Jest bardzo prawdopodobne, że w odbudowie rosyjsko-amerykańskich stosunków dużą rolę odegrają Żydzi. Już teraz Kreml szuka kontaktów z Trumpem za pośrednictwem żydowskiej diaspory. Liczy też zapewne, że rolę pośrednika odegra Izrael.
Pomimo, że Trumpa w toku kampanii wyborczej oskarżono o ksenofobię i antysemityzm, przyszły amerykański prezydent demonstruje na każdym kroku, że nie jest antysemitą. Okazało się nawet, że ma Żyda w rodzinie. Jego córka Ivanka Trump jest zamężna z Jaredem Kushnerem ortodoksyjnym wyznawcą judaizmu. Na judaizm przeszła też jego córka. Według doniesień telewizji ABC Donald Trump kazał przeprowadzić służbom specjalnym szczegółowy przegląd osoby zięcia. Znaczy to, że zamierza zięcia włączyć do swojej drużyny. Jest on absolwentem Harvardu i biznesmenem z dużymi osiągnięciami. Na razie media milczą, w jakim charakterze Trump chce zatrudnić zięcia. Wiadomo, że Trump współpracuje ze swoim zięciem w biznesie od bardzo dawna i ma do niego bezgraniczne zaufanie. Nie jest to też jakiś tam Żyd. Trump takiemu córki by nie oddał. Jego zięć jest synem jednego z liderów żydowskiej diaspory Nowego Jorku Charlesa Kushnera, działającego od dawna w budowlanym biznesie. Ma on kontakty na całym świecie. To on według nieoficjalnych informacji ma być jednym z przedstawicieli żydowskiej diaspory, poprzez których Kreml szuka kontaktów z Trumpem. Jako pośrednicy mieli wystąpić przedstawiciele rosyjskiej żydowskiej elity finansowej. Prezydent Rosyjskiego Żydowskiego Kongresu Jurij Kanner nie potwierdził ani też nie zaprzeczył , że jego bracia służyli za pośredników przy nawiązywaniu kontaktów Kremla z Trumpem. Powiedział tylko, że takie próby w obecnej sytuacji byłyby całkowicie normalne. Podkreślił też, że nie tylko rosyjskie kierownictwo szuka kontaktów z Trumpem za pośrednictwem żydowskiego biznesu. Zwycięstwo Trumpa spowodowało bowiem, że tradycyjne polityczne i dyplomatyczne kanały przestały funkcjonować. Trump dotychczas zajmował się wyłącznie biznesem, a nie polityką i nikt nie ma do niego dojścia.
Ortodoksyjna Ivanka
Kanner potwierdził też, że służył już jako pośrednik w kontaktach z obecną administracją waszyngtońską, ale niewiele wskórał u Hilary Clinton. Ta według niego odniosła się do jego prośby po chamsku. Zrobiła tak, mimo, że też jest związana przez córkę z żydowską diasporą. Ta, po wyjściu za mąż za Żyda, też przyjęła judaizm, ale w mniej ortodoksyjnej formie. Nie wiadomo nawet, czy przestrzega szabatu. Ivanka Trump natomiast bardzo poważnie podchodzi do wszystkich nakazów i zakazów religii. Obowiązkowo przestrzega też szabatu.
ZOBACZ TAKŻE: Co zrobi Trump?
Obserwatorzy sugerują, że w drużynie Trumpa jego ortodoksyjny zięć będzie odgrywał bardzo ważną rolę. Będzie łącznikiem między nim a żydowską diasporą USA, która nie była do niego usposobiona pozytywnie. Żydzi generalnie zawsze głosują na demokratów. Przed wyborami, według badań socjologicznych agencji GBA Strategies, przeprowadzonych wśród amerykańskich Żydów, aż 68 proc. z nich zamierzało głosować na kandydatkę demokratów, a tylko 28 na Trumpa. Analogiczny był rozkład głosów podczas wyborów w 2012 r., w których po raz drugi zwyciężył Obama. Przeciwnicy Trumpa chcieli nawet pozyskać niektóre żydowskie grupy, które okazywały mu poparcie. Demokraci, by zdobyć poparcie diaspory żydowskiej, wystawili na drugiego kandydata na prezydenta Bermi Sandersa, senatora ze stanu Vermont także przedstawiciela amerykańskiego żydostwa. Nie miał on zwyciężyć, ale przysporzyć Hilary Clinton żydowskie głosy.
ZOBACZ TAKŻE: Żydzi Putina
Trump wygrał według obserwatorów dzięki poparciu antysemitów, ale znaleźli się też Żydzi, którzy udzielili mu solidnego poparcia. Legendarny król kasyn Koen Adelson, będąc zaprzyjaźniony z premierem Izraela Binjaminem Netanjahu, wpłacił na fundusz wyborczy Trumpa 30 mln USD. Poparcia Trumpowi udzielili też inni bogaci Żydzi od dawna związani z Partią Republikańską.
Daleko idące obietnice
Liczą oni, że Trump zmieni „izraelską politykę USA” w regionie bliskowschodnim, czyli zmieni ją na bardziej proizraelską. W toku kampanii wyborczej Trump złożył w tej kwestii daleko idące obietnice. Zadeklarował, że przeniesie ambasadę USA z Tel-Awiwu do Jerozolimy, stołeczny status której kwestionuje większość krajów arabskich. Jeżeli Trump dotrzyma obietnicy w tej kwestii, to wyśle bardzo mocny sygnał poparcia USA dla Izraela. Premier Netanjahu już wyraził nadzieję, że po zwycięstwie Trumpa stosunki USA i Izraela ulegną poprawie. Oba państwa łączą co prawda więzy sojusznicze, ale osobiste stosunki między Obamą a izraelskim premierem zaczęły być chłodne. Izrael nie jest zachwycony polityką Obamy wobec krajów arabskich. Wojny w regionie nie tylko się nie zakończyły, ale trwają w najlepsze, a jedna trwa u granic Izraela.
ZOBACZ TAKŻE: Trump o stosunkach z Rosją: Nie używałbym słowa “reset”
Poprawą stosunków USA z Izraelem jest zainteresowany Kreml. Jego stosunki z Tel-Awiwem są więcej niż dobre. Liczy on, że premier Netanjahu nie odmówi swojej mediacji w przywracaniu dobrych stosunków między USA a Rosją. Izraelski premier wie, że tego m.in. życzą sobie jego rosyjskojęzyczni ziomkowie, dla których linia frontu obecnego konfliktu pomiędzy USA a Rosją przebiega nie między Rosją a Ukrainą, a między judeochrześcijańską a islamską cywilizacją.
Marek A. Koprowski
