• Tutejszym: 21.12.2014 21:14 Przygłupie Tutejszym, jak zwykle niewiele zrozumiałeś i z samego artykułu i z mojego wpisu. Aparat logiczny masz wytrawiony przez alkohol. Podły ukraiński agencie, gnido banderowska, przeczytaj dobrze co Pan Skalski napisał - słaba Ukraina wykrwawiająca się w Donbasie. Od siebie dodam, że osłabienie etnosu ukraińskiego jest koniecznością. Dla ciebie też się znajdzie miejsce w wagonie na wschód - tam twoje miejsce. Jako obcy element w Polsce, który co najwyżej przez swoje dobre maskowanie jest określany przez sąsiadów ZABUGOLEM, miej się na baczności.

  • WojewodaMichal1: 20.12.2014 23:23 Akurat awioniką ten samolot w niczym nie ustępuje "zachodniej", (że niby z jakiego kraju bo zachód to szerokie pojęcie), jedynie silnik pierwszego etapu ustępuje F119-PW-100, ale i tak izd. 117 są produktem którego nie produkuje Europa Zachodnia (Snecma M88 i Eurojet EJ200 to silniki innej klasy - ciąg do 10000 kG). Zresztą wśród szerokich kręgów specjalistów najbardziej nieudanym samolotem 5 generacji jest F-35, a mimo to reklamuje się go jak jakieś cudo techniki którym nie jest. Wniosek jest taki że najlepszą propagandę mają Amerykanie.

  • Jedna uwga Polska sam na sam Rosjom zawsze wygrwała Polska.

  • Votum_separatum: 21.12.2014 21:00 Ojczyzną, Polską, gęby sobie wariacie, ruski agencie nie wycieraj. Żadnych wysiedleń, zbrojnych podbojów i siłowego "robienia porządków" polskimi rękoma, ty podły ruski prowokatorze na Ukrainie. Chcesz to bierz dupę w troki i zapieprzaj do swojego FR robić porządki na Ukrainie. Twoja pomoc jest potrzebna, ruski biorą w dupę i z ruskich porządków na Ukrainie FR gówno wychodzi. W Polsce sami zrobimy swój własny porządek, ruskich suflerów nam nie potrzeba. Niewiele z tego artykułu zrozumiałeś. Gdzie się doczytałeś w tym artykule do wezwania o stosowanie polskiej przemocy i ekspedycji karnej na Ukrainie, ty ruski płatny pachołku. Aleś ty prymitywny i głupi ruski zasraniec. Nic nie zrozumiałeś z tego bardzo wartościowego artykułu.

  • "Państwo silne – to państwo mające słabych sąsiadów" (von Clausewitz). Nic dodać nic ująć.

  • Tutejszym: 21.12.2014 20:56 Lecz się na nogi bo na głowę już za późno buraku.

  • Artykuł bardzo dobry. Choć w jednym autor się myli. Jest to faktycznie wojna Amerykańsko - Rosyjska w której USA stosują swoją sprawdzoną metodę walki cudzymi rękami, udzielając wsparcia politycznego, finansowego, wywiadowczego oraz technicznego. Zresztą sam autor wykazuje pragnienie reżimu amerykańskiego do zainstalowania się na Białorusi. Obecna polska polityka sama generuje i sprowadza na nas zagrożenie. Nie mniej jednak dobrym rozwiązaniem byłoby osłabić ukraiński etnos (część niechętną Polsce wysiedlić na wschód - będzie to sprawiedliwość historyczna) na ziemiach należąch się Polsce, a pozostałe dwa państwa siłowo przymusić do respektowania praw Polaków. Oczywiście na to poterzeba czasu i rządów generałów, ponieważ bez bardzo silnej armii, odpowiedniej do naszego położenia geopolitycznego nie zaprowadzimy porządku w tej części Europy. Dobrze autor uwydatnia rolę wewnętrznych wrogów Polski, którzy kształtują politykę zewnętrzną i wewnętrzną oraz opinię publiczną. Są to agenci lub głupcy. Chodzi o "... rolę antyrosyjskiego zderzaka w służbie interesów niepolskich". Właśnie dlatego dziwię się agentowi lub pożytecznemu idiocie Tutejszemu, który przyklaskuje treści którą ciągle na tym forum zwalcza. Myślę, że kolektywnie jako patrioci możemy piętnować i zwalczać takich osobników w sieci - tyle możemy zrobić dla Polski. Dlatego ważne jest wykazywanie głupoty i wrogości tego typu "ukraińskich agentów" w stosunku do Ojczyzny.

  • Ale pieprzysz wariacie. Całkiem się Tobie pod sufitem porąbało. To do obu Panów. Jeden wariat drugi troll, miłośnik Kadyrowa. Ale żeście się chłopaki razem dobrali. I jak zwykle bredzicie nie na temat, zero logiki i treści w przekazie. Szkoda że dyskusje na Forum zaśmiecacie. Gdyby tak wprowadzić temat "O wszystkim (śmietnik)" i próby wpisu niektórych Forumowiczów automatycznie tam kierować. Korekta kierunku wpisu była by dokonywana potem wyłącznie ręcznie. Głupota Waszych wpisów może doprowadzić do paraliżu tego naszego Forum. Tyle moich uwag w dyskusji na temat "Premier Finlandii Alexander Stubb powiedział ...".

  • Aleksandr Szycht rozwiewa złudzenie co do znaczenia wypowiedzi prezydenta Ukrainy Poroszenki w Sejmie............................................................................................................................... Dziwne loty redaktora Muchy.................................................................................................
    Aleksander Szycht

    Dziwne loty redaktora MuchyJeśli można w maksymalnie powierzchowny sposób dokonać oceny wizyty prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki i jego słów w polskim Sejmie, to Wojciech Mucha z "Gazety Polskiej" uczynił to bardzo precyzyjnie. Już pierwsze jego słowa mogłyby nawet wskazywać, że względem spraw, o których pisze jest niestety kompletnie oderwany od rzeczywistości.

    Krótki tekst, przedrukowany z bloga na ceniony przeze mnie portal Rebelya.pl - ma traktować o rozwiązaniu polsko-ukraińskich spraw trudnych. Jednak moim skromnym zdaniem pomija on bardzo istotne, kluczowe wręcz informacje, by go uznać za wiążący dla kwestii, o których pisze. Przejdźmy do sprawy związanej z rzeczywistością. Już w wytłuszczonym przez redakcję leadzie, wyciągniętym z fragmentu tekstu autor postuluje współpracę między dwiema grupami ludzi, którzy mają całkowicie sprzeczne cele. Celem bowiem polskim jest potępienie zbrodni ludobójstwa dokonanego na Polakach na Wołyniu oraz w Małopolsce Wschodniej. Drugim co oczywiste zbrodniarzy, którzy tego dokonali. Trzecim wyciągnięcie tego faktu do społecznej pamięci.

    Otóż grupa nacjonalistów ukraińskich, do której nieustannie publicznie umizguje się prezydent Poroszenko ma wszystkie wymienione cele zupełnie przeciwstawne. Po pierwsze, zaprzeczanie, że ludobójstwo miało miejsce, a wstawianie w to miejsce jakichś wzajemnych mitycznych waśni, w których wina najwyżej jest wzajemna, o ile oczywiście nie przede wszystkim - polska. Po drugie - nie tylko nie potępienie zbrodniarzy, ale wyświęcenie ich z dobrodziejstwem inwentarza, jako wzorów moralności, jakkolwiekby to nie zabrzmiało. Wciągnięta została już w sporej części w proces uświęcania zbrodniczej UPA cerkiew greckokatolicka. Po trzecie każdy, kto mówi o tym prawdę, mając wiedzę w temacie jest odsądzanym od czci i wiary, a każdy czas na publiczne mówienie o tym jest zły.

    Tak było od wielu lat, a nie tylko od rozpoczęcia protestów na Majdanie. Ostatnio nastąpiła intensyfikacja publikacji o ruskiej agenturze i pożytecznych idiotach, a to dla nacjonalistów ukraińskich bardzo wygodne, jako że zniechęcają do wsłuchiwania się w argumenty merytoryczne, jakie z kłopotliwym zapytaniem skierują do nich ci Polacy, którzy z całą sympatią traktują Ukrainę. Wszystko, co Rosjanie zrobili podłego, w tym sprawę związaną ze śmiercią prezydenta jest dla nacjonalistów ukraińskich błogosławieństwem. Mogą bez odpowiedzialności za kłamstwa, na gruncie tylko i wyłącznie polskich emocji (słusznych zresztą) do postsowieckiej Rosji - przylepiać Polaków do brunatnej idei w wydaniu ukraińskim, lub też usypiać ich czujność (tak jak Rosjanie będą to zawsze czynić np. na gruncie dokonań upowskich zbrodniarzy). To nie z miłości do nas Niemcy w nowym Kurierze Warszawskim opublikowali wieści o zbrodni w Katyniu, a sowieci oraz ich „polskie” marionetki skierowali uwagę na polskie cierpienia z rąk Niemców.

    Aby jednak nie posiłkować się licznymi przykładami z zewnątrz weźmy te, których autor bezpośrednio dotyka, a które budzą zrozumiałe zdumienie. Postuluje on współpracę między polskim IPN, a jego ukraińskim odpowiednikiem. Na czele tego drugiego stoi człowiek, cieszący się zasłużoną opinią kłamcy i manipulanta, zaś uznani historycy wyrażają bardzo negatywne opinie na temat jego prac. Podam tylko dwa przykłady. Skrytykował tegoż człowieka choćby Grzegorz Motyka, historyk uznany przez różne często przeciwstawne sobie środowiska, jako bezstronny, a do tej pory nielubiany jeszcze przez pewną część środowisk kresowych. Mało tego krytyki szefa ukraińskiego IPN dokonał nawet ukraiński profesor Jarosław Hrycak (nota bene ulubieniec Adama Michnika) za usprawiedliwianie rzezi na Polakach: To w przybliżeniu tak, jakby stworzyć Instytut Pamięci Narodowej w Rosji, który chciałby się pojednać z Ukrainą, ale jednocześnie mówiłby, że Wielkiego Głodu na Ukrainie nie było.

    Wołodymyr Wiatrowycz, bo o nim mowa, to tylko w teorii, związanej z wykształceniem się w tej profesji - historyk, gdyż w praktyce nachalności swojej retoryki mógłby raczej przypomnieć Leszka Bubla. Różnica jest prosta, ten pierwszy jest wpuszczany na ukraińskie salony. I tutaj chyba można by rzec, że co najmniej częściowo, coś w kraju naszych sąsiadów nie jest w porządku, ale to temat rzeka. Zainteresowani, a wspierający Ukrainę powinni sprawdzić też kiedy dostał awans na to kierownicze stanowisko, bo niektórzy milczą na ten temat jak grób. Dorobkiem Wiatrowycza, kierującego instytucją, która para się historią jest wybielanie UPA, kosztem, aparatu krytycznego, rzetelności, dociekliwości i w ogóle prawdy historycznej.

    Z kolei polski IPN, jakże inny jakościowo, nie jest jednak bez wad, a jedną z nich stanowi … akurat właśnie nieomal brak odpowiedniej liczby specjalistów kompetentnych w tym temacie. To bowiem z grubsza Leon Popek z Lublina, Tomasz Bereza z Rzeszowa i kiedyś właśnie nomen omen Grzegorz Motyka, który w polskiej instytucji nie jest już na etacie (zasiada jedynie w radzie IPNu) - wspierają tę instytucję. Takie inicjatywy wspólnej pracy historyków, (aż się prosiło, by autor o tym wspomniał) już były realizowane z inicjatywy Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej pod nazwą Polska-Ukraina; trudne pytania. Wystarczyło powrócić do gotowej formuły. Wydawało się w pewnym momencie, że IPN to przejmie, ale tak się nie stało. Z pewnością redaktor zgodziłby się, że nie ma co zerować kilkunastu lat pracy i zaczynać wszystkiego od początku.

    Jednak naprzeciw polskiego IPN mamy ludzi w instytucji kierowanej przez propagandystę Wiatrowycza. Człowieka, który pośrednio przeczy nawet już gotowym wspólnym ustaleniom w protokołach zgodności (i rozbieżności) podpisanym przez polskich i ukraińskich historyków, po wspólnych dyskusjach. Instytucję w kraju, w którym lojalność wobec „wojaków” UPA i wypowiedzenie o nich kilka ciepłych słów, to z dziwnych powodów niezbędny element otrzymania jakiegoś „certyfikatu” do dalszej działalności przez czołowych polityków. Zrobili to już choćby Kliczko, Jaceniuk, piękna Julia i oczywiście z nadwyżką pan prezydent. Wybielenie UPA jest zresztą, jak można wywnioskować po obserwacji Wiatrowycza, dla niego priorytetem. Czy jednak środowisko uczonych ukraińskich z drugiej strony, które brało udział we wspomnianym przeze mnie projekcie ma szansę nie znajdować się pod presją ukraińskich nacjonalistów, nie obawiając się o swoją pracę, czy nawet życie? Pytanie to wydaje się uzasadnione. Sam ukraiński IPN i bez Wiatrowycza z powodów analogicznych, powinien być ze strony polskiej merytorycznie prześwietlony i traktowany z ograniczonym zaufaniem. Jednak jego jakakolwiek obecność, wraz z wprowadzanymi przez niego zmianami jest oczywistą kompromitacją.

    Pragnąłbym zwrócić uwagę na zdanie autora: „Należy wdrożyć działania fundacji, stowarzyszeń i organizacji pozarządowych z obu krajów. Organizować wspólne lekcje i wycieczki. Uczyć się nawzajem”. Autor raczej nie należy do politycznie poprawnego salonu. Jednak to zdanie przypomina analogiczny problem, o którym jego tekst w ogóle nie traktuje, bo to właściwie inny temat. Jednak wypychany z polityki tak samo jak temat ludobójczego charakteru OUN. Tym tematem jest dyskryminacja Polaków na Litwie. O niej polska scena polityczna, rząd oraz wszelkie instytucje państwowe także przez lata (aż do przełomowego okresu 2010/2011) milczały, zostawiając rządowi litewskiemu wolną drogę do tłamszenia Polaków i tym samym wynarodowienia. I oto, gdy sprawa wyszła publicznie, za sprawą licznych demonstracji w Wilnie i Warszawie, a stosunki wzajemne siłą rzeczy musiały ulec oziębieniu (a były przecież jakże ponoć wspaniałe!) to strona druga wykonywała desperackie ruchy, by opuścić medialną kurtynę. Ustępstw jednak nie poczyniła żadnych, prócz działań pozorowanych. I oto nagle a niespodziewanie powstało dwu-narodowe Forum Dialogu i Współpracy z Litwą.

    W swojej deklaracji ideowej zawiera fragment: „Potrzeba nam działań na poziomie społeczeństwa obywatelskiego, organizacji pozarządowych i Kościołów, potrzeba rzetelnej informacji. Potrzeba wymiany młodzieży, rozwoju turystyki, współpracy artystycznej, kulturalnej, naukowej, oświatowej, potrzeba stałej debaty historycznej i społecznej. Potrzeba wspólnych przedsięwzięć gospodarczych. Potrzeba wiedzy o sobie nawzajem.”. Tu i teraz męczą Polaków na Litwie, dogniatając ich, dając im mandaty za używanie języka polskiego, karzą grzywnami za dwujęzyczne napisy prywatnych przewoźników, nasyłają komorników, na ludzi, którzy napisów na prywatnych domach nie chcą zdejmować, zabierają Polakom areały cennej ziemi i dają „swoim”, ustawowo utrudniają dzieciom i młodzieży ukończenie polskich szkół, etc., etc. i co się dzieje? Grupka ludzi (zapewne przyjaciół Republiki Litewskiej?) zbiera podpisy wśród uczonych, że „musimy się poznać robić wymiany” i „wspólne projekty”. Litewskie „Forum” im. Jerzego Giedroycia, wyrażało się analogicznie. Powstrzymam się od komentarza, bo byłby złośliwy, nie względem autora, lecz tamtych inicjatorów. Jednak trudno nie zauważyć podobieństwa i nie zaapelować do redaktora Wojciecha Muchy, cytując klasyków, by "nie szedł tą drogą".

    Teraz trzeba wspomnieć, że słowa „Wybaczamy i prosimy o przebaczenie”, o których wspomina autor, a które usłużne media włożyły w usta Poroszenki, tak jakby wypowiedział je on, nie zaś cytował, jak sam się wyraził, duchowych przywódców, były już używane przez Światosława Szewczuka głowę kościoła ukraińskiego, który zadbał o to by w liście pasterskim dwóch Kościołów w 70 rocznicę ludobójstwa nie padła nazwa formacji zbrodniarzy: UPA i aby wierni względem listu w Polsce (wątpię, by odczytano go na Ukrainie), którzy nic nie wiedzą – nie dowiedzieli się z listu, co się stało. Te słynne słowa biskupów polskich - w sposób haniebny sparafrazowane przez Ukraińców - były trafne i przemyślane w momencie, w którym padły, a mianowicie gdy niemiecka zbrodnia ludobójstwa, także na narodzie polskim (i innych narodach Europy) była już więcej niż znana. Stało się to gdy Niemcy byli zmuszeni od zbrodniczej ideologii się odciąć, gdy sympatycy zbrodniarzy, w sporej części (acz nie całkowicie) byli z życia publicznego usuwani. Nie twierdzili też publicznie, że wina była obopólna, bądź że Polska sprowokowała ich atak.

    Na Ukrainie trwa natomiast proces dokładnie odwrotny. Można się spierać, co do jego rozmiarów, zasięgu wpływów, ale nie faktu występowania. I to właśnie dlatego, z tym historycznym słowem na ustach, w sposób wyjątkowo bezczelny występują ludzie, którzy działają na rzecz katów – Ukraińskiej Powstańczej Armii. Trzeba zwrócić uwagę, że z tym zwrotem ze strony polskiej wystąpili biskupi, skądinąd przedstawiciele ofiar i to w momencie, gdy wina była jasna także dla większości Niemców. Autor powinien zobaczyć różnicę, bo myli niestety adresata z odbiorcą, a ofiarę z katem. Nie wypada wychodzić z takim gestem nawet ze strony polskiej strony tym ludziom, którzy nie cierpieli (duchowieństwo rzymskokatolickie akurat było przez Niemców tak samo mordowane i cierpiało), mając jednocześnie głęboko gdzieś zdanie środowiska pokrzywdzonych. A co dopiero powiedzieć o występowaniu strony drugiej zachowującej się ciągle w sposób godny określenia moralnego bagna. To nie jedyne elementy słów przemowy ukraińskiego prezydenta tworzące spoty znak zapytania, nie wspominając o konkretnych czynach. Odnoszę się jednak tutaj do słów redaktora Wojciecha Muchy.

    Fragment jego tekstu, mówiący o tym, że niemieckie zbrodnie były w skali większe - jest trochę nie na miejscu. To tak, jakby porównywać ofiary aligatorów z ofiarami stratowanymi przez słonie. Zachęcam go do głębszej refleksji i stawiania ostrożniejszych ocen. Gdyby chciał jej dokonać, porównałby siły Niemców i sowietów oraz zasięg terytorialny ich wojsk, liczebność, logistyczne możliwości z tzw. Ukraińską Powstańczą Armią. Rychło by mogło mu wyjść, że ta ostatnia w skali swoich skromnych sił i obecności na terenie zaledwie czterech województw, zabiła przerażającą liczbę ludzi. Zrobili to pod bokiem Niemców, z którymi ponoć walczyli (?) oraz wrogiej sobie sowieckiej partyzantki (a później sowietów), mając czas zadawać tortury kobietom i dzieciom, zanim je uśmiercili. A spokojnie można powiedzieć, że względem masowości okrucieństwa przewyższyli Niemców i sowietów razem wziętych. Dziękować Bogu, że nie mieli większych możliwości, jakie posiadali pozostali dwaj wymienieni ludobójcy. Mało tego są powody dotyczące przemilczeń, przez dziesiątki lat od których ofiary ludobójstwa dokonanego przez OUN mogą się czuć odrobinę gorzej, perfidniej wręcz potraktowane. Nie sądzi Pan Panie redaktorze?

    Kiedy autor pisze o trollach (internetowych), obawiam się niestety, iż to pachnie dość znajomo. Konkretnie obawiam się podwójnych standardów, bo z takimi zetknąłem się również w innych tekstach, które odpowiednio temat trollingu poruszają. Czy autor czasami nie wziął pod uwagę, że sama Rosja może eskalować nastroje prowadzące w konsekwencji do antypolskich ruchów, co najmniej części nacjonalistów litewskich i ukraińskich, którzy werbalnie są „antyrosyjscy”? A może zacznijmy rozliczać ich z tego co mówią, nie milczmy dyplomatycznie, bo to akurat zaszkodzi wspólnej (?) sprawie. Zamiast zarzucać hurtowo działania na korzyść Rosji (Autor tego nie uczynił, lecz zrobili to wcześniej inni, piszący podobnie) tym, którzy bronią polskich interesów i prawdy, zacznijmy od kogoś innego. Mianowicie od rozliczenia tych, którzy za miedzą inicjują całą sprawę antypolskimi kłamstwami, fałszowaniem historii, bądź rzeczywistości. Przejdźmy do źródła i to tam w pierwszym rzędzie rozsądzajmy za działanie na korzyść Rosji, kwalifikując za wykonywanie rozmaitych antypolskich ruchów.

    Rosyjski trolling oczywiście działa i ma się dobrze, ale tak samo trolling neobanderowski, którego zauważać wielu nie chce. Za to ten domniemany prorosyjski tropią z tak wielkim zaangażowaniem, że całe środowisko antybanderowskie, podobnie jak sowiecka wierchuszka chętnie wywieźliby z Polski wagonami, bo rzeczywiście tam pewnie gdzieś działa przeciwnik pojętych przez siebie idei. W ten właśnie sposób działali ukraińscy nacjonaliści, denuncjując niewygodnych sobie Polaków do transportu tak do sowietów, jak i na roboty do Niemiec. Gdy napisałem, że Wojciech Mucha jest oderwany od rzeczywistości miałem na myśli oczywiście nie znaczenie ogólne, bo redaktora nie znam, by formować takie osądy. Mam jednak na myśli wymaganą porcję wiedzy dotyczącą tematu, a ewentualne pobyty na Majdanie, z których neobanderowcy tak chętnie rozliczają po prostu nie wystarczą.

    Aleksander Szycht

  • Tutejszym: 21.12.2014 19:57 Panie Tutejszym jak zwykle wyłazi z pana zwykły wiejski cham z ukropskiego posiołka, gdzie codziennie rano dla wprawy i kurażu mordowaliście widłami i siekierami jednego współplemieńca. Czy pobudził tak bardzo pana wpis dotyczący pederastów? ;-D Premier Stubb ma rację, sytuacja jest nieprzewidywalna. Bliska przyszłość może być na plus lub na minus dla Rosjan. Żydostwo światowe pragnie w ten sposób doprowadzić do konfliktu zbrojnego.

  • wzorem towarzysza Iosifa Wissarionowicza: dzielę ludzi na dwie kategorie: i. TOWARZYSZY - którzy walczą o pokój wszechświatowy ii. PSY - które walczą o jedzenie, picie i ruchanie! :) PS. sam odpowiedz do których się zaliczasz!

  • Powiedziałeś Pan już wszystko co miałeś Pan do powiedzenia: "BIĆ KURWY, ZŁODZIEI I PEDAŁÓW!!!". Więc teraz kolej na: "Paszoł won przygłupie....." . Prorok Ramzan Kadyrow ogłosił że jest piechurem Putina, czyżbyś Ty został psem Kadyrowa?. Nie widzę - oprócz trollingu - sensu w Pańskich wypowiedziach. Zaśmieca Pan każdą próbę dyskusji.

  • Ależ Carska Rosja to robiła ,choć często wyręczała się pożytecznymi idiotami lub
    zapewniała wieloletnie wczasy na świeżym powietrzu w ramach zsyłek lub służby wojskowej
    co w zasadzie na jedno wychodziło.

    tagore

  • w okresie Rosji Carskiej wyróżnić należy dwa okresy: i. Rurykowiczów potomków Księcia Lachów Ruryka!!! ii. samozwańców Romanowów spokrewnionych z 12 rodami żydowskich bankierów oraz Cesarzami Japonii!!! https://www.youtube.com/watch?v=gL8lYqiKJ3E

  • tagore, poducz się historii. Rosja carska nie eksterminowała Polaków, natomiast Rosja sowiecka czyniła to zapałem, podobnie jak nazistowskie Niemcy.

  • <<Ruscy nie sa tak głupi żeby wysyłac armię na otwarta wojnę. Przeciez Ruskom wcale nie chodzi o zagarnięcie całej Ukrainy ( bo i po co im Wołyń czy Wschodnia Galicja z nacjonalista mi ukraińskimi?). Dlatego tam ich nie ma.>> Potwierdziłeś wywód autora. Ruskich tam nie ma.

  • Miejmy nadzieję, że dobiorą się Komuchowskiemu do dupy.

  • przekaz jest najprostszy z możliwych: BIĆ KURWY, ZŁODZIEI I PEDAŁÓW!!! https://www.youtube.com/watch?v=8Y4_2Qa0QQs

  • Jaki przekaz niesie sobą Pański wpis. Według mnie uprawiasz Pan trolling, Panie trollu.

  • zginiesz na palu dlatego, iż jesteś FASZYSTĄ - a łącząc się z piekielnymi ordami śmiercią marną i powolną wspomnisz, iż twoi dziadkowie nabijali na sztachety polskie dzieci: tylko dlatego, iż byli to POTOMKOWIE LECHA!!! https://www.youtube.com/watch?v=QpwBDAKhEAo

  • Panie polskipan, dwa Pańskie wpisy to jednorazowy, chwilowy śmiech chociaż zero myśli i treści. Po n-tym Pańskim wpisie słowa Pana amstaf358 są kwintesencją rozsądnej opinii na Pański temat. Jaśnie Panie "polskipan" : "Paszoł won przygłupie....." .

  • pierdolą Ci się lejce FASZYSTOWSKI PSIE!!!

  • Paszoł won przygłupie.....

  • to ściągnijmy jeszcze 3 mln Polaków z New Yorku, Chicago i New Yersey: z kieszeniami pełnymi baksów!!!

  • jeszcze tu jesteście banderowscy troglodyci?!? - kiedy w końcu zrozumiecie, iż wasze chore teorie razem z wami znajdą się na śmietniku historii? - wyżej od Ciebie na pewno będzie stał Uzbek i Kirgiz z ostrym batogiem w ręku na turkmeńskim koniu bojowych: bacznie pilnujący abyś BYSTRO JAK PRAWDZIWY NAD CZŁOWIEK doił klacze w kołchozach Turkiestanu na kumys dla Polskich Panów!!!

  • I tak ZAWSZE będą stali wyżej i lepiej od tego imperium zła....

  • Najlepiej by było gdyby od U'krainy oderwało się ok 15 mln ludzi i utworzyło na wschodzie odrębny byt państwowy. Dzięki temu uzyskalibyśmy nad Kijowem trwałą przewagę pod względem demograficznym, gospodarczym i politycznym.

  • Jednocześnie pamiętajmy że tereny dzisiejszej Łotwy, Litwy, Białorusi i Ukrainy tworzą przestrzeń którą nazywamy "cywilizacja polską". Na tym obszarze znajdują się olbrzymie zasoby naszej kultury narodowej. Mieszka tam ponad 3 mln Polaków. Mamy na tym obszarze własne interesy narodowe o które należy dbać.

  • Autor pomija fakt ,że Rosja podobnie jak wcześniej ZSRR i Carat traktuje Polskę niezależnie od jej aktualnej słabości militarnej jako strategicznego wroga. Robiąc przegląd Rosyjskiej polityki wobec Polski zauważymy ,że niezależnie od tego jak polskie rządy odnoszą się do Rosji jako Państwa tj przyjaźnie czy wrogo politycy rosyjscy systematycznie generują problemy w kwestiach gospodarczych czy też politycznych . Większość Polaków nie zwraca uwagi na to ,że Rosjanie zupełnie inaczej odbierają działania polskich polityków niż nam się wydaje. I było tak od dawna.
    Świetnym przykładem z czasów rozbiorów była rozmowa rosyjskiego dyplomaty w Prusach gdzie
    oskarżał on lojalnych wobec Habsburgów polityków polskich o tworzenie spisku wymierzonego
    w Rosję . To poczucie zagrożenia nie ma charakteru militarnego ,a światopoglądowe ,taki eksport obcej Rosyjskim politykom wizji stosunków społecznych zabójczej dla imperium .
    To było powodem eksterminacji Polaków przez Carat ,Bolszewików i Stalina.Na szczęście
    Putin nie ma możliwości uświetnić święta narodowego Rosji stosowną egzekucją ,ale jakieś drobne embargo jak znalazł. A co do Ukrainy ,jej polityka wobec Polski jest funkcją siły militarnej
    i gospodarczej Polski ,oraz poziomu obrony przez nią własnych interesów.
    Ocena wizyty Poroszenki w Polsce na Ukrainie jest pełna sceptycyzmu , interesującym artykule na "Ukraińska Prawda" jest wręcz sugestia ,że ponieważ nic Polsce nie zaoferował toteż nic nie przywiózł ,a nadzieje na zaproszenie Poroszenki przez Tuska na spotkanie przywódców UE
    uniemożliwiła totalna klapa reform zapowiadanych przez ukraiński Rząd. Polska ma ograniczone pole manewru i autor prezentuje podobne życzeniowe widzenie polityki wschodniej jak Giedrojcianie tylko o przeciwnym zwrocie.

    tagore

  • Dobry artykuł. Trzeba zgodzić się z główna tezą, że Polska powinna w konflikcie ukrainsko - rosyjskim zachować neutralność. Prawdą jest też i to, że zaangażowanie się tych dwóch państw w konflikcie daje nam trochę czasu na wzmocnienie państwa. W pełni podzielam pogląd, ze gdyby nie nasza służalczość względem USA, to moglibyśmy ułożyć sobie pragmatyczne stosunki z Łukaszenką, które dałyby nam bonus w postaci poprawy sytuacji polskiej mniejszości.
    Nie bardzo jednak zgadzam się z pomniejszaniem roli państw buforowych. Już WKL do Unii Lubelskiej miało taki charakter, a i dzisiaj układ ULB daje nam pewne pole manewru. Polega ono z grubsza biorąc na tym, że albo w przypadku agresywnej polityki rosyjskiej mogą te państwa w pierwszej kolejności angażować siły i środki rosyjskie, albo w przypadku konieczności dogadania się z Rosją, mogą one być obszarem wspólnych polsko- rosyjskich działań.
    Ważnym jest tylko to, żebyśmy w polityce wschodniej nie mylili celów ze środkami. Celem niezmiennym i jedynym jest interes narodowy Polski i Polaków. Środkami do tego może być albo współpraca z obszarem ULB przeciw Rosji, albo współpraca z Rosją kosztem obszaru ULB.

    Na marginesie należy zauważyć, że tylko świadoma polska mniejszość w obszarze ULB jest pewnym sojusznikiem Polski. Nacjonaliści ukraińscy, litewscy, czy białoruscy, mogą być co najwyżej wykorzystani do konfliktowania się z Rosją, przy czym wskazane jest, aby stosunki polsko- rosyjskie były lepsze, niż stosunki państw obszaru ULB z Rosją.

    Osobnym tematem jest kwestia, czy dałoby się poszerzyć opcje propolską na obszarze Białorusi poprzez wykreowanie opcji starolitewskiej, która konfrontowałaby się zarówno z neolitwinami (lietuvisami), jak i Białorusinami (rozumianymi jako zachodni- Rosjanie). Opcję, która bezpośrednio nawiązywałaby do dziedzictwa WKL rozumianego jako państwo wieloetniczne z istotnym udziałem etnosu polskiego i w pełni powiązane z Polska.

  • Problem w tym, że Polska realizuje obecnie politykę nie tyle proukraińską, ale wręcz ukraińską. O przyczynach tej sytuacji trudno mówić inaczej niż w kategoriach zdrady, ale zaradzić jej mogą jedynie sami Polacy odsuwając zdrajców i mniej lub bardziej jawnych ukraińskich popleczników od wpływu na losy państwa. Gdyby do tego doszło, w polskim interesie leżało by traktowanie Ukrainy jak psa łańcuchowego wobec Rosji. Psa, który ma z natury "czarne podniebienie", jest więc dostatecznie "zły" czyli dobry do tej roli, ale nie powinien być zbyt obficie karmiony, żeby zachował czujność i nigdy nie spuszczany z odpowiednio krótkiego łańcucha, bo jego zadaniem jest tylko szczekać i grozić a nie gryźć. Konflikt w Donbasie leży obecnie w interesie zarówno polskim jak i rosyjskim. Polskim dlatego, że osłabia Ukrainę i absorbuje Rosję, rosyjskim dlatego, że jego podtrzymywanie gwarantuje, że nie dojdzie do niepożądanego dla Rosji (i dla Polski) przystąpienia Ukrainy do NATO i UE, zaś Ukraina będzie się staczać coraz bardziej, by ostatecznie osiągnąć historycznie przynależny jej status Dzikich Pól . Dlatego paradoksalnie pomoc, szczególnie wojskowa, dla Ukrainy nie są to pieniądze całkowicie wyrzucone w błoto, bo podsycanie tego konfliktu jest nam, jak już powiedziałem, jak najbardziej na rękę. Podobnie jak Rosjanom, zaś nieco jakby wbrew intencjom darczyńców, ale to, że ich działania są na ogół przeciwskuteczne to w końcu ich jedyna dostrzegalna zaleta:)

  • Nawiązując do do tytułu artykułu: Ukraina mogła łatwo zapobiec katastrofie, zakazując lotów samolotów cywilnych nad "strefą ATO". Bo jeśli rzeczywiście samolot zestrzelili "separatyści-terroryści" lub "armia rosyjska i pskowskie dywizje", to czemu, skoro wszechwiedząca SBU wiedziała, że mają oni zestawy rakietowe Buk, i przygotowują prowokację zestrzelenia samolotu cywilnego, to czemu Ukraińcy nie zakazali nad tamtym terenem lotów?

  • CO TAM PANIE W BANDERSTANIE?!? - proponuję do zakończenia "miroprijatia" OGNIEM i MIECZEM 2016: zamienić pospolite "Dzień dobry!" na tą: formułkę pełną troski o dalszy los Naszego Bratniego Narodu zamieszkującego ZIELONĄ UKRAINĘ!

  • gdyby chociaż ubrali krótkie spodenki i szeleczki jak ich rówieśnicy z Hitlerjugend to byłyby i trochę ŚMIESZNO - a tak jest tylko: STRASZNO!!!

  • Nic dodać, nic ująć.

  • Z reniferami, lasami, wieczną zmarzliną to nadal Wolni Ludzie, mogą decydować o sobie i swoim samostanowieniu.

  • Koncert starych banderowcow. Spiewaja Marsz OUN. Ostatni slowa: "Soborna Ukraina, wolna i potezna, od Sanu po Kaukaz". Czyli ukrainski nacjonalizm rozkaza Polakom odjezdzac za San, oraz Kaukazczykom oddac ich zieme dla przyszlej Ukrainy sobornej? Potem Kijow dziwi sie, dlaczego przeciw ukrainskiej armii na Donbasie walcze tak duzo ochotnikow z Kaukazu http://www.youtube.com/watch?v=VtxcMBHCQWY

  • Ukraina teraz - to terytorium niebezpeczenstwa. Video: facet z granata w rekach w knajpe w Zaporozu. Potem - wybuch i smierc. Takich wydzren w ukrainskich knajpach juz bylo dosc http://www.youtube.com/watch?v=F--yieSjVk0

  • Trzeba być nie lada znawcą i ekspertem, żeby tak pryncypialnie i tak bezkompromisowo - tą awionikę i te silniki, o propagandzie już nie wspominając...w każdym razie jestem pod wrażeniem.

  • natalja 20 December 2014, 22:39 Nowe sankcje UE i USA wobec Krymu

    Kresy mają odtwarzacz zepsuty, ale adres wideo jest dostępny:
    https://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded &v=j-rSqypGofs

  • no... lata - co wcale nie było takie oczywiste - i wylądował nawet. Ruskie planują, ogłaszają, chcą - w tego typu rzeczach są mistrzami - w propagandzie nie mają sobie równych. A w realnym świecie już nie jest tak dobrze. Awionika lata za zachodnią, silniki też - więc co jest takie super w nim?

  • no... lata - co wcale nie było takie oczywiste - i wylądował nawet. Ruskie planują, ogłaszają, chcą - w tego typu rzeczach są mistrzami - w propagandzie nie mają sobie równych. A w realnym świecie już nie jest tak dobrze. Awionika lata za zachodnią, silniki też - więc co jest takie super w nim?

  • zefir 20 December 2014, 21:53 Nowe sankcje UE i USA wobec Krymu

    Panie Naczelniku,adresy proszę.Tu nic nie rusza.

  • piotrx 20 December 2014, 21:49 O Polakach na Zaolziu

    Zbrodnie czeskie na Zaolziu
    http://www.zaolzie.org/zaolzie2006/200601/PBI200601.htm

  • piotrx 20 December 2014, 21:45 O Polakach na Zaolziu

    Jak Czesi zrabowali Zaolzie
    http://www.historia.uwazamrze.pl/artykul/961107

    "Jednym z utrwalonych wśród sporej części Polaków fałszywych mitów historycznych jest twierdzenie o rzekomo haniebnym udziale państwa polskiego w tzw. rozbiorze Czechosłowacji w 1938 roku. Nic bardziej błędnego. Polska w niesławnej konferencji monachijskiej udziału nie brała. Natomiast w ramach jej ustaleń znalazły się m.in. zapowiedzi rozwiązania roszczeń terytorialnych Polski i Węgier wobec Czechosłowacji. Rząd w Warszawie nie zgodził się na pośrednictwo ówczesnych mocarstw (w tym III Rzeszy i faszystowskich Włoch) w kwestii rozwiązania sporu o Zaolzie. Sporu, który – dodajmy – zapoczątkowany został niesprowokowaną przez Polaków agresją wojsk czeskich na Śląsk Cieszyński w 1919 roku.

    30 września 1938 roku, a więc w dniu, kiedy suwerenne władze państwa czechosłowackiego przystały na warunki określone w Monachium, rząd polski wystosował ultimatum w sprawie zwrotu zagrabionego 19 lat wcześniej Zaolzia, które strona czechosłowacka przyjęła dzień później. Należy podkreślić, że jeszcze przed wystosowaniem polskiego ultimatum prezydent Edward Beneš skierował na ręce prezydenta Ignacego Mościckiego pismo (datowane na 22 września 1938 roku), w którym proponował „usunięcie przeszkód z wielu minionych lat" poprzez „przyjęcie rektyfikacji granicy"! W efekcie jesienią 1938 roku zamieszkałe w przytłaczającej większości przez ludność polską ziemie za Olzą wróciły bezkrwawo do macierzy."

  • "Gdyby ukraińska armia rzeczywiście mierzyła się w Donbasie z armią rosyjską, to linia frontu na pewno nie przebiegałaby w tym miejscu, gdzie przebiega obecne, zaś światowe media donosiłyby co najwyżej o walkach ukraińskiej partyzantki z Rosjanami w okolicach Odessy. Jeżeli jednak jest inaczej i w Donbasie – jak twierdzi większość mediów - rzeczywiście walczą regularne rosyjskie wojska, to jest to dowodem wyłącznie na militarną słabość Rosji."

    Ruscy nie sa tak głupi żeby wysyłac armię na otwarta wojnę. Przeciez Ruskom wcale nie chodzi o zagarnięcie całej Ukrainy ( bo i po co im Wołyń czy Wschodnia Galicja z nacjonalista mi ukraińskimi?). Dlatego tam ich nie ma. Wcale nie jest dowodem, jak chce autor, na słabośc militarna Rosji, tylko na przemyślaną strategię.

    Poza tym autor z jednej strony stara sie obalać zasadzie, że im dłuższa granica z Rosją tym większe zagrożenie ( zupełnie niesłusznie, bo można zapytac, do czego nas doprowadziła ta długa granica z rosją? Na pewno nie do rozkwitu). Z drugiej strony wylicza powody, dla których powrót do idei Rzeczpospolitej sprzedrozbiorowej jest niemożliwy. ( i tu ma rację ). Jedno z drugim sie kłóći. Jeśłi założymy, ze jak najdłuższa granica z Rosją nei jest zagrożeniem dla Polski to jak ma ona wygladać, jesli nie poprzez powrót do idea Poslki przedrozbiorowej?

    "Bo czyż najlepszym buforem dla Polski przed czymkolwiek nie są sami Polacy"
    Oczywsćie, że nie. Strafa buforowa ma to do siebie, że przyjmuje na siebie pierwsze uderzenie. Po to powstała takie kraje jak Belgia, żeby tworzyć bufor między Francją i Anglią. Czemu zaden z tych krajow nie pokosil się aby przejąc ten bufor? Wszak Francuzi w Belgii byliby najlepszym buforem dla Fancji.

    "W istocie rzeczy istnienie buforów oddzielających od Rosji ma dla nas sens jedynie wtedygdy w państwach tych może tętnić polskie życie narodowe,"

    Polskie życie narodowe w tych państwach nie jest celem samym w sobie, a jest środkiem do realizacji celu. Celu długfalowego przy obcych sytuacji ekonomicno-polityczno-międzynarodowej, czyli przylączenia rdzennych terenów do macierzy. Bufor w ktorym tetni zycie narodowe i który faktycznie jest silniejszy od nas nie jest żadnycm buforem ( chyba że tylko w głowach polskich patriotów-marzycieli, którzy myśla, że Polska jest atrakcyjna dla Ukraińów i stoi wyżej od nich).

    Polskie interesy narodowe w obecnej wojnie ukraińsko-rosyjskiej sa jasne. I dłużej trwa ten konflikt tym lepiej dla nas. Do kogo będzie należal Donbas to nie jest aż tak bardzo wazne z punktu widzenia Polski. Rosja jakoś szczególnie w swojej światowej polityce nie wzmocni swojego potencjału gdy będzie do niej należal Donbas. A wyniszczony Donbas dla wykrwawionej Ukrainy tez nie będzie motorem napędowym.
    Im Ukraina bardziej sie wyniszczy w tym konflikcie tym latwiej nam w przyszłości będzie sięgnąc po Kresy. A Ruscy im bardziej będzie przedłuża sie ten konflikt tym bardziej tracą na cenach ropy i tym mniej mają pieniędzy na modenizację armii. W naszym interesie jest wspieranie slabszego , ale nie na tyle, aby wzmocnił się zbytnio. Bufor ma byc buforem a nie potencjalnym zagrożeniem. I nie tak aby wychodzić przed szereg. Przecież wiadomo, że to nie my gramy pierwsze skrzypce w tym konflikcie zatem jak teraz sie będziemy wychylac za bardzo to tylko narazimy sie w przyszlosci na gniew. Jak nie jednych to drugich. Ruscy nam nie zapomną, że popieraliśmy Ukraińców, i będą robili nam zlośliwości w wielu innych sprawach międzynarodowych wcale nie zwiazanych z Ukrainą. A Ukriańcy nei zapomną nam jak Niemcy dogadają się w końcy z Ruskimi i zaczną nas obwiniac o to że ich "sprzedamy", bo Niemcy się jakoś z tego wytłumaczą.

  • Cztery grosze Konstantego Geberta

    Polski obywatel Konstanty Gebert godzi się z uznawaniem krwawych ukraińskich nacjonalstów za bohaterów narodowych Ukrainy. Ma nadzieję, że niektóre ideały tych nieludzko okrutnych nazistowskich kolaborantów zostaną odrzucone (zapomniane?).

    Według Dovida Katza Gebert tak jakby dokonuje w tym celu próby oszacowania, co będzie bardziej korzystne dla interesów żydowskich - Bander-Land z uczestnikami Holokaustu na cokołach pomników jako wzorcami dla młodzieży, czy może jednak walczące co prawda z antysemityzmem, ale rosyjskie - imperium.

    I wydaje się, że dochodzi do wniosku, że dla żydowskich interesów bardziej korzystne będzie niepodległe państwo ukraińskie przesiąknięte ideologią nacjonalistyczną i z masowymi mordercami Żydów w charakterze bohaterów narodowych.

    W ten sposób najwyraźniej Gebert rezygnuje z podejmowania wysiłku de-banderyzacji, możliwej do przeprowadzenia na wzór niemieckiej de-nazyfikacji.

    Taka analiza Geberta, dokonywana z punktu widzenia geszeftu, przywołała z pamięci scenę odnotowaną przez Szymona Kobylińskiego. Gdy przed wojną zakupił przez przypadek u żydowskiego sprzedawcy w miasteczku Mszczonów antysemickie pisemko za całe 20 groszy, to zapytał Żyda w sędziwym wieku - cytuję dosłownie:

    - Dlaczego sprzedaje pan taką antysemicka szmatę?
    - Młody człowieku - usmiechnął się wyrozumiale - jak ja mam z tych dwudziestu groszy cztery grosze zarobku, to dla mnie to już tak bardzo antysemickie nie jest..."

    Jak się skończył dla narodu żydowskiego interes bankierów z Hitlerem - wiadomo.
    Ile przed wojną miał stary Żyd z Mszczonowa groszy za kolportaż antysemicjich broszur - wiadomo.
    Ile zarabiają (genetyczni) spakobiercy ofiar Holokaustu na sojuszu z (ideowymi) spakobiercami uczestników Holokaustu - ja nie wiem.

    Wiem, kto jest za akceptacją uczestników Holokaustu w charakterze bohaterów narodowych.
    Domyślam się, dlaczego.
    Pieniądze nie śmierdzą.

    Konstanty Gebert jest międzynarodowym dziennikarzem, regularnie zamieszczającym swoje teksty w Gazecie Wyborczej, najwiekszej gazecie polskiej. W latach 1970-tych 1980-tych był demokratycznym aktywistą opozycyjnym, podziemnym dziennikarzem, organizatorem Żydowskiego Uniwersytetu Latającego. Jest założycielem żydowskiego miesięcznika dla intelektualistów w Polsce - Midrasz.

    W replice Gebert pisze Katzowi, że polscy bohaterowie nie sa tacy święci, że też mordowali Żydów (partyzant Kuraś). To co można wybaczyć ukraińskim nacjonalistom - polskim - nie wolno. W obronie ukraińskich nacjonalistów powołuje się też na strącenie malezyjskiego Boeinga, chociaż śledztwo w tej sprawie jeszcze się nie zakończyło. Słowem - Gebert nie ustępuje. Rosyjscy separatyści, chociaż werbalnie walczą z antysemityzmem, są złymi facetami, a ukraińscy nacjonaliści - chociaż oddający hołd uczestnikom Holokaustu - to dobrzy faceci. Po prostu wojownicy światła.... Tak w skrócie, bo tłumaczyć tekstu na język polski Geberta nie zamierzam.

    http://jewishreviewofbooks.com/articles/1186/poland-is-not-ukraine-a-response-to-konstanty-geberts-the-ukrainian-question/

    Polska to nie Ukraina: Reakcja na tekst Konstantego Geberta "Kwestia ukraińska"

    Dovid Katz | jesień 2014

    Tekst Konstantego Geberta "Kwestia ukraińska" ukazał się w numerze Lato 2014 żydowskiego czasopisma Review of Books.

    Jego odpowiedź na niniejszy artykułu znajduje się tutaj, link poniżej.
    http://jewishreviewofbooks.com/articles/1184/what-we-talk-about-when-we-talk-about-stepan-bandera-a-rejoinder-to-dovid-katz/

    Konstanty Gebert, bohater okresu Solidarności w Polsce, a ostatnio ruchu ożywienia środowiska żydowskiego w tym kraju, proponuje w tekście "Kwestia ukraińska" (Lato 2014), alternatywę tak ostrą i nieustępliwą, że tylko nieliczni odważyliby się coś takiego sformułować:

    Czy interesom i wartościom żydowskim lepiej posłuży powstanie niepodległego państwa demokratycznego, nawet jeśli będzie ono przesiąknięte ideologią nacjonalistyczną? Czy też większy pożytek przyniesie im triumf regionalnego rosyjskiego imperializmu, nawet jeśli jest on złagodzony przez demonstrowaną wrogość do antysemityzmu?

    [Tłumacz - W skrócie - co lepsze dla Żydów - ukraiński nacjonalizm w wersji banderowskiej, czy rosyjski imperializm zwalczający antysemityzm?]

    Wielu zachodnich czytelników będzie zaskoczonych sformułowaniem Geberta, ale w takim razie uzsadnione jest jego rozszerzenie, a nie zastosowanie wyłącznie w odniesieniu do Ukrainy. Weźmy na przykład Białoruś, którą Gebert nazywa "groteskową stalinowską parodią państwa". Tam dziedzictwo II Wojny Światowej jest bardzo żywe, począwszy od zlokalizowanych w centralnych punktach miasteczek pomników Armii Czerwonej, która pokonała najeźdźców hitlerowskich w latach 1941-1944. Żydowscy weterani wojenni są honorowani tak samo jak wszyscy pozostali, podczas gdy naziści i kolaboranci, miejscowi wspólnicy zbrodni ludobójstwa, nadal otaczani są całkowitą pogardą.

    Ale wystarczy zrobić krok na zachód przez granicę do Litwy lub Łotwy (tak na marginesie, jest to część nowego "muru berlińskiego" pomiędzy wschodem a zachodem, i osoba przekraczająca granicę może być tam zatrzymana na kilka godzin), a znajdziesz się w cudownej krainie Unii Europejskiej, z angielsko-języczną młodzieżą, w 100 % nowoczesną, i z mnóstwem fajnych ludzi, młodych i starych. Możesz poczuć się doskonale, wprost komfortowo, bez obaw o prześladowanie przez policję w sowieckim stylu, ale to, co Ci będą opowiadać o czasach II Wojny Światowej. jest zatrważające. Ta opowieść brzmi następująco:

    To były bardzo skomplikowane czasy. Były dwa jednakowo złe imperia, Sowieci i naziści, a nasi bojownicy o wolność myśleli, że jeśli pomogą niemieckim najeźdźcom w 1941 roku, to odzyskamy naszą niepodległość [kraje bałtyckie były okupowane przez Sowietów od lata 1940]; jest nam bardzo przykro z powodu tego, co stało się z Żydami; nasz rząd obecnie sponsoruje koncerty w języku jidysz, mamy także kilka tablic upamiętniających sławnych Żydów pochodzących z naszych okolic.

    To usłyszysz od nie-Żydów. Żydzi opowiedzą o masowej i dobrowolnej kolaboracji litewskich (lub łotewskich, lub estońskich) "bohaterów narodowych" w eksterminacji społeczności żydowskich swojego kraju, poczynając od pierwszych godzin i dni po ataku Hitlera na ZSRR 22 czerwca 1941 roku, (często nawet przed przybyciem pierwszych sił niemieckich).

    Polska, prawdopodobnie najbardziej udany nabytek nowego wielkiego państwa UE-NATO, różni się bardzo w tym zakresie od obydwu jej wschodnich sąsiadów. Wciąż trwa zbiorowa pamięć o tym, co naziści zrobili narodowi polskiemu. Dla Polaków naziści są pierwszymi i głównymi najeźdźcami, którzy dopuścili się bezgranicznego zła.

    Wśród Bałtów (i nie tylko), na odwrót, naziści są wciąż wspominani jako "wyzwoliciele" (w 1941 roku), którzy przynieśli, jak wyłożył to były minister spraw zagranicznych Litwy kilka lat temu -"wytchnienie" od komunizmu, a porażka nazistów (w roku 1944 lub 1945) stanowiła sygnał powrotu rządów komunistycznych do ich kraju, rządów trwających blisko pół wieku.

    PODPIS POD FOTOGRAFIĄ: Marsz ukraińskich nacjonalistów z okazji 104. rocznicy urodzin Stepana Bandery, Kijów, 1 stycznia 2013 roku (Zdjęcie dzięki uprzejmości Genya Savilov/AFP/Getty Images).

    Gdy kraje bałtyckie dopiero "po omacku" próbowały szukać swojej drogi do Unii Europejskiej i NATO na przełomie nowego wieku, musiały zaadaptować co najmniej podstawowy stopień świadomości Holokaustu przenikający Zachód, do którego pragnęli dołączyć. To dlatego zaczęli zrównywać ze sobą zbrodnie nazistowskie i sowieckie. Dokumentem konstytucyjnym tej tendencji jest "Deklaracja Praska" z 2008 roku, która wykorzystuje słowo "takie same" pięć razy, w tym dość niesamowitym domaganiu się (prosto z Orwella), żeby "wszystkie europejskie umysły" zaakceptowały "tożsamość" nazistowskich i sowieckich zbrodni.

    Nieważne, że naziści i ich lokalni kolaboranci unicestwili żydowską cywilizację Europy Wschodniej, podczas gdy Sowieci, uwzględniając wszystkie ich liczne zbrodnie, pozostawili silne biologicznie narody, języki i kultury gotowe do członkostwa w UE i NATO, tuż po upadku komunizmu. I nie jest ważna moralna sprzeczność zawarta w twierdzeniu, że ci, którzy wyzwolili Auschwitz, są "równi" tym, którzy popełnili tam zbrodnię ludobójstwa. (Niewielu Amerykanów wie, że rezolucję sprzyjającą idei, aby jednego, tego samego dnia upamiętniać jednocześnie ofiary nazizmu i komunizmu, bez rozgłosu przepchnięto w Kongresie USA w maju 2014 roku).

    Jeśli spojrzeć na dowolną mapę Europy między dwiema wojnami światowymi, można zobaczyć, że zachodnia część dzisiejszej Ukrainy była wówczas częścią Polski. Są to w zasadzie terytoria zajęte przez Sowietów w drodze ich inwazji na wschodnią Polskę we wrześniu 1939 roku, które następnie zostały opanowane przez Niemców w czerwcu 1941 roku, a następnie ponownie zdobyte i ponownie włączone do ZSRR w 1944 roku (historia podobna do historii narodów bałtyckich).

    Natomiast wschodnia część dzisiejszej Ukrainy była częścią dopiero co powstałego ZSRR od lat następujących bezpośrednio po rewolucji rosyjskiej 1917 roku.

    Liczni mieszkańcy zachodu są ukraińskimi nacjonalistami, dla których ukraiński jest językiem ojczystym. Liczni mieszkańcy wschodu są głównie rosyjskojęzyczni, chociaż ludzie na całej Ukrainie posługują się swobodnie dwoma językami. (Rosyjski i ukraiński są oczywiście ściśle powiązanymi ze sobą językami słowiańskimi.)

    Ludzie na Zachodzie w większości nie rozumieją i nie są w stanie zrozumieć, co rosyjskojęzyczni Ukraińcy maja przeciwko przystąpieniu do Unii Europejskiej, NATO oraz do kierowanego przez USA zachodniego sojuszu naszego 21 wieku.

    Odpowiedź, mówiąc jednym słowem, brzmi - nic. Nie mają nic przeciwko.

    Oni pragną, aby ich dzieci dorastały w warunkach wolnej gospodarki w świecie w zasięgu ręki, tak jak dzieci ich kuzynów i przyjaciół w krajach zachodnich.

    W czym więc problem?

    Mówiąc najkrócej: w (ultra)nacjonalizmie.

    Inspirowane przez ideę aryjskości rasistowskie teorie niektórych ukraińskich nacjonalistów sprawiają wrażenie, że jedyną rzeczą, której ci ludzie pragną, to wywyższenie etnicznych Ukraińców, i że odczuwają oni szczególną niechęć do Żydów, Polaków, i Rosjan (w dowolnej kolejności, chociaż Żydzi mają symboliczne znaczenie polityczne, mimo ich niewielkiej liczebnosci).

    Wschodni Ukraińcy chcą stać z tymi, którzy powstali przeciwko Hitlerowi, a nie z tymi, którzy wciąż uważają lokalnych wspólników Hitlera za "bohaterów narodowych".

    W nacjonalistycznej części Ukrainy Zachodniej jest wiele uwielbienia dla (między innymi) masowego mordercy Stepana Bandery (1909 - 1959). Organizacje, w których odgrywał kierowniczą rolę, dokonały mordów na (co najmniej) dziesiątkach tysięcy Żydów i Polaków w oparciu o pochodzenie etniczne i niestrudzoną wierność nazistowskim ideałom tworzenia państw wyłącznie dla etnicznie czystych obywateli.

    Czyniąc Banderę bohaterem powiedziano, bez używania tak wielu słów, że mniejszości narodowe, do wyeliminowania których się przyczynił, składały się z ludzi jednorazowego użytku, ludzi zbędnych.

    Wracając do 2010 roku, "dobry człowiek" (bo prozachodni) prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko nagrodził Banderę pośmiertnie tytułem "Bohatera Ukrainy". Po potępieniu tego posunięcia przez Unię Europejską oraz organizacje żydowskie, polskie i rosyjskie, "zły facet" (bo pro-rosyjski) prezydent Wiktor Janukowycz, obalony na początku tego roku, postarał się o to, aby w 2011 roku nagroda została anulowana.

    Innymi słowy, jeśli chodzi o podstawową kwestię etyczną, gdy myślimy o nazistach i służących im wiernie miejscowych zabójcach, to źli ludzie są dobrymi facetami, a dobrzy ludzie są złymi facetami.

    Kwestią nurtującą realizatorów amerykańskiej polityki zagranicznej jest teraz, czy już otwarcie i bez ogródek przeciwstawić się próbom zdezynfekowania [wrzodu w postaci] miejscowych kolaborantów nazistowskich i przekształcić historię Holokaustu w użyteczne narzędzie bieżącej polityki anty-rosyjskiej.

    Co nowo wybrany prezydent, Petro Poroszenko, będzie mówić i robić w stosunku do licznych pomników Bandery i innych kolaborantów w centrach miast swego narodu, to się dopiero okaże. Oczywiście, on ma teraz wielką okazję do pokazania swojemu narodowi, że mają wielu prawdziwych bohaterów, od poetów i artystów do naukowców, ma okazję pokazania Ukraińcom, jak wyglada etyczna kultura obywatelska, co prowadzi nas do innego głównego punktu ważnego artykułu Geberta.

    Gebert napisał:

    Narodom Europy Środkowej i Wschodniej pozostała nieprzyjemna historia i bohaterowie, których mają, i narody tych bohaterów nie odrzucą. Można jednak mieć nadzieję, że odrzucą niektóre z rzeczy, które reprezentowali.

    To dobrze dla Polski, że w skład panteonu bohaterów narodowych tego kraju nie wchodzą masowi mordercy Żydów (lub innych narodowości), nawet jeśli są tam jacyś umiarkowani nacjonaliści. Linia oddzielająca takie osoby od kolaborantów i bezpośrednich sprawców Holokaustu jest jedną z tych, co do których narysowania jesteśmy moralnie zobowiązani.

    Inaczej mówiąc, musimy narysować linię między Polską a Ukrainą.

    Dovid Katz (www.dovidkatz.net), dawniej profesor jidysz, jest niezależnym badaczem mieszkającym w Wilnie, (Litwa) gdzie redaguje stronę internetową defendinghistory.com.

  • znasz NOWĄ CHRONOLOGIĘ Akademika RAN Fomienko? oficjalna historia i chronologia została stworzona przez niemieckich naukowców po wojnach napoleońskich! a np. towarzysz historyk Aleksiej Kungurow twierdzi, iż przed rokiem 1812 ciśnienie atmosferyczne wynosiło 1500 hpa, gdyż w latach 1812-1814 miała miejsce wojna atomowa! PS. jedno jest pewne: i z Polaków i z Ruskich i w wojnach napoleońskich i w I i II wojnie światowej zrobili BIAŁYCH MURZYNÓW!!! https://www.youtube.com/watch?v=EmH-7aJLemM

  • Jedna uwaga Polska jedn na jednego z Rosjom zawsze wygrwała Polska.

  • Polska nigdy nie walczyła jeden na jednego! ZAWSZE BIŁA KILKU WROGÓW NA RAZ! Polaków jest min 10 mln w USA, a reszcie tego anglosaskiego burdelu i nazistowskiej Ameryce Płd drugie 10 mln! a polscy księża rzymskokatoliccy są na Całym Świecie!!! więc teoretycznie gdyby dogadać się z Ruskimi, to można zrobić 7 letni Blitzkrieg i UWOLNIĆ CAŁĄ PLANETĘ OD SZAJTANÓW!!! PS. a w drugiej SIEDMIOLATCE przeprowadzona będzie EKSPEDYCJA NA MARSA, gdzie szajtany ukrywają ŚWIĘTEGO GRAALA!!!