.ua/digest/2013/06/17/126286/
Trzeba być Ministrem obecnego rządu żeby nie rozumieć takich prostych założeń i zależności ni i brać udział w Prywatyzacji np Polskich stoczni. Po 10 latach od wejścia do Unii okazuje się, że wspólny rynek służy przede wszystkim firmom niemieckim, francuskim czy duńskim. Polskie przedsiębiorstwa, które chcą oferować towary na Zachodzie, napotykają szereg barier gorszych niż cła.
W Polsce tworzy się tańsze i mniej stabilne miejsca pracy niż w krajach UE
Polska staje się wielką montownią i centrum usługowym bez rodzimego przemysłu. Najlepiej opłacani specjaliści z działów badań i rozwoju, konstruktorzy, inżynierowie i oczywiście dyrektorzy z centrów korpor "W krajach, gdzie dominuje zatrudnienie niewymagające wysokich kwalifikacji, średnie uposażenie jest niższe" - podkreślają analitycy Fundacji Pomyśl o Przyszłości.
W Polsce brakuje globalnych rodzimych firm, wyposażonych w centra badawczo--rozwojowe i oferujących dobrze płatne miejsca pracy
Firma globalna posiada własne zakłady produkcyjne i centra dystrybucyjne w innych państwach. Polska ma niewiele takich przedsiębiorstw. W kryzysie międzynarodowe korporacje na pierwszym miejscu stawiają interesy własnego kraju, np. włoski Fiat przeniósł produkcję z Tych do fabryki we Włoszech.
Polskie przedsiębiorstwa nie mogą korzystać z efektu skali
Efekt skali polega na tym, że im więcej się produkuje i sprzedaje, tym cena produktu może być niższa. Dzieje się tak dlatego, że przy większej produkcji i sprzedaży można taniej projektować, kupować surowce, stosować nowsze technologie i oferować niższe ceny.
Wiele międzynarodowych koncernów rozwijało się korzystając z rodzimych rynków, kiedy dostęp do nich był ograniczony dla ich zagranicznych konkurentów. Gdy rynki otwarto, te firmy wykorzystywały efekt skali i rozwijały się szybciej. Dzięki efektowi skali można obniżyć koszty nawet o 20 proc. Przez to polskim firmom trudno jest konkurować z zagranicznymi gigantami.
Polska jest zalana towarami z importu, które dają nam zerowy wzrost PKB
Polska wciąż więcej importuje niż eksportuje. Towary z importu zakupione przez polskich konsumentów dają Polsce zerowy wzrost PKB - one wspierają wzrost PKB kraju producenta i tamtejsze miejsca pracy.
To my jako konsumenci decydujemy o tym, który z krajów będzie się rozwijać i stanie się zamożniejszy i w którym będą wyższe płace. Jeśli w Polsce chcemy więcej zarabiać, większą wagę musimy przywiązywać do wydawania naszych pieniędzy. W ten sposób decydujemy o tym, gdzie będą powstawać nowe miejsca pracy i gdzie będą wyższe zarobki.
Brak firm przemysłowych, które wykorzystałyby polskie patenty
Na uniwersytetach i politechnikach opracowywane są wynalazki, jednak nie ma w Polsce firm, które mogłyby zainwestować w ich produkcję. Dlatego polskie patenty są sprzedawane za granicą. Polscy specjaliści pracują w zagranicznych korporacjach i innowacyjne pomysły zgłaszają do urzędów patentowych w kraju pochodzenia koncernu.
Polskie przedsiębiorstwa w zdecydowanej większości nie posiadają własnych centrów badawczo-rozwojowych. A tymi dysponują globalne korporacje. Międzynarodowe koncerny, inwestując w Polsce, wykorzystują przede wszystkim tanią siłę roboczą.
Zadłużenie Polski
Polska jest zadłużona na blisko 1 bln zł i płaci więcej za odsetki od długu, od krajów ocenianych jako bardziej wiarygodne. Zaciągamy długi w zagranicznych bankach. Pieniądze, które będziemy musieli oddać, wraz z odsetkami, trafią do wspólnot ekonomicznych innych państw.
Polskim firmom blokuje się dostęp do zachodnich rynków
Wolny rynek w Unii Europejskiej to fikcja. W praktyce nie ma granic dla towarów trafiających z krajów starej Unii na rynki państw, które do Wspólnoty dołączyły niedawno. Jeśli przedsiębiorstwa z krajów nowej Unii, także z Polski, chcą zaistnieć na rynkach niemieckich, belgijskich czy francuskich, napotykają na szereg barier.
"Bariery te bywają dotkliwsze niż cła na poziomie 20 proc. - podają eksperci Fundacji Pomyśl o Przyszłości. - Rodzime firmy niemieckie czy francuskie są tak okopane na swoich terytoriach, że nowym trudno cokolwiek uszczknąć z rynku". O jakie bariery chodzi? Umowy na wyłączność, normy wewnętrzne dopasowane do rodzimych produktów, kosztowne certyfikaty, ubezpieczenia, systemy rabatów i bonusów.
Zdarza się, że wykorzystywany jest czarny PR w stosunku do producentów z Europy Wschodniej, w tym media. Polskie firmy ponoszą więc koszty sprzedaży nawet o 30 proc. wyższe w porównaniu z firmami krajów starej UE. Także z tego powodu nie starcza środków na wyższe płace dla pracowników w Polsce, którzy te produkty wytwarzają - podkreślają ekonomiści fundacji.
Kiedy duńska sieć supermarketów Netto (popularna także w Niemczech, np. w Berlinie) usiłowała wprowadzić do swojej oferty polskie produkty spożywcze, spotkała się z protestem duńskich klientów, do których dołączyła minister rolnictwa Danii Miette Gierskov: - Netto będzie kupować polskie produkty. Hm. To oznacza więcej pestycydów, gorsze traktowanie zwierząt i niższe płace. Wybór należy do was - oceniła. W odpowiedzi szef sieci Netto stwierdził, że klienci chcą duńskich produktów i to oni decydują.
Polskie produkty mają gorszy wizerunek niż np. niemieckie, dlatego trudniej do nich przekonać zagranicznych konsumentów. Francuz jest gotowy zapłacić więcej za produkt ze znaczkiem "Made in France", niż za identyczny produkt "Made in Poland". A jeżeli producent więcej otrzymuje za swoje produkty, może więcej zapłacić także swoim pracownikom.
Dumping cenowy zachodnich koncernów
Zdarza się, że zachodnie koncerny, wchodząc na nowe rynki, nawet przez 10 lat sprzedają swoje produkty poniżej kosztów. Wszystko po to, by zlikwidować lokalną konkurencję, podbić rynek w danym kraju.
Czytaj więcej na http://praca.interia.pl/zarobki/news-dlaczego-zarabiamy-cztery-razy-mniej-niz-srednia-ue,nId,982955?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefoxKomentarz Janusza Szewczaka, głównego ekonomisty SKOK
Generalny gubernator Hans Frank wypowiedział prorocze słowa w okresie okupacji naszego kraju. Stwierdził, że Polacy muszą być tak biedni, by sami chcieli dobrowolnie jechać na roboty do Niemiec, bez łapanek. Te słowa mają dziś niesłychanie smutną wymowę, ale są coraz bardziej prawdziwe. Po wejściu do Unii nastąpiła harmonizacja cen, czyli wyrównanie cen w nowych krajach takich jak Polska do poziomu Austrii, Niemiec czy Holandii, ale nie nastąpiła harmonizacja płac. Polacy mieli być rezerwuarem taniej siły roboczej, pracować w zagranicznych firmach i konsumować zachodnie, importowane produkty. Ten postkolonialny model jest skutecznie realizowany od ponad 20 lat. Młodzi, bardziej aktywni i mobilni Polacy zorientowali się na czym rzecz polega i zagłosowali nogami opuszczając w liczbie prawie 2 mln naszą ojczyznę, by szukać szansy na przyszłość, na życie, na rodzinę, na mieszkanie za granicą.
Teraz, w obliczu dopiero wstępującego do Polski kryzysu, który potrwa co najmniej 2–3 lata, wraz ze wzrostem bezrobocia, bankructwami firm, problem płac będzie nabrzmiewał. Przedsiębiorcy sposobu na przetrwanie kryzysu szukają w zwolnieniach i cięciach pensji. Już firmy przeprowadzają zwolnienia grupowe. To, co czyni rząd PO, czyli zamrażanie płac, do tego opór organizacji pracodawców, a nawet bogatych koncernów przed jakimikolwiek podwyżkami, pogłębi w Polsce kryzys, ponieważ nasz wzrost gospodarczy opierał się na konsumpcji wewnętrznej. Aby przełamać kryzys należy raczej podnosić płace i świadczenia. Koncepcja niskich wynagrodzeń jako atutu Polski w konkurencji europejskiej jest haniebna i samobójcza. Część przedsiębiorców konkuruje tanią siłą roboczą, niskimi kosztami pracy. W Polsce koszty pracy – wbrew opowieściom różnych demagogów – są jednymi z najniższych w Europie. Przynajmniej koszty płacowe. Mniej pieniędzy w portfelu Polaka oznacza mniejszą konsumpcję, ograniczenie inwestycji, również prywatnych, dziurę w budżecie NFZ, ZUS i wreszcie załamanie wpływów podatkowych, które już jest widoczne – kilkanaście miliardów złotych mniej w budżecie z VAT w zeszłym roku, w tym pewnie dwadzieścia kilka miliardów.Widać tendencje protekcjonistyczne we wszystkich krajach UE, olbrzymią liczbę barier dla polskich przedsiębiorców. A władza PO-PSL podpisuje międzynarodowe umowy jak weksle in blanco. Forsowany teraz jednolity patent europejski oznacza ogromne koszty dla polskich przedsiębiorców, ale tak naprawdę wyrugowanie ich z rynku europejskiego.
Sz. Pan Senator Ł. Abgarowicz
"Zorganizowany i masowy charakter tych zbrodni oraz towarzyszące im okrucieństwo nadają akcji charakter czystki etnicznej noszącej znamiona ludobójstwa".
Otóż nie Panie Senatorze. O tym czy jest to czystka etniczna nie decyduje zorganizowany charakter i masowość ale ideologia, jaka leży u podstaw tychże czynów. A tą ideologią jest nacjonalizm ukraiński, którego głównym ideologiem był Doncow.
Gdyby Pan Senator zechciał się nieco podszkolić, to nie sugerowałby takich uproszczeń.
Druga sprawa, to termin ludbójstwo. Proszę mi zatem wyjaśnić, dlaczego masakrę Tutsich w Rwandzie w 1994 roku nazywa się ludobójstwem a zbrodnie wołyńską nie? Przecież jedna i druga masakra to podręcznikowy przykład czystki etnicznej!
Z poważaniem,
obywatel
:) i weź sobie Bracie do serca "dobre rady" "starszego kolegi" (poniżej), inaczej za jakiś czas będziesz ... takim jak on: zgorzkniałym frustratem, który musi sobie znaleźć wroga i regularnie popluć na niego. Choć myślę, że z twoją polonofilią na szczęście Ci to nie grozi :).
Oj zdradzał czerń i to wielokrotnie a wszystko przez jdeno babsko i urażony honor Chmielnickiego w nosie miał chamstwo jak sam powiadał.
Polecam kontakt z psychiatrą to co Panu dolega podobno we wczesnej fazie jest uleczalne
Ja tez! Z NSZ i AK, a my wtedy Z UPA, zgoda?
Rzekomo)) Bo nasz, Polski))Swoje jak wiadomo i...Dobrze ze cjocaz jeden ne zdradzil za to mu wszystko darujemy...
List otwarty Światowego Kongresu Kresowian
do Kresowian i Przyjaciół Kresów.
Drodzy Przyjaciele!
Jak co roku – zapraszamy w pierwszą niedzielę lipca, na XIX Zjazd i Pielgrzymkę Kresowian na Jasną Górę. Uroczystości zainauguruje o godz. 9.30 w kaplicy Cudownego Obrazu msza święta, podczas której homilię wygłosi Kustosz Narodowej Pamięci - ks. Tadeusz Isakowicz- Zaleski. Jasnogórski Zjazd organizowany jest w okresie kulminacji obchodów 70 rocznicy ludobójstwa dokonanego przez OUN UPA na Kresach, w przeddzień rocznicowych uroczystości w Warszawie. Z tego tez względu pragniemy, jako organizatorzy, nadać mu szczególny wymiar. Podjęliśmy próbę wkomponowania uroczystości na Jasnej Górze w kalendarz obchodów ogólnopolskich tak, aby podnieść ich rangę, wesprzeć naszą zbiorową modlitwą i z Jasnej Góry zaapelować o masowy udział w warszawskich uroczystościach w dniu 11 lipca. Chcieliśmy także stworzyć taką rocznicową formułę Zjazdu, w której znalazłby dla siebie miejsce każdy, kto chciałby dołożyć osobistą cegiełkę do aktu pamięci o ofiarach banderowskiego ludobójstwa. Służyć temu będzie WOŁANIE Z JASNEJ GÓRY O PRAWDĘ I PAMIĘĆ, Litania Wołyńska, a także Marsz Pokoleń Kresowych pod jasnogórski szczyt i złożenie pod figurą Matki Najświętszej - Krzyża Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez OUN UPA .
Realizujemy ten pomysł wraz z patriotyczną młodzieżą, która w ten sposób chce dać wyraz ciągłości pokoleniowej pamięci o Dzieciach Kresów. Przygotowywana prezentacja multimedialna młodych będzie połączeniem spektaklu teatralnego, filmów, fotografii archiwalnej, fragmentów starych kronik, muzyki. Skonstruowana w ten sposób Niedokończona Msza Wołyńska ma w swoich częściach pokazać koleje polskich, kresowych losów.
INTROIT –Zaginiona Atlantyda - Życie codzienne na dawnych Kresach (T.K. Kozłowski)
KYRIE – Koniec naszego świata – wybuch II wojny światowej
DIES IRAE – Dzieci Kresów – przywrócone pamięci. (Teatr ERATO)
AGNUS DEI – Młodzi jako most – przenoszący pamięć o ofiarach ludobójstwa na następne pokolenia.
LITANIA WOŁYNSKA – i koncert pieśni patriotycznych w wykonaniu młodych Polaków z Wołynia .
Każdy z uczestników Zjazdu – może wziąć udział w wołaniu o pamięć i prawdę poprzez czytanie wspomnień Kresowian cudem ocalonych z banderowskiego holocaustu. Scenariusz dla tych prezentacji stanowić bedzie 3 tomowe dzieło „Dzieci Kresów” dr Lucyny Kulińskiej. Poszczególne teksty do prezentacji przekazywać będą zainteresowanym członkowie Młodzieżowego Studia „Lwowskiej Fali”. Oczekujemy też, że każdy z uczestników Zjazdu dołoży znicz, jako swoją cząstkę biało-czerwonego Krzyża Pamięci.
Nie wysyłamy Państwu indywidualnych, imiennych zaproszeń. Nie jesteśmy w stanie dotrzeć do tak wielkiej liczby zainteresowanych droga pocztową. Zaproszenia kierujemy poprzez media i Internet. Liczymy na to, ze każdy kto poczuwa się do uczestniczenia wraz z nami w tym religijnym akcie pamięci – przyjedzie, jak co roku, na Jasną Gore i jeśli siły pozwolą – dotrwa z nami do jasnogórskiego apelu. Wszystkich więc Was – bez względu na zajmowane stanowiska, honory i zasługi - jednakowo serdecznie zapraszamy, bo wszyscy jednako, jako Boże dzieci - jesteśmy równi przed Matką Najświętszą na Jasnej Górze.
Oczekując Waszej obecności w Sanktuarium Jasnogórskim w dniu 7 lipca br. - wyrażamy najgłębsze uznanie dla wszystkich organizatorów dotychczasowych lokalnych uroczystości rocznicowych; ludzi, którzy dołożyli wszelkich starań, by w swoich środowiskach godnie uczcić pamięć Rodaków pomordowanych na Kresach Wschodnich II RP.
- Kresowianie jednością silni!
O tę jedność w szczególnym dla nas momencie - apeluję w imieniu Światowego Kongresu Kresowian.
Danuta Skalska - rzecznik ŚKK
Info: [email protected] tel: 507-169-825
.
Bytom 18.06.2013
Czarniecki do pięt Goncie nie dorasta.
I będą się jeszcze 1000 razy przepraszać. Jak nawet w tvp był wywiad z duchownym cerkwi grecko katolickiej który powiedział że ich IPN stał się instytucją amnestii!!! Tak wygląda Ukraina dzisiaj wybiela się zbrodniarzy jako chrześcijanin mogę wybaczyć ale jako człowiek domagam się sprawiedliwości i ukarania winnych!!!
Rzeź na Wołyniu: Śmierć od kuli była najlżejsza
http://histmag.org/Rzez-na-Wolyniu-Smierc-od-kuli-byla-najlzejsza-8028
"To nie była żadna wojna polsko-ukraińska, żadne bratobójcze walki. To było ludobójstwo, brutalna eksterminacja dzieci, kobiet, starców. Wszystkich – tak o „rzezi wołyńskiej”, gdzie w 1943 roku zamordowano około 60 tysięcy Polaków, wypowiada się spore grono świadków i kronikarzy tamtych wydarzeń. W zeszłym tygodniu w Gdańsku miała miejsce uroczystość upamiętniająca ofiary tych makabrycznych zbrodni. Nie przyszedł żaden z zaproszonych dyplomatów ukraińskich."
Przy okazji wychodzi także to co kiedyś wspomniano o Antonowyczu ojcu duchowym całej "ukraińskiej" szkoły historycznej, jego następcach oraz ich wpływie na swiadomosc kolejnych pokoleń Rusinów a pozniej Ukraińców, którym takich własnie "hajdamaków-bohaterów" stawiano za wzór. Probowali oni stworzyć poetycką syntezę kozaczyzny i hajdamaczyzny — krwawych ruchów ludowych, podszytych nienawiścią klasową, a mających wybitny charakter swawoli w państwie i nadać jej pozory walki "narodowo-wyzwoleńczej". Jak przedstawiono to wyzej jest to fałsz historyczny co nie przeszkadza dalej wielu czcić hajdmaków czy pozniejszcyh banderowców jako bohhaterów.
http://www.kki.pl/pioinf/przemysl/dzieje/rus/antonowicz.html
A cóż to tak z trzeciej ligi morderców zaczynacie Panowie tą licytację. Zacznijmy od razu od ekstraklasy.Panie Parnikoza na początek może Chmielnicki -przecież to polak a wytłukł kozactwa i czerni około 300 000 tysięcy ,samego ,,Jasyru'' dobrowolnie oddanego Tatarom oceniano na 200 000 Jakoś nigdy nie uważał żeby to byli tzw ukraińcy.
Powoli wychodzi z Pana panie Parnikoza ukraiński szowinista i to jest pocieszające .A o moje zdrowie proszę się nie martwić mam następców którzy będą kontynuować moją pracę i w końcu dotrą do celu ,,Ukraincow zawsze stanie stac za swoe.'' do czasu aż przyjadą do Polski skamlać o parę euro bo zdychają z dobrobytu na sowiecko ukraińskej ziemi.
Niestety o tak kulawym i niedopracowanym tekście Ustawa została dzisiaj przyjęta Ofiary i ich potomkowie nie doczekali się prawidłowego uczczenia ich męczeństwa Pocieszającym jest fakt że znamy nazwiska i przynależność partyjną tych którzy okryli się hańbą i lobbowali za ukraińską wersją zbrodni Ludobójstwa. Dzisiaj, 20 czerwca (12:52)
Senat przyjął uchwałę w 70. rocznicę zbrodni wołyńskiej
Senat oddał hołd Polakom, którzy 70 lat temu padli ofiarą mordów UPA na Wołyniu. W przyjętej w czwartek uchwale senatorowie określili zbrodnię wołyńską jako "czystkę etniczną noszącą znamiona ludobójstwa". Podkreślili też potrzebę pojednania z Ukrainą.
Uchwała Senatu, której tytuł brzmi "W 70. rocznicę Zbrodni Wołyńskiej" przypomina, że 9 lutego 1943 r. od napadu UPA na wieś Parośla Pierwsza na Wołyniu "rozpoczęta została brutalna akcja fizycznej eliminacji Polaków, prowadzona przez banderowską frakcję Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińską Powstańczą Armię".
Wskazuje też na zgodną z szacunkami IPN liczbę ok. 100 tys. zamordowanych Polaków: mężczyzn, kobiet, dzieci i starców.
W uchwale, w której Senat złożył hołd zamordowanym przez UPA Polakom, zbrodnia wołyńska określona jest jako "czystka etniczna nosząca znamiona ludobójstwa". W ocenie senatorów, o takiej kwalifikacji historyczno-prawnej świadczy zorganizowany i masowy charakter zbrodni UPA oraz towarzyszące im okrucieństwo.
Senatorowie zaznaczyli, że w dziejach polsko-ukraińskich stosunków były takie wydarzenia, które nie przynoszą Polsce chluby. Wymienili m.in. wypadki polskiego odwetu na Ukraińcach z lat 1943-45. Podkreślili również wspólne, polsko-ukraińskie wysiłki w przezwyciężeniu trudnej przeszłości, które ma służyć pojednaniu między oboma narodami.
Uchwała nie została przyjęta jednomyślnie.
W czwartek za jej przyjęciem głosowało 55 senatorów, 20 było przeciwko, 10 wstrzymało się od głosu. Senatorowie PiS chcieli wprowadzić do uchwały poprawkę ustanawiającą dzień 11 lipca Dniem Pamięci Męczeństwa Kresowian, nie uzyskali jednak większości głosów. Ich zdaniem uchwała powinna też zawierać sformułowanie o "ludobójstwie", a nie o "czystce etnicznej noszącej znamiona ludobójstwa". Wyrazili także zastrzeżenia co do zapisu o wypadkach polskiego odwetu (wątpliwość w tej sprawie miał też jeden z senatorów PO Jan Rulewski).
PAP
http://fakty.interia.pl/polska/news-senat-przyjal-uchwale-w-70-rocznice-zbrodni-wolynskiej,nId,984325,s,1,strona,1#pst62979652?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
A Panu Lipinskemu powiem ze jak Iwan Gonta swolocz no to wtedy i Stefan Czarnecki swolocz i to jaka. To jak przedzluzymy wymianu komplimentami?Redaktorowi wolno takiego uzywac bedze bral z niego przyklad.
Rob rob Panie, ale od zlosci swojej wlasnei ne ucierp, a sze pamietaj ze Ukraincow zawsze stanie stac za swoe...Chwala Panu ze wiekszosc waszych rodakow takich jak oto wlasne Pan nie sluha, chocaz duzo duzo wysilku robice zebym ich przeciwko nam wyzbroic. Ale marne to...
Najperw radzic zrob to Pan ze swoimi najperw)) OK? Rozymne wy radzic innym))
Niech Ukraińcy potępią zbrodniarzy a wywyższą swoich Bohaterów z I wojny światowej czy to takie trudne. Chyba tak jak połowa zachodniej Ukrainy miała dziadka w UPA.
Bardzo nie podoba dlatego zrobimy wszystko żeby było to jak najkrócej.I nie jest istotne dla nas że waszymi bohaterami są mordercy i zbrodniarze - jaki naród tacy bohaterowie. A Pan Panie Parnikoza powinien przyjąć do wiadomości że, Nawet złocone g..nadal jest g.... I nie wiadomo co moglibyście zrobić i tak byli to bandyci.
No i co z tego) kolejne Polske zdaina?)Znamy przyjmujemy do uwagi. Ale na Ukrainie jego postać otoczona jest szacunkiem, w m.in. miastach: Lwowie, Kijowie, Żytomierzu, Czerniowcach, Dubnie, Winnicy a także w samym Humaniu istnieją ulice jego imienia. W Kijowie ponad to działa organizacja jego imienia - "Fundacja na rzecz konsolidacji państwowości Ukrainy Iwana Gonty". W Chrystynówce wzniesiono jego pomnik. Podczas odsłonięcia pomnika w Chrystynówce mer (prezydent) tego miasta Mykoła Nakonieczny podkreślił, że pomnik Gonty będzie przypominał Ukraińcom, że powinni walczyć o ojczystą ziemię z jej ciemiężcami.
Iwan Gonta jest bohaterem poematu Tarasa Szewczenki pt. Hajdamacy (1841).
I tak bedze na Ukraine podoba sie wam lub nie...
Oj sławny on był, sławny.... Morderca własnej rodziny swołocz.
,,O to i chodzii ze dla czesci Polakow UPA to tylko początek '' A DALEJ NIE MA NIC CO MOŻNA NAZWAĆ UKRAIŃSKIE NO CHYBA ŻE CHODZI O ZIEMIE U-KRAINNE ALE TO INNA MELODIA.
CIĄG DALSZY SERIALU ,,NASZE MATKI NASI OJCOWIE ?!
Niestety już nie będzie nawet jednego artykułu Pan marcin 1988 został usunięty z Portalu Kresy.
Próba zrównania zbrodni ukraińskich i polskich na Wołyniu przy pomocy powoływania się na konstytucyjną równość wszystkich obywateli jest zwykłą manipulacją, Jeśli już chce powoływać się na prawa konstytucyjne to działania ze strony polskich organizacji samoobrony i akcje odwetowe przeciwko uczestnikom mordów były ze wszech miar legitymizowane.Zdrada narodu i kolaboracja z Niemcami i sowietami była karana śmiercią , przecież powoływali się że są obywatelami naszego kraju
Z jakąś psychopatyczną manią ktoś usiłuje na siłę połączyć ogień z wodą WIDOCZNIE CZAS TEN JESZCZE NIE NADSZEDŁ A PO DZIAŁANIACH STRONY UKRAIŃSKIEJ WIDAĆ ŻE NIE PRĘDKO NASTĄPI ,,W przededniu siedemdziesiątej rocznicy zbrodni na Wołyniu wciąż mamy impas. Polskie i ukraińskie środowiska opiniotwórcze nie znajdują wspólnej płaszczyzny porozumienia w tej sprawie. Co gorsza wydaje się, że punkty widzenia - polski i ukraiński, oddalają się od siebie coraz bardziej. Sprawa ta ciąży na wzajemnych relacjach i dzieli nasze narody.''
Polecam do poczytania. http://www.kresy.pl/kresopedia,historia,ii-wojna-swiatowa?zobacz/zbrodnicza-organizacja-ss-galiczyna-2
"Kuriozalnym tego przykładem jest list szefa administracji Charkowa Michaiła Dobkina z partii Regionów, w którym wzywa Polskę by w ślad za uchwałą wołyńską wydała zakaz wjazdowy dla działaczy partii Swoboda do strefy Schengen, jako propagatorów faszyzmu. Takie stanowisko jest przejawem, nie jakby chcieli naiwni w Polsce, empatii i współczucia, ale cynizmu, który wykorzystuje sto tysięcy polskich ofiar z Wołynia do wzmocnienia prorosyjskiej narracji historycznej partii Janukowycza. Przypomnijmy – tej narracji, w której nie było ani wielkiego głodu na Ukrainie, ani operacji polskiej NKWD w roku 1937, w której zabito ponad 111 tysięcy Polaków, ani agresji 17 września 1939 roku… A według niej żołnierze Armii Krajowej to hitlerowscy kolaboranci!" - Pan Dzięciołowski widzi to czego nie widzi większość naszych patriotów z ks. Zaleskim włącznie, albo widzieć nie chce. Dziękuję szczególnie za ten fragment, bo reszta w zasadzie do osób "w temacie" jest raczej znana.
W rozumieniu polskiego prawa karnego zbrodnia to czyn zabroniony zagrożony karą pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 3 albo karą surowszą (zob. rodzaje kar). Zbrodnię można popełnić tylko umyślnie. Warunkowe umorzenie postępowania nie może być stosowane wobec sprawcy zbrodni[1].
W obowiązującym prawie w Polsce następujące przestępstwa są zbrodniami:
wszczęcie lub prowadzenie wojny napastniczej
ludobójstwo
stosowanie środków masowej zagłady zakazanych przez prawo międzynarodowe
przestępstwa wojenne polegające na pogwałceniu konwencji międzynarodowych odnoszących się do sposobów walki i poszanowanie m.in. osób składających broń, sanitariuszy czy jeńców
zamach stanu
zamach na konstytucyjny organ RP
zamach na Prezydenta RP
zabójstwo
przejęcie kontroli nad statkiem wodnym lub powietrznym, którego następstwem jest ciężki uszczerbek na zdrowiu wielu osób lub śmierć człowieka
zgwałcenie wspólnie z inną osobą, wobec małoletniego poniżej lat 15, wobec wstępnego, zstępnego, przysposobionego, przysposobiającego, brata lub siostry (art. 197 §3) lub ze szczególnym okrucieństwem (art. 197 §4).
handel ludźmi
zakładanie lub kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą o charakterze terrorystycznym
rozbój z użyciem niebezpiecznego przedmiotu
fałszowanie pieniędzy
niewolnictwo i handel niewolnikami
sprzedaż narkotyków
zbrodnie określone w dekrecie PKWN z dnia 31 sierpnia 1944 r. o wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy winnych zabójstw i znęcania się nad ludnością cywilną i jeńcami oraz dla zdrajców Narodu Polskiego
kierowanie lub organizacja obcego wywiadu na terenie RP.
Niestety, tak się kończą fałszowanie historii przez PO.
Polecam:
http://www.gazetaparlamentarna.pl/index.php/15-super-news/183-wo%C5%82y%C5%84,-ludob%C3%B3jstwo,-rze%C5%BA-wo%C5%82y%C5%84ska.html
Odpowiedż jest jednoznaczna -ZBRODNIARZE - wszystkie jednostki SS zostały uznane przez trybunał w Nymberg Za organizacje zbrodnicze.
Wypadało by uzupełnić artykuł o trochę wiedzy historycznej i szczegóły tej zbrodniukraińskich bandytów spod znaku tryzuba..,,,Mord pod Bełżcem
16 czerwca 1944 r. w lesie pod Bełżcem ukraińscy nacjonaliści z UPA zamordowali 46 Polaków. Ok. 20 osób zmarło na skutek odniesionych ran.
Zabici byli pasażerami pociągu relacji Zamość-Rawa Ruska-Lwów. Pociąg z 70 Polakami oraz nieznaną liczbą Ukraińców i Niemców wyjechał ze stacji kolejowej w Bełżcu, w kierunku Lubyczy Królewskiej, ok. godz. 7. Niecałe pół godziny później doszło do tragedii. Zasadzka została dokładnie przygotowała. Maszynista parowozu Ukrainiec - Zachariasz Procyk ze wsi Żurawne k. Lubyczy Król., zatrzymał pociąg w lesie. Partyzanci z UPA otoczyli skład pociągu. Polskie kobiety i mężczyzn bito kolbami karabinów. Zabijano kobiety i kilkuletnie dzieci. Ciężarną Polkę przybito bagnetami do ziemi. Innej rozpruto brzuch i odrąbano dłoń. Dziewczynce rozbito głowę. Ofiarom odebrano dokumenty, zegarki, pieiądze. Uratowali się nieliczni.
Dokumentację ludobójstwa pod Bełżcem zawdzięczamy wywiadowi Armii Krajowej. Por. Tadeusz Żelechowskiemu wraz z pięcioma żołnierzami AK dotarł na miejsce kaźni przed przybyciem policji niemieckiej. Zrobili ponad 40 fotografii.
Większość nazwisk ofiar jest znana. Zginęli m.in. 33-letnia Maria Baran z Tomaszowa Lub., której córka Anna Daniel, spisała relację zbrodni, 39-letni Feliks Śmierucha ze Lwowa i 28-letni fryzjer Leopold Jarema. Mieszkańców Tomaszowa Lub. pochowano 17 czerwca 1944 r. Ciała których nie udało się zidentyfŁować pogrzebano, we wspólnej mogile, na cmentarzu w Bełżcu. W lesie, w miejscu zbrodni, ustawiono na pamiątkę żelazny krzyż."-ze względu na obóz koncentracyjny ta historia mordu na Polakach jest zupełnie pomijana.
Opis obyczajów za panowania Augusta III
O Siczy i hajdamakach
Jędrzej Kitowicz
,,Sicz jest to miasto albo lepiej obóz Kozaków zaporoskich w kraju do Moskwy należącym, w szczerych polach, na kilkadziesiąt mil ciągłych, pustych. Kto w nim dawniej siedział i kiedy go Kozacy zaporoscy osiedli, o których mam pisać, nie mogłem pewnej od nikogo powziąć wiadomości; za czym nie sięgając początku, będę pisał o środku i o końcu pomienionych Kozaków.
Było w Siczy Kozaków, ich terminem zowiąc, czterdzieści kureni (po polsku: korzeni). Każdy kureń zamykał w sobie dziesięć chorągwi, a każda chorągiew sto kampańczyków, czyli po naszemu towarzyszów, co uczyniło czterdzieści tysięcy wojska, gotowego na każdy rozkaz imperatorowy moskiewskiej; ale ich do żadnej wojny za mego wieku, nawet z królem pruskim i z Turkami wojując, Moskwa nigdy nie użyła. Słyszałem, iż dlatego, że lud zbyt niesforny, a w potrzebie zazwyczaj z placu pierszchający. Mieli ci Kozacy nad sobą hetmana jednego spomiędzy siebie na tę godność od imperatorowej moskiewskiej wyniesionego i zwał się terminem kozackim: koszowy. Ten był ich wodzem, a raczej sędzią we wszystkich sprawach ostatecznym i najwyższym; za cóż albowiem dawać mu imię wodza, kiedy nigdy wojska swego w pole nie wyprowadzał. Religii byli schizmatyckiej, greckiej; mieli swoją cerkiew i popa; i to było dosyć nabożeństwa dla hultajów. Żon nie mieli ani kobiety żadnej między sobą nie cierpieli; a kiedy który został przekonany, że kędy za granicą miał sprawę z kobietą, tedy takowego do pala w kureniu, z którego był, za dekretem przywiązanego, póty tłukli polanami, to jest szczypami drew, póki go nie zabili, pokazując na pozór, jakoby czcili stan czystości; dla czego też nazywali się powszechnie mołojcami, to jest młodzieńcami, gdy w samej rzeczy prowadzili życie bestialskie, mażąc się jedni z drugimi grzechem sodomskim albo łącząc z bydlętami, na które sprośności, samej naturze obmierzłe, nie było żadnej kary, jakby uczynek z kobietą był plugawszy niż z kobyłą albo z krową.
Rolnictwa bardzo mało traktowali; najwięcej bawili się rybołówstwem, myślistwem i chowaniem stad wielkich rozmaitego bydła i koni. Bydło ich rogate różniło się szerścią od bydła naszej Ukrainy, było bowiem czerwone; bawili się także handlem ryb suszonych, soli, skór, futer i rozmaitych rzeczy, zdobytych na rozboju, który był najcelniejszym ich rzemiosłem.
Każdy kampańczyk był zapisany w regestr, składający owę liczbę wojska czterdzieści tysięcy. Miał każdy swój dom i kram do towarów, które tam przybywającym kupcom przedawali albo za zboża i gorzałkę zamieniali, nie wychodząc nigdy dla żadnej potrzeby z siedliska swego. Kampańczyk miał swoich wyzwoleńców, czyli sług kilku: pięciu, sześciu, siedmiu i więcej, podług tego, jak się miał który. Kiedy kampańczyk podchodził w lata szędziwe, wybierał spomiędzy czeladzi swojej jednego, który mu był najmilszy, prowadził go do kancelarii i tam uroczyście zapisował swoim następcą. A ten po śmierci takiego ojca swego ogarniał wszystek majątek, reszta zaś czeladzi albo przy nim zostawała, albo się do innych kampańczyków rozchodziła; chcąc tedy zostać sukcesorem, trzeba było przylgnąć do jednego kampańczyka i służyć mu jak najwierniej aż do śmierci.
Kampańczykowie sami, mając się dobrze i będąc gospodarzami, rzadko kiedy wychodzili na rozbój, wychodzili jednak i wtenczas bywali hersztami kup hajdamackich. Do takich wycieczków przyprowadziła kampańczyków potrzeba, gdy swój majątek jakim sposobem utracił, albo gdy do rozboju miał serce i ochotę. Pospolicie atoli na rozbój wychodzili sami wyzwoleńcy, którzy nim wyszli, musiał się każdy najprzód opowiedzieć swemu kampańczykowi, a potem zebrana kupa generalnemu koszowemu, który tym sposobem, ponieważ wiedział zawsze, wiele i w którą stronę udało się ich na rozbój, przeto gdy który koszowy miał dobre zachowanie z panami polskimi, przestrzegał ich, aby się mieli na ostrożności, uwiadamiając oraz o liczbie ciągnącej na rozbój. Zabraniać im koszowy takiej ochoty nie mógł, kiedy polityka dworu moskiewskiego prawie dlatego tych hultajów konserwowała, aby Polaków i Tatarów ciemiężyli, a oraz ginąc sami w różnych potyczkach i egzekucjach, w liczbę nadpotrzebną nie wzrastali. Do tego rozbój był drogą krótszą i chwalebniejszą dosłużenia się rangi kampańczyka niż inne usługi przy boku swego pryncypała. Jeżeli siedym lat szczęśliwie rozbijał, już miał w ręku ascens na pierwsze miejsce wakującego kampańczykostwa; lubo się tego szczęścia niewielem dostawało, bo ich od polskich podjazdów dużo ginęło, jako się niżej da widzieć lepiej.
Drugą zasługą, jeszcze krótszą od rozboju, acz nie tak estymowaną, było kucharstwo. To przez dwa roki bez nagany odbyte czyniło kucharza kampańczykiem. Ale praca ledwo znośna; każdy kureń, to jest chorągiew - miała swego kucharza; ten dzień i noc musiał mieć gotowe jadło dla przybywających w różne godziny dzienne i nocne od różnych zabaw Kozaków. Był razem kucharzem i szafarzem; powinien wcześnie starać się u starszego chorągwi o to, czego mu do kuchni brakowało. Nie gotował on tam żadnych wymyślnych potraw ani rozmaitych, tylko dwie raz na raz, całym traktamentem kozackim będące, z skarbu szafowane: kasza jaglana rzadko, w mięsne dni słoniną, w postne olejem okraszona, i bigos z ryb suszonych bez wszelkiej przyprawy. Nalewał i nakładał tych potraw w korytka podług miary, jak ich ubywało. Kozak przyszedłszy, bądź jeden, bądź więcej, siadał w czubki przy korytku, dobył łyżki od pasa i jadł tego i owego, póki mu się podobało; gotowały się te potrawy w kociołkach miedzianych, na trzech kijach nad ogniem zawieszonych.
Tenże kucharz miał w dozorze swoim tytoń, który także, jak strawę wyżej opisaną, z skarbu na kurenie rozdawano. W każdym kureniu niedaleko korytek stało kilka lulek wielkich glinianych, mających dokoła po kilka dymników, czopkami, na sznurkach przywiązanymi, pozatykanych; kiedy który Kozak nie chciał ekspensować swego tytuniu, siadał do generalnej lulki, wyjął czopek i założył swój cybuch w dymnik, ciągnął, póki mu się podobało; kucharz zaś dawał baczenie na lulki i nakładał raz za razem tytuniem, skoro były wypróżnione. Do jednej lulki mogło się zmieścić i ośmiu Kozaków, jeżeli mieli cybuchy długie; podług długości których robił się cyrkuł obszerniejszy, a tym samym do przyjęcia i pomieszczenia więcej palaczów sposobniejszy. Odchodząc od lulki każdy Kozak zatchnął swój dymnik czopkiem, na sznurku przy lulce wiszącym.
Jeżeli kucharz był ospały i nie pilnował swojej powinności w tych dwóch artykułach, każdy Kozak, nie znajdujący dla siebie gotowego jadła lub tytuniu, miał prawo wykropić mu skórę batogiem, a oprócz tej kary częste skargi na niego zachodzące sprawiały mu degradacją. Na tę publiczną wygodę jadła i tytuniu składali się wszyscy kampańczykowie z swoich majątków i była to jak kontrybucja.
Że tedy takie były publiczne stoły i tytunie z skarbu, przeto żaden kampańczyk swoim wyzwoleńcom nie dawał wichtu, tym, którzy dla niego w rybołówstwie, myślistwie, pasieniu trzód lub w rolnictwie pracowali, wyjąwszy tych, którzy przy boku pańskim na zawołanie być musieli. Jurgieltu też pewnego żaden wyzwoleniec nie brał; należało do szczodrobliwości kampańczyka udzielić mu co z tych pożytków, około których który dla kampańczyka wyzwoleniec pracował.
Trunki w szynkowniach były przedawane: miód, wino i gorzałka; ta ostatnia Kozakom najlubsza i najpospolitsza. Wolno było każdemu za swój grosz pić tyle, ile się któremu podobało, byle swojej powinności nie opuścił i hałasu nie zrobił; bo za te występki surowie karano. Dla czego, choć w Siczy mieszkali najgorsi z całego świata ludzie, apostatowie od wiary i różnych zakonów, infamisowie, zbiegowie kryminalni z rozmaitych stron, skromność atoli wielka tam panowała i bezpieczeństwo tak wielkie, iż żadnemu podróżnemu z towarem, po towar lub w innym jakim interesie do Siczy przybywającemu włos z głowy nie spadł; pieniędzy, nawet gdyby na środku ulicy położonych, nikt nie ruszył. Albowiem naruszenie osoby lub majątku cudzego, bądź tamtejszego mięszkańca, bądź gościa, śmiercią natychmiast karano, na kogo tylko padła suspicja. Dla którego rygoru wszyscy zaraz starali się o wyśledzenie winowajcy, skoro się w tych dwóch miarach jaki występek pokazał. Takie prawo ludzkości rozciągali aż do granicy swojej, dalej zaś nie służyło, tylko tym, którzy pozbywszy lub nabywszy w Siczy towarów, powracali z nimi do domów z paszportem od koszowego. Jadącym zaś do Siczy i prowadzącym towary było wszelkie bezpieczeństwo zaraz od mety zaczynającej step siczowy, to jest puste pole, które do Siczy prowadziło z osiadłej Ukrainy.
Po wziętym pozwoleniu od koszowego hajdamacy szli do cerkwi; tam brali błogosławieństwo od popa, jakoby wychodząc na uczynek pobożny, Bogu miły, niszczenia łacinników, Żydów i wszelkich innych Rusinów, od ich wiary i chizmatyckiej odszczepieńców.
W ziemię tatarską, jako sąsiedztwem bliższą i tylko rzeką Dunajem od Siczy przedzieloną, wpadali rozmaitymi czasy. Tym pospolicie tylko zajmowali z pastwisk stada koni i bydła rogatego, z którym co prędzej wpław uchodzili przez rzekę na swoją stronę, za którą Tatarowie nigdy ich gonić nie śmieli, widząc odpór gotowy, od swoich sił mocniejszy, i kontentując się tym, co przed rzeką odbili i którego hajdamakę zatłukli.
Głęboko w Tatarszczyznę nie wkraczali ani siedlisk tatarskich nie plądrowali (ponieważ Tatarowie, będąc takimiż rabusiami, jak i hajdamacy, zawsze wsieść na koń i skupić się na swoich najezdników gotowymi byli), ale tylko nad brzegiem dawali baczenie, gdzie Tatarowie z swoimi stadami koczują; ukradkiem tedy napadłszy na Tatara mniej ostrożnego albo drzymiącego wpadli na niego znienacka (co w Polach Dzikich, wielkimi trawami zarośniętych, uczynić im nietrudno było) i udusiwszy człowieka albo mu gardło przerznąwszy, co prędzej zawinęli się około stada. Jeżeli mieli zajmować konie, tedy uważali, który ogier wodzi stado; na tego złapanego wsiadłszy, jeden hajdamak krzyknął i co tchu do rzeki pędził, a stado zhukane za nim, drudzy zaś hajdamacy z tyłu na innych koniach schwytanych poganiali. Lub jeżeli im czas nie pozwolił ująć żadnego konia, pieszo się w owych trawach do rzeki zmykali, bydło zaś rogate jak najciszej zająwszy, takimże cichaczem, pospieszając ile możności, w rzekę pędzili, gdzie na nich czekali inni Kozacy w czółnach, tak dla przewiezienia swoich, jako też dla odparcia pogoni tatarskiej.
Na Ukrainę polską wychodzili zawsze na wiosnę, a powracali przed zimą; wyszedłszy z Siczy w sto, dwieście lub trzysta koni, rozdzielali się na różne partie, co czynili najprzód dlatego, żeby więcej kraju zasięgnąć mogli, druga: żeby komendom polskim, ścigającym za nimi, łatwiejsze roztargnienie uczynić mogli, trzecia: żeby razem wszyscy, gdyby zostali pokonani, nie zginęli, czwarta: żeby się łatwiej w małych partiach ukrywać mogli. Formowali z siebie dwojakie kupy, nigdy z sobą nie złączone, ale osobno szczęścia szukające: jedni plądrowali konno, drudzy pieszo. Jak jazda, tak piechota innej nie zażywała broni, tylko spisę i samopał; piechota, sposobniejsza do ukrycia się w wielkich trawach ukraińskich, trudniejsza była naszym do zniesienia niżeli jazda, raziła bowiem naszych z samopałów, nie będąc widziana; a jeżeli była dokoła obstąpiona, broniła się do upadłej, tak iż często nasi, wziąwszy mocną plagę, odstąpić ich musieli albo też oni sami, doczekawszy się nocy, z pośrodka nich wymknąć się potrafili. Gdy już tak blisko podjazd polski natarł na hajdamaków, że już dalej uchodzić nie mogli, stanęli w szyku i zdjąwszy czapki, uczynili Polakom pokłon, a dopiero zaczęli się bronić, co czynili częścią przez zuchowatość, częścią dodając sobie serca.
Z jazdą mieli łatwiejszą sprawę Polacy, osobliwie kiedy dragonia znajdowała się przy komendzie polskiej. Ta zsiadłszy z koni i dając ognia plutonami, prędko hajdamaków rozpłoszyła, na których, zmięszanych i tył podających, wpadłszy jazda pancerna i przedniej straży, jednych żywcem schwyciła, drugich ubiła albo przynajmniej prowadzony tabor z zdobyczą zabrawszy, na cztery wiatry rozpędziła. Lecz kiedy nie było dragonii przy Polakach, ciężko im było ponękać hajdamaków i nieraz od nich dobre plagi wzięli.
Do tych hajdamaków, którzy wyszli z Siczy, przywiązywało się wiele hultajstwa z Rusinów polskich i Żydów. Ci, rozbijając z nimi całe lato, na zimę rozchodzili się po wsiach, służąc po karczmach za parobków i po gorzelniach (po rusku: winnicach) za palaczów; drudzy zaś, przyjąwszy bractwo hultajskie raz na zawsze, do Siczy z hajdamakami powracali i ci to byli nasieniem i potomstwem hajdamaków, którzy oprócz takich plemienników, powracając do Siczy, porywali też i chłopców młodych, bądź obcych, bądź swoich krewniaków, a tak mnożyli się i następowali jedni po drugich, choć żon nie mieli.
Najeżdżali ci hajdamacy szlacheckie dwory, wsie i miasta nawet, nikomu nie przepuszczając, kogo tylko zrabować mogli; na śmierć, prawda, najechanych z trudna kiedy zabijali, chyba z szczególnej jakiej osobistej zemsty sługi, chłopa lub Żyda, do hajdamaków zbiegłego. Ale dla wyciśnienia pieniędzy męczyli niemiłosiernie; i chyba znacznym a oraz łatwym obłowem, sobie bez ciężkiej inkwizycji ofiarowanym, ułagodzeni zostali, kiedy nie męcząc, dawszy tylko na nezabudesz kańczugiem po plecach, odjechali z takim pożegnaniem: "Porastaj!"" Dlatego panowie ukraińscy wszyscy trzymali po kilkadziesiąt i po kilkaset kozaków nadwornych, którzy ich tak w domu, jak w drodze dzień i noc od tych rabusiów strzegli. Miasta zaś i miasteczka w każdą noc przez połowę mieszkańców, w broń opatrzonych, z kotłami i tarabanami chodząc po ulicach pilnowały się od rozboju. A jednak przy takiej chociaż ostrożności, w nocy, zazwyczaj napadnieni, nieraz tak panowie, jak chłopi we wsiach i Żydzi z mieszczanami i kościołami, i klasztorami po miastach zrabowanymi zostali, kiedy straż domową albo przełamali hajdamacy, albo też w zmowie z nimi zostając, niby do ucieczki przymusili. Dlatego całe lato na Ukrainie z pomiernej szlachty i chłopi tudzież arendarze Żydzi nicht w domu nie nocował, ale każdy przed zachodem słońca z duszą wynosił się w step, ukrywszy majątek i jeden kryjąc się przed drugim: mąż przed żoną, żona przed mężem, ojciec i matka przed dziećmi, dzieci przed rodzicami i sami przed sobą, ażeby znaleziony jeden z bólu nie wydał drugiego, gdyby go męczono i o drugich pytano.
Drogi także publiczne obsiadali ciż hajdamacy; w lada dolinie zakradłszy się niedaleko od drogi, uważali kurzawę, która w tamtej ziemi tłustej za każdym jadącym na kształt dymu podnosi się wysoko w górę. Uważali tedy wielkość kurzawy; jeżeli miarkowali, że kto jedzie z małym konwojem albo w cale bez konwoju, wypadali na niego, obdarli ze wszystkiego, co miał, i obiwszy ratyszczami, to jest drzewcami od dzidów, plecy, w koszuli puścili, powiedziawszy swoje zwyczajne: "Porastaj!"
Ci, którzy szczęśliwie powrócili do Siczy, połowę zdobyczy oddawali swoim kampańczykom, a kampańczykowie dziesiątą część tej potowy koszowemu; takiż podział był koni i bydła, Tatarom zabranego.
Z takimi tedy hultajami co lato wojsko nasze polskiego i cudzoziemskiego autoramentu odprawiało kampanie, przybierając na czas do siebie kozaków porodowych, to jest nadwornych, różnych panów; najwięcej zaś sami za nimi chodzili, bo Kozacy z trudna swoich bratów wiernie prześladowali, chyba wtenczas, gdy się rzecz działa bardzo jawno pod okiem komendanta polskiego; ale jak na boku Opodal, to jak wilcy z psami z wilczycy i psa spłodzonymi powąchawszy się, każdy poszedł w swoją stronę.
Kozacy humańscy Potockiego, krajczego koronnego, a potem wojewody kijowskiego, najsprawniejsi byli w dojeżdżaniu i znoszeniu hajdamaków, wyjąwszy, iż tę przysługę dla kraju bardzo niewiernie czynili. Nie napastowali oni nigdy hajdamaków, kiedy na wiosnę na rozbój w kraj wstępowali, tylko pod jesień, kredy miarkowali, że z zdobyczą powracają, wtenczas im zastępowali, zdobycz odbierali, a samych hajdamaków, chyba że się bronili do upadłej, szczerze bili; jeżeli zaś słabo im się stawiwszy w ucieczkę prysnęli, nie bardzo gonieniem za nimi koni swoich mordowali. Druga: kto z zrabowanych chciał odzyskać od kozaków humańskich swoje rzeczy, musiał je dobrze opłacić, darmo nie dostał; które poczytali za rzeczy prawnie nabyte, bo z azardem życia.
Komendanci polscy, wielu dostali żywcem hajdamaków, żadnego nie pardonowali, lecz zaraz na placu albo wieszali na gałęziach, albo jeżeli mieli czas, żywcem na pal wbijali; która egzekucja takim szła sposobem: obnażonego hajdamakę położyli na ziemi na brzuch; mistrz albo który chłop sprawny do egzekucji użyty naciął mu toporkiem kupra, zacierany pal ostro z jednego końca wetchnął w tę jamę, którą gnój wychodzi z człowieka, założył do nóg parę wołów w jarzmie i tak z wolna wciągał hajdamakę na pal rychtując go, aby szedł prosto. Zasadziwszy hajdamaka na pal, a czasem i dwóch na jeden, kiedy było wiele osób do egzekucji, a mało palów, podnosili pal do góry i wkopywali w ziemię. Jeżeli pal wyszedł prosto głową lub karkiem, hajdamak prędko skonał; lecz jeżeli wyszedł ramieniem albo bokiem, żył na palu do dnia trzeciego, czasem wołał horyłki, to jest gorzałki, i pił podaną sobie.
To tak okrutne morderstwo bynajmniej hajdamaków nie uśmierzało; mieli sobie za jakiś heroizm skonać na palu. Kiedy się w kompanii przy gorzałce jeden z drugim kamracił, życzył mu: "Szczo by ty ze mnoju na jednym palu strytył", to jest: "Bogdajbyś ze mną na jednym palu sterczał." Bywali drudzy tak zatwardziałego serca, że miasto jęczenia w bólu wołali na dyrygującego zaciąganiem na pal: "Krywo idet, punc mistru", jakby bólu żadnego nie czuł albo jakby go tylko kto w ciasny bot obuwał. Dla tak okrutnej śmierci, acz niby lekceważonej, hajdamacy wszędzie się do upadłej bronili. Na pięćdziesiąt hajdamaków trzeba było naszych dwieście, trzysta i więcej, aby ich zwyciężyli; równej lub mało większej liczbie nigdy się pobić nie dali. To już wszystko, co mogłem w pamięci utrzymać, com widział i com słyszał pewnego o wojsku autoramentu polskiego i regularnym nieprzyjacielu Ukrainy, hajdamakach. Jako zaś celem moim jest pisać o obyczajach polskich za Augusta III, tak nie mogę pominąć i tego, lubo mam za bajki i gusła, że Polacy wierzyli mocno, iż między hajdamakami wielu się znajdowało charakterników, których się kule nie imały. Powiadali z przysięgą nieraz, że widzieli hajdamaków zmiatających z siebie kule, które w ich twarz albo piersi trafiły, że wyjmując takie kule zza pazuchy, nazad na Polaków odrzucali. Dla czego nasi, zabobon zabobonem przemagając, robiąc kule na hajdamaków lali je na pszenicę święconą, to już taka kula chwycić się miała hajdamaki.''
SS Galizien - patrioci czy zbrodniarze?
http://www.naszawitryna.pl/ksiazki_118.html
http://www.kki.pl/pioinf/przemysl/dzieje/rus/kozaczyzna1.html
"Wiemy jaką rolę anarchiczną odegrali Kozacy w Rzptej polskiej, że z tej trzywiekowej prawie anarchji powstawały i organizowały się, wyszłe z łona ruskiego społeczeństwa, dwa jego odłamy, dwie warstwy, z których jedna nosiła nazwę Kozaczyzny, druga — Hajdamaczyzny. Historycy nasi dawniejsi, a szczególnie bliżej wypadków stojący, lepiej od nas rozumieli następstwa i objawy tego ruchu społecznego, zrodzonego nad Dnieprem i porywającego furją swawoli ludność wiejską za sobą, lecz domyślnie raczej niż na podstawie badań aktów i dokumentów — nieznanych im zresztą. Niedoceniano jednak znaczenia tego zjawiska dziejowego lub oceniano je błędnie. Odnieść się to może, zarówno do wewnętrznej jak i do zewnętrznej polityki państwa polskiego. Następstwa takiego krótkowidztwa były fatalne dla państwa. Historycy nasi uwzględniali najczęściej stronę militarną walki Rzptej polskiej z Kozaczyzną — z Hajdamaczyzną i tego prawie nie było, — znano jako tako polityczne stosunki hetmanów kozackich z postronnemi państwami lub ich wybryki na niekorzyść Polski, ale w akty i dokumenty, szczególnie obcych archiwów, zapuszczano się rzadko, a samo zjawisko Kozaczyzny w stosunku do Rzptej polskiej oceniano jednostronnie, a nieraz u najnowszych historyków z pewnym sentymentalizmem społeczno-narodowym, przenosząc najnowsze poglądy demokratyczno - socjologiczne w okres walk 17-go wieku. Grzeszyli tern szczególnie historycy ze szkoły rosyjskiej, w której interesie politycznym leżało zohydzanie naszej przeszłości i przedstawianie narodu polskiego, jako niezdolnego do życia samodzielnego.(...) Niemieckie wojny, ruchy religijne, były w rzeczy samej wojnami ekonomiczno-klasowemi chłopów i drobnego mieszczaństwa przeciw istniejącym prawnym, a właściwie bezprawnym, stosunkom książąt, panów, rycerskiego stanu i duchowieństwa, wojnami przedstawiającemi planowo zorganizowaną siłę militarną, posiadającemi zdecydowanych przewódców i jasno określony cel ekonomiczno-państwowy. Nic podobnego w Kozaczyznie i hajdamaczyznie dopatrzeć się nie można. Kozaczyzna była klasą wojskową, walczącą o rozszerzanie ciągłe tych praw, a później wyłoniły się niewyraźnie cele państwowe i narodowe, hajdamaczyzna zaś była zwykłą swawolą państwową, podniecaną stosunkami zewnętrznemi, bezsilnością rządu, a w znacznej mierze geograficznem położeniem ziem ukrainnych. Na sztandarze niemieckim był napis: „Panie, popieraj Twą sprawiedliwość", a na hajdamackim — ukaz carowej, pozwalający „rizaty lachiw i żydiw". W dążeniu wodzów wojny chłopskiej był „pokój wieczny" ludzkości, a w dążeniu watażków hajdamackich — „pohulaty", to jest bawić się bez pamięci kosztem cudzego zdrowia, życia, majątku i czci niewieściej (...)Nadawanie hajdamaczyznie pozorów walki społecznej,, dopatrywanie w tym ruchu przyczyny jakiegoś ucisku ludu i stąd protesty w formie walki,—są to już domysły późniejszych fabrykantów historji Kozaczyzny, tematy polityczne Rosji, której chodziło o to, ażeby znaleźć powody wkroczenia do państwa i interwencji, okraszonej obroną religji prawosławnej. I ten ostatni temat ułożył się dopiero jaśniej już. w drugiej połowie 18-go wieku, kiedy plany Rosji, Prus i Austrji rozbioru Polski, pod pozorem zrobienia w niej porządku, dojrzewać poczęły. Rozglądając się w akcji wschodniego duchowieństwa w sprawie rozruchów w Kijowszczyznie, będziemy mogli na podstawie faktów stwierdzić, jak mało to duchowieństwo w wielkiej swojej masie interesowało się sprawą wyznania religijnego, a udział w hajdamaczyznie brało z powodów mało mających wspólności z religją zwykłą etyką. Lud wiejski i twórczość ludowa oceniała hajdamaczyznę ze stanowiska realnego i nigdy słówkiem jednem nie wypowiedziała się w obronie hajdamaczyzny, przeciwnie—uważała ją za klęskę, ciążącą nad krajem.(...) Do roku 1734 hajdamaczyzna była tylko swawolą społeczną, której państwo powściągnąć nie miało siły. W tym zaś, mniej więcej roku, nastąpił wybuch, który jak płomień błysnął i zgasł. Żagiew podłożyła Moskwa. W r. 1733 umarł. August II. Rozpoczęła się wojna domowa między stronnikami Augusta III i Leszczyńskiego. Do Polski wkroczyły wojska moskiewskie.(...)"
Stan ekonomiczny włościan na Ukrainie do r 1768 w porównaniu z innymi prowincjami Polski
http://www.kki.pl/pioinf/przemysl/dzieje/rus/wloscianie.html
Sicz i hajdamacy
http://www.kki.pl/pioinf/przemysl/dzieje/rus/hajdamacy1.html
http://www.kki.pl/pioinf/przemysl/dzieje/rus/hajdamacy.html
"W wielkim ruchu hajdamackim, który przez cały wiek prawie niszczył i krwią oblewał kraj własny, nie dopatrzyłem ani śladu „wysokich idei” ożywiających jakoby wodzów tego ruchu, ale znalazłem natomiast dzikie instynkty, pchające do burzenia wszelkiego dorobku cywilizacyjnego, rozhukanie się namiętności bez dodatniego celu przed sobą, fanatyzm religijny bez ducha chrześcijańskiego w głębi, zupełny brak zmysłu państwowości i nieokiełznaną samowolę barbarzyństwa, żyjącego i działającego bez jutra politycznego. Społeczeństwo ruskie, najgorszymi tradycjami kozaczyzny ożywione, okazuje się niezdolne do rozumienia idei wolności państwowej; bezwzględne w żądaniach, kiedy ma przed sobą nadzieję zwycięstwa i poniżające się w niewolniczej pokorze, a nawet sprzedajne, ile razy czuje nad sobą przewagę gniotącej go siły. Pozbawione kultury umysłowej i moralnej — nie biorę w rachubę jednostek,ale masy - nie umie korzystać z praw państwowych w celach dalszego kształcenia się, a nie trzymane w karbach hamujących wrodzoną pożądliwość, w każdym państwie stać by się mogło pierwiastkiem dezorganizacyjnym.(...) Niektórzy radzi by podciągnąć zdziczałe wybryki hajdamackie pod ogólną kategorię ruchów ludowych w Europie, a osobliwie wojny chłopskiej w Niemczech. Nie ma w tym żadnej wspólności ani podobieństwa. Nie tu miejsce na zbijanie powyższej tezy, wskażę tylko zasadnicze różnice. W Niemczech wywieszono od razu program wyraźny, skupiony koło hasła — „chleba” — i ulg w imię którego toczyła się walka. Na Ukrainie zaś było tego chleba do zbytku. Chłopi niemieccy znaleźli dowódców i obrońców, rozumiejących jasno i dokładnie zadanie i cele walki i dlatego żądania swoje sformułowali od razu jako punkta wytyczne dalszej działalności. Nic podobnego z hajdamaczyzną nie było. Spotkała się ona z apoteozą u takich pisarków jak Szulgin, pozbawionych zupełnie zdolności analizy sumiennej wypadków dziejowych, ale z ostrą naganą u pisarzy uczciwych, nawet Rusinów. „Południoworosyjscy działacze historyczni — powiada Mordowcew — mówili tylko o tym, ile złego wyrządzili Rusinom Lachy, lecz zamilczali o tym, ile złego przyczynili mu oni sami, ich poplecznicy i starszyzna ruska”. A że szkody wyrządzone przez nich są wielkie, to nie ulega żadnej wątpliwości — chociaż o tych krzywdach milczą oni sami i ich historycy. Otóż na tę stronę życia Rusinów pragniemy zwrócić naszą uwagę, gdyż wszyscy dotychczasowi historycy zakrywali ją starannie. Zobaczymy z podziwieniem, że nie zawsze winni Polacy, lecz że w połowie XVIII wieku Rusini doprowadzeni byli do położenia bez wyjścia przez własne prawo, własne porządki, własne władze i starszyznę. Nie wszędzie dusił Lach, ale także własny brat — Rusin, wzbogacony i wywyższony kosztem chłopa. Z konieczności będziemy musieli przekonać się, że wielu rusińskich mężów politycznych zeszłego wieku , których dotychczas uważano za bohaterów i męczenników za wolność własnego narodu, okażą się w zupełnie innym, a bardzo smutnym świetle: bohaterowie przemienią się — w rozbójników, a męczennicy za naród — w gnębicieli narodu, który gdyby był zdolny patrzyć w dalszą przyszłość, powiesiłby niezawodnie tych samych bohaterów i męczenników na jednej gałęzi z „Lachem, żydem i psem”. Naród ruski uważał panowanie polskie jako jarzmo uciążliwe; służbę polskim panom nazywał „niewolą babilońską”, „pracą egipską”. Cierpienia Rusi pod panowaniem Polski stały się rodzajem komunałów, powtarzanych przez wszystkich historyków na rozmaite sposoby. Zdawało się, że naród, oddany przez Chmielnickiego pod opiekę Rosji, teraz dopiero odetchnie po „lackiej niewoli”. Stało się jednak inaczej. Naród zrozumiał, że on istotnie w niewoli, lecz u własnego „pana-brata”, w niewoli, z której już wyjścia nie było. Gorzką swoją dolę sam wyśpiewał:
Jak buły my polanyczymy, Hoduwalyś pałanyciamy : A jak stały za Moskalamy, Hodujemoś sucharamy…
Takie też istotnie są losy tego narodu..."
Nieco informacji skąd i dlaczego Ruś pojawiła sie na dawnych ziemiach Lachów.
Problem Rusi we wczesnym okresie dziejów Polski
http://www.kki.pl/pioinf/przemysl/dzieje/rus/rus2.html
Kliczko powinien nadal zajmować się boksem nie polityką i zna się na tym(mowa o boksie) i MYŚLEĆ nie trzeba
O to i chodzii ze dla czesci Polakow UPA to tylko poczatek a dalej wszystko co jest Ukrainske to zle...Jak to dobrze kojazy z kursom partii i Kremlu))Zalil slawny Iwan Gonta razem z Maksimem szlachte sadla za szkure to fakt....
Zdaniem Wiktora Poliszczuka "Gdzieniegdzie pojawiają się tylko enuncjacje ukraińskich nacjonalistycznych autorów o 30 000 ofiar ukraińskich, które rzekomo padły z rąk polskich. Tę ostatnią liczbę można przyjąć nic tylko za prawdziwą, ale nawet za zaniżoną o około 10 000, z tym jednakże zastrzeżeniem, że spośród około 40 000 ofiar ukraińskich nic więcej niż 10% tej liczby padło z rąk polskich, natomiast około 36 000 Ukraińców, w przeważającej mierze ukraińskiej ludności cywilnej, straciło życie z rąk nacjonalistów ukraińskich"
http://www.kki.pl/piojar/polemiki/rubiez/ofiary/ofiary.html
Witalij Kliczko: UPA broniła interesów Ukrainy
http://www.studium.uw.edu.pl/?post/3082
Byl on takze popierany przez Swobode
http://www.konserwatyzm.pl/artykul/9501/kijowski-knockout-kliczki
Pan Minister nie zdaje sobie sprawy że usunięcie kilkutysięcznych naniesień piasków i osadzenia ich na dnie moża nie ma żadnego wpływu na środowisko w dalszej przeszłości ten akwen nie był odgrodzony od Bałtyku. Wpływ na ekologię i rzekoma ocena Rosji tych działań to totalna bzdura Jedynie co Rosja traci to możliwość blokowania Polskiego portu i gospodarki oraz wpływów z wydawania zgody na tranzyt przez jej wody terytorialne. Wpływ ekologiczny jes t żaden. Definicja terminu :
Konwencja Espoo
konwencja o ocenach oddziaływania na środowisko w kontekście transgranicznym sporządzona w dniu 25 lutego 1991 roku w Espoo, w Finlandii. Weszła w życie w dniu 10 września 1997 roku.Ratyfikowały ją m.in. kraje wspólnoty europejskiej oraz Polska (Dz. U. z 1999 r. Nr 96, poz. 1110). Konwencja ta jest pierwszym dokumentem prawa międzynarodowego o charakterze wiążącym, który w całości poświęcony jest instytucji ocen oddziaływania na środowisko. Stwarza ona prawno-międzynarodowe ramy proceduralne dla wykonywania ocen oddziaływania na środowisko (OOŚ) w przypadkach, gdy inwestycja realizowana w jednym kraju (stronie pochodzenia) zasięgiem oddziaływania obejmuje terytorium innego państwa (strony narażonej), mogąc spowodować znaczące negatywne skutki dla środowiska.
Możliwość pozostania na zachodzie dał Anders po osobistej rozmowie z P Sżandrukiem .I nie wiadomo co rzeczywiście było motywem że,oświadczył aliantom iż wszyscy są obywatelami Polskimi i nie podlegają sowieckiej jurysdykcji.O żadnym osądzeniu na zachodzie mowy nie było. Nieprzemyślany przez Andersa gest spowodował że szczególnie w USA po II W.Ś powstała silna diaspora ukraińska całkowicie opanowana przez Upa i Oun.Niezbyt czyste intencje przyświecają też Paryskiej ,,Kulturze'' Giedroycia wielokrotnie goszczącego naczelnych zbrodniarzy tej organizacji.więce w artykule opublikowanym na tym forum bodajże przez kogoś o nicku Hetmański.
Tak tak, a Polska sie bardzo rozni))) Redakcija wybera materialy jakie pzedstaiaja nasze kraje wylaczne jak kraje zamieszkane przez ludozercow))
Wydanie całej Ukraińskiej formacji Sowietom skazało by wszystkich Ukraińców na pewną śmierć, bez sądu. Mieli być zweryfikowani i osądzeni na Zachodzie. Tak postąpił Anders w myśl wartości jakie wyznawał. Dał im zamiast pewnej śmierci możliwość osądzenia w Wolnym świecie. Nawet po potwornych zbrodniach UPA Polacy zachowali wierność swoim zasadom i osobistą godność. Wyszło natomiast tak jak widzimy. Mordercy pozostali bezkarni, z całą implikacją tego faktu...
W przeciwieństwie do większości członków tego forum
Podobnie myśli odpowiednio i neutralny
Prosimy o odpowiednie Polacy i polityzovuvaty tragedia Wołynia pytanie. Myśl historyka angielskiego http://www.istpravda.com.ua/digest/2013/06/17/126286/
Trzeba być Ministrem obecnego rządu żeby nie rozumieć takich prostych założeń i zależności ni i brać udział w Prywatyzacji np Polskich stoczni. Po 10 latach od wejścia do Unii okazuje się, że wspólny rynek służy przede wszystkim firmom niemieckim, francuskim czy duńskim. Polskie przedsiębiorstwa, które chcą oferować towary na Zachodzie, napotykają szereg barier gorszych niż cła.
W Polsce tworzy się tańsze i mniej stabilne miejsca pracy niż w krajach UE
Polska staje się wielką montownią i centrum usługowym bez rodzimego przemysłu. Najlepiej opłacani specjaliści z działów badań i rozwoju, konstruktorzy, inżynierowie i oczywiście dyrektorzy z centrów korpor "W krajach, gdzie dominuje zatrudnienie niewymagające wysokich kwalifikacji, średnie uposażenie jest niższe" - podkreślają analitycy Fundacji Pomyśl o Przyszłości.
W Polsce brakuje globalnych rodzimych firm, wyposażonych w centra badawczo--rozwojowe i oferujących dobrze płatne miejsca pracy
Firma globalna posiada własne zakłady produkcyjne i centra dystrybucyjne w innych państwach. Polska ma niewiele takich przedsiębiorstw. W kryzysie międzynarodowe korporacje na pierwszym miejscu stawiają interesy własnego kraju, np. włoski Fiat przeniósł produkcję z Tych do fabryki we Włoszech.
Polskie przedsiębiorstwa nie mogą korzystać z efektu skali
Efekt skali polega na tym, że im więcej się produkuje i sprzedaje, tym cena produktu może być niższa. Dzieje się tak dlatego, że przy większej produkcji i sprzedaży można taniej projektować, kupować surowce, stosować nowsze technologie i oferować niższe ceny.
Wiele międzynarodowych koncernów rozwijało się korzystając z rodzimych rynków, kiedy dostęp do nich był ograniczony dla ich zagranicznych konkurentów. Gdy rynki otwarto, te firmy wykorzystywały efekt skali i rozwijały się szybciej. Dzięki efektowi skali można obniżyć koszty nawet o 20 proc. Przez to polskim firmom trudno jest konkurować z zagranicznymi gigantami.
Polska jest zalana towarami z importu, które dają nam zerowy wzrost PKB
Polska wciąż więcej importuje niż eksportuje. Towary z importu zakupione przez polskich konsumentów dają Polsce zerowy wzrost PKB - one wspierają wzrost PKB kraju producenta i tamtejsze miejsca pracy.
To my jako konsumenci decydujemy o tym, który z krajów będzie się rozwijać i stanie się zamożniejszy i w którym będą wyższe płace. Jeśli w Polsce chcemy więcej zarabiać, większą wagę musimy przywiązywać do wydawania naszych pieniędzy. W ten sposób decydujemy o tym, gdzie będą powstawać nowe miejsca pracy i gdzie będą wyższe zarobki.
Brak firm przemysłowych, które wykorzystałyby polskie patenty
Na uniwersytetach i politechnikach opracowywane są wynalazki, jednak nie ma w Polsce firm, które mogłyby zainwestować w ich produkcję. Dlatego polskie patenty są sprzedawane za granicą. Polscy specjaliści pracują w zagranicznych korporacjach i innowacyjne pomysły zgłaszają do urzędów patentowych w kraju pochodzenia koncernu.
Polskie przedsiębiorstwa w zdecydowanej większości nie posiadają własnych centrów badawczo-rozwojowych. A tymi dysponują globalne korporacje. Międzynarodowe koncerny, inwestując w Polsce, wykorzystują przede wszystkim tanią siłę roboczą.
Zadłużenie Polski
Polska jest zadłużona na blisko 1 bln zł i płaci więcej za odsetki od długu, od krajów ocenianych jako bardziej wiarygodne. Zaciągamy długi w zagranicznych bankach. Pieniądze, które będziemy musieli oddać, wraz z odsetkami, trafią do wspólnot ekonomicznych innych państw.
Polskim firmom blokuje się dostęp do zachodnich rynków
Wolny rynek w Unii Europejskiej to fikcja. W praktyce nie ma granic dla towarów trafiających z krajów starej Unii na rynki państw, które do Wspólnoty dołączyły niedawno. Jeśli przedsiębiorstwa z krajów nowej Unii, także z Polski, chcą zaistnieć na rynkach niemieckich, belgijskich czy francuskich, napotykają na szereg barier.
"Bariery te bywają dotkliwsze niż cła na poziomie 20 proc. - podają eksperci Fundacji Pomyśl o Przyszłości. - Rodzime firmy niemieckie czy francuskie są tak okopane na swoich terytoriach, że nowym trudno cokolwiek uszczknąć z rynku". O jakie bariery chodzi? Umowy na wyłączność, normy wewnętrzne dopasowane do rodzimych produktów, kosztowne certyfikaty, ubezpieczenia, systemy rabatów i bonusów.
Zdarza się, że wykorzystywany jest czarny PR w stosunku do producentów z Europy Wschodniej, w tym media. Polskie firmy ponoszą więc koszty sprzedaży nawet o 30 proc. wyższe w porównaniu z firmami krajów starej UE. Także z tego powodu nie starcza środków na wyższe płace dla pracowników w Polsce, którzy te produkty wytwarzają - podkreślają ekonomiści fundacji.
Kiedy duńska sieć supermarketów Netto (popularna także w Niemczech, np. w Berlinie) usiłowała wprowadzić do swojej oferty polskie produkty spożywcze, spotkała się z protestem duńskich klientów, do których dołączyła minister rolnictwa Danii Miette Gierskov: - Netto będzie kupować polskie produkty. Hm. To oznacza więcej pestycydów, gorsze traktowanie zwierząt i niższe płace. Wybór należy do was - oceniła. W odpowiedzi szef sieci Netto stwierdził, że klienci chcą duńskich produktów i to oni decydują.
Polskie produkty mają gorszy wizerunek niż np. niemieckie, dlatego trudniej do nich przekonać zagranicznych konsumentów. Francuz jest gotowy zapłacić więcej za produkt ze znaczkiem "Made in France", niż za identyczny produkt "Made in Poland". A jeżeli producent więcej otrzymuje za swoje produkty, może więcej zapłacić także swoim pracownikom.
Dumping cenowy zachodnich koncernów
Zdarza się, że zachodnie koncerny, wchodząc na nowe rynki, nawet przez 10 lat sprzedają swoje produkty poniżej kosztów. Wszystko po to, by zlikwidować lokalną konkurencję, podbić rynek w danym kraju.
Czytaj więcej na http://praca.interia.pl/zarobki/news-dlaczego-zarabiamy-cztery-razy-mniej-niz-srednia-ue,nId,982955?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefoxKomentarz Janusza Szewczaka, głównego ekonomisty SKOK
Generalny gubernator Hans Frank wypowiedział prorocze słowa w okresie okupacji naszego kraju. Stwierdził, że Polacy muszą być tak biedni, by sami chcieli dobrowolnie jechać na roboty do Niemiec, bez łapanek. Te słowa mają dziś niesłychanie smutną wymowę, ale są coraz bardziej prawdziwe. Po wejściu do Unii nastąpiła harmonizacja cen, czyli wyrównanie cen w nowych krajach takich jak Polska do poziomu Austrii, Niemiec czy Holandii, ale nie nastąpiła harmonizacja płac. Polacy mieli być rezerwuarem taniej siły roboczej, pracować w zagranicznych firmach i konsumować zachodnie, importowane produkty. Ten postkolonialny model jest skutecznie realizowany od ponad 20 lat. Młodzi, bardziej aktywni i mobilni Polacy zorientowali się na czym rzecz polega i zagłosowali nogami opuszczając w liczbie prawie 2 mln naszą ojczyznę, by szukać szansy na przyszłość, na życie, na rodzinę, na mieszkanie za granicą.
Teraz, w obliczu dopiero wstępującego do Polski kryzysu, który potrwa co najmniej 2–3 lata, wraz ze wzrostem bezrobocia, bankructwami firm, problem płac będzie nabrzmiewał. Przedsiębiorcy sposobu na przetrwanie kryzysu szukają w zwolnieniach i cięciach pensji. Już firmy przeprowadzają zwolnienia grupowe. To, co czyni rząd PO, czyli zamrażanie płac, do tego opór organizacji pracodawców, a nawet bogatych koncernów przed jakimikolwiek podwyżkami, pogłębi w Polsce kryzys, ponieważ nasz wzrost gospodarczy opierał się na konsumpcji wewnętrznej. Aby przełamać kryzys należy raczej podnosić płace i świadczenia. Koncepcja niskich wynagrodzeń jako atutu Polski w konkurencji europejskiej jest haniebna i samobójcza. Część przedsiębiorców konkuruje tanią siłą roboczą, niskimi kosztami pracy. W Polsce koszty pracy – wbrew opowieściom różnych demagogów – są jednymi z najniższych w Europie. Przynajmniej koszty płacowe. Mniej pieniędzy w portfelu Polaka oznacza mniejszą konsumpcję, ograniczenie inwestycji, również prywatnych, dziurę w budżecie NFZ, ZUS i wreszcie załamanie wpływów podatkowych, które już jest widoczne – kilkanaście miliardów złotych mniej w budżecie z VAT w zeszłym roku, w tym pewnie dwadzieścia kilka miliardów.Widać tendencje protekcjonistyczne we wszystkich krajach UE, olbrzymią liczbę barier dla polskich przedsiębiorców. A władza PO-PSL podpisuje międzynarodowe umowy jak weksle in blanco. Forsowany teraz jednolity patent europejski oznacza ogromne koszty dla polskich przedsiębiorców, ale tak naprawdę wyrugowanie ich z rynku europejskiego.
http://praca.interia.pl/zarobki/news-dlaczego-zarabiamy-cztery-razy-mniej-niz-srednia-ue,nId,982955?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox